„Służba ojczyźnie to jest coś pięknego…”

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
Rozmowa z kpr. Julią Ryczak, studentką Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, statystką, adeptką chóru Opera Nova w Bydgoszczy, żołnierzem 16. Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Sport, wojsko i opera to dość oryginalne zestawienie. Jak Pani realizuje te trzy pasje?

Studiuję na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, trenuję skok o tyczce w klubie AZS AWF Wrocław, od dziecka występuję w operze jako adeptka i statystka. A poza tym, interesuję się militariami, byłam w Legii Akademickiej, gdzie bliżej poznałam wojsko i po skończonym kursie uzyskałam stopień kaprala rezerwy. Wtedy stwierdziłam, że chciałabym się rozwijać w tym kierunku. Wstąpienie do WOT dało mi taką możliwość. Z wojskiem wiążę swoją przyszłość. Po skończeniu studiów na kierunku wychowanie fizyczne chciałabym pójść na kurs oficerski, a potem marzy mi się etat instruktora wf. w wojsku.

Kobieta marzy o pracy w wojsku?

Od najmłodszych lat interesowałam się wojskiem, uwielbiałam filmy wojenne, podziwiałam kobiety, które służą ojczyźnie. Mój tata, wielki patriota, jako pierwszy wstąpił do WOT, wiele na ten temat dowiedziałam się właśnie od niego. Powtarzał mi, że służba ojczyźnie to jest coś pięknego. Przeprowadzając się z Bydgoszczy do Wrocławia, tylko czekałam, aż powstanie Brygada Dolnośląska. Złożyłam wniosek, a gdy już było wiadomo, że Brygada powstanie, skontaktowała się ze mną Wojskowa Komisja Uzupełnień i poinformowała o dalszych krokach. Żeby wstąpić do WOT, wystarczy mieć ukończone 18 lat, posiadać obywatelstwo polskie i być niekaranym. Stałe zatrudnienie czy status studenta nie ma znaczenia. Chcąc zostać żołnierzem, musiałam przejść komisję lekarską, testy psychologiczne i test sprawnościowy: bieg na 3 kilometry, pompki i brzuszki. Po pozytywnej weryfikacji otrzymałam kartę powołania, która otworzyła mi drzwi do 16 Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Potem zostałam skierowana na szkolenie poligonowe do Żagania. Wcześnie rano pobudka, śniadanie, a potem cały dzień ćwiczeń i szkoleń z taktyki, musztry, regulaminów, zachowania żołnierza, strzelania. Szkolenie zakończyło się pętlą taktyczną, czyli tak zwanym egzaminem. Aby go zaliczyć, należało m.in. wykazać się umiejętnością strzelania, udzielenia pierwszej pomocy przedmedycznej rannemu, jego ewakuacją z pola walki oraz znać zagadnienia z taktyki w terenie.

Czego można nauczyć się w WOT?

Żołnierze muszą raz w miesiącu obowiązkowo uczestniczyć w szkoleniach rotacyjnych. Przez dwa dni uczymy się i ćwiczymy. Teraz te szkolenia odbywają się co tydzień – w soboty i niedziele, bo wymaga tego sytuacja w kraju. Szkolimy się głównie w zakresie zwalczania i zapobiegania rozprzestrzeniania się koronawirusa: jak profesjonalnie pobierać wymazy, zakładać kombinezon ochronny oraz przeprowadzać dekontaminację pomieszczeń. Wszystko to jest związane z zadaniami, które wykonujemy w ramach akcji „Trwała odporność”. W WOT mogę się rozwijać. W Brygadzie organizowane są kursy, z których mogę skorzystać. Właśnie zapisałam się na kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy. Na szkoleniach rotacyjnych mamy okazję nauczyć się wielu nowych rzeczy i doskonalić umiejętności, które już posiadamy. Służba w Brygadzie to także nowe znajomości. Spędzamy przecież ze sobą mnóstwo czasu. W WOT poznałam kilka osób, z którymi utrzymują kontakt także poza służbą. Mamy podobne zainteresowania, lubimy aktywnie spędzać czas.

Jak udaje się pani pogodzić życie studenckie ze służbą?

Nie jest to łatwe, ale ja swoją przyszłość wiążę z wojskiem, więc jestem w stanie zrezygnować z innych rzeczy, które mnie interesują, na rzecz służby. To jest teraz moim priorytetem: szkolić się i pomagać w czasie pandemii. Gdy w lutym tego roku byłam na szkoleniu, nie sądziłam, że za chwilę będziemy realizować tyle zadań. Moi koledzy jeżdżą do szpitali i urzędów, pobierają wymazy. Ja w marcu mierzyłam temperaturę na lotnisku osobom, które wracały do Polski w ramach akcji „Lot do domu”. Jeździłam też z policją na monitoring kwarantanny i brałam udział w poszukiwaniach zaginionego dziecka. Teraz codziennie jestem w Caritas Archidiecezji Wrocławskiej, pomagam w wydawaniu posiłków. Musimy dbać, aby były odpowiednio spakowane, a ludzie, którzy tam przychodzą - zachowywali bezpieczne odległości. Spotykam tam osoby, które nie tylko chcą zjeść ciepły posiłek, ale też porozmawiać. Żołnierze wzbudzają zaufanie, ludzie chętnie dzielą się z nimi historiami swojego życia, opowiadają, jak znaleźli się w takiej sytuacji, że nie mają środków na życie, nie mają domu. Czasem proszą o dodatkową zupę, bo są głodni. Bardzo przeżywam takie sytuacje.

Młoda kobieta w mundurze wzbudza nie tylko zaufanie, ale także podziw.

Moje współlokatorki, widząc mnie w mundurze, mówią, że wyglądam groźnie (śmiech). Są ze mnie dumne i trochę mnie podziwiają, bo powtarzają, że one by tak nie potrafiły. Ostatnio na ulicy zaczepił mnie starszy mężczyzna. Zainteresował go mundur, który miałam na sobie. Spytał półżartem, czy nie chciałabym zostać jego synową! Rodzice są ze mnie bardzo dumni, uważają, że połączenie sportu i wojska to dobra przyszłość.

Czy kobiety w terytorialsach mają taryfę ulgową?

Nie! Żołnierzem jest się bez względu na płeć. Czy mężczyzna, czy kobieta - dźwigamy takie same plecaki, takie same zasobniki, wykonujemy te same ćwiczenia i zadania. Kiedyś mówiono, że kobieta to słaba płeć. To nieprawda! Kobiety są silne psychicznie, potrafią wiele znieść. Jesteśmy od mężczyzn słabsze fizycznie, ale nikt nie traktuje nas ulgowo. W wyjątkowych sytuacjach możemy liczyć na pomoc kolegów. Nie narzekam, wstaję wcześniej, maluję oko i mogę śmigać na poligon.

Dodaj ogłoszenie