PGE Turów chce złota. Na drodze znów Prokom

Grzegorz Bereziuk
Szalona radość trenerów Winnickiego i Grygowicza
Szalona radość trenerów Winnickiego i Grygowicza FOT. GRZEGORZ BEREZIUK
Udostępnij:
Zgorzelczanie dokonali rzeczy niebywałej. Przed sezonem mało kto dawał im bowiem szanse, by znaleźć się w czołowej czwórce, a deklaracje działaczy o znalezieniu się PGE Turowa w wielkim finale często traktowane były z przymrużeniem oka.

Tymczasem dzięki ambicji i pracy drużyna udowodniła niedowiarkom, że mimo niższego budżetu jest w stanie zdziałać wiele.

- Nie po to pracowaliśmy przez cały sezon i nie po to zakończyliśmy część zasadniczą na drugim miejscu, aby w tak ważnym meczu numer siedem odpuścić i oddać Treflowi Sopot miejsce w finale. Gratuluję zawodnikom i dziękuję kibicom za to, że w nas nie wątpili. Dziękuję też klubowi, że zatrudnił mnie i wraz z zespołem mam szansę walczyć o złoty medal. Gdyby nie wsparcie moich asystentów Marcina Grygowicza i Edwarda Żaka oraz masażysty Maćka Żmijewskiego i kierownika drużyny Grzegorza Ardelego byłoby to jednak trudne - powiedział szczęśliwy trener Jacek Winnicki.
Droga PGE Turowa do finału była jednak długa i kręta. W pierwszej rundzie Dolnoślązacy nie bez kłopotów wygrali rywalizację z PGB Basketem Poznań 3-2, a w półfinale ograli Trefla Sopot 4-3. Każde ze spotkań było jednak bardzo zacięte, a o końcowym rozstrzygnięciu często decydowały detale. - Przez całe rozgrywki mieliśmy wzloty i upadki. Sezon jest dla nas bardzo długi, a zwłaszcza play-offy. Już pierwsza runda była dla nas straszna. W każdym meczu nasza gra przypominała sinusoidę. Często mieliśmy kłopoty z koncentracją, ale ostatecznie wdarliśmy się do finału - powiedział środkowy PGE Turowa Robert Tomaszek.

SERWIS SPECJALNY - Turów Zgorzelec

Teraz przed czarno-zielonymi finał z Asseco Prokomem Gdynia. Za każdym razem drużyna Tomasa Pacesasa na tym szczeblu rozgrywek okazywała się lepsza od zgorzelczan. Dwukrotnie PGE Turów walkę o złoto przegrał w stosunku 1-4. W pamiętnym sezonie 2007/08 Dolnoślązacy byli najbliżsi sukcesu. Po meczach u siebie prowadzili 2-0, ale przegrali kolejne trzy mecze. Turów zdołał wygrać wówczas w Sopocie trzeci mecz i o wszystkim decydowało siódme spotkanie w Zgorzelcu. W nim katem gospodarzy okazał się Milan Gurović, który zdobył 35 pkt, a ówczesny Trefl wygrał 76:70.

Thomas: Naszym celem nie było wejście do finału. Naszym celem jest zwyciężać

Także tym razem przeciwnik zespołu ze Zgorzelca jest faworytem rywalizacji. W klubie znad Nysy niewiele sobie jednak z tego robią. Pierwsze dwa mecze zostaną rozegrane w hali Asseco Prokomu, który w sezonie zasadniczym wyprzedził PGE Turów w tabeli i dzięki temu ma atut własnego parkietu. - Jedziemy do Gdyni bić się o złoty medal - zadeklarował trener Jacek Winnicki. - Sezon się dla nas nie skończył i nie myślimy o zrealizowaniu planu minimum czy maksimum. Będziemy walczyć. Jesteśmy w gazie i zmęczenie nie ma tutaj znaczenia. W sezonie zasadniczym udowodniliśmy, że z Asseco Prokomem jesteśmy w stanie rywalizować na równym poziomie - dodał Robert Tomaszek. Wtóruje mu rozgrywający zespołu ze Zgorzelca Torey Thomas. - Naszym celem nie było wejść do finału. Naszym celem jest go wygrać.

Pierwszy mecz finałowy w sobotę w Gdyni o godz. 20.30. Transmisja w TVP Sport i Radiu Wrocław. Drugie spotkanie w poniedziałek o godz. 18.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie