Noga wciąż mi chodzi

Wojciech Koerber
Rozmowa z Danutą Bułkowską, byłą rekordzistką Polski w skoku wzwyż, olimpijką z Moskwy.

UWAGA! ARTYKUŁ POWSTAŁ W 2008 ROKU!

Czym się dziś zajmuje najlepsza skoczkini w historii Polski?

Dziś już czymś innym. Pracuję w Młodzieżowym Ośrodku Wychowaczym przy ul. Borowskiej. Czyli z trudną młodzieżą, którą próbuję integrować ze środowiskiem. Staram się ich wychowywać i prostować na ile się da. To dzieciaki głównie z zaburzonych społecznie rodzin.

Od sportu jednak Pani nie ucieknie. Rekord Polski (197 cm - 1984 rok, Woerstadt) jest chyba dożywotni.

Wierzę, że nie. Choć to fakt - siwych włosów u mnie coraz więcej, a stoimy wciąż w tym samym miejscu. Wynik na pewno jest powodem do dumy, jednak chciałabym pogratulować komuś jego poprawy.

Jak dotąd, nie widać jednak chętnej na taki wyczyn. Dlaczego?

Trudno powiedzieć, bo od szkolenia jestem ostatnio daleko. Ale pewne przemyślenia mam. Myślę, że młodzież trzeba bardziej zachęcać, bo potencjał w niej jest, tyle że ukryty. Jakby objąć ten horyzont, to coś z pewnością by się znalazło. Nie wierzę, że nie. Być może brakuje takich entuzjastów, jacy byli kiedyś. Jeździli po wioskach, miasteczkach i wyławiali talenty.

Tak jak Panią Bogumił Mańka.

No właśnie. Pochodzę z wioski Olszanka, a pan Mańka wyszukał mnie w Opolu podczas zawodów "Szukamy nadziei olimpijskich". I to on odciągnął mnie od koszykówki, bo zauważył to coś w nodze. Ja zresztą bawiłam się w różne dyscypliny i miałam to szczęście, że trafiłam na wspaniałych nauczycieli wychowania fizycznego. Dziś te zajęcia bywają, niestety, okrojone.

Albo odbywają się ćwiczenia na macie. Tzn. macie piłkę i grajcie.

I tak bywa. Pan Włodarczyk i pani Kąkol z Brzegu okazali się jednak kapitalni. Nie było tak, że któraś z nas nie mogła ćwiczyć. Grało się w siatkówkę, koszykówkę, piłkę ręczną i do piachu skakało.

Z tego piachu wyskoczyła Pani wysoko, bo na igrzyska do Moskwy. Czyli nazwa opolskich zawodów była słuszna - "Szukamy nadziei olimpijskich".

Zgadza się, choć trafiłam tam trochę z przypadku. Jako zawodniczka spoza Warszawy musiałam często i gęsto udowadniać swoją wartość. Nominację zdobyłam na ostatnich zawodach, podczas mistrzostw stolicy.

W Moskwie skończyło się udziałem w eliminacjach i rezultatem 185 cm. Za wcześnie jeszcze było na wielkie sukcesy?

Trochę brakowało pewnie doświadczenia, a trochę pewnie też trenera przy boku. Nie twierdzę, że jego obecność na pewno by coś zmieniła, jednak dałaby poczucie większej pewności. Nie wiem, gdzie jest przyczyna, że trener nie mógł być ze mną i na mistrzostwach świata, i na mistrzostwach Europy, i na igrzyskach.
Jakoś trener Mańka nie ma w centrali chodów. Na pięć igrzysk dostarczał wychowanków, a żadnych z bliska nie widział. "Najbliżej miałem do Seulu, lecz w ostatniej chwili wyrzucił mnie z ekipy ówczesny minister sportu, a był nim pan Kwaśniewski. Trzeba było zrobić miejsce dla jakiegoś notabla" - mówił nam niedawno. W Pekinie na samotność skazano jego Michała Bieńka.
I w Pekinie, i w końcowej fazie przygotowań. A to bardzo niedobrze, gdy skoczek zostaje pozostawiony sam sobie. Bo zawodnik ma różne dni, a dobry trener wie, co i kiedy dołożyć, a co zabrać.
Rekord Polski ustanowiła Pani w roku olimpijskim, tyle że - o zgrozo - był to rok 1984. Chyba w złym momencie się Pani urodziła.

Ubolewam, że tak się złożyło, i że taki był system. Miałam już tę nominację, ale marzeń spełnić nie mogłam. Na otarcie łez pozostał występ w Kolonii, już po igrzyskach, gdzie zjawiły się wszystkie medalistki z Los Angeles: Ulrike Mayfart, Vivienne Epplés i Sara Simeoni. No i wygrałam z wynikiem 196 cm. Byłam wtedy w formie.

Dwóch metrów jednak nie udało się zaliczyć nigdy. Dlaczego?

No, nie wiem. Raz chyba skoczyłam. Gdzieś we Włoszech, mimo że było to tuż po obozie. Mówię chyba, bo poprzeczka spadła. Tyle że nie kojarzę momentu, w którym miałabym ją czymkolwiek dotknąć. Może to wiatr. W każdym razie sędziowie pokazali czerwoną chorągiewkę. Blisko było też w Grudziądzu, bo formę miałam niesamowitą, tyle że przegnała nas burza. Cóż, smutno, że ta dwójeczka nie pękła. Ale nie narzekam, mój opiekun krzywdy mi nie zrobił. Trenowaliśmy wspólnie 17 lat i nigdy nie myślałam o zmianie. W którymś momencie przyszło zmęczenie, choć nie czuję, żeby szkoleniowiec mnie zajechał.

Pani największą zaletą było...

To, że jestem uparta, zacięta i się nie poddaję w sytuacjach stresowych. Wręcz odwrotnie. Każde niepowodzenie tylko mnie mobilizowało i pozytywnie wpływało. Jestem twarda, zresztą, obecna praca tego ode mnie wymaga.

A rywalizację w Pekinie śledziła Pani?

Oczywiście. I noga jakoś dziwnie mi podchodziła do góry. Skakałam razem z dziewczynami, bo to w człowieku zostaje. Ja wciąż jestem aktywna. Wzwyż już nie skaczę, ale gry zespołowe wciąż uprawiam i staram się zachęcać do sportu młodzież.

Syn nie chciał pójść śladami?

Mateusz (17-latek - red.) uznał, że to nudna konkurencja. Ale gra w siatkówkę, koszykówkę, a dla mnie najważniejsze jest, by robił cokolwiek. Dla zdrowia i satysfakcji.

Sport dał Pani wyłącznie satysfakcję, czy również coś w życiu odebrał?

Pewnie, że były wzloty i upadki. Koleżanki chodziły na randki, na lody, a ja zmieniałam tylko walizkę i środki lokomocji. Pociąg, autobus, samolot. Teraz stwierdzam jednak, że były to najpiękniejsze lata mojego życia, że jako młoda osoba nie byłam przegrana. Nauczyłam się obowiązkowości, punktualności i tej upartości.

A doping - był, jest i będzie?

Był, jest i będzie, nie ma co się oszukiwać. Niby to temat otwarty, ale jednak tabu. Nie jest oczywiście tak, że biorą wszyscy, ale wielu korzysta. Moja dyscyplina? Były przypadki Kostadinovej i Antonovej, chociaż w tej konkurencji chodzi bardziej o układ nerwowy i sferę psychotropową. Ja wiem, czy było to wszystko potrzebne. Mając warunki i dobrego trenera też można zrobić wynik. Może nie 200 cm, ale np. 197.

Danuta Bułkowska

Urodziła się 31 stycznia 1959 r. w Olszance. W wieku 18 lat ustanowiła rekord Polski seniorek (186 cm). W 1984 roku w Woerstadt skoczyła 197 cm i tego wynika po dziś dzień żadna Polka nie poprawiła. Reprezentowała MKS Orlik Brzeg (1975-1976), Victorię Racibórz (1977-1978) i AZS Wrocław (1979-1990). 9-krotna mistrzyni kraju (1977, 1982-1989), 5-krotna w hali (1983-1987), brązowa medalistka HMŚ w Paryżu (1985 - 190 cm) oraz HME w Göteborgu (1984 - 195 cm) i Pireusie (1985 - 190 cm). Karierę zakończyła w 1991 roku.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3