Po bandzie

Wojciech Koerber
Janusz Wójtowicz
Udostępnij:
Na dniach zaczyna się bitwa o tytuł najlepszej żużlowej drużyny globu. Choć impreza ta zaczyna przypominać Drużynowy Puchar Półświata. Albo półświatka nawet.

Rosjanin Sajfutdinow i Duńczyk Pedersen są kontuzjowani - siła wyższa. Ale już Australijczycy Adams, Crump i Sullivan nie pojadą, bo mają tę drużynówkę w du... żym poważaniu, nie wchodząc w detale.

Węgrzy i Czesi od lat cienko śpiewają, a Amerykanie to teraz tylko samotny biały żagiel Hancock, w dodatku ze starego już materiału.

Anglia jest pogrążona w kryzysie, a reszta młodej Australii - w alkoholizmie. W sieci krąży cały już album zdjęć, z których wynika, że Holder i Ward uwielbiają gasić światła w polskich dyskotekach. Ponoć po imprezach można im mierzyć poziom... krwi w alkoholu.

Niekiedy się wydaje, że im słoma z butów wystaje - gdy mieszają z błotem (dosłownie) flagę przeciwnej drużyny - a innym razem, że mają siano we łbie - gdy drinkują przed meczami. Bóg jeden wie, co głupsze i mniej odpowiedzialne.

Chociaż ten Ward, mistrz świata juniorów, zaprzeczył ostatnio, jakoby pił przed meczami. "Przed zawodami nigdy nie baluję. Gdy mecz jest w niedzielę, to wychodzę w piątek" - wyjaśnił z rozbrajającą szczerością. Eee, no to faktycznie nie ma się co chłopa czepiać. Znaczy, jeśli mecz jest w środę, to wychodzi nasz bohater w poniedziałek. No tak, wychodzi. No i kiedy wraca, warto jeszcze zapytać.

No więc rozumiałbym, gdyby przed jazdą w DPŚ uciekano z powodu nowych tłumików. Po co uśmiercać najlepsze silniki? Tyle że jazda będzie na starych, to już postanowione. A rozchodzi mię się o to, że sami zawodnicy degradują wartość imprezy. W kraju jest podobnie. Trudno znaleźć dziś kilku chętnych do walki o Złoty Kask, za który przed laty każdy dałby się pokroić. Żużel na świecie to kilka lig na krzyż, w których ścigają się ci sami ludzie. Ten wąski rynek pracy opanowały te same nazwiska i na nim zarabiają.

Kiedyś w ogóle było inaczej. Mieliśmy we Wrocławiu II ligę, o którą walczyli m.in. Lucjan Korszek, mec. Andrzej Malicki i orkiestra. Ale to była nasza II liga. Z Heniem Piekarskim (jak on w tym Złotym Kasku jeździł, cały sezon się na jesień czekało!), Maliną, Gonciarzem, Lechem, Jankowski, Szubą etc. I próba toru wtedy była. A zawsze wyjeżdżał na nią ten najgrubszy i z wąsem. Bo najgrubszy znaczyło najbardziej doświadczony. Pogorzelski, Kędziora, Kępa etc.

Kręcił taki grubas dwa kółeczka przy kredzie, później dwa bliżej bandy, wracał do parkingu, przekazywał uwagi młodszym i... nic to nie dawało. Bo żeby się nauczyć, samemu trzeba na tyłek upaść.

A dziś to albo Chudy, albo Mały, a im chudszy i mniejszy, to tym lepszy. Taaa, w Polsce stał się ten sport profesjonalny, za granicą to teraz - z kilkoma wyjątkami - turystyka objazdowa.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie