Pandemia nie wywołała plagi rozwodów. Liczba pozwów wcale nie rośnie, jak zapowiadali eksperci

OPRAC.:
Katarzyna Dębek
Katarzyna Dębek
Statystyki nie pozostawiają złudzeń. Do sądów rokrocznie trafia mniej więcej tyle samo pozwów rozwodowych.
Statystyki nie pozostawiają złudzeń. Do sądów rokrocznie trafia mniej więcej tyle samo pozwów rozwodowych. Materiały prasowe (MondayNews Polska)
Udostępnij:
Pandemia, lockdown, praca zdalna i siedzenie w domu odbiły się na ludzkiej psychice. Spekulowano, że z tego powodu mogą się pogorszyć relację między małżonkami, a w konsekwencji zwiększy się liczba rozwodów. Jak wynika z najświeższych danych z ponad 40 sądów okręgowych, które porównano z 2019 rokiem, nastąpił nawet spadek wpływających pozwów rozwodowych. Powodem tego jest coraz mniejsza liczba osób, które zawierają związek małżeński, ale też strach przed skutkami ekonomicznymi rozwodu.

Liczba rozwodów zmalała w porównaniu z 2019 rokiem

Dane pozyskane z 46 sądów okręgowych w pierwszym kwartale tego roku są dosyć optymistyczne. Od początku stycznia do końca marca br. wpłynęło prawie 19,9 tys. pozwów rozwodowych. Ta liczba zbytnio nie różni się od odnotowanej w analogicznym okresie ubiegłego roku – wówczas było ich 19 873, czyli o 16 mniej niż w pierwszym kwartale 2022 roku (19 889). Z kolei w porównaniu z 2020 rokiem (19,3 tys.), w obecnym rozwodów jest więcej o 3 proc. Natomiast patrząc na pierwsze trzy miesiące 2019 roku, nastąpił spadek o prawie 8 proc. (21,5 tys.).

– Różnice w stosunku do trzech poprzednich lat są bardzo niewielkie. I nie oddają skali rozpadających się małżeństw w Polsce, jaką prognozowano w zeszłym roku w związku z nowymi doświadczeniami par zamkniętych w domach w wyniku pandemii. Obecnie wielu małżonków przechodzących kryzysy, odkłada wnoszenie pozwów ze względu na kwestie ekonomiczne, w tym np. wspólnie spłacane i rosnące kredyty hipoteczne. Ponadto znaczna część osób obawia się kosztów związanych z wniesieniem sprawy do sądu. Trzeba pamiętać o tym, że w ostatnich dwóch latach niektórzy Polacy stracili swoje biznesy i musieli np. znaleźć nowe pomysły na życie. I na tym skupili swoją uwagę, odkładając sprawy osobiste na dalszy plan – mówi radczyni prawna Małgorzata Sokołowska, specjalizująca się w sprawach rodzinnych.

Kredyt i zobowiązania silniejsze są od miłości dwojga ludzi?

Życie w pojedynkę jest znacznie trudniejsze niż we dwójkę. I nie chodzi tu tylko o podział obowiązków, ale również o kwestie finansowe. Wspólny kredyt scala bardziej niż przysięga małżeńska. Michał Pajdak z platformy e-Psycholodzy sugeruje, że zawieranie umów hipotecznych, których jest kilka milionów w skali Polski, może ograniczać podejmowanie decyzji o rozwodach. W zeszłym roku było 2,5 mln aktywnych umów kredytowych, o czym informuje ekspert. I dodaje, że samodzielnie trudniej jest uzyskać kredyt mieszkaniowy, a nawet wynająć mieszkanie przy rosnących cenach najmu. Dlatego niestety część osób wciąż jeszcze podejmuje decyzje o wyborze partnera życiowego pod presją względów ekonomicznych, a także wymagań społecznych.

– Nadal niewielu Polaków, którzy przychodzą po porady prawne dotyczące rozwodu, pracuje wcześniej nad relacjami osobistymi, np. poprzez terapie czy mediacje rodzinne, inwestując w naprawę więzi. Niemniej mam wrażenie, że rośnie liczba osób, które poprzez szeroko dostępne warsztaty, webinary i kursy online czy dynamicznie rozwijające się internetowe grupy wsparcia, indywidualnie pogłębiają swoją wiedzę na temat przyczyn kryzysów w związkach, dostrzegając przez to sytuację, w jakiej same się znalazły. Jednak można się spodziewać, że w dużej mierze właśnie względy ekonomiczne, a nie chęć rozwoju w pielęgnowaniu bliskości, hamują liczbę pozwów – dodaje mec. Małgorzata Sokołowska.

Michał Pajdak zwraca uwagę również na fakt malejącej liczby zawieranych małżeństw w Polsce przy relatywnie stałej ilości wpływających do sądów pozwów rozwodowych. Osoby decydujące się na powiedzenie sobie „sakramentalnego TAK” są coraz starsze, czyli powinny być dojrzalsze, a i ich decyzja bardziej przemyślana i odpowiedzialna. Niestety tak nie jest. Rośnie też liczba związków nieformalnych. Jak podaje ekspert, obecnie co czwarte dziecko rodzi się właśnie z takiej relacji kobiety i mężczyzny. A to wszystko oznacza, że w najbliższych latach liczba rozwodów będzie wykazywała procentowe wzrosty w stosunku do ilości zawieranych małżeństw.

– Liczba rozwodów utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie od kilku lat. I raczej nic nie zapowiada, żeby jakoś drastycznie ich przybywało. Jak widać, nawet sama pandemia niewiele tutaj zmieniła. A już na pewno nie jestem skłonna uznać, że czeka nas plaga pozwów rozwodowych. Można pokusić się o prognozę, że w przyszłości będzie ich nawet nieco mniej, skoro coraz rzadziej są zawierane małżeństwa – stwierdza mec. Małgorzata Sokołowska.

W jakich regionach odnotowano największą liczbę pozwów rozwodowych?

Jak wynika z danych poszczególnych sądów okręgowych w analizowanym okresie, czyli pierwszym kwartale br. najwięcej pozwów wpłynęło do Sądu Okręgowego w Poznaniu – 1 296, na dalszych miejscach znalazły się Katowice – 1 035, Warszawa – 1 034, Gdańsk – 1 003, oraz Kraków – 947. Na 6. miejscu jest Sąd Okręgowy Warszawa-Praga z wynikiem 850.

– Najwięcej pozwów rozwodowych wpływa do sądów znajdujących się w najbardziej zaludnionych aglomeracjach miejskich. Gdyby zsumować wyniki z dwóch sądów zlokalizowanych w stolicy, to łącznie byłoby ich blisko 2 tys. Natomiast z analizy wynika, że Poznań jest w czołówce miast z największą liczbą takich spraw. Wyjaśnieniem może być też to, że w tych dużych miastach mieszkają osoby o jednolitych poglądach, które w jasny i szybki sposób chcą rozwiązywać swoje problemy rodzinne. Tutaj mniejsze znacznie odgrywają czynniki religijne i tzw. wstyd społeczny niż w niewielkich miejscowościach. Jeśli dana osoba upewni się, że wie, czego potrzebuje w życiu, a co stanowi dla niej źródło frustracji lub nawet strachu o siebie i dzieci, to po prostu zaczyna działać – komentuje mec. Sokołowska.

Regiony, w których dochodzi do najmniejszej liczby rozwodów

W pierwszym kwartale br. najmniej pozwów rozwodowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Łomży – 149, Przemyślu – 153, Tarnobrzegu – 184, Suwałkach – 185, Krośnie – 188, a także Tarnowie – 199.

Jak podsumowuje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl:

– Na wyniki wpłynęła wielkość miast, w których się znajdują Sądy. Znaczenie miał też obszar ich działania. Liczba rozwodów jest widocznie niższa na mniej zurbanizowanych terenach, gdzie religijność i przywiązanie do tradycji mocno przekładają się na decyzje podejmowane przez małżonków.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ile pieniędzy potrzebujemy, aby wieść idealne życie?

Wideo

Materiał oryginalny: Pandemia nie wywołała plagi rozwodów. Liczba pozwów wcale nie rośnie, jak zapowiadali eksperci - Strona Kobiet

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie