Nie wciśniesz igły. To szynobus Trzebnica-Wrocław

    Nie wciśniesz igły. To szynobus Trzebnica-Wrocław

    Marcin Kaźmierczak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Szynobus Trzebnica-Wrocław
    1/11
    przejdź do galerii

    Szynobus Trzebnica-Wrocław
    ©Fot. Tomasz Ho£Od / Polska Press

    "Co robisz od ostatniej godziny? Ja już jestem we Wrocławiu!" - między innymi takimi reklamami przy trasie Trzebnica-Wrocław Koleje Dolnośląskie kusiły kierowców jadących wiecznie zakorkowaną drogą nr 5, by przesiedli się do pociągów. Podziałało. Poranne połączenia z Trzebnicy do Wrocławia biją rekordy popularności. Tyle, że Koleje Dolnośląskie sobie z tą popularnością nie radzą. Wejście do pociągów to prawdziwa sztuka. Pasażerowie tłoczą się jak sardynki w puszce, bo Koleje Dolnośląskie wciąż wysyłają na tę popularną trasę małe, pojedyncze szynobusy, mieszczące tylko 250 osób. A pasażerów jest znacznie więcej.
    Zobacz galerię

    Jak wygląda podróż szynobusem z Trzebnicy do Wrocławia, sprawdzaliśmy dziś na własnej skórze. Na dworcu w Trzebnicy pojawiliśmy się o 6.43. Miejsca siedzące były zajęte już po kilku sekundach. Chwilę przed odjazdem do pociągu ledwo dało się już wejść. Na kolejnych stacjach - w Brochocinie Trzebnickim, Pierwoszowie, Siedlcu, Pasikurowicach i Ramiszowie tłum narastał. Już we Wrocławiu - na Sołtysowicach i Nadodrzu wysiadło kilkadziesiąt osób, ale drugie tyle wsiadło, co ważne... też ledwo.

    Tłok jest tak duży, że konduktorowi nie udaje się nawet sprawdzić biletów w całym składzie. – Zazwyczaj jedynie sprzedaję bilety. Większość podróżnych ma miesięczne, ale i tak trzeba to sprawdzić. Na całej trasie udaje mi się dojść jedynie do połowy składu. Przez cały pociąg się nie przecisnę – opowiadał nam dziś konduktor. Z powodu tłoku pociąg niemal codziennie łapie też opóźnienie. Dziś na stacji Wrocław Nadodrze był 11 minut po czasie, na Dworcu Głównym opóźnienie wzrosło do 12 minut.

    ZOBACZ TEŻ: Wiemy, kiedy otwarcie drogi S5 Trzebnica-Wrocław



    – Może raz w tygodniu udaje nam się usiąść, a wsiadamy już w Trzebnicy. Dojeżdżam do pracy na Wrocław Mikołajów i jest tragedia. Żona z kolei wysiada na Sołtysowicach i żeby miała w ogóle szansę wysiąść, musi się solidnie przeciskać. Ja zresztą też. Czasem jest obawa, że nie zdążymy – mówi pan Wojciech. – Ciśniemy się jak sardynki w puszce, a przecież płacimy za bilety. Dlaczego Koleje Dolnośląskie nie puszczą na tej trasie podwójnych szynobusów – pyta pan Andrzej.

    No właśnie. Koleje Dolnośląskie najpierw zachęcały pasażerów, by korzystali z ich połączeń, a gdy ci skusili się na pociąg, nie potrafią poradzić sobie z tak dużym zainteresowaniem. Zarówno w godzinach szczytu, jak i poza nim z Trzebnicy i do Trzebnicy kursują tylko pojedyncze szynobusy, mieszczące 250 osób. Koleje Dolnośląskie mają też pociągi podwójne - te mieszczą dwa razy więcej pasażerów. Ale kolejarze wysyłają je na inne trasy.

    Zobacz galerię

    Piotr Rachwalski, prezes Kolei Dolnośląskich przyznaje, że zna problem. Twierdzi, że tłum zwiększył się w październiku, gdy do Wrocławia zaczęli dojeżdżać studenci.
    Rachwalski obiecuje, że sytuacja powinna poprawić się w listopadzie.
    – W tej chwili nie ma takiej możliwości. Ale mam nadzieję, że w listopadzie, gdy wrócą do nas z naprawy wszystkie szynobusy, będzie możliwe puszczenie w godzinach szczytu podwójnych składów – mówi Piotr Rachwalski. – Chciałbym mieć tyle pociągów, aby każdy podróżny siedział. Musimy jednak potraktować kolej aglomeracyjną jak metro. Utarło się, że w komunikacji miejskiej można stać, a w pociągach się siedzi. Trzeba jednak zrozumieć, że w godzinach szczytu w pociągach aglomeracyjnych na krótkich liniach to się nie uda. Na szczęście nie zdarza się, abyśmy kogoś nie zabrali - twierdzi Rachwalski.

    W listopadzie być może problem uda się rozwiązać tymczasowo. Na poprawę sytuacji na stałe trzeba poczekać. - Chcemy kupić szynobusy trójczłonowe. Złożyliśmy wniosek na siedem sztuk. Jeśli je dostaniemy, będą jeździły do Świdnicy, a część być może dalej do Wałbrzycha. Tak zwolni się część składów dla linii Wrocław - Trzebnica – mówi Piotr Rachwalski. Do połowy przyszłego roku rozstrzygnie się, czy spółka otrzyma dofinansowanie na nowe szynobusy. Przetarg zajmie kolejne pół roku a produkcja co najmniej rok. Składy na torach pojawią się więc najwcześniej pod koniec 2019.

    Interwencję obiecuje też burmistrz Trzebnicy. - W 2018 roku przeznaczymy 32 tys. zł na dodatkowe połączenia kolejowe z Wrocławiem. To pozwoli na uruchomienie od dwóch do czterech dodatkowych połączeń, w tym jednego nocnego, po godz. 23, bo mieszkańcy zgłaszali problem, że nie ma jak wrócić z Wrocławia – mówi portalowi GazetaWroclawska.pl burmistrz Marek Długozima.



    W przyszłości rozwiązaniem problemu ma być remont linii kolejowej do Trzebnicy, który pozwoliłby uruchamiać połączenia częściej. Obecnie pomiędzy stacją Wrocław Psie Pole a Trzebnicą jest tylko jeden tor i nie ma możliwości mijanki. Budowę nowej mijanki jeszcze pod koniec ubiegłego roku zapowiadali przedstawiciele Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei. Nadal trwają rozmowy, gdzie miałaby ona powstać.
    – Rozważane są trzy lokalizacje. W Pierwoszowie i to chyba najlepsza propozycja, w Brochocinie Trzebnickim i rewitalizacja istniejącej w Siedlcu Trzebnickim – mówi Marcin Tutka z Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei.

    Zobacz galerię

    ZOBACZ: Wiosna dookoła Wrocławia w Trzebnicy

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo