Odeśpij, nasz Ciasteczkowy Potworze (WSPOMNIENIE ANDRZEJA LEWANDOWSKIEGO)

Wojciech Koerber
Andrzej Lewandowski, znakomity dziennikarz, dobry człowiek.
Andrzej Lewandowski, znakomity dziennikarz, dobry człowiek.
Mecz Śląsk - Lech, sprzed półtora miesiąca, widział już przez mgłę, z niezdiagnozowanym udarem. A po meczu, zamiast do szpitala, wybrał się do redakcji, by opisać, co ledwo dojrzał, lecz co świetnie czuł. Musiał tylko powiększyć czcionkę do... 36 (!), w mniejszej nie mógł się już rozczytać. Ta relacja zajęła mu kilkakrotnie więcej czasu niż zwykle, lecz swoje zrobił. Nocą, bo zwykł pracować o najdziwniejszych porach doby. Taki był Lewy, żył jak chciał, spał, kiedy mu się przypomniało. Kiedy żył, wszyscyśmy go bardzo lubili, kiedy go nie ma, okazuje się, że większość z nas go kochała.

Andrzej Lewandowski, były dziennikarz m.in. Gazety Wrocławskiej, zmarł w piątek po ciężkiej chorobie. Był jedyny w swoim rodzaju. Życie chciało go zmusić, by uśmiechał się rzadko, a on uśmiechał się zawsze. Miał w sobie to coś, dzięki czemu traktował je na luzie. A teraz musi po prostu porządnie tak barwne życie odespać...

Fenomen Lewego polegał na tym m.in., że bardziej uchodził za zbiór ludzkich słabości niż cnót najrozmaitszych, a jednocześnie tak bardzo był uwielbiany. Powodował to jego dystans do samego siebie, tak wielki jak przepaść dzieląca dziś w tabeli Śląsk od Piasta, powodowały to jego dobroć i nieszkodliwość. Wiecie, to jedna z tych osób, które dostrzegasz z daleka, i już wiesz, że chcesz podejść bliżej, pożartować, która pewnikiem uniesie twoje kąciki ust. Jedno mnie tylko momentami drażniło. Otóż ten dystans do siebie, fakt, że tak szybko z pana Andrzeja stawał się Lewym, sprawiał, iż dużo młodsi koledzy z branży nie zawsze okazywali mu należny szacunek. A to był dziennikarz. DZIENNIKARZ. Sami dziś wspominacie, że podczas konferencji prasowych zawsze miał jakieś pytania, nierzadko on jeden. ZAWSZE. Często później podchodził, już z fają w ustach, i mówił: "Wiesz, co, Wojtuś. Chciałem go jeszcze zapytać o..." Po czym wybuchał śmiechem, bo chciał zapytać, rzecz jasna, o coś rubasznego, frywolnego, niezręcznego.

Lewy żył tak, jakby wszystko było dane na zawsze. Lubił zapalić, więc palił. Chciał się napić, to pił. Uwielbiał jeść, więc dietą się nie przejmował. Często sobie dworowałem, że gdy konferencje się pokrywały, Lewusek wybierał tę z lepszym menu. I że każdy stół uznawał za szwedzki, tzn. z każdego można i należy coś podnieść. Musiało się to skończyć ksywą "Ciasteczkowy Potwór". Swego czasu przyszedł do redakcji prosto z cukierni, z kartonem pełnych ciastek. Kilka pierwszych sztuk zwyczajowo spałaszował palcami, to była krótka piłka. W końcu zostało ostatnie, najefektowniejsze. Spojrzał na nie i po chwili zastanowienia rzekł: "Nie, to to muszę zjeść łyżeczką". Wstał, podszedł do szafki, wyciągnął spodeczek, łyżeczkę i zrobił, co sobie obiecał. Potrafił się delektować życiem.

Andegdot z Lewym w roli głównej starczyłoby na kilka tomów. Dedlajnami w gazecie przejmował się średnio, choć raz, przed wielu laty, błysnął odpowiedzialnością. Grubo po godz. 22, mecz reprezentacji. Późno, dzwonili już z drukarni, że będzie afera, nerwy. Lewy dorobił podpisy pod zdjęcia, zerkamy jeszcze wszyscy w monitor, już mamy stronę wysyłać do drukarni, gdy młody praktykant Michał Karpiński, dziś menedżer piłkarski, nieśmiało zauważa błąd w podpisie: "Panie Andrzeju, ale tu na zdjęciu jest Żewłakow, nie Gilewicz". I wtedy wyszło z Lewego całe doświadczenie. Spojrzał błyskawicznie na zegarek, na monitor, faja w ustach, znów na zegarek, po czym zarządził: "Tak? A my damy takiego Gilewicza. Puszczać!" No i puścił, a tekst o Gilewiczu funkcjonuje do dziś.

Dziś wielu dziennikarzy wiedzę ma taką, że musi googlać. Lewy googlał w głowie, ogromna wiedza o sporcie, który kochał, ogromna inteligencja. Przemieszczał się z imprezy na imprezę, a na żużlu - specjalnie nie przepadał - lubił sobie przysnąć, co zważywszy na hałas uznawałem zawsze za wyjątkowe osiągnięcie. Nigdy nie mogłem spamiętać, czy jego rekord przesiadywania w kasynie bez wychodzenia to 40 czy 50 godzin z okładem. W każdym razie przed wielu laty bywało, że wychodził w trakcie redakcyjnego dyżuru po fajki i nie wracał. Mijała godzina, dwie, wiedzieliśmy już, że nie o kolejkę po papierosy chodzi, lecz o fakt, że nieopatrznie obok kasyna przechodził. I jakoś tak uległ nasz Freestyler. Patrzyliśmy tylko wtedy po sobie , czekając, kto wypowie sakramentalne: "No dobra, dokończę ten dyżur za Lewego". Choć pojawiał się jeszcze z jeden epitet.

Lewy pisał świetnie i ostro, również felietony (w Gazecie Wrocławskiej pt. "Pięć do zera"), gdy tylko uznał, że warto włożyć w tekst trochę siebie. A niekiedy musiał z tymi tekstami gonić, by zwyczajnie utrzymać rodzinę. Miał jeszcze wyjść ze szpitala, pozałatwiać te rodzinne sprawy. W ostatnich tygodniach jak ojcem opiekował się nim Michał Guz z Przeglądu Sportowego, przychodził przed pracą, zaglądał po, walczył o tego Lewego. Jeszcze w piątek pojawił się też m.in. trener Pawłowski. Miał zajrzeć i nazajutrz, opowiedzieć fachowo o meczu z Łęczną...

Kilka tygodni temu, już w szpitalu na Borowskiej, tradycyjnie sobie żartowaliśmy, m.in. na temat ludzi ze środowiska zakochanych w sobie. I Lewy powiedział tak: "Nie śmiej się tylko, ale też mam jedno takie marzenie. Chciałbym minutę ciszy na Śląsku..."

65. Plebiscyt na Najlepszego Sportowca i Trenera Roku

NASZ PLEBISCYT 2017 NA FACEBOOKU - dołącz do wydarzenia i bądź na bieżąco!

* Plebiscyt na Sportowca i Trenera Roku 2017 - GŁOSOWANIE (AKTUALNE WYNIKI)
* Najpopularniejsi sportowcy, trenerzy i drużyny - nominuj kandydatów do nagrody!
* Z historii plebiscytu, czyli od Popiela do Małachowskiego ZDJĘCIA

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kibicB
Dajcie mu tę minutę ciszy na Śląsku!!!!!
k
kibic
Nie znałem osobiście Pana Andrzeja,ale zawsze czytałem jego teksty.KLASA...KLASA...KLASA.....Tylko tyle i aż tyle.Wieczne odpoczywanie....
i
iga
Dajcie mu tą minutę ciszy. Niech się Śląsk na coś sensownego przyda. A autorowi gratuluje tekstu.
k
kibic
Aż się łezka ciśnie... Prawdziwy tekst, bez gloryfikowania... Znałam Pana Andrzeja i czytając to oczyma wyobraźni widziałam Go.. Minuta ciszy... Oddany całym sercem Śląskowi
K
Krystian Pełka
"Wygoogluj" lub googal jak tam sobie wolisz słownik języka polskiego.
P
Paweł
To był duży zaszczyt Pana znać. Śpij w spokoju.
Dodaj ogłoszenie