Saleta: To Gołota jest wciąż numerem jeden

Robert Małolepszy
Nikt nie spodziewał się, że obaj pokażą aż tak dobrą formę. Saleta wygrał, bo miał lepszy plan, kondycję i zimną głowę. Gołota też powinien zakończyć karierę
Nikt nie spodziewał się, że obaj pokażą aż tak dobrą formę. Saleta wygrał, bo miał lepszy plan, kondycję i zimną głowę. Gołota też powinien zakończyć karierę Tomasz Bołt/Polskapresse
- Nie jestem od tego, by mówić, co Andrzej ma robić, ale uważam, że to dobry moment dla nas. Mi jest łatwiej, bo wygrałem, ale po takiej widowiskowej walce nie miałbym pretensji nawet za porażkę i bym się po prostu pożegnał - mówi Przemysław Saleta po zwycięskiej walce z Andrzejem Gołotą w rozmowie z Robertem Małolepszym

Jak naprawdę wyglądała decydująca akcja, po której Andrzej padł na deski?
Trafiłem chyba lewym sierpowym, a zaraz po tym lewym podbródkowym. Zobaczyłem, że te ciosy zrobiły wrażenie. Wtedy postawiłem wszystko na jedną kartę, bo na początku tej rundy coś strzeliło mi w prawej ręce i nie mogłem za bardzo nią atakować. Andrzej nie padł po jednym moim ciosie. Ja nigdy nie byłem puncherem. To była kumulacja ciosów i zmęczenia. Walka toczyła się w naprawdę dobrym tempie.

Kiedy pomyślał Pan: jest dobrze?
Gdy zobaczyłem, że Andrzej idzie na "wojnę", pomyślałem, że spełnia się moja taktyka. Gdy pierwszy raz wypluł szczękę, wiedziałem już, że jest bardzo dobrze.

Pierwsze dwie rundy wydawały się należeć do Gołoty. Pod koniec piątej uratował Pana gong...
Tak naprawdę dwa razy poczułem ciosy Andrzeja. Najpierw prawy, a potem serię. Poza tym nie miałem większych kryzysów. Ten jego lewy sierpowy to już nie jest to, co kiedyś, choć oczywiście to wciąż bardzo mocno bijący zawodnik - kawał chłopa. Ludziom wydawało się, że Andrzej mnie trafiał, bo te rękawice gdzieś się ocierały o moją głowę. Ale to był element taktyki. Wolałem, żeby zadał więcej ciosów, nie trafiając, bo wiedziałem, że w końcu zaczną się u niego problemy z kondycją.

Jednym słowem podpuścił Pan Andrzeja Gołotę, który uwierzył, że jest w stanie szybko Pana znokautować?
Nie wiem, czy taki był plan, ale coś w tym jest. Andrzej mnie zaskoczył. Myślałem, że będzie więcej się ruszał. Że trochę potańczy na ringu. Moja taktyka "wojny" w półdystansie wynikała z tego, że ja nie mam już takich nóg, jak kiedyś. Cieszę się, on tę moją taktykę przyjął. Znam siebie i wiem, jakie mam ograniczenia, choćby wynikające z wrodzonego braku ciosu. Musiałem coś wymyślić na ten pojedynek. Nastawiłem się na wytrzymałość, tempo i to wypaliło.

Nie jest Pan puncherem, ale mimo to Andrzej już od trzeciej rundy miał kłopoty po Pańskich ciosach. Szczękę wypluwał, bo był w tarapatach...

Kiedyś Andrzej słynął z tego, że mógł przyjmować dużo uderzeń, ale każdy ma swój limit. To on tworzył historię wagi ciężkiej, a nie ja. Jego kosztowało to też więcej zdrowia. Zawsze zdrowszy z boksu wyjdzie ten, który jest znokautowany jednym ciosem, niż ten, który był wielokrotnie obijany. A tak było z nim. Ja, gdy przegrywałem przez nokaut, to szybko.

Pan był skromny i cierpliwy. Andrzej zbyt pewny siebie?
Tak bym nie powiedział. Ta walka toczyła się w bardzo sportowej atmosferze. Jeszcze raz dziękuję Andrzejowi i jego żonie Marioli, że się na nią zgodzili.

Podtrzymuje Pan decyzję o zakończeniu kariery?
Lepszego pożegnania nie mogłem sobie wymarzyć. To była dobra walka do zakończenia kariery. I dla mnie, i dla niego. Mam nadzieję, że ten sukces zainspiruje ludzi, którzy mają lat 40-45, do tego, by uprawiać sport i prowadzić aktywny tryb życia.

Sądzi Pan, że zainspiruje Pan też Andrzeja Gołotę do zakończenia kariery?

Nie jestem od tego, by mówić, co Andrzej ma robić, ale uważam, że to dobry moment dla nas. Mi jest łatwiej, bo wygrałem, ale po takiej widowiskowej walce nie miałbym pretensji nawet za porażkę i bym się po prostu pożegnał.

Co by Pan powiedział Gołocie?
Ta walka nic nie zmienia w historii polskiego boksu, to Andrzej Gołota jest numerem jeden. Ja pokazałem, że jestem lepszy, gdy obaj mamy 45 lat. Co by było 10 lat temu, tego już się nie dowiemy.

Wideo

Materiał oryginalny: Saleta: To Gołota jest wciąż numerem jeden - Polska Times

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
miszczunio

chuja wiecie wy k**** to ja jestem miszczem

Z
Zbox

Gołota nigdy nie był prawdziwym bokserem. Był dobry do różnych "ustawek" kiedy niby prowadził walkę by w dziwnych okolicznościach ją przegrać. Zawsze chodziło o kasę i niech mu ona na zdrowie wyjdzie tylko po co się oszukiwać, że mamy do czynienia ze sportowcem?

Z
Zgadzam się

. Dobry na pewno skoro oddał córce nerkę.

M
Mike

To chyba dobry chłop..

Dodaj ogłoszenie