Prosta droga do dziecięcej radości – „Po sznurku” we Wrocławskim Teatrze Lalek to świetny spektakl

Małgorzata Matuszewska
Tomasz Maśląkowski (Piotr) i Anna Zych (Pani Ania) dają z siebie wszystko. Dzięki nim widz odkrywana na nowo dziecięcą radość
Tomasz Maśląkowski (Piotr) i Anna Zych (Pani Ania) dają z siebie wszystko. Dzięki nim widz odkrywana na nowo dziecięcą radość Tomasz Hołod
Bardzo udana premiera dla widzów w wieku 10+, majstersztyk treści i formy. Opowieść wzruszająca, zabawna, czarująca w swojej niezwykłej prostocie – „Po sznurku” Joanny Gerigk, w reżyserii autorki, to spektakl wybitny. Stało się: Mała Scena w Lalkach prezentuje wielką sztukę.

Wyszłam z teatru oszołomiona. Joanna Gerigk przed premierą mówiła, że ekipa świetnie się bawiła podczas pracy. Nastrój radości udzielił się widzom. Szkoda, że widzowie popremierowych spektakli nie usłyszą reakcji Piotra Gęglawego, cierpiącego na zespół Downa współautora tekstów, według których powstał scenariusz. Miałam szczęście, bo wzięłam udział w jego radości. Gościł na premierze i najwyraźniej cieszył się z całego serca. Piotr Gęglawy i Romek Zańko napisali teksty zaczynające się od jednego słowa, czasem ważnego, czasem mniej. I tak słowo stało się podstawą całego świata, a raczej światów, bo jest ich wiele, a wszystkie zachwycają bogactwem.
Autorka scenariusza z abstrakcji uszyła scenariusz, w którym zawarła prostą historię. Do mieszkania samotnego pisarza, usiłującego napisać książkę o przygodach Alberta, trafia po sznurku Piotr, ponadpięćdziesięcioletni chłopiec. Zawraca pisarzowi głowę, nęka go absurdalnymi opowiastkami o czipsach i czekoladzie, które ktoś musi zjeść, mówi, że urodziła go mama, w brzuchu mamy mieszkał, jadł ciastka, teraz mieszka w Szczecinie i je ciastka. Maluje na szybach (brawo za wyczarowanie cudownego świata z oknami pokrytymi pajęczynami dla Jana Polivki, autora scenografii) zabawne obrazki, opowiadając nimi swoje życie. Wciąga pisarza w swoistą grę.
Gdy mówi: A ja żyję. Bardzo!, zaraża nieposkromionym optymizmem, radością życia. A kiedy w mieszkaniu pojawia się Pani Ania, razem opowiadają: o Małyszu, którego skakać uczyło pięć albo dziesięć pingwinów (w zależności od pory roku), o papieżu, o jabłkach (o, zgniłe, to już sobie nikogo nie znajdzie – tę frazę docenią dorośli widzowie). Dzięki Piotrowi pisarz odkrywa, że dręczące go pytanie czy moje pisanie jest komuś potrzebne? nie jest sednem życia.
Józef Frymet (Pisarz), Tomasz Maśląkowski (Piotr) i Anna Zych (Pani Ania), dają z siebie wszystko. Są mistrzami formy, dzięki której odkryłam na nowo dziecięcą radość i prostotę. Największe brawa należą się Tomaszowi Maśląkowskiemu – za fizyczną sprawność i błysk szczęścia w oku. Tego się chyba nie da zagrać, to po prostu jest. Muzyka Sebastiana Ładyżyńskiego (m.in. na violi da gamba grają Julia Karpeta i Krzysztof Karpeta) jest subtelnym tłem. Dla mnie kluczową sceną była ta, kiedy nad głowami aktorów pojawiła się kolorowa ryba. I tylko chwilę zajęła mi myśl: Jak oni to zrobili, że ryba płynie?. Nie ma sensu dociekać jak, tylko cieszyć się wszystkim, do czego wiedzie Po sznurku.
Po sznurku, scenariusz i reżyseria: Joanna Gerigk, scenografia: Jan Polivka, muzyka: Sebastian Ładyżyński, instrumentaliści: Julia Karpeta, Krzysztof Karpeta, konsultacje choreograficzne: Jacek Gębura. Występują: Józef Frymet, Tomasz Maśląkowski, Anna Zych. Premiera 11 października we Wrocławskim Teatrze Lalek.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tea

Fabuła wciąga, przekaz nienachalnie porusza, inspiruje do zatrzymania się, nie tylko na czas spektaklu, mijają kolejne dni - a co jakiś czas, na ułamek sekundy, inaczej patrzy się na otaczającą rzeczywistość i to wystarcza. Ta pozytywna inspiracja i poczucie doświadczenia czegoś głębszego - to przekonuje, żeby zobaczyć. Prosta historia, prosta radość, głębia.

G
Gość

Byłam i widziałam. Spektakl jest po prostu świetny. Pięknie, w sposób prosty, pokazuje jak wiele może nam dać drugi człowiek jeśli tylko na niego się otworzymy. Spektakl zabawny i wzruszający, a godzina na widowni mija niezauważalnie ....nie wiadomo kiedy...już koniec...jaka szkoda... ja pójdę jeszcze raz
polecam