Nowa książka "Dopaść Morawieckiego". O odważnym patriocie czy człowieku, który szykował Polsce kolejną rzeź? [NASZ WYWIAD]

Maciej Rajfur
Maciej Rajfur
Kim tak naprawdę był Kornel Morawiecki? Jak go oceniła historia? Jak naprawdę wyglądała jego relacja z synem-premierem? O swojej nowej książce pt. "Dopaść Morawieckiego", która odsłania wiele interesujących faktów, opowiada autor Bogdan Rymanowski.

Maciej Rajfur: Skąd pomysł, żeby napisać biografię Kornela Morawieckiego? Pewnie dlatego, że jeszcze nie powstała takowa, ale czy jeszcze nie dlatego, że Pan też ma swoją opozycyjną kartę w Federacji Młodzieży Walczącej?

Bogdan Rymanowski: To była dla mnie taka sentymentalna podróż do lat 80., kiedy byłem nastolatkiem i bawiłem się w „zadymiarza” w Federacji Młodzieży Walczącej w Nowej Hucie. Wprawdzie FMW nie była nigdy podległą strukturą wobec Solidarności Walczącej, ale mieliśmy podobną nazwę. Sporo z nas utożsamiało się z radykalnym nurtem podziemia. Kiedy Kornel zmarł, zdałem sobie sprawę, że większość Polaków kojarzy go wyłącznie jako ojca premiera i nie ma pojęcia o roli jaką odegrał w latach 80. W III RP o nim zapomniano, a przez pierwsze 25 lat był wręcz zamilczany.

Jak Pan postrzega osobę Kornela Morawieckiego? Bardziej z daleka, czy z jakiegoś powodu z bliska?

W czasach młodości Kornel był naszym idolem. Osobiście poznałem go na początku lat 90., kiedy zaprosiłem Kornela do Radia RMF na Kopiec Kościuszki. W niczym nie przypominał „radykała z nożem w zębach”, a taki miał wtedy wizerunek. Okazał się miłym, prostolinijnym człowiekiem, który skracał dystans. Przez kolejne 30 lat nasze drogi co jakiś czas się przecinały. Apogeum kontaktów nastąpił po 2015 roku, gdy został marszałkiem seniorem. Wiele razy zapraszałem go do telewizji. W książce chciałem opisać ciekawego człowieka. Oryginała. Kompletnie niedocenianego przez historyków. Z jednej strony był politycznym rewolucjonistą, ale też myślicielem, filozofem i fizykiem. Jeden z przyjaciół Kornela powiedział, że gdyby poświęcił się nauce zostałby wybitnym profesorem. Miał pomysły, które wyprzedziły futurystyczne projekty Elona Muska. Był też kimś w rodzaju współczesnego brata Alberta. Pochylał się nad każdym człowiekiem.

Książkę zaczyna Pan od Lecha Wałęsy, Grzegorza Schetyny i ataku na Kornela Morawieckiego przez Wałęsę. Nie chcę zdradzać więcej, ale to mocne wejście w temat. Taka jest ta książka? Wkładająca kij w mrowisko, mająca wywołać dyskusje, czy raczej coś porządkować i wyjaśniać?

O sile każdej książki świadczy to, że może być odczytana na wiele sposobów. Dla jednych może to być ciekawa biografia. Dla innych thriller polityczny albo zapis pojedynku Morawieckiego z Wałęsą. W ostatnich latach życia Kornela iskrzyło między nimi. Czytelników zszokować mogą ich relacje z lat 80. Przeanalizowałem wszystko to, co pisał Kornel w podziemiu. Mimo krytyki kierownictwa „Solidarności” przez „Solidarność Walczącą”, nie natrafiłem na żadną wycieczkę personalną wobec Wałęsy. Kornel nikogo nie wytykał palcami, nie osądzał. Także tych, którzy okazali się zdrajcami i wsypali jego współpracowników. Był radykalny w hasłach, ale miłosierny wobec drugiego człowieka. Do „okrągłego stołu” był lojalny wobec lidera „S”. Dlatego słowa Lecha Wałęsy po śmierci Kornela, były niesprawiedliwe.

Zaraz potem czytamy o słynnym spotkaniu Frasyniuka z Morawieckim w podziemiu. Ono niejako stało się symbolem wyznaczającym oś między „Solidarnością”, a „Solidarnością Walczącą”. Która taktyka, które podejście jest Panu bliższe z perspektywy czasu – Kornela Morawieckiego czy Władysława Frasyniuka?

Gdyby mnie Pan o to zapytał w latach 80., wskazałbym na Morawieckiego. Byłem nastolatkiem z gorącą głową. Uważałem, że z czerwonymi się nie rozmawia, chyba że o oddaniu władzy. Dzisiaj wiem, że do odzyskania niepodległości przyczyniły się oba nurty opozycji. I ten radykalny czyli SW, i ten umiarkowany, reprezentowany przez Wałęsę. Trzymając odpowiednie proporcje, można te dwie drogi porównać do dróg, którymi szli Piłsudski z Dmowskim. Obaj nie darzyli się sympatią, a przecież obaj przyczynili się do odzyskania niepodległości w 1918 roku. Myślę, że Kornel miał dar wyprzedzania współczesnych. Kiedy inni mówili o „finlandyzacji” Polski, on mówił o niepodległości. Paradoks polega na tym, że nie uczestniczył w budowie III RP. Można powiedzieć, że kto inny zasiał, a kto inny zebrał plony. Sam miałem dylemat, czy iść na wybory 4 czerwca 1989 roku. Z jednej strony nie były w pełni demokratyczne, z drugiej poszerzały sferę wolności. Ostatecznie jednak zagłosowałem. Martwi mnie to, że dawni działacze - będący dziś po dwóch stronach politycznej barykady - kwestionują swoje zasługi z przeszłości. Choć w latach 80. razem działali na rzecz dobrej sprawy. Ale cóż, taka jest bieżąca polityka.

Pana książka jest niewątpliwie ważna dla Wrocławia, który odgrywa w niej niebagatelną rolę. Postać Kornela jest ściśle związana ze stolicą Dolnego Śląska. Jak Pan pokazuje w swojej publikacji Wrocław?

Dopiero pracując nad książką zdałem sobie sprawę, jaką podziemną potęgą był Wrocław. To jasno wynika z esbeckich akt, i opozycyjnej bibuły. Wrocław, Kraków - Nowa Huta, Gdańsk - to była pierwsza trójka, i dopiero potem Warszawa. Opozycjoniści z Wrocławia nie mogli liczyć na taki PR, jak mający dostęp do zagranicznych dziennikarzy działacze ze stolicy. W sierpniu 1980 roku, gdyby nie strajkujący Wrocław, gdyby nie akcja Kornela i jego ludzi, Porozumień Sierpniowych mogłoby nie być. Dopiero wejście do strajku Dolnego Śląska przeważyło szalę. Komuniści zrozumieli, że nie mogą zastosować rozwiązania siłowego. Po 13 grudnia siła oporu we Wrocławiu była nieprawdopodobna. To zasługa przede wszystkim dwóch ludzi: Frasyniuka i Morawieckiego. Z tym, że o Frasyniuku przez 30 lat mówili wszyscy, o Kornelu zaczęto mówić dopiero na cztery lata przed jego śmiercią.

Stawia Pan w książce pytania: Kim więc naprawdę był Kornel Morawiecki? Odważnym polskim patriotą czy człowiekiem, który szykował Polsce kolejną powstańczą rzeź? Bohaterem czy zdrajcą sprawy Solidarności? Czy książka nam na to odpowiada?

Każdy, kto przeczyta książkę, znajdzie na te pytania odpowiedź. Lecz książka nie jest ołtarzykiem ku czci Morawieckiego. Jest również próbą zmierzenia się ze wszystkimi argumentami i zarzutami jego przeciwników. Pokazuje słabości, błędy i nietrafione wybory głównego bohatera.

Rzeczywiście książka z pewnością nie jest laurką. Nie zamiata Pan pod dywan niewygodnych czy niepasujących do krystalicznie czystego bohaterstwa wątków. Nawet je Pan w jakimś sensie wyciąga i mierzy się z nimi. Choćby kwestie obyczajowe. Jakie uzasadnienie idzie za taką postawą autora? I właściwie za tym kryje się też pytanie: jaki efekt ma dać ta książka? Poznawczy, dydaktyczny, sugerujący jakąś ocenę, stawiający Kornela Morawieckiego w jakimś panteonie?

Nie chciałem tworzyć jakiejś hagiografii. Chciałem pokazać prawdziwego człowieka. Z krwi i kości. Trudno było pominąć wątki osobiste, bo przecież sam Morawiecki jeszcze za życia wypowiadał się o tym publicznie. Wszyscy zapewne pamiętają jego słynny wywiad, który wywołał szok, kiedy powiedział, że „kocha trzy kobiety”. Na pewno nie można mu zarzucić jednego - że był hipokrytą. Stać go było na szczerość, która działała często przeciwko niemu samemu. Gdybym pominął sprawy osobiste zaprzeczyłbym słowom samego Kornela. On zawsze - powołując się na Józefa Mackiewicza – mówił, że tylko prawda jest ciekawa. Człowiek jest zawsze tajemnicą. I czasami pewne wybory polityczne wynikają z wyborów życiowych, i na odwrót. Kornel był taką mieszanką sprzeczności. W jakimś sensie on sam zaprosił nas do swego prywatnego życia.

Czy laik, którego zaintryguje tytuł, może postać Kornela, o której niewiele wie, zrozumie to, co Pan pisze? Solidarność Walcząca to konkretna specyficzna organizacja działająca w konkretnych czasach. Trzeba mieć jakieś przygotowanie, pojęcie, wiedzę bazową, by dobrze rozkodować książkę?

Moim marzeniem jest, żeby po książkę sięgnęli też młodzi ludzie, którzy nie pamiętają PRL-u. Więc są w niej informacje, które mają znaczenie w sensie historycznym. Pisałem o Kornelu, ale trudno pisać o jego życiu, nie pokazując tła, i całej historycznej panoramy. Wszystkich naszych doświadczeń narodowych i społecznych.

Szczególnie interesujące w książce są fragmenty dotyczące współczesności np. relacji premiera Mateusza Morawieckiego ze swoim ojcem, także w pewnym momencie politycznym rywalem. Albo spostrzeżenia syna dotyczące relacji jego ojca z kilkoma kobietami.

Ta relacja syna z ojcem jest bardzo ciekawa. Kiedy Mateusz był nastolatkiem, Kornel grał z nim w szachy. W pewnym momencie obiecał synowi, że jak z nim wygra, to kupi mu konia. I do tego zwycięstwa doszło. Do spełnienia obietnicy było bardzo blisko, ale koń, którego razem oglądali, był za bardzo narowisty , i ostatecznie nie doszło do zakupu. Ostatnie lata życia Kornela to też w jakimś sensie rywalizacja z synem. Nie chodziło o to, kto kogo pokona, ale o to, kto z nich ma rację. Kornel miał zawsze niezależny pogląd na rzeczywistość i własny punkt widzenia.

Co ciekawe, w mediach niejednokrotnie pozwalał sobie na krytykę swojego syna – już premiera.

To była rzecz absolutnie niezwykła. Tak było, gdy mówił, że zarobki Mateusza w banku, są horrendalnie wysokie. Użył takiego sformułowania, że nikt nie jest tysiąc razy mądrzejszy od tego najmniej inteligentnego. Dlatego też nikt nie powinien zarabiać tysiąc razy więcej, od tego najmniej zarabiającego. Kornel był jedną z nielicznych osób, a może jedyną, która mogła powiedzieć premierowi prawdę. Zawsze wygrywało w nim pragnienie mówienia prawdy. Nie zważał na to co myślą inni, i jak ta jego prawda wpływa na ocenę syna. Był po prostu uczciwy. Jeden z przyjaciół Kornela powiedział mi, że po jego śmierci brakuje kogoś takiego w otoczeniu szefa rządu.

Czy to jest dobry czas na książkę pt. „Dopaść Morawieckiego?”

Nigdy nie ma dobrego czasu na taką książkę. Czy miałem czekać na jej wydanie do czasu kiedy Morawiecki junior przestanie być premierem ? No nie. Pracowałem nad nią ponad 2 lata. Pewnie jest niedoskonała, ale uznałem, że czas kończyć i zmierzyć się z osądem czytelników. Ojciec i syn - mimo, że niedaleko pada jabłko od jabłoni - to jednak dwie różne osoby. I każdego z nich trzeba oceniać oddzielnie.

Przedpremierowe spotkanie promocyjne książki „Dopaść Morawieckiego” z udziałem autora Bogdana Rymanowskiego odbędzie się 2 grudnia o godzinie 18 w Centrum Historii Zajezdnia przy ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu.

Również w sobotę 3 grudnia na Wrocławskich Targach Dobrej Książki w Hali Stulecia będzie można spotkać Bogdana Rymanowskiego i kupić książkę "Dopaść Morawieckiego". O godzinie 11:00 w sali niebieskiej rozmowa z autorem. Potem o godzinie 12:00 autor podpisuje książki na stoisku Zysk i s-ka Wydawnictwo, stoisko 103

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Bilans polskiej akcji poszukiwawczo-ratowniczej w Turcji.

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Myślę, że książka o juniorze będzie miała ten sam tytuł, tylko kontekst może być zgoła inny.
J
Jbcpis
Czekamy na "dopaść Obajtka"!!!!
G
Goac
28 listopada, 7:29, Gość:

Dziennkiarskie lizanie się po jajach.

28 listopada, 9:29, Ha ha ha:

Lubią, bardzo lubią,

Ale w sumie to dobrze ze kupili dzienniki w całej Polsce ,jak się będzie ich rozliczać, to wszyscy się dowiedzą a koniec tych swin jest bliski

H
Ha ha ha
28 listopada, 7:29, Gość:

Dziennkiarskie lizanie się po jajach.

Lubią, bardzo lubią,

G
Gość
Dziennkiarskie lizanie się po jajach.
Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie