RODZINA ŚLĄSKA. Paweł Jasiewicz: Z kadrą pod jednym dachem (ZDJĘCIA)

Jakub Guder
Rodzina Jasiewiczów w komplecie na meczu WKS-u: Paweł, Julek oraz małżonka Magda, która dzielnie wspiera swoich chłopaków
Rodzina Jasiewiczów w komplecie na meczu WKS-u: Paweł, Julek oraz małżonka Magda, która dzielnie wspiera swoich chłopaków fot. archiwum rodzinne
Udostępnij:
Mieszkać w jednym budynku z reprezentacją Polski w piłce nożnej, która rok wcześniej była trzecia na mistrzostwach świata - bezcenne. Trudno się zatem dziwić, że jeśli ktoś w dzieciństwie przeżył taką przygodę, to w futbolu zakochuje się na zabój. Tak jak Paweł Jasiewicz.

9-letni Pawełek - bo pewnie tak mówili rodzice - miał to szczęście, że mieszkał w pałacu. W pałacu w Szczodrem (gmina Długołęka), a właściwie w tym, co zostało z wielkiego kompleksu pałacowego, który swego czasu nazywano "polskim Windsorem". Właśnie tam w październiku 1983 roku na zgrupowanie przed meczem eliminacji mistrzostw Europy z Portugalią przyjechała reprezentacja Polski Antoniego Piechniczka.

- Na tamte czasy to był bardzo dobry ośrodek. Tak się złożyło, że reprezentacja zamieszkała w tym samym budynku, co moi rodzice. Oni poznali kogoś ze sztabu szkoleniowego Piechniczka i potem przedstawili mu mnie - opowiada o początkach swojej fascynacji piłką.

Warto przy tej okazji wspomnieć o samym spotkaniu na Stadionie Olimpijskim. Polska przegrała z Portugalią 0:1, a kibice... wiwatowali na cześć rywali. Chodziło o to, żeby ekipa z Półwyspu Iberyjskiego awansowała na mistrzostwa Europy kosztem ZSRR. Tak faktycznie się stało.

Pierwszym ligowym spotkaniem, jakie Paweł Jasiewicz widział na własne oczy, był mecz WKS-u z Widzewem. - Z jednej strony Włodzimierz Smolarek, z drugiej Waldemar Prusik - wspomina.

Lata mijały, a fascynacja Śląskiem trwała. No i los tak szczęśliwie sprawił, że w dorosłym życiu Paweł jest bliżej wrocławskich piłkarzy niż przeciętny kibic. Trochę pomaga mu w tym praca. Nasz bohater jest bowiem kierownikiem serwisu jednej z samochodowych marek, z którymi Śląsk współpracuje. Paweł podkreśla jednak, że zawsze oddziela swoją pasję od biznesu.
- Tak się złożyło, że gdy Sebino Plaku trafił do Wrocławia, był tu zupełnie sam. W miarę możliwości pomagałem mu w różnych sprawach i tak się zaprzyjaźniliśmy. Jest ostatnio trochę krytykowany, ale wierzę, że wkrótce odpali - mówi Paweł. Dobrze zna się też z człowiekiem, który dał Śląskowi ostatnie mistrzostwo. - Rok Elsner to bardzo inteligentny facet. Zna pięć języków, można z nim porozmawiać o wszystkim. Dobre kontakty mam też z Mariuszem Pawelcem i Rafałem Gikiewiczem, który kiedyś odwiedził nas nawet w domu - opowiada Jasiewicz.

Piłkarską pasją udało się Pawłowi zarazić rodzinę, chociaż by to zrobić, trzeba było użyć podstępu. Przynajmniej w przypadku żony Magdy. - Obiecałem jej, że za każdy wygrany mecz Śląska dam jej 100 zł - uśmiecha się Paweł. - Ostatnio nie było tego dużo - nieco uszczypliwie dorzuca małżonka, ale z mężem dzielnie na stadionie się pojawia.

Oczywiście państwo Jasiewiczowie na mecze zabierają syna, 6-letniego Julka, który piłkę kocha szczerze, i to bez stówek od taty. Zresztą już dwa razy zdarzyło mu się wyprowadzać wrocławskich zawodników na murawę Stadionu Wrocław. Sam też oczywiście kopie piłkę w GKS-ie Mirków. To klub, w którym dzięki pasji miejscowych trenuje 70 dziewcząt i chłopców. - Szacunek dla tych ludzi, którzy swój czas poświęcają tym dzieciakom, żeby mogły trenować. Zajęcia prowadzą studenci, czasem odwiedza nas dr Ewa Bieć z wrocławskiej AWF. Wielką rzecz robi też Mariusz Kowalski, dyrektor szkoły w Długołęce, bo dzięki niemu mali piłkarze mogą zimą dwa razy w tygodniu trenować w sali - zaznacza Paweł Jasiewicz. Za takie działania to szacuneczek i od nas.
________________________________
Dołącz do Rodziny Śląska!
Czekamy na wasze historie i zdjęcia związane ze Śląskiem Wrocław.
[email protected] lub tel. 71 3748 199

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

L
Litar
Jestem kibicem od siedemnastu lat ale tego Pana nigdy na stadionie nie widziałem. Albo kłamie, albo opycha się sushi w loży vip udając prawdziwego kibica. Gardze takimi
J
Jan Urban
Prawdziwy kibic? Żart. Prawdziwi kibice są tylko na "żylecie"
S
Stanislav Levy
Ja też go znam. Robiłem kiedyś auto w Hondzie. Sprawiał wrażenie osoby bardzo kompetentnej. Niestety, na wrażeniu się skończyło. Jedyne, co potrafi to skierować do kasy. A piłkarzy Śląska to zna chyba z plakatów
k
kibol
Ja go znam! On w życiu nie był na żadnym meczu. Za ten artykuł pewnie dupa boli go do tej pory
W
Wojtas
"ja bym się wstydził...się" pisać komentarz na poziomie jełopa. A może oni lewicowi, albo bezpoglądowi i tolerancyjni, poprostu lubiący piłkę nożną...
P
Piotrek
ja bym się wstydził pokazywać się w takim towarzystwie. rodzina kibolska o prawicowych i nietolerancyjnych poglądach.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie