Robert Zieliński: UEFA kontra Superliga, czyli Himalaje piłkarskiej hipokryzji [KOMENTARZ]

Robert Zieliński
Robert Zieliński: UEFA kontra Superliga, czyli Himalaje piłkarskiej hipokryzji [KOMENTARZ] AP/Associated Press/East News
Bez względu na finałowy wynik futbolowej wojny o miliardy euro, piłka nożna nigdy nie będzie już prawdziwym sportem, ani pod rządami UEFA, ani w rękach Pereza i jego mocodawców. Stała się biznesem w basenie pełnym rekinów - komentuje powstanie i upadek Superligi szef sportu Polska Press Grupy Robert Zieliński.

TORT ZA KILKA MILIARDÓW EURO

To koniec wojny o wielką kasę pomiędzy UEFA a potężnymi klubami, które chciały stworzyć Superligę? W żadnym wypadku. Po krótkiej ostrej strzelaninie, nastąpi teraz dłuższe zawieszenie broni, badanie rywala, przygotowania do kontrofensywy i kolejnego zwarcia.

Kto ma rację? UEFA czy zbuntowane kluby? Nikt. Jednym i drugim chodzi o pieniądze i odpowiedni podział łupów z tortu wartego kilka miliardów euro rocznie. Trwa więc festiwal obłudy. **Himalaje hipokryzji osiąga prezydent Realu i przywódca buntu Florentino Perez, który oświadczył, że Superliga nie jest po to, by bogaci zarobili jeszcze więcej, ale by uratować konający futbol i kluby od bankructwa.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

UEFA nie jest lepsza. Twierdzi, że broni wartości prawdziwego sportu i tradycji europejskich pucharów, co zakrawa na kiepski żart. Liga Mistrzów UEFA od lat nie jest bowiem niczym innym tylko Superligą w wersji „light”. Komercyjnym przedsięwzięciem, które jest mocno zamknięte dla biedniejszych klubów i nastawionym na maksymalne zyski dla samej UEFA i najbogatszych klubów z Anglii, Hiszpanii, Włoch, Niemiec i Francji. Reszta Europy jest mięsem armatnim, któremu rzuca się ochłapy z pańskiego stołu.** A reforma Champions League od sezonu 2023/24 jeszcze tylko te różnice pogłębi i nowa LM będzie kształtem zbliżona do Superligi.

Piękne słowa władz UEFA o obronie wartości piłkarskich i jej korzeni, brzmią trochę jakby złodziej krzyczał: „łapać złodzieja”, albo jakby kraj, który wywołał wojnę i napadł na sąsiadów, apelował do świata o pokój. Coś w stylu cara Władimira Władimirowicza.

BOMBA, KTÓRĄ JESZCZE ODCZUJEMY

O co więc ta cała wojna? O podział wielkich pieniędzy. Najbogatsze kluby muszą się nimi dzielić z UEFA, a w przypadku Ligi Mistrzów są to ogromne kwoty. Od lat więc bogacze myślą o odseparowaniu się od UEFA i odcięciu jej od zysków, wtedy znacznie więcej zostanie dla nich. W niedzielę zapowiedzi wprowadzili w życie, powołując Superligę i to było jak wybuch piłkarskiej bomby atomowej. Wybuch gwałtowny, z ogromną siłą, ale szybko wypalony i wiatr na razie rozwiał w różnych kierunkach śmiertelne promieniowanie. Ale ono nie zniknęło. Powróci.

Czy ten kilkudniowy ledwie żywot Superligi zaskakuje? Wcale. Liderzy buntu zdawali sobie sprawę, że szansa na szybkie zrealizowanie pomysłu jest iluzoryczna. To było badanie sił, rozpoznanie jak zareagują - UEFA, kibice, politycy. Teraz wiedzą czego się spodziewać, jak się przygotować do walki za rok, czy dwa. Ta bomba była też po to, by wynegocjować teraz dla wielkich klubów lepszą pozycję do negocjacji przy podziale pieniędzy z nowej formuły LM. Po takim ciosie UEFA na pewno przeznaczy dla nich większy procent zysków, kosztem mniejszych klubów, a może i swoim.

UEFA już zaczęła szukać nowych, większych źródeł finansowania LM, by było się czym dzielić i by odwieść kluby od pomysłu Superligi. Bo idea Superligi nie umarła. Perez już ujawnił, że formalnie nikt z dwunastki buntowników się nie wycofał ze spółki, bo musiałby zapłacić wysokie kary. Próbę rokoszu na razie tylko zawieszono.

MIŚ NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI

A za buntownikami stoi nie byle kto – AP Morgan Chase, firma, która w dużym stopniu rządzi światem. Znana z miliardowych inwestycji, kontrowersyjnych działań w czasie kryzysu światowego, za które musiała zapłacić wysokie kary. Na starcie zaproponowała zbuntowanym klubom 3 miliardy euro do podziału. I zyski co sezon z Superligi znacznie większe niż te od UEFA w Champions League, około 5 miliardów euro za sezon (od 100 do 350 milionów na klub za sezon). Teraz Ceferin i spółka będą starali się przekonać buntowników, że nie warto wojować i rzucą im dodatkowe setki milionów.

Najnowsza wieść niesie, że nie tylko większość klubów wycofała się na dziś z projektu Superliga, ale również firma AP Morgan z finansowania Superligi. W obecnym złym klimacie nie mieli innego wyjścia niż takie ogłoszenie, zapewne jednak – gdyby w przyszłości nastąpiła reaktywacja projektu – byliby skłonni wrócić. Poza tym Perez i spółka mogą znaleźć też innego inwestora.

A dlaczego bogate kluby tak rozpaczliwie potrzebują pieniędzy? Wcale nie przez pandemię. Barcelona ma ponad miliard euro długu, Real ponad 600 milionów (mimo że przed laty sprzedał za ogromną kwotę miastu swój ośrodek treningowy, a miasto… oddało mu go w dzierżawę) i taki stan trwa od bardzo wielu lat, nie powstał w 2020 r. Piranie żerują na futbolu. Pompują kwoty transferów, zarobki piłkarzy, opłaty za prawa telewizyjne do absurdalnych rozmiarów, aby wysysać z tego gigantyczne kwoty za prowizje. Jak w filmie u Barei. Chodzi o to, by miś był na miarę naszych możliwości i potrzeb i kosztował jak najwięcej.

BASEN Z REKINAMI

Kluby narzekają na finanse, w momencie gdy Tottenham lekką ręką, wypłaca Mourinho 80 mln euro odszkodowania za zwolnienie, Perez daje w Realu Alabie 30 mln euro za samo podpisanie kontraktu i 20 mln za każdy sezon. Barcelona upada, a wypłaca Messiemu ponad pół miliarda euro w cztery lata, a agent Raiola i ojciec Haalanda chcą po 20 mln euro prowizji za transfer syna z Borussii. Bogacze światowej piłki, to są ludzie bez skrupułów i moralności, którzy szydzą z normalnie zarabiających ludzi.

W tej hydrze o kilkunastu głowach, oprócz AP Morgan, najważniejsze należą do dwóch przebiegłych lisów - Pereza i Andrei Agnelliego. Właściciel Fiata i Juventusu okpił swego przyjaciela, szefa UEFA Aleksandra Ceferina, który jest nawet ojcem chrzestnym jego córki. Co dla Włochów znaczy określenie „Ojciec chrzestny” i jakimi zasadami się kieruje, dobrze wiemy z książki Puzo i filmu Coppoli.

Perez to największy cwaniak światowej piłki. To on rozpoczął szastanie milionami euro na piłkarzy i stworzył Galacticos. Owładnięty żądzą sławy, władzy i pieniędzy. Wyrachowany, bezwzględny i przebiegły. Sukces za wszelką cenę. O przychylności sędziów dla Realu w LM i La Liga krążą legendy. Anegdota głosi, że nie został premierem Hiszpanii, bo powiedziano mu, że posada prezydenta Realu jest ważniejsza. John Carlin w książce "White Angels" tak go ocenił: „Perez ma niesamowitą wyobraźnię, wciąż planuje i knuje, niezmiennie od lat wyprzedza rywali o kilka ruchów, zarówno w futbolu, jak i branży budowlanej". Roczne obroty jego firm budowlanych sięgają 20 miliardów euro.

Knuciem wokół Superligi na razie nie wyprzedził rywali, ale on nie odpuści. Bez względu jednak na finałowy wynik wojny, piłka nożna nigdy nie będzie już prawdziwym sportem, ani pod rządami UEFA, ani w rękach Pereza i AP Morgan. Stała się biznesem w basenie pełnym rekinów.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Niesamowity awans Igi Świątek

Wideo

Materiał oryginalny: Robert Zieliński: UEFA kontra Superliga, czyli Himalaje piłkarskiej hipokryzji [KOMENTARZ] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie