Pani doktor, czy powinnam zaszczepić dziecko?

Marta Kujawa
Czy COVID-19 rzeczywiście nie jest groźny dla dzieci i młodzieży? Czy warto szczepić najmłodszych przeciw tej chorobie? Co sprzyja rozwojowi koronawirusa w młodych organizmach? O tym z wrocławską lekarką rodzinną Anną Krzyszowską-Kamińską z Dolnośląskiego Związku Lekarzy Rodzinnych – Pracodawców rozmawia Marta Kujawa.

Wakacje tuż, tuż – zaszczepieni dorośli pojadą na nie bez przeszkód, a co z ich dziećmi? Starsze zaczęły być szczepione, młodsze – dopiero będą. Czy rodzice często pytają Panią o taką możliwość?

Rzeczywiście, coraz częściej padają takie pytania. Chociaż w dużej mierze dorośli chcą głównie porozmawiać z lekarzem o tym, czy warto młodzież szczepić. O małych dzieciach do tej pory mało rozmawialiśmy – być może dlatego, że w ogóle mało kto wie o tym, że badania dotyczące szczepienia małych dzieci przeciw Covid-19 trwają. Na razie są dopuszczone szczepienia dzieci od 12. roku życia i w tym przypadku dość dużo czasu poświęcamy na rozmowy z rodzicami na ten temat.

A jaki jest efekt tych rozmów? Jak wiele dzieci już zostało zaszczepionych w Pani praktyce?

Tak naprawdę to dopiero raczkuje – spodziewaliśmy się odbierać znacznie więcej telefonów w tej sprawie. Nie jest to tak popularne, jak w grupie seniorów, którzy pięknie się wyszczepili, ale zainteresowanie jest: rodzice dzwonią, pytają. Dzisiaj miałam dzień dzieci zdrowych, więc przy okazji innych szczepień z normalnego kalendarza szczepień, m.in. tężca, poruszaliśmy też często temat szczepień nastolatków przeciw COVID-19. I tu w kontekście wakacji ujawnił się poważny problem, bo wczoraj ukazała się informacja, że w przypadku tych dzieci mamy ściśle przestrzegać terminu trzech tygodni odstępu między pierwszą a drugą dawką. Kłopot polega na tym, jak się wstrzelić z tymi szczepieniami między jednym a drugim wyjazdem. Jeden z ojców (bardzo zdyscyplinowany w sprawach zdrowia) zajrzał do kalendarza i stwierdził: teraz szczepiliśmy dziecko na tężec i błonicę, więc za dwa tygodnie możemy je zaszczepić pierwszy raz przeciw covidowi. Z trudem, ale upchnąłby to między jednym a drugim wyjazdem wakacyjnym syna. Jednak druga dawka (równo po trzech tygodniach) jest nie do wykonania, bo w kalendarzu nie ma na nią miejsca między obozem sportowym, wyjazdem za granicę a jeszcze innymi atrakcjami urlopowymi. Łatwiej jest w przypadku dorosłych, bo ten odstęp może się zawierać w przedziale od trzech do sześciu tygodni, a to duża rozpiętość, dająca więcej możliwości. Co więcej, dzieci, poza tym sztywnym odstępem trzech tygodni, mogą być kwalifikowane do szczepienia wyłącznie przez lekarza – nikt inny nie może o tym decydować.

Od początku mówiono, że one lekko przechodzą chorobę i że szczepić trzeba wyłącznie dorosłych. Za to najmłodsi mogą zakażać starszych – rodziców, dziadków, czyli że to głównie one mogą być roznosicielami wirusa. Jak to jest więc ze szczepieniem dzieci i młodzieży – z Pani punktu widzenia to potrzebne czy niekoniecznie?

Są zdecydowanie potrzebne, bo mimo tego, że dzieci chorują rzadziej, to jednak chorują. Co więcej zdarza się im wieloukładowy zespół zapalny po covidzie, tak zwany PIMS, który przebiega dość ciężko i oznacza poważne konsekwencje zdrowotne. Na szczęście takie ciężkie przypadki nie kończą się zgonem, ale są dla dziecka bardzo nieprzyjemne. Z danych wynika, że około czterech tygodni po łagodnym, prawie bezobjawowym przebyciu choroby nagle pojawia się wysoka gorączka, a wraz z nią nierzadko również poważne objawy ze wszystkich układów, np. z pokarmowego (ból brzucha, biegunka, wymioty). Czasem jest to mylone z zapaleniem wyrostka robaczkowego. Są też kłopoty z układem sercowo-naczyniowym – to zaburzenia ciśnienia, zapalenie mięśnia serca i coś, co ostatnio zostało stwierdzone: pojawiają się tętniaki tętnic wieńcowych, a to bardzo niebezpieczna rzecz. W efekcie taki młody pacjent może zostać inwalidą na całe życie! Mogą też wystąpić objawy z układu nerwowego, a więc opon mózgowy-rdzeniowych, silny ból głowy, zaburzenia widzenia i równowagi. Są też oczywiście kłopoty z układem oddechowym: kaszel i duszności. Mogą się wreszcie pojawić niewydolność nerek i wszelkiego rodzaju wysypki na skórze. Na razie, z tego, co udało mi się ustalić, nie było w naszym kraju zgonu dziecka, ale sama choroba ma czasem naprawdę ciężki przebieg. A nikt nie chciałby widzieć swojego dziecka przez cztery tygodnie walczącego o życie w szpitalu. W ogóle w całej Polsce zarejestrowano do tej pory nieco ponad 300 przypadków PIMS-u, czyli zespołu pocovidowego. Przyjmuje się, że może się to przydarzyć jednemu takiemu młodemu pacjentowi na tysiąc, a to wcale nie jest mało!
Ważne jest też to, by wirus nie mógł w organizmach dzieci się rozwija i mutować, bo im więcej więcej osób zostanie zaszczepionych, tym mniejsze będzie miał możliwości do tego. On musi wniknąć do naszych komórek, by tam, namnażając się, ulegać mutacji. Jeśli więc dużo osób zostanie zaszczepionych, czyli zyska odporność na jego działanie, gotowe przeciwciała będą go od razu neutralizować. Poza tym dzięki temu dzieci nie będą roznosiły SARS-CoV-2 do osób, które nie mogą zostać zaszczepione. Jest bowiem grupa na tyle ciężko chorych, przyjmujących takie leki, ludzi z takimi defektami układu odpornościowego, że do tej pory nie udało się ich zaszczepić, bo były poważne przeciwwskazania. Ta grupa nie jest wielka, ale jest: ktoś bierze duże dawki leków immunosupresyjnych, które osłabiają działanie układu odpornościowego, ktoś inny leczy się onkologicznie.

Trzeba więc zbudować barierę wokół takich osób, by wirus nie mógł im zaszkodzić?

Nazywamy to szczepieniem z kokonu: mamy w domu ciężko chorą osobę (np. seniora) i z jakiegoś powodu nie można jej zaszczepić, więc szczepimy kokon, czyli wszystkich bliskich mu ludzi, bo oni nie stanowili dla niego zagrożenia.
Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną sprawę: otyli nastolatkowie (a po pandemii mamy mnóstwo takich przypadków) przechodzą tę chorobę o wiele ciężej. Mam 17-letniego pacjenta, który przeleżał ponad trzy tygodnie w szpitalu i nadal jest cieniem samego siebie: ciągle ma zadyszkę, cały czas źle się czuje, w ogóle nie może się skupić. Dlatego ten mit, że SARS-CoV-2 nie szkodzi dzieciom i młodzieży trzeba obalać – szczególnie w kontekście grożącej nam pandemii otyłości wśród najmłodszych związanej z siedzącym trybem życia w czasie lockdownu.

W przypadku dzieci w wieku od 6 miesięcy do 12 lat dopiero trwają testy kliniczne szczepionki Pfizera. Nie wiemy, jakie wyniki dadzą. Czy nie ma Pani obaw o ich efekt? Powie Pani rodzicom z czystym sumieniem: zaszczepcie państwo swoje dziecko?

Dopóki firma nie wyda jednoznacznej rekomendacji, na pewno tak nie powiem. Mam jednak nadzieję, że te badania wypadną pozytywnie i że spokojnie, bezpiecznie będziemy mogli szczepić najmłodsze dzieci. Przed rozpoczęciem szczepień bardzo dużo czytałam na temat metody mRNA wykorzystanej do produkcji szczepionek. Wiemy już, że to wyjątkowo bezpieczna technologia – liczę na to, że w przyszłości będzie wykorzystywana w przypadku szczepionek przeciwko innym groźnym chorobom. Nie mam jakichś wewnętrznych obaw, że nagle coś okaże się szkodliwe. Chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę, że życie weryfikuje wiele spraw i zupełnej pewności nie mam.

Małe dzieci na początku życia przechodzą wiele szczepień. Czy nie obawia się Pani, że kolejne, nie do końca sprawdzone, wystawią ich układ odpornościowy na zbyt trudną próbę?

Jeżeli będziemy je szczepić po ukończeniu 6. miesiąca życia, to jesteśmy spokojni, bo w 5. miesiącu kończymy intensywny okres najmłodszych – później zostają już tylko dawki przypominające. Z opinii wakcynologów, czyli specjalistów zajmujących się szczepieniami nie wynika, by kolejny specyfik (przeciw COVID-19) oznaczał szkodliwy dla zdrowia nadmiar. Od dłuższego czasu te dzieci przyjmują wiele szczepionek, a mimo tego rozwijają się prawidłowo. Poza tym wpływ szczepionek jest nieustannie badany – sprawdza się ich wpływ na dziecięcy organizm. Obawialiśmy się na przykład czy z tego powodu nie będzie więcej chorób autoimmunologicznych, jakichś poważnych reakcji organizmu, ale przecież dzisiaj nie widzimy już na ulicach choćby inwalidów, którzy są ofiarami strasznej choroby, jaką jest polio. Moim zdaniem szczepienia są dobrodziejstwem i nie obawiałabym się, że szczepionka przeciw COVID-19 zrobi dzieciom krzywdę.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Janko

Polecam obejrzeć https://www.youtube.com/watch?v=rZU9bWQldbo

J
Janko

http://psnlin.pl/

T
Toja
14 czerwca, 13:59, obserwator:

szczepić, szczepić, wincyj szczepić

a dla myślących do porównania:

ilość szczepień dla ur w 1960 i w 2020 (przesunąć sobie suwak na kalendarzu)

https://szczepienia.pzh.gov.pl/kalendarz-szczepien/

Ale pomiędzy rokiem 1960 a 2020 jest 60 lat! Medycyna idzie z postępem. Sprzęt byl wielorazowego użytku. Nie było takich metod diagnostyki itp. Jakie USG? I to jeszcze 3D a nawet 4D? Ząb jak zabolał to się go wyrywało. A teraz? Leczenie pod mikroskopem. Zauważ, że z tej listy została usunięta pozycja z ospą prawdziwą. Właśnie dlatego, że dzięki szczepieniom zlikwidowano wirusa.

o
opele

większych bzdur nie dało się już napisać. Szczepienie z kokonu. Z czego jeszcze, może z buforu?

A odczyny poszczepienne? Dlaczego 0 słów na ten temat? Zakrzepica, arytmia serca, paraliż twarzy i mięśni, wylewy do mózgu... ??

o
obserwator

szczepić, szczepić, wincyj szczepić

a dla myślących do porównania:

ilość szczepień dla ur w 1960 i w 2020 (przesunąć sobie suwak na kalendarzu)

https://szczepienia.pzh.gov.pl/kalendarz-szczepien/

Dodaj ogłoszenie