Słowacki we Wrocławiu

    Słowacki we Wrocławiu

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Juliusz Słowacki dwa razy był we Wrocławiu. Pierwszy raz w marcu 1831 roku, za drugim razem gościł w 1848 roku. Miasto, delikatnie mówiąc, go nie zachwyciło.
    Dlaczego Juliusz Słowacki, urodzony w Krzemieńcu (dziś na zachodniej Ukrainie) i przebywający w Warszawie, przyjechał pierwszy raz do Wrocławia? Nie do końca wiadomo, czemu opuścił Warszawę. Istnieje hipoteza, że bał się represji popowstaniowych. Ale może też po prostu miał tu dostać paszport pruski, uprawniający go do dalszej podróży do Drezna.

    Niezależnie od hipotez i domysłów, we Wrocławiu przebywał tylko kilkanaście dni - od 16 do 29 marca. Zamieszkał w hotelu Pod Złotą Gęsią przy Junkersstrasse 27/29 (dziś to ulica Ofiar Oświęcimskich), potem pojechał do Gniezna. Nie zachwyciło go sąsiedztwo Rynku i hotelowa drożyzna. Przeszkadzały miauczące, jak to w marcu bywa, koty i piejący kogut. Musiał wspinać się po schodach trzypiętrowej kamienicy. Pisał, że hotelarze zdarli z niego skórę.

    Relację z wrocławskiej podróży znamy z listów do matki poety - Salomei. Po lekturze owych listów prof. Biliński uśmiecha się:
    - Słowacki okazał się człowiekiem niezbyt bystrym, dojrzał w Rynku dwa kościoły. Być może pisał o kościele św. Marii Magdaleny i św. Elżbiety, ale - ponieważ patrzył z perspektywy dzisiejszego domu towarowego - raczej wziął za kościół ratusz - opowiada.

    Sam Rynek Słowackiemu się nie spodobał. W tamtych czasach oblężony był przez jarmarki, więc trudno, żeby poecie spodobały się jarmarczne budy dookoła placu. Do Wrocławia jechał zresztą przez dzisiejszy Sułów i - jak wspomina - Kremnitz. Może chodziło mu o Trzebnicę (Trebnitz), może o Krośnice (Kraschnitz), ale najbardziej prawdopodobne jest, że pomylił nazwę Krępic (Krampitz).
    Żalił się na ciężki podróżny tłumok.

    W tym "tłumoku" wiózł swoje wiersze, czyli spory pakiet rękopisów. Chciał wydać poezje. Nie powiodły się interesy z wrocławskim wydawcą Johannem Gottliebem Kornem. Opublikował wiersze w Paryżu w 1832 roku (nie wiadomo, czy w druku znalazła się cała zawartość "tłumoka"), ale Słowackiego zgubiła recenzja Adama Mickiewicza, którego szczerze podziwiał. Mickiewicz zaś wyraził się o twórczości kolegi - mówiąc delikatnie - dość powściągliwie.
    - To sprawiło, że Słowacki przez dziesięć długich lat był na indeksie - opowiada prof. Biliński.

    Nie wiadomo, co robił w mieście w marcu. Można przypuszczać, że trochę spacerował (skoro nie podobał mu się handel w Rynku, musiał tam bywać, żeby go widzieć). Marcowa pogoda nie sprzyja jednak zwykle dalekim wędrówkom, ale na pewno trafił na dzisiejszy plac Solny (plac Blüchera).
    Druga wizyta była długa, bo trwała od 9 maja do 8 lipca 1848 roku, kiedy to poeta jechał z Wrocławia do Drezna.
    1 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo