reklama

Ryszard Podlas - Dostał się na Olimp z internatu w Praczach Odrzańskich (ZDJĘCIA)

Wojciech KoerberZaktualizowano 
1977 rok. Rusza ostro. To PŚ w Düsseldorfie archiwum prywatne
Montreal 1976. To do dziś nasze najcenniejsze igrzyska. Siedem złotych medali, sześć srebrnych i trzynaście brązowych. Cztery lata później w Moskwie krążków było jeszcze więcej (32), ale jakość nie ta (3 złote). Atlanta 1996? Tam Mazurka Dąbrowskiego też słuchaliśmy siedmiokrotnie, lecz pięć drugich miejsc i pięć trzecich przemawia na korzyść Montrealu.

Byliśmy tam królami gier zespołowych. Złoto dla siatkarzy, srebro dla piłkarzy i brąz dla szczypiornistów. Ale to nie wszystko. Po tytuły wicemistrzów olimpijskich sięgnęły również dwie skromniejsze, czteroosobowe ekipy. Kolarzy z Ryszardem Szurkowskim oraz lekkoatletów z Ryszardem Podlasem - sztafeta 4 x 400 m.

No ale najpierw trzeba się było do tej sztafety dostać. Ba! Wcześniej trzeba było w ogóle trafić do dyscypliny z niewielkiego Gierowa w województwie opolskim.

- Urodziłem się koło Strzelina, ale dzieciństwo spędziłem w Gierowie, w gminie Grodków. Później, już jako uczeń Zespołu Szkół Rolniczych w Oławie, zostałem wytypowany do reprezentowania szkoły na mistrzostwach Dolnego Śląska szkół rolniczych w Lwówku Śl. - mówi nam Ryszard Podlas. W tym Lwówku, rzecz jasna, zwyciężył, ale wtedy jeszcze na 100 metrów. Na pomiarze ręcznym zapisano mu 10,9 s. Trener Alfred Misiewicz zabrał go do nieistniejącego już dzisiaj Technikum Mechanizacji Rolnictwa we wrocławskich Praczach Odrzańskich. Tam też był LZS. Tam się zaczęło poważne bieganie, typowo lekkoatletyczny trening. To zawodnikiem już Podlas jest. A jak został członkiem srebrnej sztafety? I to po zaledwie trzech latach treningu?!

- W Praczach nie było nawet typowej, 400-metrowej bieżni. Jedynie takie 333 metry, ani to żużel, ani piasek. Zamieszkałem jednak w tych Praczach w internacie, całodzienne wyżywienie w tamtejszej stołówce kosztowało 18 złotych i 10 groszy - precyzyjnie przypomina mały wojownik szczegóły codziennego życia. - Za internat płacili rodzice, ale rachunek za tzw. dożywianie, jakieś 30 zł miesięcznie, opłacał LZS - dodaje.

Wczesne lato, 1976 rok. Podlas ma dopiero 22 lata i ze swojego internatu w Praczach wyrusza na mistrzostwa Polski. A tam zasady są klarowne - najlepsza czwórka leci na igrzyska. Wrocławianin uzyskuje najlepszy czas eliminacji (46,00), w finale mija kreskę jako czwarty (46,11). Wygrywa Jan Werner przed Jerzym Pietrzykiem i Zbigniewem Jaremskim. Piąty, a więc rezerwowy na Montreal, przybiega bardziej doświadczony Henryk Galant (46,27). I on również udaje się do Kanady.
- Taka była faktycznie umowa, że pierwsza czwórka reprezentuje kraj na igrzyskach. Choć ja jeszcze w Montrealu musiałem de facto o to prawo startu rywalizować. Trener Andrzej Siennicki zarządził bowiem sprawdziany na 300-350 m, z których wyszedłem jednak obronną ręką. I tam wygrałem z Galantem. Ja trenera rozumiem, że mógł mieć wątpliwości. Że mogę się spalić, nie wytrzymać, pogubić, niuansów jest dużo - rozgrzesza Podlas szkoleniowca.

Był później taki quiz: najtańszy medal olimpijski? Ten mój. Bo nawet na żaden obóz nie wyjechałem

Tak oto nieistniejący już LZS Technik Pracze dochował się wicemistrza olimpijskiego. Dopiero bowiem w roku poolimpijskim przeniósł się sprinter do Śląska Wrocław. W finale igrzysk pobiegł na pierwszej zmianie, przekazując pałeczkę Wernerowi na drugiej pozycji - za Amerykanami. I tak już zostało. Jaremski też nic nie stracił, a Pietrzyk postawił pieczątkę na olimpijskim srebrze. Brąz dla Niemiec, tuż za podium Kubańczycy.
- Gdy zobaczyłem te 50 tysięcy ludzi na trybunach, to jakiś strach w człowieku się pojawił. Szybko jednak powiedziało się parę słów samemu do siebie i przeszło. Ja byłem absolutnym żółtodziobem, wspomniane mistrzostwa Polski to największa impreza, w jakiej wcześniej brałem udział. Za granicą byłem tylko w NRD na jakichś zawodach młodzieżowych, które wygrałem. Przy okazji igrzysk w Seulu (1988) był taki quiz - najtańszy polski medal? Mój. Bo ja wcześniej nawet w żadnych zgrupowaniach udziału nie brałem, poleciałem do Montrealu z tych swoich Pracz Odrzańskich - zauważa lekkoatleta. Później, gdy karierę zakończył Werner, był już z reguły tym kończącym sztafetę, a że serce do walki miał ogromne, zdarzało się, iż kończył ją na... noszach lub w łóżku.

- Bywało, że padałem za metą i traciłem przytomność. Raz obudziłem się dopiero w szpitalu. To był chyba mityng coca-coli w Sztokholmie - tłumaczy. Musieli dobrze płacić - dworujemy sobie, choć Gruby nie potwierdza. Gruby - tak się do niego zwracał trener Misiewicz, jeszcze w Praczach ("bo chudy byłem, ważyłem 59-60 kg").

Już w barwach Śląska zdobył Podlas brązowy medal uniwersjady w Sofii (1977), bijąc przy okazji rekord Polski (45,36). Wejście w kolejny rok zaakcentował dużym sukcesem indywidualnym. Przywiózł z Mediolanu srebrny krążek halowych mistrzostw Europy na 400 m. Dwa kółka przebiegł w 46,55, przegrał tylko z faworytem gospodarzy, słynnym Pietro Meneą - o 0,1 sek. Włoch był niezwykle uniwersalny, odnosząc też wiele sukcesów na krótszych dystansach sprinterskich. W Monachium (1972) wywalczył na 200 metrów brąz, a w Moskwie (1980) złoto, gdzie z kolei dorzucił brąz w sztafecie 4 x 400. Przez blisko dwie dekady (1979-1996) był rekordzistą świata na 200 m, uzyskując w Meksyku, na dużej wysokości, 19,72 sek. Dopiero podczas igrzysk w Atlancie pobił go Michael Johnson (19,32). Temu z kolei odebrał rekord po 12 latach, w Pekinie, Usain Bolt (19,30). Meneę nazywano Strzałą Południa (Freccia del Sud), a po zakończeniu kariery wyszło na jaw, co dodawało tej strzale prędkości. Włoch zdradził, że przyjmował hormon wzrostu, który wtedy jeszcze - ciekawostka - nie znajdował się na indeksie specyfików zakazanych.

W tym samym 1978 roku, latem, sztafeta biało-czerwonych zajęła drugie miejsce na praskich mistrzostwach Europy, a Podlas miał w tym spory udział (3.03,62). Potrafił też zdobywać się na gesty. Za jeden taki został nominowany do nagrody fair play Europejskiej Federacji Sportu. Rzecz działa się podczas zawodów PŚ w Düsseldorfie (1977), gdzie nasz reprezentant walczył w barwach Europy.

- Byłem typowany do reprezentowania Europy w biegu indywidualnym. Dwa dni przed imprezą jeden z Belgów uzyskał jednak czas lepszy od mojego o 0,02-0,03 sek. Wtedy szef europejskiej federacji zwrócił się do mnie z prośbą, czy nie ustąpiłbym miejsca lepiej dysponowanemu zawodnikowi. Temu Belgowi właśnie. Początkowo nie za bardzo chciałem się zgodzić, bo przecież ten występ był dla mnie reklamą. Ale na drugi dzień, po namyśle, zgodziłem się - opowiada Podlas.

To jednak nie koniec historii. Belg poszedł na start, a Polak w ustronne miejsce na trybuny. W czasie rozgrzewki ten pierwszy zerwał jednak mięsień dwugłowy uda, więc zaczęły się poszukiwania Dolnoślązaka. - Cała reprezentacja w nich uczestniczyła. Ale znaleźli mnie. Przybiegłem drugi, tylko za Niemcem, a tuż za mną znalazł się Juantorena. Zostaliśmy pierwszymi Europejczykami, którzy go pokonali. Za to właśnie ustąpienie typowano mnie do nagrody, obok amerykańskiego pływaka i czeskiego kolarza - dodaje Podlas. Dodać też trzeba, że nazajutrz ów bieg powtórzono. Na życzenie... Juantoreny, który złożył protest. Tłumaczył, że w momencie strzału startera przelatywał samolot i on tego sygnału do ataku dobrze nie usłyszał. Ruszył zatem opóźniony. Na drugi dzień, w powtórce, Kubańczyk zwyciężył.

Pamiętajmy, że mowa o wielkiej legendzie królowej sportu. Alberto Juantorena to dwukrotny mistrz olimpijski z Montrealu na 400 (44,26) i 800 m (1.43,50). Do dziś pozostaje jedynym lekkoatletą, który triumfował w czasie igrzysk na obu tych dystansach. A zaczynał od koszykówki, na biegi namówił go dopiero polski szkoleniowiec Zygmunt Zabierzowski. Po roku treningów Kubańczyk dotarł już do olimpijskiego półfinału w Monachium (400 m). W 1977 roku wybrano go nie tylko najlepszym lekkoatletą globu (pismo Track&Field News), ale i najlepszym sportowcem świata (United Press International). Po zakończeniu kariery był m.in. wiceministrem sportu Kuby, a jego bratankiem jest Osmany Juantorena, siatkarz Trentino Volley, który w 2011 roku otrzymał włoskie obywatelstwo. Wcześniej, w 2006 roku, został zdyskwalifikowany na dwa lata za stosowanie sterydów.

Wracając do Podlasa. Trzykrotnie był indywidualnym mistrzem kraju na 400 m (1977-79), do tego raz w sztafecie (77) i trzy razy w hali. Do Montrealu wrócił jeszcze w 1979 roku, by ponownie zająć drugie miejsce. Tym razem w Pucharze Świata. 17-krotnie reprezentował Polskę w meczach międzypaństwowych (1976-1983), odnosząc cztery zwycięstwa indywidualne w 33 startach. Czy miał w kraju jakiegoś szczególnie zapiekłego rywala? - Na pewno Jurek Pietrzyk był mocnym przeciwnikiem. Wielkie chłopisko, 190 cm - mówi Podlas, 171 cm. Wielkie serce w niedużym ciele.

Po zakończeniu kariery do trenerki go nie ciągnęło. - Jakoś nie. Całe życie był przecież człowiek na walizkach - tłumaczy. Otworzył zakład usługowo-handlowy i prowadzi go do dziś. Też z sukcesami.

Ryszard Podlas

Urodził się 29.07.1954 roku we wsi Białobrzezie k. Wrocławia. 171 cm. Kluby: LZS Dolny Śląsk (1973-1975), LZS Technik Pracze (76) i Śląsk (77-83). Olimpijczyk z Montrealu (1976), gdzie zajął 2. miejsce (3.01,43) w sztafecie 4 x 400 m (partnerzy: J. Jaremski, J. Pietrzyk i J. Werner). Wygrali Amerykanie (2.58.65). Wicemistrz Europy z Pragi (1978) w sztafecie (J. Włodarczyk, Z. Jaremski i C. Łapiński), halowy wicemistrz Europy z Mediolanu (1978 - czas 46.55, rekord Polski). Były rekordzista kraju na 400 m - 45.36 (Sofia, 1977 rok). Żona Jolanta (prawnik), córka Agnieszka (29 lat, ekonomistka). Mieszkają we Wrocławiu.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antoni B

Chodziłem z nim do szkoły w Oławie, razem biegałem w zawodach szkolnych. Był najszybszy, najdalej skakał w dal i wzwyż śmiesznym stylem nogi podkurczal pod tylek i hej do gory. A później Pradze i dalej wiadomo

p
podlas

Przykre ,ale to prawda,trudno trzeba to przypomnieć ,złodziej.

k
koko

Ryszard Podlas był znakomitym sportowcem, ale, niestety zakończył karierę po niechlubnym błędzie życiowym, który zaliczył wraz z innym biegaczem Ryszardem Wichrowskim w sklepie z butami podczas mistrzostw świata w helsinkach w 1983. Stara sprawa i chyba się jej wstydzi, ale tak było.

p
partagos

Alfred Misiewicz , był moim dobrym znajomym , nie jednego kielicha się wypiło , trenował lekkoatletów i ciężarowców , miał tzw. nosa do młodych , ale zdolnych ludzi .

w
wych

To był trener z zasadami i własnymi pomysłami! Szukał talentów i rozwijał. A kanapki z pokrzywą pamiętacie?;-)

p
partagos

Dla uzupełnienia , warto przypomnieć , że , był wychowankiem pierwszego trenera ś. p. Alfreda Misiewicza , niestety już nie żyjącego . Później trafił w ręce trenera kadry .

s
stanisław

To były piękne dni i dość ciekawe czasy !!!!!

A co zostało z tego ,co wówczas istniało w we wrocławskich Praczach na terenie Zespołu Szkół rolniczych , to wiedzą doskonale wrocławianie !!!

Ja tego dokładnie nie wiem , bo moje kontakty z tymi okolicami sa dość rzadkie !!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3