Opera Wrocławska odnosi się do kontroli NIK przed publikacją jej wyników. „Niczego nie ukrywałam”

Nadia Szagdaj
Nadia Szagdaj
"Niczego nie ukrywałam. Szczegóły kontraktu zostały opublikowane w internecie, bo narzuca się na nas taki obowiązek" - mówi dyrektor Opery Wrocławskiej Halina Ołdakowska
"Niczego nie ukrywałam. Szczegóły kontraktu zostały opublikowane w internecie, bo narzuca się na nas taki obowiązek" - mówi dyrektor Opery Wrocławskiej Halina Ołdakowska Magdalena Pasiewicz
Kontrowersyjny kontrakt między Operą Wrocławską a Mariuszem Kwietniem został rozwiązany. Z dniem 6 września śpiewak został powołany stanowisko zastępcy dyrektora ds. artystycznych.

Lato w Operze Wrocławskiej upłynęło pod znakiem kontroli.

"Z końcem sierpnia zakończyła się u nas kontrola z NIK. Niedługo raport z tej kontroli powinien się ukazać na stronie internetowej izby" – poinformowała Katarzyna Montgomery z zespołu prasowego Opery Wrocławskiej.

Natomiast dyrektor opery Halina Ołdakowska zaznacza:

"Dla nas najważniejsze są wnioski końcowe zawarte w materiale NIK. Wnioski odnoszą się do lat: 2018, 2019 i połowy roku 2020, przed moim powołaniem. Kontrola została rozszerzona o kontrakt Mariusza Kwietnia."

Jeden z wniosków kontroli mówi o tym, że powinien powstać regulamin zatrudniania dyrygentów.

"Zgadzamy się z tym, tak samo jak i z drugim wnioskiem, który zakłada, że na stronie opery do informacji publicznej powinny być podawane wszelkie informacje o rekrutacjach" - mówi Ołdakowska.

Częściowa ocena, która traktuje o kontrakcie Mariusza Kwietnia, znajduje się w treści protokołu. Na zarzut, że zatajała wysokość zarobków Mariusza Kwietnia, zasłaniając się tajemnicą handlową, dyrektor odpowiada: "Niczego nie ukrywałam. Szczegóły kontraktu zostały opublikowane w internecie, bo narzuca się na nas taki obowiązek".

Inne kontrole, które w operze przeprowadziły: Sanepid i Państwowa Inspekcja Pracy, nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Kontrola Urzędu Marszałkowskiego wykazała natomiast nieprawidłowości dotyczące przede wszystkim samego stanowiska Mariusza Kwietnia. Gdyby bowiem artysta był faktycznie zatrudniony na stanowisku dyrektora artystycznego, zostałby objęty ustawą kominową i otrzymywałby wynagrodzenie wielokrotnie mniejsze niż kwota, na jaką opiewał jego kontrakt. Wygląda więc na to, że Mariusz Kwiecień dyrektorem artystycznym był jedynie z nazwy, a formalnie zatrudniony został jako jeden z artystów, choć zakończył już karierę. Dlatego 6 września w celu sformalizowania stanowiska (i zarobków) został odwołany z funkcji dyrektora artystycznego i objął funkcję zastępcy.

Na wnioski kontroli NIK musimy jeszcze zaczekać. Izba powinna opublikować je do końca września.

PSL chce restrykcji dla niezaszczepionych

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
28 września, 19:34, Gość:

Niby biedna ta kultura, ta ciągle płacząca Janda, ci artyści tak niedocenieni i ta pandemia, a tu 3 mln w kontrakcie za 4 sezony czyli 60 tys miesięcznie ... A szału nie ma. Opera jak opera

Opera ? mydlana :)

G
Gość
Niby biedna ta kultura, ta ciągle płacząca Janda, ci artyści tak niedocenieni i ta pandemia, a tu 3 mln w kontrakcie za 4 sezony czyli 60 tys miesięcznie ... A szału nie ma. Opera jak opera
Dodaj ogłoszenie