Piłka nożna: Wzloty i upadki Vuka Sotirovicia

Mariusz Wiśniewski
Vuk Sotirović: kłótliwy i skory do zwady oraz skuteczny i waleczny
Vuk Sotirović: kłótliwy i skory do zwady oraz skuteczny i waleczny Tomasz Hołod
Udostępnij:
Zdolny, ale leniwy, krnąbrny, ale odda serce na boisku. O kogo chodzi? O Vuka Sotirovicia, który bez wątpienia jest najbardziej barwnym i kontrowersyjnym piłkarzem Śląska. Serb albo coś powie i wywoła tym burzę, albo zagra tak, że zostaje bohaterem drużyny. Jego pobyt we Wrocławiu można porównać do jazdy na rollercoasterze - wspina się na górę, aby za chwilę zjechać w dół i znowu wzlecieć na szczyt.

Sotirović trafił do Śląska po awansie zespołu do ekstraklasy w 2008 roku. Zaczął rewelacyjnie, już w pierwszym meczu w barwach wrocławskiej drużyny zdobył gola, a mogło być jeszcze lepiej, ale nie wykorzystał rzutu karnego. W następnym spotkaniu z Polonią Bytom ponownie jednak trafił do siatki. Nikt wówczas nie przypuszczał, że do końca sezonu Sotirović jeszcze tylko dwa razy w lidze trafi do siatki. Od meczu z GKS-em Bełchatów w piątej kolejce zaczęły się problemy zdrowotne Serba, które trwały niemal półtora roku.

Sezon 2009/10 zaczął z kontuzją. Na boisku pojawił się dopiero w siódmej kolejce w meczu z Koroną w Kielcach i od razu strzelił gola na wagę remisu. Tyle że ponownie odnowił mu się uraz i znowu wylądował w gabinecie lekarskim. I tak wyglądała cała runda jesienna Sotirovicia - pojawiał się na boisku, strzelał gole i lądował u lekarza. Powoli cierpliwość do Serba tracił już nawet trener Ryszard Tarasiewicz. Zwłaszcza że nikt nie potrafił powiedzieć, co tak naprawdę dolega napastnikowi Śląska. W końcu Tarasiewicz zapowiedział, że jeżeli się nie wyleczy i nie zacznie grać, straci miejsce we wrocławskim zespole. Sotirović zjechał na rollercoasterze w dół.

Czy to jasne postawienie sprawy przez szkoleniowca, czy wizyty u specjalisty w Krakowie sprawiły - trudno w tej chwili jednoznacznie powiedzieć, co sprawiło, że wiosną 2010 roku Sotirović zaczął grać regularnie i przestał się skarżyć na dolegliwości. Co prawda zniknęła gdzieś jego umiejętność zdobywania goli, ale w końcówce sezonu ponownie przypomniał sobie, jak trafiać do siatki. To w dużej mierze jego czterem golom w ostatnich trzech kolejkach klub zawdzięczał w miarę spokojne utrzymanie w lidze. Sotirović wjechał na górę, co dobrze rokowało na nowy sezon.

Ale że historia lubi się powtarzać, zaczął się powolny zjazd w dół. Już w pierwszym meczu sezonu z Jagiellonią Białystok zaatakował kolegę z zespołu Waldemara Sobotę, kiedy ten w jednej z akcji nie podał mu piłki. Był jeszcze piękny gol z Cracovią, ale później o Sotiroviciu mówiło się i pisało już tylko w kontekście nieporozumień i kłótni. Naprawdę gorąco zrobiło się po zwolnieniu trenera Ryszarda Tarasiewicza, z czym Sotirović wyraźnie nie mógł się pogodzić.

W pierwszym meczu pod wodzą Oresta Lenczyka z Wisłą Kraków Sotirović usiadł na ławce rezerwowych i nie wszedł nawet na minutę na boisko. Po spotkaniu stwierdził otwarcie: - Mówią o mnie, że psuję atmosferę w drużynie. W grudniu odejdę ze Śląska. Nie podoba mi się tutaj.
Piłkarz jednak przemilczał , że to swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem na przedmeczowym zgrupowaniu sam się wy-eliminował z gry w spotkaniu z wicemistrzem Polski.

Wydawało się, że tak otwarta deklaracja sprawi, że Sotirović już w Śląsku nie zagra. Nieoczekiwanie Lenczyk wystawił Serba w kolejnych meczach z Polonią Warszawa oraz z Polonią Bytom w podstawowej jedenastce.

W tym drugim pojedynku Serb został zmieniony w przerwie i ponownie zareagował ostrymi wypowiedziami. Trener Lenczyk nie wdawał się jednak w słowną wojnę z piłkarzem, tylko krótko w jednym z wywiadów stwierdził: - Ten zawodnik ma duży talent. W dłuższym cyklu treningowym to jednak nieprawdopodobny leń.

Rollercoaster z Vukiem w tym momencie przestał staczać się w dół, a zaczął piąć. Oto bowiem Sotirović w derbach z Zagłębiem Lubin wyszedł ponownie w podstawowym składzie i strzelił gola. - Uznałem, że trzeba skończyć ze sprzeczkami poprzez gazety. Będę ciężko pracował i starał się - zadeklarował zawodnik.

W ostatnim meczu z GKS Bełchatów zagrał w swoim starym dobrym stylu, a jego gol dał Śląskowi trzy punkty.

Jak długo potrwa dobra passa Sotirovicia tym razem? A może jego rollercoaster już pozostanie w górze? Zobaczymy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie