Piotr Baron: Jeśli problemy techniczne na Olimpijskim to zbieg okoliczności, to w porządku [SPARTA - UNIA LESZNO]

Dawid Foltyniewicz
Tomasz Hołod
Betard Sparta Wrocław w pierwszym półfinale PGE Ekstraligi przegrała na Stadionie Olimpijskim z Fogo Unią Leszno 42:48. Wskutek awarii maszyny startowej przez drugą połowę zawodów żużlowcy startowali na sygnał zielonego światła. - W rundzie zasadniczej, gdy nam dobrze szło i wygraliśmy dwa biegi z rzędu podwójnie, to była przerwa z powodu problemów z bandą. Teraz z kolei brak prądu. Jak to zbieg okoliczności, to w porządku - powiedział szkoleniowiec leszczynian Piotr Baron.

Można odnieść wrażenie, że rywalizacja wrocławsko-leszczyńska rozpoczęła się co najmniej kilka godzin przed pierwszym biegiem. „Niestety kolejny precedens bandy z Wrocławia, tego nie grali jeszcze nigdy i nigdzie! Tak robi żużel w PGE Ekstralidze Sparta. Świństwo goni świństwo... Należy się spodziewać, że to nie koniec ze strony prezesa Rusko” - napisał na Twitterze odpowiedzialny za obsługę mediów społecznościowych Fogo Unii Łukasz Kokot. „Musimy to wyjaśnić” - odpowiedział Wojciech Stępniewski, prezes Ekstraligi Żużlowej.

Tym razem na torze nie działo się tak wiele, jak w ostatnich meczach na Stadionie Olimpijskim. Sympatycy Betardu Sparty mogli przypomnieć sobie sezon 2017, kiedy o kolejności na mecie we Wrocławiu decydowało w głównej mierze wejście w pierwszy łuk. W niedzielę oglądaliśmy stosunkowo niewiele mijanek. Napędzający się za plecami rywala zawodnik otrzymywał zwykle sporą porcję szprycy, która utrudniała wyprzedzanie.

Początek spotkania był bardzo wyrównany. Pierwsze pięć biegów kończyło się wynikami 3:3. Po tym słabsze starty żużlowców z Wrocławia skrzętnie wykorzystali przyjezdni. Fogo Unia wygrała podwójnie dwa biegi z rzędu, osiągając ośmiopunktową przewagę.

W siódmym wyścigu po zahaczeniu o motocykl Piotra Pawlickiego na wyjściu z pierwszego wirażu upadł Tai Woffinden. Brytyjczyk dość szybko wstał o własnych siłach i powędrował do parku maszyn. Na powtórkę gonitwy trzeba było czekać jednak blisko pół godziny. Posłuszeństwa odmówiła maszyna startowa. - Po ostatnich opadach we Wrocławiu zalana została studzienka, w której znajduje się całe okablowanie odpowiedzialne za maszynę startową, stąd problemy - wyjaśniał trener Betardu Sparty Rafał Dobrucki.

Sprzętu ostatecznie nie udało się naprawić i do końca zawodów żużlowcy ruszali na sygnał zielonego światła. - W rundzie zasadniczej, gdy nam dobrze szło i wygraliśmy dwa biegi z rzędu podwójnie, to była przerwa z powodu problemów z bandą. Teraz z kolei brak prądu. Jak to zbieg okoliczności, to w porządku - powiedział szkoleniowiec leszczynian Piotr Baron.

Jakiekolwiek problemy natury technicznej nie przeszkodziły aktualnym drużynowym mistrzom Polski w odniesieniu zwycięstwa. WTS wygrał ledwie trzy wyścigi i przed rewanżem znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. -Byliśmy maksymalnie skoncentrowani, ale opady deszczu i sytuacją z taśmą pokrzyżowały nam plany. Punkty, które straciliśmy we Wrocławiu, będziemy próbowali odrobić w Lesznie. Nie poddajemy się - zapowiada Maksym Drabik.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Hej

A po kiego grzyba ma tam jechać

s
spartanin79

Baleron wiesz co....ty śmierdzisz lesznem bucu!!! do WRO nie masz juz drogi powrotu pajacu!!!

Dodaj ogłoszenie