Natalia Czerwonka: Śni mi się olimpijski medal (WYWIAD, SPORTOWIEC ROKU 2020)

Jakub Guder
Jakub Guder
Natalia Czerwonka
Natalia Czerwonka Pawel Relikowski / Polska Press
- Czy się zmieniłam? Myślę, że podczas każdych igrzysk – zaczynając od Vancouver – byłam inna. Czas płynie niesamowicie szybko, a sportowiec się zmienia. Ma się przede wszystkim inny bagaż doświadczeń. Blizną w moim sercu jest Pjongjang - mówi panczenistka Natalia Czerwonka, która została Sportowcem Roku 2020 na Dolnym Śląsku w 68. Plebiscycie Gazety Wrocławskiej.

Skończyła właśnie Pani sezon COVID-owy, oby następny był już normalny. Na zakończenie została Pani po raz drugi w karierze Sportowcem Roku na Dolnym Śląsku. To chyba dobre podsumowanie. Jest Pani zaskoczona?
Bardzo zaskoczona! Niezmiernie mi miło. Przed połączeniem wideo nagrywanym do gali śmiałam się, że dobrze, że założyłam jakąś koszulkę, a nie - tak jak zwykle ostatnio robiłam - dresy (śmiech). Naprawdę, dziękuję. Miło mi podwójnie, bo właśnie zakończyłam starty i jeszcze tak szybko nie jeździłam, a przecież – jak na sportowca – nie jestem młoda. Zajęłam piąte miejsce w Pucharze Świata, szóste miejsce na niedawnych mistrzostwach świata w holenderskim Heerenveen. To mi daje siłę i motywację do ciężkiej pracy. Nigdy nie byłam tak blisko czołówki. Nie sądziłam, że tak się poprawię na 1000m. Do podium PŚ zabrało mi tylko 0,2 sekundy.

Ta nagroda jest jednak przede wszystkim za brązowy medal w drużynowym sprincie podczas poprzednich mistrzostw świata. Mieliście wtedy szczęście. Tu po tej imprezie cały świat zamarł.
Dokładnie. Rok temu mistrzostwa świata rozgrywano w USA. Po powrocie pojechaliśmy jeszcze na finał Pucharu Świata, a potem wszyscy byliśmy już zamknięci. Dobrze jednak wykorzystałam ten czas. Zaangażowałam się w Lubinie w pomoc starszym ludziom.

Na właśnie. Odbiło się to dość szerokim echem w mediach. Co Pani dokładnie wówczas robiła?
Kiedy wróciłam wtedy do domu od razu pojawiły się różne inicjatywy. Starszym ludziom pomagał m.in. mój brat i inni ratownicy górniczy. Zgłosiłyśmy się więc razem z moją koleżanką z panczenów Andżeliką Wójcik do urzędu miasta i powiedziałyśmy, że jesteśmy chętne do pomocy.

Jak to wyglądało? Pod maseczką udało się zachować anonimowość?
Nie bardzo (śmiech). Starsi ludzie mieli nasze telefony i jeśli na przykład potrzebowali pomocy w zakupach, to dzwonili po nas. My przyjeżdżałyśmy, brałyśmy pieniądze, robiłyśmy zakupy i wracałyśmy ze sprawunkami. To było bardzo miłe doświadczenie. Dostawałyśmy od starszych pań sympatyczne liściki z podziękowaniami. Niektóre sobie zachowałam.

Wygrała Pani nasz plebiscyt już za rok 2014. Wówczas bawiliśmy się do białego rana w hotelu Haston. Teraz – znak czasu – spotykamy się w internecie.
Bardzo dobrze wspominam tamten bal, ale też nie było łatwo, bo o 5 rano miałam samolot z Wrocławia do Warszawy na Bal Mistrzów Sportu (śmiech).

Od tego czasu minęło kilka lat, a najlepsi sportowcy na Dolnym Śląsku się nie zmieniają. Wówczas kilka dłuższych chwil przegadała Pani z Mają Włoszczowską. Teraz zajęłyście dwa pierwsze miejsce.
Cieszę się bardzo, bo to dla mnie zaszczyt, a Maja jest dla mnie idolką z młodszych lat. Oglądałam jej starty i mocno jej kibicuje. Może za rok też uda nam się spotkać... Nie mamy kontaktu cały czas, ale jak ostatnio byłam w Szklarskiej Porębie, to potrzebowałam masażysty. Napisałam do Mai i mi pomogła. Jesteśmy z różnych dyscyplin, ale to fajne, że tak naprawdę stanowimy jedną, sportową rodzinę.

Bardzo zmieniła się Natalia Czerwonka, od kiedy na igrzyskach w Soczi zdobyła medal?
Myślę, że podczas każdych igrzysk – zaczynając od Vancouver – byłam inna. Czas płynie niesamowicie szybko, a sportowiec się zmienia. Ma się przede wszystkim inny bagaż doświadczeń. Blizną w moim sercu jest Pjongjang. Niesamowicie to przeżyłam. Gdyby to wszystko drugi raz się wydarzyło, to pewnie - zanim wyszłam do mediów - dłużej zostałabym z trenerem i jemu to wszystko powiedziała. Młodość. Liczyłyśmy tam na medal. Ta rana w moim sercu jednak się zabliźnia. Teraz ja próbuje wprowadzić młodsze koleżanki w tajniki biegu drużynowego no i wreszcie mogę powiedzieć, że się to udaje. W końcu mogę się zmęczyć i jestem z tego zadowolona. Zwłaszcza po ostatnich mistrzostwach świata. Te wyniki co prawda medalu nie dają, ale jest wiara.

A po igrzyskach w Korei miała Pani żal do kibiców? Na naszych sportowców wylało się wówczas sporo krytyki.
Nie, ja z tego wyrosłam. Robię to dla siebie, a prawdziwi kibice zawsze nas wspierają. To oczywiście jest przykre doświadczenie, bo jak wracamy z medalem, to lotnisko jest pełne, a jak bez, to czeka na nas tylko rodzina. Taka jest jednak sportowa rzeczywistość.

Od poprzedniego Pani zwycięstwa w naszym plebiscycie zmieniło się też to, że wreszcie mamy tor z prawdziwego zdarzania, a Pani zamieniła klub Cuprum Lubin na Arenę Tomaszów Mazowiecki.
To miało ogromny wpływ na łyżwiarstwo szybkie w kraju, chociaż zaznaczę, że wciąż jestem Dolnoślązaczką. Ten tor w Tomaszowie, to jednak coś, o czym marzyliśmy. Teraz nareszcie dzieci mogą jeździć nawet latem. Ja mogłam tego doświadczyć dopiero w wieku 17 lat. Możliwości są ogromne. Podczas pandemii, dzieci w Holandii czy w Niemczech nie mogły trenować. Zezwolenie miał tylko sport zawodowy. Tymczasem nasze dzieci normalnie się ścigały. W Tomaszowie działa w tej chwili cztery czy pięć klubów.

Po zmianie barw klubowych coś się zmieniło w Pani życiu?
Niewiele. Nadal 300 dni w roku jestem na zgrupowaniach. Żyję na walizkach. To mój wybór od 15 roku życia. W domu jestem gościem, ale bardzo lubię tu wracać.

No i przede wszystkim musi Pani kierować Akademią Sportowego Rozwoju Natalii Czerwonki. Co to za projekt?
Nasze hasło to: „Zarażamy pasją do sportu”. Sport zmienia wiele rzeczy. Kształtuje charaktery. Trzeba głośno o tym mówić i zachęcać do jego uprawiania najmłodszych. Nie ukrywam jednak, że moim marzeniem jest wychowanie mistrza olimpijskiego na miarę Zbyszka Bródki.

Czyli drogę po zakończeniu kariery zawodniczej już pani obrała.
Chcę zostać przy sporcie. W mojej akademii jestem już prezesem. Wiem co to papierkowa robota. Teraz podjęłam jeszcze studia podyplomowe w Katowicach – psychologia sportu dzieci i młodzieży. Marzę o tym, aby przekazać innym swoje doświadczenie. Żeby to nie zginęło.

Śni się Pani jeszcze indywidualny medal olimpijski?
Pewnie! Ten medal śni się chyba każdemu sportowcowi. Zrobię wszystko, aby go zdobyć, ale miejsca na podium są tylko trzy.

Już wiadomo. Jest regionalizacja obostrzeń

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie