Piłka nożna: Śląsk Wrocław coraz wyżej w tabeli

Mariusz Wiśniewski
Po stałych fragmentach gry w wykonaniu Śląska w polu karnym Ruchu było niemal zawsze gorąco. O piłkę w wyskoku walczy Jarosław Fojut
Po stałych fragmentach gry w wykonaniu Śląska w polu karnym Ruchu było niemal zawsze gorąco. O piłkę w wyskoku walczy Jarosław Fojut Tomasz Hołod
Udostępnij:
Po siedmiu kolejkach piłkarze Śląska mieli na koncie cztery punkty i znajdowali się na przedostatnim miejscu w tabeli. I zapewne wówczas nawet najwięksi optymiści nie sądzili, że po kolejnych siedmiu spotkaniach punktów będzie już 19, a strata do wicelidera będzie wynosiła zaledwie pięć oczek. Nikt się też półtora miesiąca temu nie spodziewał, że Śląsk będzie stać na cztery wygrane z rzędu. Zwycięstwo z Ruchem wcale jednak nie przyszło łatwo.

Tak jak się można było spodziewać, zespół Waldemara Fornalika zagrał we Wrocławiu defensywnie i Śląsk został zmuszony do ataku pozycyjnego. Ruch nawet, jak atakował czynił to bardzo ostrożnie i po stracie piłki zaraz całym zespołem ustawiał się na własnej połowie. Podopieczni Oresta Lenczyka nie mogli poradzić sobie z tak grającym rywalem i z wielkim trudem przedostawali się w obrębie pola karnego.

PRZECZYTAJ NASZĄ RELACJĘ I ZOBACZ ZDJĘCIA Z MECZU

Nie mogąc poradzić sobie z zagęszczonym polem, piłkarze Śląska szukali szans w stałych fragmentach gry, które stały się już znakiem firmowym wrocławskiego zespołu. Wystarczyło, że rzut wolny był odgwizdany kilka metrów od linii środkowej, a w pole karne wędrowali już Jarosław Fojut, Piotr Celeban i Przemysław Kaźmierczak.

Po jednym z takich zagrań w zamieszaniu w polu karnym po strzale Łukasza Gikiewicza Krzysztof Nykiel został trafiony piłką w rękę i sędzia podyktował rzut karny. Do "jedenastki" podszedł Kaźmierczak. Bramkarz poleciał w jeden róg, piłka w drugi, ale minęła bramkę.

- Szkoda, że nie strzeliłem, bo może wtedy by nam się łatwiej grało. A tak mocno się męczyliśmy - krótko stwierdził po meczu pechowy strzelec.

Męczyli się też kibice, bo na boisku nie brakowało walki, ale sytuacji podbramkowych praktycznie nie było. Ostatnie pół godziny wynagrodziły jednak zmarzniętym fanom wszystko.

Najpierw Śląsk wywalczył rzut wolny przy linii bocznej i do piłki jak zwykle w takich sytuacjach podszedł Sebastian Mila. Mocno dośrodkował, a Wojciech Grzyb głową posłał piłkę pod poprzeczkę swojej bramki.
Minęło osiem minut i niemal z tego samego miejsca ponownie dośrodkowywał Mila. Tym razem na drugi słupek, gdzie do piłki dopadł Celeban i z bliska wepchnął piłkę do siatki.

- Myślę, że przy pierwszej bramce zadecydował przypadek, pech i nieszczęście. Druga padła z pozycji spalonej - oceniał po meczu trener Fornalik.

Po stracie goli nagle okazało się, że Ruch potrafi szybciej biegać i odważniej atakować. Na boisku nareszcie coś zaczęło się dziać.

Emocje wzrosły po strzale Andreja Komaca z rzutu wolnego. Słoweniec popisał się pięknym uderzeniem z rzutu wolnego, po którym Marian Kelemen mógł odprowadzić piłkę wzrokiem do siatki.
Ostatnie minuty były bardzo nerwowe. Ruch atakował, a Śląsk kradł sekundy. Ostatecznie udało się wrocławianom wygrać czwarty mecz z rzędu i na boisku wrocławscy piłkarze mogli zacząć taniec radości.

Zaraz po spotkaniu do szpitala musiał pojechać Celeban. Obrońca Śląska w drugiej połowie został ostro zaatakowany łokciem przez Macieja Jankowskiego, który złamał mu nos, i niemal całe 45 minut grał z tamponem w nosie, Najprawdopodobniej uraz nie wyeliminuje Celebana z meczu z Arką Gdynia, który zostanie rozegrany za tydzień. Piłkarz jedynie będzie musiał grać ze specjalną maską na twarzy.

Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów 2:1 (0:0)
Bramki: Grzyb 62 (samobójcza), Celeban 70 - Komac 78
Widzów: 8000

Sędziował: Adam Lyczmański (Bydgoszcz)
Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Spahić - Sobota (86. Wołczek), Sztylka, Kaźmierczak, Mila - Sotirović (72. Jezierski), Gikiewicz (90. Ćwielong).
Ruch: Perdijić - Nykiel, Stawarczyk, Sadlok, Bronowicki (89. Piech) - Grzyb (78. Świerblewski), Malinowski, Straka, Komac, Zając (70. Olszar) - Jankowski.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
miron
Wszystko pięknie tylko brakuje mi dość istotnego szczegółu w opisie. Byłem na tym meczu i bardzo mocno się zawiodłem gdy na boisko wpadła druga piłka przy kontrataku Ruchu, pewnie nic by z niego nie było bo nasi szybko wrócili do obrony, ale niesmak pozostał. I w żaden sposób nie usprawiedliwia tego kontuzja Łukasza Gikiewicza, równie dobrze to Śląsk mógł przerwać swój atak widząc kontuzjowanego zawodnika.
Jak Śląsk ma być klasową drużyną to niech wygrywa w uczciwy sposób. Bardzo trafnie ocenił tą sytuacje trener gości... takich zagrywek to można się spodziewać w okręgówce a nie ekstraklasie.
Dodaj ogłoszenie