Nasz drogi wypoczynek nad polskim Bałtykiem. Ile kosztują nas wczasy nad morzem?

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
PRZEMYSLAW SWIDERSKI
Udostępnij:
Polak na urlopie nad Bałtykiem najchętniej je frytki, leży na plaży, czyta książkę i spaceruje po deptaku. W przerwach idzie jeszcze na piwo. Narzeka na drożyznę, ale i tak za rok wraca nad polskie morze. Nie ma czasem znaczenia, że nie dopisze pogoda. Polski Bałtyk i tak jest lepszy od hiszpańskich plaż.

Elenora Nowicka, łódzka włókniarka, dziś na emeryturze, na co dzień żyje bardzo oszczędnie. Ze skromnej emerytury stara się jednak coś odłożyć, by co roku wyjechać nad morze. Teraz pojechała na tydzień do Mrzeżyna. - Kocham polskie morze - podkreśla. - Nie wyobrażam sobie, by co roku nie zobaczyć naszego Bałtyku. Wiem, że nie jest tanio. Wczoraj poszłam na spacer i zobaczyłam, że kilo czereśni kosztuje 20 zł! Ale dziś przecież nic nie ma za darmo, wszystko kosztuje. Ja czereśni nie kupuję. W moim ośrodku mam wyżywienie. Najwyżej kupię sobie lody. Ceny są różne. W jednym miejscu za gałkę chcieli 2,90 zł, ale była bardzo mała. W większości lodziarni za gałkę chcą blisko 4 zł. Widziałam, że w jednej za lody rzemieślnicze chcieli nawet 5 zł - kręci głową łódzka emerytka.

Pani Eleonora z rozrzewnieniem wspomina dawne czasy. Gdy pracowała w Unionteksie, jeździła nad morze z mężem, córką i synem. Najbardziej lubiła jeździć na wczasy zakładowe.

- Raz wybraliśmy się na tzw. kwatery prywatne - opowiada Eleonora Nowicka. - Pojechaliśmy do Chałup na Helu. Był to koniec lat 60. XX wieku. Maleńkie pokoje bez wygód, ubikacja na zewnątrz. Myć się można było w misce wielkości większej salaterki. Woda była tylko w kuchni.

Trudno było też kupić coś do jedzenia.

Pani Eleonora przypomina, że w Chałupach była jedna cukiernia i jeden sklep z winem. Na coś lepszego trzeba było pojechać do Jastarni lub do Helu, ale żeby kupić rybkę lub kiełbaskę, trzeba było postać w kolejce.

- Podróż pociągiem była wtedy drogą przez mękę - dodaje Eleonora Nowicka. - Był taki tłok, że ludzie do pociągu wsiadali przez okno. Całą podróż z Łodzi stało się na korytarzu. Teraz do Mrzeżyna pojechałam elegancko autokarem - dodaje.

Teresa Kowal, pracownica jednego z łódzkich banków, od lat urlop spędza w Juracie. Wie, że jest tam drożej niż w innych nadmorskich miejscowościach, ale dzięki temu przyjeżdża mniej ludzi. Na plaży nie jest tak tłoczno. W słoneczne dni nie trzeba przychodzić na nią o świcie, żeby zająć sobie dobre miejsce.

Pani Teresa wie, że nad morzem nie jest tanio, więc zawsze stara się zabrać ze sobą wszystko, co jest potrzebne, np. krem do opalania. Raz zapomniała i sporo ją to kosztowało.

- Za krem, na który w Łodzi wydałabym 15 zł, tu zapłaciłam 35 zł - śmieje się łodzianka. - Generalnie pobyt na morzem kosztuje. U nas za bułkę z jagodami płaci się 2 zł. W Juracie zapłaci się za nią 4 zł. Ale jak się już wyjedzie na urlop, to nie powinno się patrzeć na to, co ile kosztuje. Jeśli mam ochotę, to kupię sobie gofra z bitą śmietaną i owocami za 15 zł, choć zdaję sobie sprawę, że przepłacam.

Największym wydatkiem jest nocleg, choć ceny są różne.

Wynajęcie apartamentu kosztuje zwykle 200-300 zł za dobę. Choć np. w Sopocie, Grzybowie i Ustroniu Morskim za luksusowy apartament płaci się nawet 500-700 zł. Tyle że w takim apartamencie może nocować kilka osób. Czasem w cenę wliczone jest śniadanie, niekiedy też obiad i kolacja.

We Władysławowie można wynająć apartament za 250 zł za dzień. Składa się z dwóch pokojów, może pomieścić od dwóch do czterech osób. Do dyspozycji gości jest aneks kuchenny z wyposażeniem, taras, leżaki oraz parawany. Oczywiście, telewizor i internet.

Zaś w Pobierowie można wynająć na osiem dni apartament za 700 zł dziennie.

- Mamy wolny jeden termin, na początku sierpnia - twierdzi recepcjonistka. - Tylko można go wynająć na osiem dni. Spokojnie mogą w nim nocować trzy - cztery osoby.

Jeśli ktoś zdecyduje się na taki apartament, do swojej dyspozycji będzie miał salon, sypialnię, aneks kuchenny z pełnym wyposażeniem. Jest nawet ekspres do kawy i 48-calowy telewizor.

Goście mogą bezpłatnie korzystać ze sprzętu plażowego - leżaków, parawanów, parasoli. Mają do dyspozycji saunę, salę do ćwiczeń fitness oraz kryty basen z podgrzewaną wodą.

Mniej kosztuje wypoczynek w ośrodkach wczasowych. Jeśli ktoś chce np. pojechać do ośrodka w Łazach, za tydzień wypoczynku zapłaci 1085 zł od osoby, gdy zamieszka w pokoju dwuosobowym. W cenie ma zapewnione śniadanie i obiadokolację. Wszystko w formie szwedzkiego stołu. Do dyspozycji gości jest również basen z podgrzewaną wodą, pole do minigolfa i bilard.

Wielu Polaków wybiera kwatery prywatne. I tu ceny są bardzo zróżnicowane. Dużo zależy od atrakcyjności miejscowości, bliskości od morza. Ceny wahają się od 35 do 100 zł za łóżko. Z reguły są to pokoje z łazienkami. Jednak te najtańsze kwatery trzeba rezerwować na długo przed rozpoczęciem sezonu.

- Znalazłem w Dąbkach pokój z łazienką za 40 zł od osoby, ale rezerwacji dokonałem w marcu - twierdzi Paweł Załuska z Piotrkowa Trybunalskiego. - A na urlop wyjeżdżam pod koniec lipca. Pokój jest trzyosobowy. Jadę z żoną i synem. Do morza nie mamy daleko, 10 minut spacerkiem. Nie byłem jeszcze w Dąbkach, pokoju nie widziałem. Mam nadzieję, że płacąc za nocleg 120 zł dziennie, nie będę zawiedziony. Opowiadał mi kolega, że kilka lat temu wybrał się do Łeby. Cena była atrakcyjna - 35 zł od osoby. Do morza miało być 15 minut spacerkiem. Gdy przyjechał na miejsce, okazało się, że zaoferowano mu łóżka w jakiejś komórce, a do morza trzeba było iść 45 minut. Stracił 100 zł zaliczki, zaczął szukać czegoś innego. I znalazł. Do morza było daleko, cena wyższa, ale chociaż warunki noclegu były godne - wspomina pan Paweł z Piotrkowa.

Paweł Jagodziński, młody inżynier z Łodzi, niedawno wrócił z Sopotu. Wybrał się tam na kilka dni z dziewczyną.

- Trochę nas ten kilkudniowy wypoczynek kosztował - śmieje się pan Paweł. Na benzynę w dwie strony wydał blisko 300 zł. Do tego na bramkach na autostradzie zapłacił 60 zł.

- Za nocleg płaciliśmy dziennie po 100 zł od osoby - mówi łodzianin. - To i tak niedrogo, bo w niektórych miejscach żądano po 150, a nawet po 180 zł od osoby za dzień. Pokój nie był duży, ale przyjemny. Dobrze wyposażony, z telewizorem i małym balkonem. Znajdował się przy ul. Bohaterów Monte Cassino, przy „krzywym domku”. Do mola i morza mieliśmy więc pięć minut drogi.

Tyle że Sopot nie należy do tanich miast. Pan Paweł wybrał się z dziewczyną na spacer plażą w stronę Jelitkowa. Po drodze zauważyli bar. Postanowili odpocząć, napić się piwa.

- Za półlitrową, nalewaną szklankę piwa zapłaciliśmy 12 zł - wspomina pan Paweł. - Zamówiliśmy rybkę. 10 dag dorsza kosztowało też 12 zł. A wiadomo, że nigdy ryba tyle nie waży... Do tego frytki za 5 zł i surówka za 6 zł. Ten posiłek kosztował nas blisko 100 zł od osoby, oczywiście nie wliczając piwa.

W innych miejscach w Sopocie piwo jest tańsze. Za 0,3- litrową szklankę płaci się 8 zł, a za półlitrową - 10 zł.

- Wieczorem poszliśmy na drinka do pobliskiego baru w centrum - mówi pan Paweł. - Najtańszy, a zarazem najprostszy kosztował aż 20 zł. Przeraziły mnie też ceny w sklepach znajdujących się w pobliżu Monciaka. Za półlitrową butelkę wody mineralnej zapłaciłem blisko 4 zł! Widziałem, że niektóre bary oferowały zestawy obiadowe. Przy Monciaku najtańszy kosztował 20 zł. Była to zupa pomidorowa, kasza lub ziemniaki, kotlet i surówka. I jeszcze bilet na molo. Jeden kosztuje 8 zł, ulgowy połowę tego. Można też za 19 zł kupić bilet rodzinny, to znaczy dla dwóch dorosłych i dwojga dzieci. Tyle że, by w sezonie dostać się na sopockie molo, trzeba trochę wystać się w kolejce - dodaje Paweł Jagodziński.

W mniejszych miejscowościach ceny mogą być niższe, choć nie zawsze.

Na przykład w Darłowie obiad w szkolnej stołówce kosztuje 32 zł, a najtańsza, mała pizza 13 zł. Znacznie tańsze jest piwo - 0,3 litra kosztuje 4 zł, a pół litra - 6 zł. Półkilogramowy bochenek chleba kosztuje 3 zł, słodka bułka - 2,5. Tańsze tu są też ryby. 10 dag dorsza można kupić już za 6,50 zł, ale są miejsca, gdzie kosztuje 9 zł. Za 10 dag halibuta trzeba zapłacić 12 zł, flądry - 8 zł.

Przy czym wszyscy właściciele smażalni zapewniają, że to świeże ryby, prosto od rybaka. Czy to jednak prawdziwe słowa?

Wiele tych ryb jest zamrożonych i w zamrażarkach czeka na klienta...

Joanna Jarosz z Łodzi wypoczywa teraz z mężem i dwoma synami w Jastrzębiej Górze. Do tej miejscowości jeżdżą od kilku lat.

- Za łóżko płacimy 60 zł, czyli dziennie nocleg kosztuje nas 240 zł - wylicza pani Joanna. - Przyjechaliśmy na 10 dni, więc łatwo wyliczyć, że na samo spanie wydamy 2400 zł. Do tego 400 zł na benzynę. I jeszcze dochodzi wyżywienie. Kupujemy zestawy obiadowe po 20 zł. Czasem zamawiamy dwie pizze po 35 zł. Jeszcze trzeba dodać do tego koszt śniadania oraz kolacji, które robimy w pokoju.

Pani Joanna zauważyła, że ceny na straganach i w małych sklepach są wyższe niż w Łodzi. Kajzerka kosztuje nawet 80 groszy.

- Na szczęście w Jastrzębiej Górze jest Polo Market, a w nim ceny takie jak w Łodzi - zauważa pani Joanna. - Tam chodzimy na zakupy. Choć wiadomo, że w ciągu dnia dzieciom trzeba kupić koło plaży lody po 4 zł za kulkę, sok za 5 zł lub gofra za 12 zł. Ale takie są uroki wczasów nad polskim morzem - wzdycha pani Joanna.

Nie wolno też zapominać o kosztach wypożyczenia lub kupna sprzętu plażowego.

Niektóre ośrodki oferują wczasowiczom darmowe leżaki. Jeśli nie, to za wypożyczenie trzeba zapłacić 15 zł za dobę. Kto nie przywiózł nad Bałtyk własnego parawanu, może go kupić. Najtańsze kosztują 25-35 zł. Jeśli ktoś chce, by był wykonany z porządnego materiału, to zapłaci 50-70 zł.

Natomiast najtańsze materace, na których można popływać, kosztują od 30 zł w górę.

Znajdujące się koło plaży bary i smażalnie kuszą turystów, a zarazem są zmorą dla ratowników.

- Turysta pije jedno piwo, drugie, trzecie, nabiera odwagi i płynie po dwa kilometry, żeby sprawdzić, co robi czerwona chorągiewka. Bezmyślni bywają rodzice - skarżą się ratownicy. - Niedawno tatuś wypłynął dwa kilometry od plaży na materacu rosyjskiej produkcji z czteroletnim synkiem... Turyści nie mogą zrozumieć, że czerwona flaga oznacza zakaz kąpieli - mówi ratownik z Kołobrzegu.

Mimo że wypoczynek nad polskim morzem nie jest tani, to co roku jeździ tam tysiące Polaków. Ale można również spotkać wielu turystów z Niemiec, Skandynawii oraz Rosji.

Wideo

Materiał oryginalny: Nasz drogi wypoczynek nad polskim Bałtykiem. Ile kosztują nas wczasy nad morzem? - Plus Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie