Sezon ogórkowy, czyli jawna niesprawiedliwość

Aleksander Malak
Janusz Wójtowicz
Już nie pamiętam, kiedy, jak w tym roku, sezon ogórkowy zaczął się właśnie od ogórków.

Wiem, że w kontekście tylu zachorowań i przypadków śmiertelnych wtłaczanie epidemii zakażeń bakterią EHEC w sezon wiadomości branych z księżyca może wydać się niestosowny, ale przecież do dzisiaj nie wiadomo, dlaczego padło akurat na ogórki, w dodatku hiszpańskie. Już bowiem po kilku dniach okazało się, że może i na ogórkach są jakieś bakterie, ale nie te i wystarczy zwyczajnie przed spożyciem dokładnie ogórki wymyć.

Kiedyś, w przypływie twórczej ekscytacji i poetyckiej weny, wymyśliłem hasło "Myj warzywa i owoce przed i po jedzeniu!". Hasło idiotyczne, nie ulega wątpliwości. Równie idiotyczne, jak stwierdzenie, że to ogórki przeniosły bakterie na ludzi, podczas gdy wiadomo powszechnie, że jeżeli już, to jednak ludzie skazili ogórki bakteriami.

Jeżeli skazili, bo po kilku dniach zdjęto bakteryjną klątwę z ogórków (w międzyczasie popyt na ogórki, i już wcale nie tylko hiszpańskie, zmalał do zera) i rzucono ją na pomidory, sałatę i bakłażany. Te warzywa jednak się wybroniły, więc ofiarą stały się kiełki fasoli, rzodkiewki i inne takie tam wegetariańskie nowinki (z całym szacunkiem dla wegetarian). Kiedy piszę te słowa, wydaje się, że i na kiełkach anatema się nie utrzyma. Pewnie nadchodzi kolej na mięso, może na jakieś węglowodany?
I w taki oto sposób śmiertelne niebezpieczeństwo znalazło się w centrum sezonu ogórkowego.
Ale dość o ogórkach, bo w kolejce czeka pietruszka.

W Rosji na wieść o hiszpańskich ogórkach nałożono embargo na wszelkie warzywa pochodzące z Unii Europejskiej, czyli na jakieś cztery miliardy euro. Jednocześnie ogłoszono (bo nastał sezon?), że pietruszkę należy postrzegać … jako narkotyk. Nie wiem, miękki czy twardy, ponieważ chodzi o nasiona, które rzekomo powodują halucynacje. Niestety, nie podano u kogo - badaczy czy konsumentów.

Pietruszkę należy postrzegać… jako narkotyk. Miękki? Twardy?

We Francji z kolei (ale to już z innej, choć też sezonowej beczki) zakazano w pismach urzędowych używania wyrażenia "e-mail", bo to po angielsku. Nie wiem, jak jest po francusku i dlatego Francuzom nie współczuję, choć w imię zawodowej solidarności powinienem, bo jednocześnie moim francuskim kolegom dziennikarzom zabroniono używania nazw "Facebook" i "Twitter".

A u nas? U nas też sezon ogórkowy. Biurokratyczny. Jak przystało na przyjazne państwo. Ogłoszono, że od 1 lipca Kowalski, nieprowadzący działalności gospodarczej i niepłacący VAT-u, nie będzie potrzebował NIP-u. Okazuje się nie do końca. Bo jeśli Kowalski zachoruje i przyjdzie do przychodni po L4, nie dość, że musi mieć przy sobie NIP osobisty, to również NIP zakładu, w którym pracuje. A NIP-y te, jak wiadomo, każdy Kowalski nosi przy sobie w portfelu. Po co ZUS-owi te NIP-y (numery identyfikacji PODATKOWEJ!) nie wyjaśniono. Jednocześnie uwolniono lekarzy od wpisywania w druk L4 NIP-u przychodni, w której lekarz pracuje, co uważam za wołającą o pomstę do nieba jawną i krzyczącą niesprawiedliwość. Zwłaszcza w "przyjaznym państwie". Szczególnie w sezonie ogórkowym, jak najbardziej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie