Rafał Omelko: Dlaczego świat odjechał? Gdyby wszystkie karty były na stole... [ZDJĘCIA]

pytał i notował Jakub Guder, Londyn
Udostępnij:
400-metrowiec Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław) indywidualny start na mistrzostwach świata w Londynie zakończył na półfinale. Teraz czeka na sztafetę. - Świat odjechał. Dlaczego? Trudno postawić diagnozę. Jakby wszystkie karty były na stole... - mówi.

Awansu do finału nie było, ale Pana bieg w półfinale na 400 m można uznać za udany.
Poziom 400 m jest kosmiczny. W finale będzie bieganie, jakiego jeszcze nie było (rozmawialiśmy przed wtorkowym finałem). Awans to była wyprawa na księżyc. Coś dla mnie jeszcze nieosiągalnego. Ze swojego biegu w półfinale jestem zadowolony. To jest mój trzeci lub czwarty wynik w karierze. W półfinale mniej się zmęczyłem niż w eliminacjach. Zdecydowałem, że zrobię dłuższy finisz. Ruszyłem do mety mocniej 150 m przed końcem. Trochę mi brakło. Gdybym lepiej wytrzymał, mogło być szybciej. Drugi tor trochę kosztował mnie na łukach. Jest jednak przyzwoicie. Cieszę się, że ustabilizowałem się i regularnie biegam po 45,5 sek., nawet szybciej i liczę, że uda się zrobić chociaż jeden strzał w tym sezonie i złamać barierę 45 sekund. Może na Uniwersjadzie, która przede mną. Została sztafeta i walka o finał. Będę do tego motywował siebie i chłopaków. Myślę, że możemy sprawić niespodziankę.

Zmienił Pan trenera – z perspektywy czasu, to była słuszna decyzja?
Jedyna słuszna. Tego potrzebowałem, żeby dalej biegać i cieszyć się sportem, rozwijać się. Hala w tym sezonie była super w moim wykonaniu. Rekordy życiowe, wicemistrzostwo Europy, mistrzostwo w sztafecie. Początek sezonu letniego też był świetny, bo rozpocząłem od 45.23. Wydawało się, że to jeszcze pójdzie. Nastawiłem się wówczas na bieganie, duże tego było na mitingach. Też mam swoje lata i nie ukrywam, że coś chciałem mieć z tego biegania oprócz satysfakcji. Te starty pozwoliły mi jakoś zarobić. Wcześniej nie zarobiłem tyle chyba przez wszystkie lata. To szara rzeczywistość, ale trzeba to wykorzystywać. Myślę o tym, co będzie po karierze. Wiem, że jestem dobrze przygotowany. W półfinale czegoś zabrakło, ale sezon jeszcze trwa. Wierzę, że jestem w stanie złamać 45 sek., a jeśli mi się nie uda to będę miał motywację, żeby dalej ciężko pracować. Kosztowało mnie to dużo pracy, samozaparcia. Mam pomoc trenera Jacka Skrzypińskiego, który był moim pierwszym trenerem, a teraz do niego wróciłem. Wiele rzeczy ogarniam sam. To jest podwójna odpowiedzialność, ale jakoś to wszystko spinam. Myślę, że będzie dobrze, lepiej.

Rafał Omelko
fot. Andrzej Banaś

Ma Pan w perspektywie igrzyska w Tokio?
To jest granica, którą sobie stawiam. Jeśli wszystko będzie w porządku, będę się rozwijał, miał radość z biegania, to Tokio jest jak najbardziej realne. Uważam, że jako zawodnik jestem w stanie się jeszcze poprawić. Widać zresztą, że jest progresja cały czas. Chociażby szybkościowo. Nie miałem jeszcze takiego sezonu jak ten. Jestem w miarę dojrzałym zawodnikiem, który czuje swój organizm. Liczę na to, że urwę te pół sekundy.
Wiem, że żeby coś znaczyć na świecie trzeba ustabilizować się poniżej 45 sekund. Poziom 400 m znacznie poszedł do przodu. Ciężko nam Europejczykom przeskoczyć pewne bariery. Cieszę się z tego, jak sam siebie poprawiam. Nie jestem jednak naiwny. Wiem, że pewnie nie będę biegał 43 sekundy. Chcę być coraz lepszy, wiem że 44 z przodu jest realne. Stawiam sobie proste cele. Nie bujam w obłokach. Jak mi się uda osiągnąć mój cel, to poczuję, że zrobiłem, co mogłem.

Rafał Omelko
fot. Andrzej Banaś

Została sztafeta 4x400. To młody skład, ale Pan pewnie chciałby jednak coś osiągnąć?
Chciałbym awansu do finału, żeby chłopaki oswoiły się z tą imprezą z bieganiem przed taką publicznością, aby to wszystko procentowało w przyszłości. Przed nimi jest przyszłość. Mamy w perspektywie, że te sukcesy mogą się pojawiać. Może nie będą takie, jak 15 lat temu. Trzeba jednak brać pod uwagę, że kiedyś medal mistrzostw świata dawał wynik poniżej trzech minut. Teraz nie da to awansu do finału. Świat odjechał, to jest okrutne. Inne kraje też widzą, że sztafeta to sposób na zdobycie medali. Wcześniej tak nie było. U nas od początku sztafeta była mocnym punktem. Liczę, że sprawimy na niespodziankę.

ZOBACZ TAKŻE:
Usain Bolt vs Justin Gatlin. Tego wieczoru zło wygrało z dobrem

Młodzi koledzy przychodzą po rady?
Ja nie lubię być stawiany w roli mentora. Nie podoba mi się to, że każdy sportowiec musi być gwiazdą, osobowością, celebrytą. Ja robię to co lubię. Czerpię z tego przyjemność. Jeśli ktoś chce mojej pomocy, to zawsze jej udzielę. Nie zadzieram jednak nosa. Jestem „do pogadania”.

Mówi Pan, że świat odjechał. Dlaczego? To kwestia lepszego zaplecza, predyspozycji…
Trudno postawić diagnozę. Jakby wszystkie karty były na stole, to można by stawiać łatwe diagnozy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie