Po bandzie

Wojciech Koerber
Janusz Wójtowicz
Spotkałem ostatnio znajomego, swego czasu namawiał mnie na wspólny interes. Ty masz znajomości, a ja dużo czasu - zachęcał mnie, choć zachęcająco raczej to nie brzmiało. Pamiętam też, że - hmm, jak by to powiedzieć - jego punktualność od zawsze nie znała granic. Był to wreszcie jeden z tych, co twierdzą, że pierwszy milion trzeba ukraść.

No więc spotkałem ostatnio tego właśnie kolegę i - przyznaję - nastąpiła u niego kolosalna przemiana. Już nie mówi, że pierwszą bańkę trzeba ukraść. Dziś jest przekonany, że tę pierwszą trzeba dostać z Unii Europejskiej. W każdym razie jego świat wciąż się kręci wokół wielkich pieniędzy.

I w sporcie jest podobnie, co jednak często wychodzi na wierzch, a widać to na wrocławskim Podwalu. Tu się skończyła kariera Wdowczyka, Wójcika, wielu innych janosików, rycerzy wiosny i speców od awansów. Ten Wójo wciąż jednak dba o image. Przepytywany ostatnio na okoliczność niegdysiejszej afery korupcyjnej w Śląsku Wrocław grzecznie prosił red. Kucharskiego: Dajcie może jakieś moje zdjęcie z ławki trenerskiej, a nie w tych kajdankach ciągle.

No więc poszło to w kajdankach, a pod rękę prowadził Wója brat szwagierki. To taka moja rodzinna cegiełka w walce z korupcją. Potrafił jednak motywować Wójcik nie tylko groszem, lecz i werbalnie (słynne "kiełbasy w górę, golimy frajerów"), no i dbał nie tylko o siebie. To akurat się chwali, że wywalczył emerytury olimpijskie czwórce, która w Barcelonie nie zagrała ani minuty, lecz w eliminacjach grała jak najbardziej. Poza tym trenowała przecież, pomagała tym podstawowym etc. Był w niej m.in. Arkadiusz Onyszko, ten, co w maju podpisał dwuletni kontrakt z Polonią Warszawa za 50 tys. miesięcznie, a dziś nie wiadomo, czy po transplantacji nerki wróci do futbolu. Głupia i bolesna sprawa.

No więc wielkie pieniądze robi też Pudzian, a na jego karku wielu innych. Przed sobotnim cyrkiem Butterbean odgrażał się, że kocha Polskę i Polaków, ale przeprasza, bo naszego narodowego bohatera znokautuje. Butterbean to ten bez szyi, który jeszcze w tym roku zorganizuje Pudzianowi walki za oceanem. No przecież nie mógł w związku z tym znokautować produktu, na którym chce zbić kapustę. Bo o kapustę tu chodzi. Inna sprawa, że stary gruby kaleka zwyczajnie nie mógł tego wygrać. Dostał młotkiem po łbie, aż w oczach pojawiły mu się mroczki (może nawet siedziały w pierwszym rzędzie). Przecież on zasapał się już podczas 11-sekundowej przemowy na Okęciu, kiedy u nas wylądował. Zresztą scenariusz tej walki opisałem Wam wcześniej, sprawdził się w stu procentach. Dzięki temu jestem kilka zakładów, niestety, głównie browar, do przodu. I jakoś przeżyję. Bez pomocy Unii.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

<>

o czym pisać to pisze się o swoim nałogu . A tak po prawdzie to nie ma się czym chwalić , chyba ,że w tej gazecie jest to renoma- jeden pisze listy o kochance do żony /niby to taka otoczka/ inny podlewa piwem bo wody zabrakło i oczekuje ,że czytelnicy będą głaskać go po główce.A jedno jest pewne czytelnikowi należy się odrobina szacunku w końcu to on daje wam jeść i "pić" kupując gazetę i oczekuje rzetelnych artykułów a nie takich kto ile wypił ,ma czy nie ma kochanki albo czy potrafi lepić wigilijne uszka . Gdybym chciał takich wiadomości kupiłbym "Z życia wzięte "albo wszedłbym na portal króliczka i wiedziałbym kto z kim dlaczego i ile i za ile itd itp.....

t
tweetus

Jak się nie ma pomysłu na dobry tekst, to się pisze o zakladzie o browar... Groch z kapustą, wszystko w jednym a na koniec niestrawnosc tradycyjnie. Smutne

Dodaj ogłoszenie