Ręki Dzieła Fest w przejściu Żelaźniczym (ZDJĘCIA)

Marcin Kaźmierczak
Udostępnij:
Często omijane przez turystów przejście Żelaźnicze w Rynku zatętniło dziś życiem. Wszystko za sprawą festiwalu rękodzieła "Ręki Dzieła Fest", na którym można było obejrzeć i nabyć unikatowe przedmioty często stworzone w pojedynczych egzemplarzach.

Własnoręcznie robione czapki, szaliki, swetry, zabawki z włóczki, biżuteria, świeczki, deski do krojenia, obrazy, rzeźby, czy lniane torby z nadrukowanymi zdjęciami Wrocławia. To wszystko można było dziś zobaczyć i nabyć w przejściu Żelaźniczym, gdzie wystawili się rękodzielnicy z Wrocławia i okolic.
– Pomysł zrodził się gdy zostałam mamą. Pewnie pasja większości rękodzielników zajmujących się robieniem zabawek ma takie źródło. Chciałam, żeby moja córeczka miała unikatowe zabawki i przypomnialam sobie, że wiele lat temu babcia nauczyla mnie władać szydełkiem. Powstał pierwszy miś, później drugi i przez te sześć lat cała masa kolejnych, tak że z pasji zrobił się mały biznes – mówi Justyna Rutkowska, która w przejściu Żelaźniczym prezentowała mastkotki z włóczki.

Obok niej rozłożyła się Martyna Hryniewiecka, która przechodniom oferowała własnoręcznie robioną biżuterię.
– Pasja do rękodzieła zrodziła się, gdy byłam małą dziewczynką. Robiłam biżuterię, bawiłam w decoupage, szyłam szydełkiem, malowałam na poduszkach. Ostatecznie wróciłam do biżuterii i robię chokery - przylegające do szyi naszyjniki i bardzo popularne w ostatnim czasie body chainy - łańcuszki zdobiące całe ciało – wymienia.

Miłośnicy rękodzieła i gotowania w jednym mogli nabyć unikatowe deski do krojenia, które ze swojego warsztaty "Drzazgi" w Kowarach przywiózł pan Jacek.
– Robię je z drewna pochodzącego głównie z drzew owocowych. Są przede wszystkim z jednego kawałka, drewno jest długo sezonowane, nic nie jest klejone, więc tez nic nie pęknie – zachwala pan Jacek. – Poza tym każda deska jest inna i przez to można odnieść wrażenie, że robiona dla kogoś. Co innego w sklepie, gdzie jest masowa produkcja i nastawienie na ilość, a nie jakość. taką własnoręcznie zrobioną deskę można także przekazywać z pokolenia na pokolenia – dodaje.

I właśnie ta unikatowość zaklęta w pojedynczych egzemplarzach wybijała się dziś na pierwszy plan w dobie zalewającej sklepy masowość pod etykietką Made in China. Rękodzielnicy do przejścia Żelaźniczego wrócą jeszcze jutro o godz. 12.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

a
amator
Zwłaszcza wykonane fachowo, sprawnie i w miłej atmosferze.
p
p.
Tylko ten potworek językowy jako nazwa. Brrr....
R
Rękodzielniczka
To wszystko są przedmioty ręcznie wykonane od podstaw, efekty wielogodzinnej pracy, a przede wszystkim długiej nauki danej techniki. Maskotka dziergana 4 godziny ma kosztować 10zł jak chiński bubel z marketu? Proszę szanować czas twórcy.
w
wrocki
Niesamowity klimat! Tłumy ludzi w ciasnej uliczce w środku Rynku, jakby zaczarowana kraina. Tylko ...................... kubek 85zł, maskotka z włóczki 70zł.......... Piękne rzeczy, naprawdę WSPANIAŁE, ale cenowo.... makabra i dramat... Uciekliśmy stamtąd..nigdy więcej!!!!
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie