Real Madryt kontra Barcelona, czyli wielki piłkarski klasyk z polityką w tle

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Wiosną Lionel Messi (z prawej) zdobył dwie bramki w meczu z Realem i Barcelona wygrała 3:2 na Santiago Bernabeu. Jak będzie w sobotę?
Wiosną Lionel Messi (z prawej) zdobył dwie bramki w meczu z Realem i Barcelona wygrała 3:2 na Santiago Bernabeu. Jak będzie w sobotę? AP/EAST NEWS
Udostępnij:
- Katalonia jest państwem, a Barcelona jej armią - powiedział kiedyś jej były trener, słynny Bobby Robson. Przed sobotnim meczem z Realem na Santiago Bernabeu te słowa znów są aktualne. Znów nie da się oddzielić sportu od polityki.

Dla świata Gran Derbi (albo El Clasico) to wielkie piłkarskie święto (najbliższe rozpocznie się 23 grudnia o godzinie 13). Co roku transmitowane do kilkudziesięciu krajów na całym świecie - nawet do Japonii, Australii i USA (w Polsce pokaże je stacja Eleven Sports). Jednak nie dla głównych zainteresowanych. Zwłaszcza teraz, gdy dopiero co opadł pył po październikowych zamieszkach w Katalonii, do których doszło przy okazji referendum w sprawie niepodległości regionu. Hiszpański rząd uznał je za nielegalne i nakazał pozamykać lokale wyborcze. Zawiesił też lokalny samorząd. A na protestujących mieszkańców regionu wyprowadził policję. W zamieszkach rannych zostało ponad 840 osób, a do internetu trafiły nagrania, na których widać brutalność służb mundurowych.

Dodajmy, że w czwartek (21 grudnia) w Katalonii odbyły się wybory do lokalnego parlamentu i według pierwszych doniesień zwyciężyły w nich ugrupowania separatystyczne. Nietrudno więc zgadnąć, że atmosfera przed niedzielnym meczem jest napięta. Stoper Barcelony Gerard Pique doczeka się też z pewnością „ciepłego” przywitania kibiców. Powód? To właśnie on najczęściej z pośród piłkarzy Barcelony podkreśla swoje przywiązanie do Katalonii, a po tym jak publicznie nawoływał do wzięcia udziału w październikowym referendum nie brak było głosów, że nie powinien występować więcej w reprezentacji Hiszpanii.

Pique nie jest wyjątkiem, bo...

Wolność była na Camp Nou
„Dla Katalończyka nie ma większej radości, większego powodu do dumy niż zwycięstwo Barcelony nad Realem Madryt” - powiedział swojego czasu Jordi Josep Salvador, hiszpański antropolog prowadzący badania nad... politycznym znaczeniem futbolu w tym kraju.

„Ta wojna klubów najlepiej pokazuje zaciekłą rywalizację polityczną i społeczną Katalonii i Kastylii: dwóch najpotężniejszych regionów Hiszpanii” - pisze Justo Conde Esteve w książce „Wojna, która się nigdy nie skończy”. Opisuje ona historię Gran Derbi od pierwszego meczu z 1902 roku. A także przyczyny, dla których kibice obu klubów tak bardzo się nienawidzą.

W przypadku Barcelony niemal wszystko co złe kojarzy się z jednym człowiekiem - Francisco Franco. Hiszpańskim generałem, który przez cały okres swojej dyktatury utrudniał jak mógł życie mniejszościom narodowym w swoim kraju. Zwłaszcza Baskom i Katalończykom, a że był przy okazji kibicem Realu, nie oszczędzał również będącego wizytówką regionu klubu.

Za rządów Franco zmieniono mu herb, flagę i nazwę. Jej piłkarze byli zmuszani do gry w Realu (najsłynniejszym „ukradzionym” był Alfredo di Stefano, co jednak nie do końca było prawdą) i zastraszani, a w 1936 roku bojówki Franco zamordowały nawet ówczesnego prezydenta Barcelony Josepa Sunyola.

Do legendy przeszedł rozegrany w 1943 roku mecz w półfinale Copa del Generalisimo (Puchar Króla), nazywanym tak wtedy na cześć Franco. Real pokonał Barcę aż 11:1, a w Katalonii do dziś twierdzą, że spektakularna porażka była efektem tego, że piłkarze zostali zastraszeni przez żołnierzy Straży Obywatelskiej, którzy weszli w przerwie do ich szatni. Według innej wersji wszystko odbyło się przed meczem, a do szatni miał wejść osobiście dyrektor biura bezpieczeństwa państwowego i powiedzieć: „Pamiętajcie, że gracie tutaj dzięki wspaniałomyślności reżimu, który przebaczył wam wasz brak patriotyzmu”.

Stadion Camp Nou był jednym z nielicznych miejsc, których dyktator nie kontrolował. Na trybunach kibice mogli porozmawiać sobie i pośpiewać w zakazanym języku katalońskim (kolejna „uprzejmość” Franco). Chodzenie na mecze stało się z czasem wręcz manifestacją lokalnego patriotyzmu.

Do tego stopnia, że przez całe lata fani płacili składki po to, żeby na koszulkach piłkarzy nie było reklam (tak jak na strojach reprezentacji narodowych). A gdy w końcu odstąpiono od tej zasady, to pierwszym logiem był znak UNICEF, za który Barcelona... płaciła w dodatku 1,5 mln euro rocznie.

Obecne władze klubu z Katalonii nie są już takimi filantropami, bo wyścig o miano najlepszej drużyny w Europie kosztuje. Na koszulkach piłkarzy widnieje dziś logo japońskiej firmy Rakuten (działającej na rynku elektroniki), która w ramach czteroletniej współpracy płaci Barcelonie 58 milionów euro rocznie. To najwyższy tego typu kontrakt w historii piłki nożnej. Dla porównania, Real za reklamowanie arabskich linii lotniczych Fly Emirates otrzymuje rocznie „tylko” 38 milionów euro.

Mimo, że żyją tam Katalończycy
Polityka ma znaczenie również po drugiej stronie barykady, bo dla mieszkańców Madrytu Katalończycy to zgraja oszołomów, która sama nie wie do końca czego chce (np. uczy w szkołach po katalońsku, ale rozmawia w domach po hiszpańsku). Zarzucają im również hipokryzję, bo np. nie chcą pamiętać, że dwaj słynni piłkarze Barcelony, Josep Samitier i Ricardo Zamorra, otwarcie popierali dyktaturę. Podobnie jak o tym, że w czasach hiszpańskiej wojny domowej więziony i torturowany przez ludzi Franco był ówczesny prezydent Realu Rafael Sanchez Guerra.

- Zarzucają mi, że nie szanuję Katalonii. Szanuję ją, a nawet podziwiam, mimo że żyją tam Katalończycy - powiedział kiedyś inny prezydent Królewskich, Santiago Bernabeu. Ten sam, którego imię nosi stadion aktualnych mistrzów Hiszpanii.

Kilka lat temu wybuchł skandal, bo okazało się, że dyrektor ds. bezpieczeństwa Barcy Alejandro Echevarría należy do fundacji im. Franco. Musiał podać się do dymisji.

Dochodzą też wątki sportowe, bo fani Realu oskarżają Barcelonę o oszustwa. Największe miało mieć miejsce w 1960 roku, w rozgrywkach o Puchar Europy, gdy sędzia nie uznał Królewskim czterech zdobytych bramek i nie podyktował ewidentnego rzutu karnego. Ostatnie lata również dopisały swój rozdział do tej historii. Wystarczy przypomnieć sobie półfinał Ligi Mistrzów pomiędzy obiema drużynami, wiosną 2011 roku (wygrany przez Barcę 2:0), i pretensje ówczesnego trenera Królewskich Jose Mourinho za niesłuszną jego zdaniem czerwoną kartkę dla Pepe. Padły grube słowa, bo Portugalczyk doszukiwał się w decyzji sędziego spisku UEFA i UNICEF-u, które miały zakulisowo wspierać Barcelonę, a kibice Królewskich do dziś twierdzą, że nie było faulu, bo Portugalczyk nawet nie dotknął nogi Daniela Alvesa. Fani Barcy ripostują, że gdyby Brazylijczyk nie popisał się ekwilibrystycznym unikiem, to z pewnością opuściłby plac gry z otwartym złamaniem.

Kilka miesięcy później Mourinho „popisał” się jeszcze bardziej, wkładając palec w oko drugiego trenera Barcy, nieżyjącego już (zmarł w 2014 roku na raka) Tito Vilanovy podczas awantury w końcówce meczu o Superpuchar Hiszpanii. Nie okazał też skruchy na konferencji prasowej, mówiąc, że „nie miał pojęcia, kim był ten Pito”.

Gwiazdy, Judasze i świński łeb
Dla kibiców obu drużyn nie ma większej zbrodni, niż przejście z Realu do Barcelony, albo odwrotnie. Gdy w 2000 r. na taki krok zdecydował się Luis Figo cała Katalonia zawyła z wściekłości, bo Portugalczyk był jedną z największych gwiazd Barcy, a nawet jej wicekapitanem. Ulubieńcem kibiców, bo wielokrotnie manifestował swoje przywiązanie do klubu.

Pierwsza wizyta Figo na Camp Nou w koszulce Realu skończyła się istnym festiwalem nienawiści, bo nie dość, że powitały go gwizdy i wyzwiska, to w jego kierunku poleciały z trybun monety, kubki po napojach, owoce i telefony komórkowe. Po meczu służby porządkowe znalazły również na płycie boiska... świński łeb. Wywiad z łbem ukazał się później w jednej z gazet.

Kolejny seans nienawiści być może czeka nas już niebawem, bo media donoszą, że prezydent Królewskich Florentino Perez jest już po słowie z Neymarem. Brazylijczyk, zanim trafił latem do Paris Saint-Germain (za rekordowe 222 mln euro), przez cztery lata występował w Barcelonie. Tworzył tam piekielnie groźne trio MSN, z Lionelem Messim i Luisem Suarezem.

Argentyńczyk i Urugwajczyk będą chcieli z pewnością powtórzyć swój wyczyn z wiosny. Tamten sezon należał do Realu, ale ligowy mecz na Santiago Bernabeu wygrała 3:2 Barcelona. Strzelając w dodatku zwycięską bramkę dosłownie w ostatniej akcji. Jeśli im się uda, Barca dokona historycznego wyczynu, bo wygra trzeci ligowy mecz z rzędu na stadionie Realu. Pierwszy miał miejsce dwa lata temu, gdy Katalończycy upokorzyli Królewskich 4:0. Co ciekawe, goście nawet nie potrzebowali wówczas Messiego, który wracał do gry po kontuzji i rozpoczął spotkanie na ławce.

W sobotnim zasiądzie zapewne na niej Ousmane Dembele. Sprowadzony latem za 105 milionów euro z Borussii Dortmund francuski skrzydłowy wznowił już treningi po kontuzji uda. Trener Ernesto Valverde nie chce jednak niepotrzebnie ryzykować. Tym bardziej, że pod nieobecność Dembele zespół radził sobie znakomicie w Primera Division i przyjedzie do Madrytu, jako lider.

Ewentualna wygrana Katalończyków rozstrzygnie już chyba kwestię ligowej rywalizacji obu klubów w tym sezonie, bo w takim wypadku odskoczą od Królewskich na 14 punktów. Do końca sezonu co prawda daleko, ale wydaje się, że odrobienie takiej straty nie jest możliwe. Tak duża strata to efekt tego, że zespół Zinedine’a Zidane’a ma za sobą słabą jesień, której jedynym chyba miłym momentem było wywalczone niedawno klubowe mistrzostwo świata.

Co gorsza dla nich, niepewny jest występ Cristiano Ronaldo. CR7 ma problemy z łydką i nie mógł w tym tygodniu normalnie trenować. Do zajęć z drużyną Portugalczyk wrócił dopiero w piątek, wiec w sobotę może nie być na 100 procent gotowy do gry.

Magazyn Sportowy24 - Zbigniew Boniek m.in. o Mundialu, kontrakcie dla Nawałki, zamiłowaniu do Twittera

Wideo

Materiał oryginalny: Real Madryt kontra Barcelona, czyli wielki piłkarski klasyk z polityką w tle - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bartek11
Oczywiscie ze zostaje przy Typie na Barce :) zawsze jestem za tym klubem i licze ze sie nie zawiode ,aktualna pozycja w tabeli sama mowi za siebie , damy rade ! TYLKO BARCA :D ja juz ustawilem meczyki na ten weekend , jak pojdzie po mojej mysli bedzie naprawde spoko :D bukmachersko.pl/fortuna/ najlepiej i najbezpieczniej !
Dodaj ogłoszenie