Oto wrocławskie ogniska koronawirusa. Zaczyna się od jednej osoby

Marcin Rybak
Marcin Rybak
Lukasz Gdak
Na 261 osób zakażonych koronawirusem we Wrocławiu, aż 125 - czyli blisko połowa - to pracownicy i pacjenci szpitali oraz urzędnicy z sanepidu. Nie ma już w mieście szpitala, który nie musiałby ograniczać normalnej działalności z powodu zakażeń personelu lub pacjentów albo co najmniej takich podejrzeń. Zazwyczaj zaczyna się od jednej osoby. Po kilku dniach dowiadujemy się o masowych zakażeniach w danym miejscu.

Dolnośląskie Centrum Chorób Płuc przy ul. Grabiszyńskiej – 53 zakażonych

Wśród 53 osób lekarze, pielęgniarki i personel szpitala to 41 osób, 12 - to pacjenci. Troje pacjentów szpitala zakażonych koronawirusem zmarło. Kłopoty zaczęły się w połowie marca. Wypisano wtedy ze szpitala mężczyznę, u którego ujawniono koronawirusa. Potem zaczęto badać pracowników i cześć pacjentów. Pracę wstrzymały trzy szpitalne oddziały, kuchnia i laboratorium. Kilka dni temu funkcjonowanie szpitala wróciło do normy. Nie ma tam już nowych zakażeń, ale ujawniane są u pacjentów, którzy z placówki zostali wypisani.

Dolnośląskie Centrum Onkologii przy pl. Hirszfelda – 27 osób zakażonych

Wśród 27 osób z koronwirusem 24 to medyczny personel. Pierwsze zakażenia ujawniono 1 kwietnia. Wstrzymano na kilka dni pracę jednego z oddziałów, zakażonych pacjentów przewieziono do szpitala zakaźnego przy Koszarowej.

Sanepid Wrocław – 17 osób zakażonych

Sanepid w walce z epidemią to równie ważne miejsce jak szpital. To tu prowadzone są epidemiczne dochodzenia i wyszukiwane są osoby, które kontaktowały się z zakażonymi i które trzeba izolować i objąć kwarantanną. To tu zapadają decyzje, które mogą przyczynić się do zmniejszenia skali zakażeń. Po ujawnieniu zakażenia jednej z urzędniczek przebadano pozostałych pracowników - zakażenie ujawniono u 16 kolejnych osób.

Szpital przy Kamieńskiego – 17 osób zakażonych.

Pierwsza była pielęgniarka z oddziału onkologicznego jeszcze w marcu. Kilka dni temu zakażenia pojawiły się na oddziale urazowo – ortopedycznym. W sobotę koronawirusa wykryto u kolejnych 10 osób z personelu Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu. Z tego powodu chirurgia z blokiem operacyjnym oraz interna przestały działać. SOR przyjmuje tylko pilne przypadki. Testy na obecność wirusa przeprowadzane są obecnie kolejnym 60 osobom - pacjentom oraz personelowi medycznemu.

Szpital przy Koszarowej - 5 osób zakażonych

To chirurg i cztery pielęgniarki. W tym szpitalu dziś leczy się pacjentów z koronawirusem, ale piątka zarażonych nie zajmowała się nimi. Pracowali w innym oddziale.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny – 5 zakażonych

To osoby z kilku różnych szpitalnych oddziałów. Wśród nich dziewięcioletnia pacjentka oddziału poprzeszczepowego kliniki onkologii i hematologii dziecięce Przylądek Nadziei i lekarz z tego szpitala. Na szczęście pozostali pacjenci i lekarze są tam zdrowi. Na kilka dni wstrzymano prace kilku oddziałów USK.

Szpital przy Fieldorfa - 1 osoba zakażona

To pacjent z oddziału anestezjologii. W szpitalu wstrzymano wszystkie zabiegi operacyjne. Nie pracują normalnie szpitalny blok operacyjny, odziały intensywnej terapii i anestezjologii oraz neurochirurgii, chirurgii ogólnej, dziecięcej, urologii, ortopedii oraz Szpitalny Oddział Ratunkowy.

Czy liczby zakażonych ze szpitali to dowód, że – wbrew zapowiedziom polityków i urzędników – Polska była źle przygotowana do epidemii? Od wrocławskiego profesora Krzysztofa Simona wiemy, że jeszcze kilka tygodni temu brakowało w szpitalach środków do ochrony medyków. I to do tego stopnia, że groziło to „przerwaniem opieki lekarsko – pielęgniarskiej” – mówi Simon, zakaźnik pracujący w szpitalu przy Koszarowej, gdzie trafiają zakażeni koronawirusem.

Pierwszy był szpital przy Kamieńskiego. Tam 20 marca zamknięto oddział chirurgii onkologicznej po ujawnieniu, że zakażona jest pielęgniarka. Największe problemy miał szpital płucny z Grabiszyńskiej. Zakażenie ujawniono tu u 53 osób z personelu i pacjentów. Troje pacjentów szpitala z Grabiszyńskiej zakażonych koronawirusem zmarło. Ten właśnie szpital jako pierwszy w Polsce zdecydował się przebadać wszystkich pracowników i przynajmniej część pacjentów. Dziś tu właśnie najszybciej wszystko wraca do normy. Choć organizację pracy i przyjmowania pacjentów przystosowano do czasów epidemii.
W ostatnich dniach kłopoty znowu dotykają znowu szpital na Kamieńskiego oraz szpitala przy Fieldorfa.

Zakażenie pojawiło się nawet – choć w niewielkim zakresie – na oddziale poprzeszczepowym kliniki onkologii i hematologii dziecięcej Przylądek Nadziei. A to oddział, na którym szczególne reżimy sanitarne zachowywane są zawsze a nie tylko przy okazji epidemii. Choć być może właśnie dlatego w całym Przylądku zakażenie ujawniono jedynie u dwóch osób z 250 przebadanych.

Od początku epidemii koronawirusa w Polsce mówiono, że lekarze, pielęgniarki, w ogóle medyczny personel, są najbardziej narażeni na zakażenie. - Trzeba ich hołubić – mówiła nam kilka dni temu prof. Alicja Chybicka, szefowa Przylądka Nadziei.

Tymczasem? - Gdy w Polsce pojawiły się pierwsze przypadki, to okazało się, że w magazynach nie ma maseczek, strojów, niczego nie ma. Jak się nasi zorientowali, to w Chinach zablokowali tę produkcję i nie było gdzie kupić. A kraje bogatsze przepłacały – mówi wspomniany już profesor Krzysztof Simon. Kłopot był z maskami i bardzo dobrej jakości strojami do ochrony przed wirusem. - Używamy czasem, awaryjnie gdy innych nie ma, takich plastikowych strojów jak na wojnę biologiczną, które się kompletnie nie nadają do opieki nad pacjentem. Na izbie przyjęć nikt nie wytrzymuje dłużej niż dwie trzy godziny. Po prostu ludzie mdleją – relacjonował nam profesor przed tygodniem.

Teraz – co sam przyznaje – zaopatrzenie medyków w stroje ochronne poprawiło się. Nierzadko dzięki pomocy zwykłych ludzi i pomysłowości samych pracowników szpitali. Można było na portalu gazetawroclawska.pl obejrzeć film, nakręcony przez ratownika ze szpitala przy Fieldorfa. Autor pokazuje nogi owinięte folią. Bo brakowało ochraniaczy na buty. Wielu wrocławskich medyków nosi przyłbice wykonywane przez wrocławskich wolontariuszy na drukarkach 3D.

Wrocławskie szpitale kontra koronawirus

16 marca, Szpital przy Grabiszyńskiej

Wypisano pacjenta, u którego kilka dni później zdiagnozowano koronawirusa. Nie jest do końca jasne czy zakaził się na szpitalnym oddziale czy już po wyjściu. Ale po ujawnieniu tego faktu przebadano 51 osób ze szpitalnego personelu i pacjentów. ujawniono 22 zakażenia – pielęgniarki, salowe i i sześciu pacjentów. - Nie było żadnego z lekarzy, który miał kontakt z tym mężczyzną. Dlatego podejrzewamy, że to nie w szpitalu ten człowiek się zaraził.

17 marca, Szpital zakaźny przy Koszarowej

Ujawniono zakażenie u lekarza chirurga z tej placówki. Nie pracował z chorymi na koronawirusa i zakaził się najpewniej poza szpitalem. Potem okazało się, że zakaziły się również cztery pielęgniarki.

23 marca, Szpital przy Kamieńskiego

Pielęgniarka z oddziału onkologicznego zarażona koronawirusem. Wstrzymano pracę oddziału, choć zostało na nim kilkoro pacjentów.

24 marca, Szpital przy Grabiszyńskiej

Po przebadaniu 51 osób ujawniono koronawirusa u 16 pielęgniarek i salowych oraz szóstki pacjentów. Zapadła decyzja o ewakuacji i dezynfekcji oddziału pulmonologicznego

25 marca, Szpital przy Grabiszyńskiej

Zapada decyzja o przebadaniu prawie wszystkich pracowników i pacjentów szpitala. Ostatecznie przebadano ponad 500 osób. Ujawniono zakażenie 53 w tym większość to personel. W kolejnych dniach zamknięto trzy szpitalne oddziały w tym oddział intensywnej opieki medycznej oraz kuchnię.

1 kwietnia, Dolnośląskie Centrum Onkologii

Zakażeni pracownicy i pacjenci szpitala. Zapadła decyzja o przebadaniu wszystkich. Ujawniono zakażenie 24 osób z personelu i pacjentów. Wstrzymano na kilka dni pracę jednego ze szpitalnych oddziałów.

3 kwietnia, Uniwersytecki Szpital Kliniczny

Zakażenie ujawniono u pięciu osób w kilku różnych jednostkach. W tym lekarz i dziewięcioletnia pacjentka z kliniki onkologii i hematologii Przylądek Nadziei. Na jeden dzień wstrzymano przyjęcia do Przylądka. Przebadano 250 osób. Nikt więcej nie został zakażony. Na kilka dni wstrzymano pracę trzech innych oddziałów, gdzie byli zakażeni.

5 kwietnia, Szpital przy Kamieńskiego

Koronawirusa potwierdzono u lekarza z oddziału urazowo – ortopedycznego. Oddział i część Szpitalnego Oddziału ratunkowego zostały zamknięte. Później ujawniono zakażenie u kolejnych pięciu osób z personelu i pacjentów.

7 kwietnia, Szpital MSWiA przy Ołbińskiej

Na izbie przyjęć pojawił się zakażony pacjent. Wstrzymano przyjęcia do szpitala.

7 kwietnia, Szpital przy Grabiszyńskiej.

Po kwarantannie i dezynfekcji szpital w pełni wznawia działalność i przyjmowanie pacjentów. Dzień później ruszy - również zamknięte - przyszpitalne laboratorium.

8 kwietnia, Szpital przy Fieldorfa

Wstrzymano pracę oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej oraz ograniczono pracę Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Powodem podejrzenie koronawirusa u lekarki.

10 kwietnia, Szpital przy Fieldorfa

Lekarka z oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej okazała się zdrowa. Jednak pracę szpitala sparaliżowało ujawnienie koronawirusa u pacjenta oddziału anestezjologii. Wstrzymano wszystkie operacje, Szpitalny Oddział Ratunkowy pracuje w ograniczonym zakresie.

10 kwietnia, Szpital przy Kamieńskiego

Koronawirusa wykryto u kolejnych 10 osób z personelu Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu. Z tego powodu chirurgia z blokiem operacyjnym oraz intern1 przestały działać. SOR przyjmuje tylko pilne przypadki. Testy na obecność wirusa przeprowadzane są obecnie kolejnym 60 osobom - pacjentom oraz personelowi medycznemu.

MASKI, ŚRODKI DO DEZYNFEKCJI I INNE PRODUKTY PROFILAKTYCZNE PRZECIWKO WIRUSOM I BAKTERIOM >> Sprawdź w naszym sklepie <<

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
11 kwietnia, 17:44, J23:

Możemy 3 miesiące siedzieć w domu i nic to nie poprawi. Zaraza roznosi się w szpitalach, gdzie powinno być najbezpieczniej. Zresztą żadne zaskoczenie skoro Włosi i Czesi też mieli problemy a ich służba zdrowia jest na dużo wyższym poziomie niż nasza. Nie ma żadnej informacji, żeby ktoś się zaraził na odosobnionym spacerze w lecie czy parku. Natomiast w kościoły, gdzie zostało potwierdzonych wiele przypadków i nadal są otwarte.

Akurat w Lombardii na początku zamknięto ... kościoły ...

J
J23

Możemy 3 miesiące siedzieć w domu i nic to nie poprawi. Zaraza roznosi się w szpitalach, gdzie powinno być najbezpieczniej. Zresztą żadne zaskoczenie skoro Włosi i Czesi też mieli problemy a ich służba zdrowia jest na dużo wyższym poziomie niż nasza. Nie ma żadnej informacji, żeby ktoś się zaraził na odosobnionym spacerze w lecie czy parku. Natomiast w kościoły, gdzie zostało potwierdzonych wiele przypadków i nadal są otwarte.

g
gość

Te wiadomości powinny być na 1 stronach mediów. Może wtedy dotarło by to do świadomości ameb ,które zakładając kuchenne rękawiczki i maseczkę z pieluchy wyruszają na podbój miasta. Zakażeni w większości widzieli jak postępować i używali sprzętu ochronnego a mimo tego mieli pecha.

G
Gość
10 kwietnia, 13:03, Gość:

To było do przewidzenia przy stopniu przygotowania naszej służby zdrowia i sanepidu. Do tego dojdą niedługo policjanci (vide nie zamknięcie komisariatu na Psim Polu mimo potwierdzonego wirusa u jednego z policjantów, bo genialny komendant stwierdził, że nie ma takiej konieczności, bo żaden inny policjant nie przejawia objawów) i strażacy (vide epidemia gorączki i kaszlu u strażaków odbywających kurs w szkole podchorążych w Warszawie, gdzie dowódca stwierdził, że nie potrzeba testów, bo strażacy "symulują"). I cyk mamy drugie Włochy!

Spokojnie z tym straszeniem. Jak na razie mamy mniejszą sumę ofiar niż Niemcy dziennie. Ale jest warunek. Musimy zostać w domach.

G
Gość

To było do przewidzenia przy stopniu przygotowania naszej służby zdrowia i sanepidu. Do tego dojdą niedługo policjanci (vide nie zamknięcie komisariatu na Psim Polu mimo potwierdzonego wirusa u jednego z policjantów, bo genialny komendant stwierdził, że nie ma takiej konieczności, bo żaden inny policjant nie przejawia objawów) i strażacy (vide epidemia gorączki i kaszlu u strażaków odbywających kurs w szkole podchorążych w Warszawie, gdzie dowódca stwierdził, że nie potrzeba testów, bo strażacy "symulują"). I cyk mamy drugie Włochy!

Dodaj ogłoszenie