Rząd ogłosi abolicję za pracę na czarno. Są jednak warunki

Andrzej Zwoliński
Andrzej Zwoliński
Jan Sarnowski, wiceminister finansów ujawnił pomysły na ograniczenie szarej strefy na rynku pracy i na abolicję mającą zachęcić do ujawniania się zatrudnionych na czarno.
Jan Sarnowski, wiceminister finansów ujawnił pomysły na ograniczenie szarej strefy na rynku pracy i na abolicję mającą zachęcić do ujawniania się zatrudnionych na czarno. Ministerstwo Finansów
Udostępnij:
Resort finansów da szansę na zalegalizowanie zatrudnionych „na lewo” najpóźniej do stycznia. Inaczej będą gigantyczne kary.

Pomysły na ograniczenie szarej strefy na rynku pracy i na abolicję mającą zachęcić do ujawniania się zatrudnionych na czarno wspólnie ogłosili przedstawiciele Ministerstwa Finansów, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Państwowej Inspekcji Pracy. Abolicyjna furtka otwiera się do 1 stycznia przyszłego roku, później pracodawcy nie tylko będą surowo finansowo karani za zatrudnianie na czarno, to do tego będą musieli zapłacić podatki i składki za pracowników zatrudnianych „na lewo”.

Ujawnione propozycje są częścią pakietu podatkowego Polskiego Ładu. Resort finansów oferuje zwolnienie z PIT od uzyskanego dochodu każdego pracownika, który przyzna się do pracy na czarno. Koszty, wraz z odsetkami będzie musiał ponieść pracodawca, który płacił mu pod stołem.
Dodatkowo pracodawca poniesie dodatkową, wysoką karę. Za każdy wykazany miesiąc zatrudniania pracownika na czarno będzie mu do przychodu doliczana kwota w wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę i tych wydatków nie będzie mógł zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Teraz wygląda to tak, że nieopłacony podatek – w razie ujawnienia pracy na czarno – płacony jest wspólnie przez pracodawcę i pracownika.

Jan Sarnowski wiceminister finansów podkreślił w czasie konferencji prasowej, że: nowe przepisy oznaczają odwrócenie modelu odpowiedzialności za zapłatę zaległych podatków oraz abolicję dla przedsiębiorców.

Ministerstwo chce też przeciwdziałać „płaceniu pod stołem” części wynagrodzenia, gdy pracownik formalnie zatrudniony jest na podstawie umowy za dość niskie wynagrodzenie, np. minimalne. Od tego są odprowadzane podatki i składki. Pozostałą część wynagrodzenia otrzymuje poza umową w gotówce, a pracodawca nie odprowadza od tej części składek.

Szara strefa warta 17 mld złotych

Jak ujawnił Sarnowski, straty budżetu, NFZ, ZUS i samorządów z tytułu szarej strefy na rynku pracy to około 17 mld zł. To kwota porównywalna z szacowaną przez rząd luką VAT lub CIT. Z szacunków resortu finansów wynika też, że w całej polskiej gospodarce około 12 procent pracowników (czyli aż 1,5 mln osób) zatrudnionych jest na czarno. Najbardziej ten proceder rozpowszechniony jest w sektorze prywatnym wśród mikrofirm – około 31 procent.

Gertruda Uścińska prezes ZUS wskazała, że niepłacenie składek przez pracodawców lub zaniżanie wynagrodzeń wpływa znacząco na wysokość przyszłych emerytur. Około 360 tys. osób, ma wypłacaną emeryturę poniżej minimalnej, a w roku 2035 będzie to ponad pół miliona osób. A więc będzie przybywać osób, które mają emeryturę niższą niż minimalna ze względu na niepłacenie składek lub na płacenie składek przez krótki okres - podkreśliła Uścińska.

Według Jarosława Leśniewskiego, zastępcy Głównego Inspektora Pracy do nieprawidłowości najczęściej dochodzi w handlu, naprawach i budownictwie. Z danych PIP wynika, że najczęstszy proceder to zawierane umowy w niepełnym czasie pracy, gdzie pracownik otrzymuje legalnie tylko część wynagrodzenia, a pozostałą część dostaje do ręki. Pod stołem płaci się też często za godziny nadliczbowe i premie.

Na czym ma polegać abolicja dla pracodawców?

Resort finansów otworzy furtkę abolicyjną i da szansę pracodawcom, którzy – jak powiedział wiceminister Sarnowski - chcą naprawić swoje relacje z pracownikiem. Przedsiębiorcy, jeśli w ich firmach nie jest obecnie przeprowadzana związana z tym kontrola, mogą skorzystać z abolicji. W jej ramach, jeśli stosunek pracy zostanie odpowiednio zalegalizowany, zaległego podatku nie zapłaci ani pracownik, ani pracodawca. Dotyczy to też zaległych składek zdrowotnych. Warunkiem jest sformalizowanie zatrudnienia najpóźniej w styczniu 2022 roku. W ten sposób będzie można zalegalizować pracę na czarno oraz płacenie pod stołem nie tylko za 2021 rok ale też za lata wcześniejsze. Będą jednak musieli odprowadzić zaległe składki na ubezpieczenie społeczne (ZUS).

Program nie będzie obejmował sprawdzania, czy został zawarty właściwy kontrakt pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Chodzi o sytuację, gdy zachodzi stosunek pracy, ale praca odbywa się w formule kontraktu B2B, czyli zlecania przez pracodawcę usług pracownikowi, który formalnie prowadzi jednak jednoosobową działalność gospodarcza.

Szara strefa na rynku pracy

W ramach badań GUS, wielkość „szarej strefy” gospodarki jest mierzona jako udział w PKB z tytułu wykonywania pracy nierejestrowanej oraz w jednostkach zarejestrowanych. Z danych GUS wynika, że udział w PKB z tytułu wykonywania pracy nierejestrowanej systematycznie maleje. Zmniejszyła się z 3,5 proc. w 2008 r. do 1,7 proc. w 2018 r. Natomiast rozmiar szarej gospodarki w jednostkach zarejestrowanych jako odsetek PKB w latach 2008–2018 wzrósł z poziomu 8,3 proc. do 10 proc.

Tylko w 2020 roku PIP przeprowadziła ponad 11,5 tys. kontroli, podczas których inspektorzy pracy badali legalność zatrudnienia i innej pracy zarobkowej Polaków. W ubiegłym roku inspektorzy pracy skontrolowali legalność powierzania pracy ponad 66,6 tys. osób. Nielegalne zatrudnienie lub inną nielegalną pracę zarobkową stwierdzono w odniesieniu do prawie 8,7 tys. osób, co stanowi 13 proc. osób objętych sprawdzeniem (w 2019 r. było to 12,5 tys. osób – 11 proc.). Najwyższy odsetek nielegalnego zatrudnienia odnotowany został w mikroprzedsiębiorstwach zatrudniających do 9 osób.

Legalność zatrudnienia leży również w centrum zainteresowania ZUS. W 2018 roku ZUS skontrolował 23,6 tys. mikrofirm (do 9 ubezpieczonych) i wyegzekwował 35,4 mln zł. W 2019 roku kontrole objęły 18,6 tys. mikrofirm, a ściągnięte należności opiewały na 30,5 mln zł. Największe nieprawidłowości dotyczyły transportu drogowego, restauracji i innych placówek gastronomicznych, działalności ochroniarskiej oraz robót budowlanych.

Miliardowe inwestycje w Polsce zagranicznych firm

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcin Kowalczyk
Brawo! Pierwszy rząd,który poważnie, a nie tylko deklaratywnie walczy z patologiami na rynku pracy. Trzymam kciuki za powodzenie!

Tzw. zbieg umów - tj. etat zlecenie też trzeba zlikwidować!
G
Gosc
Straty TK mamy na tych co z socju żyją, to już jest patologia , jak oni z socjolow potrafią sobie mieszkania wynająć i głupieją z nadmiaru czasu , to już ok 50 mld zł rocznie
G
Gość
Standardowo. Komuna tworzy problem a potem wielce szanowne niby próbuje go rozwiązać. W młodych nadzieja, że wywalą tych czerwonych z rządu. Starzy często są przesiąknięci komuną i teraz nawet im pasuje, że wróciła.
G
Gość
23 listopada, 9:11, Gość:

Pracownik powinien dostawać pełną pensję do ręki, a następnie powinien sam oddawać rządowi pieniądze na ZUS, podatki, itd. Podobnie w sklepie, czy na stacji benzynowej - powinny być dwie kasy - w jednej płaci się sklepowi, a w drugiej opłaca się podatki. Ludzie uświadomili by sobie wtedy, że rząd zabiera tak z 60 do 80% ich zarobków.

A jak jest w USA ??????

G
Gość
Pracownik powinien dostawać pełną pensję do ręki, a następnie powinien sam oddawać rządowi pieniądze na ZUS, podatki, itd. Podobnie w sklepie, czy na stacji benzynowej - powinny być dwie kasy - w jednej płaci się sklepowi, a w drugiej opłaca się podatki. Ludzie uświadomili by sobie wtedy, że rząd zabiera tak z 60 do 80% ich zarobków.
Dodaj ogłoszenie