Sławomir Szmal: Wrocław lubię i odwiedzam często. Zasługuje na Superligę

Jakub Pęczkowicz
Andrzej Banas
O szkoleniu młodzieży, grze w Niemczech i wizycie w Obornikach Śląskich ze Sławomirem Szmalem, rozmawia Jakub Pęczkowicz

W poniedziałek odwiedził Pan gimnazjum w Obornikach Śląskich. Był wspólny trening, seminarium, rozmowy, a na koniec dzieciaki próbowały rzucić Panu bramkę. Dużo ich wpadło?
W piłce ręcznej zazwyczaj wpada ich dużo, więc tym razem również kilka wpuściłem.

Takie spotkania z młodymi szczypiornistami w małych miejscowościach są bardzo potrzebne?
Jak najbardziej. Zależy mi na tym, by popularyzować piłkę ręczną. Na takie imprezy z dzieciakami, jak ta w Obornikach Ślaskich, przyjeżdżam bardzo chętnie. Dla młodych sportowców spotkania ze znanymi zawodnikami w mojej opinii są wartościowe. Zachęcają do uprawiania sportu, jakiejś aktywności. Zwłaszcza w tych czasach, gdy większość dzieciaków wolny czas spędza wyłącznie przed komputerem.

Dla wielu z tych, którzy czekali na Pana w Obornikach Śląskich, Sławomir Szmal jest pewnie idolem.
Przede wszystkim jestem usatysfakcjonowany, że moja osoba jest tak fajnie odbierana. Sam pochodzę z niewielkiej miejscowości, a przygodę z piłką ręczną zaczynałem w małej Stali Zawadzkie. To jednak nie ma znaczenia. Kocham ten sport i uważam, że trzeba go promować wszędzie. W takich miejscowościach, jak Oborniki Śląskie, jest sporo fanatyków szczypiorniaka, którzy ratują tę dyscyplinę, są na jej punkcie pozytywnie zakręceni.

Znalazł Pan w tamtejszym gimnazjum jakiś talent?
Czy znalazłem talent, to trudno powiedzieć. Był wspólny trening i rozmowa. Przyszła spora grupa dzieciaków w różnym wieku. Trudno mi oceniać, czy były wśród nich małe gwiazdki. Na pewno wszyscy byli bardzo zaangażowani i mieli wielką chęć do gry.

Często bierze Pan udział w takich akcjach?
Przyjazd do Obornik był m.in. efektem programu, który ma na celu promować województwo świętokrzyskie, ale trzeba też oddać, że dużą rolę odegrali trenerzy Boru Przemysław Bagiński i Łukasz Polak oraz dr hab. Marek Rejman, pracownik wrocławskiej AWF, z którym cały czas kontaktowałem się przed przyjazdem. W wolnym czasie, którego mam naprawdę mało, odwiedzam sporo szkół. To dla mnie zawsze przyjemność.

Przypominają się Panu wtedy początki kariery?
Oczywiście, zawsze pojawiają się wspomnienia... Jak już mówiłem, sam pochodzę z małej miejscowości i doskonale pamiętam, jak zaczynałem treningi w sali gimnastycznej. Wtedy piłka ręczna nie była tak popularna jak teraz. Od małego ten sport był całym moim życiem. Podglądałem swoich idoli - w jaki sposób grają, jak się poruszają. Przejść koło takiego zawodnika było czymś niebywałym. Ekscytowałem się i naśladowałem swoich ulubieńców, dlatego sam teraz z wielką chęcią odwiedzam młodych szczypiornistów.

Gdyby Pan porównał warunki i poziom szkolenia młodzieży wtedy i teraz, to jak by to wyglądało?
Jako dzieciak miałem ciężko. Gdy zaczynałem przygodę ze szczypiorniakiem, to był koniec PRL-u. Wielu rzeczy brakowało albo były trudno dostępne. Każdy chłopak cieszył się, jak miał buty, w których można było grać w sali. Inne czasy. Teraz, patrząc na te dzieciaki, chociażby w Obornikach, myślę, że trenerzy pracujący z nimi, starają się zapewnić im jak najwięcej. Jest fantastyczna atmosfera, sprzęt sportowy i nowoczesna hala.

Czyli ta dyscyplina - jeśli chodzi o szkolenie - idzie w dobrą stronę?
Moim zdaniem ta piłka ręczna żyje głównie dzięki fanatykom, którzy nie patrzą tylko na pieniądze i na korzyści, ale kochają ten sport, tworzą go i chcą ratować. W małych miejscowościach tak naprawdę nie ma pieniędzy na szczypiorniaka, a ludzie mimo to się angażują. Musimy jednak się zastanowić, co jeszcze można zrobić. Głównie z myślą o dzieciakach. Może przydałby się jakiś program pomocy przynajmniej dla mniejszych klubów. Chodzi na przykład o dofinansowanie treningów najmłodszych.

Przez długi czas grał Pan zawodowo w Niemczech. Jak się ma tamtejszy poziom rozgrywek do naszego?
Zacznijmy od tego, że w Niemczech piłka ręczna jest bardzo popularna. W Polsce wśród gier zespołowych zajmuje obecnie trzecie miejsce, po piłce nożnej i siatkówce. Tymczasem w Niemczech jest co najmniej dziesięć ligowych poziomów, co doskonale pokazuje popularność tego sportu zagranicą. Moja żona przez kilka lat grała rekreacyjnie w V lidze niemieckiej. Któregoś razu wybrałem się na jedno ze spotkań i okazało się, że pomimo niższego poziomu hala niemalże cała wypełniła się kibicami. Tam w każdej miejscowości jest klub piłki ręcznej. Tam właściwie wszyscy uprawiają jakiś sport. To jest ich atut. U nas jest to nie do pomyślenia. Nie mamy hal w każdym mieście, więc jak tu mówić o masowej aktywności fizycznej?

Na koniec zapytam o ligę, a właściwie o przyszły sezon. Awans do ekstraklasy niemalże zapewniony mają już szczypiorniści Śląska Wrocław. Na co stać WKS w PGNiG Superlidze?
Przekonamy się w przyszłym sezonie. Dla mnie zespół, który ma aspiracje, by wejść do ekstraklasy, musi myśleć o tym by nie był to awans na jeden sezon, tylko aby na tym najwyższym szczeblu pozostać i walczyć przynajmniej o środek tabeli. Myślę, że ŚląskWrocław stać na taki wynik. Do tego potrzebne jest solidne przygotowanie, również finansowe. Nie wiem, jakim budżetem dysponuje wrocławski klub. Lubię Wrocław, jest pięknym miastem. Chętnie je odwiedzam i myślę, że zasługuje na drużynę w PGNiG Superlidze.

Rozmawiał Jakub Pęczkowicz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie