Nałęcz: Palikot będzie sie ratował, coraz bardziej atakując Platformę

Redakcja
Tomasz Nałęcz
Tomasz Nałęcz Polskapresse
O tym, jakim prezydentem będzie Bronisław Komorowski, jak potoczą się dalsze losy Ryszarda Kalisza i Janusza Palikota i dlaczego Donald Tusk jest uważany za jednego z najzdolniejszych polityków ostatniego 20-lecia - opowiada prof. Tomasz Nałęcz w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Jak pierwsze dni w Kancelarii Prezydenta?
Jest tu wielu sympatycznych ludzi. Część z nich znam, część to osoby nowe. Ale nie zaobserwowałem w Kancelarii, co przepowiadali niektórzy komentatorzy i eksperci, zderzenia jakiś dwóch światów. Widzę codzienną pracę ludzi, którzy mają świadomość, że robią ważną robotę.

Jest Pan uważany za człowieka lewicy.
Ja jestem człowiekiem lewicy.

I jak człowiek lewicy czuje się w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komoro-wskiego? Myśli Pan, że jest we właściwym miejscu?
Na pewno. Myślę, że to nie będzie rodziło żadnego kłopotu, bo znalazłem się tam m.in. dlatego, że właśnie jestem człowiekiem o lewicowych przekonaniach. W mojej pierwszej rozmowie z prezydentem, kilka dni po jego wyborze na ten urząd, kiedy zaproponował mi taki rodzaj współpracy, zwróciłem uwagę, że przecież jestem człowiekiem o określonych poglądach, których nie będę się wypierał. Prezydent odpowiedział, że chciałby, aby Kancelaria była miejscem spotkania ludzi o różnych rodzajach wrażliwości, różnych sposobach oglądu polskich spraw i między innymi dlatego mi to stanowisko proponuje. To się pewnie wiąże z jego koncepcją sprawowania tego urzędu stojącego ponad partyjnymi podziałami, urzędu, który chce reprezentować ludzi o różnych przekonaniach.

Przecież Bronisław Komorowski często podkreśla konstytucyjną odmienność urzędu prezydenta i szefa rządu. Premier jest zawsze reprezentantem większości, która wygrała wybory, to istota demokracji parlamentarnej. W naturalny sposób wobec takiej większości mniejszość jest w opozycji. Różnice dzielące tę większość i mniejszość są autentyczne, nieraz nawet przerysowane dla plastyczniejszego ukazania odmiennych poglądów. Z urzędem prezydenta jest inaczej. Owszem, wygrywa się wybory poparciem jakiejś większości, pokonując rywala, który znajduje się w mniejszości, ale różnica podczas sprawowania urzędu znika. Prezydent reprezentuje wszystkich tych, którzy go wybrali, i tych, którzy na niego nie głosowali. To jest istota urzędu prezydenckiego zapisana w naszej konstytucji. Prezydent chce to odzwierciedlić w składzie swojej kancelarii. Nie ukrywa swoich związków, korzeni w Platformie Obywatelskiej, w jego otoczeniu są ludzie bezpośrednio z nią związani, np. minister Sławomir Nowak. Ale celowo proponuje współpracę także ludziom, którzy swoimi poglądami są dalecy od Platformy.
Za co będzie Pan w Kancelarii odpowiedzialny? W jakich kwestiach będzie doradzał prezydentowi Komorowskiemu?
Będę doradzał panu prezydentowi głównie w kwestiach, które on sam, bardzo słusznie, nazywa polityką pamięci, czyli tym, co się wiąże z naszym dziedzictwem narodowym, historycznym. Prezydentowi na tych kwestiach bardzo zależy, bo podziela pogląd, że Polacy to nie tylko my dziś żyjący, ale także ci, którzy byli przed nami i przyjdą po nas. A Kancelaria Prezydenta to takie miejsce, gdzie warto o tych sprawach pamiętać. Także w imię budowania tej wspólnoty, która ponad podziałami wszystkich nas łączy. Przeszłość mamy przecież wspólną.

Różnie ocenia się te kilka miesięcy prezydentury Bronisława Komorowskiego. Ale przeważają opinie, że to prezydent, którego nie widać, który nie poczuł się jeszcze prezydentem. Pan się z tymi ocenami zgadza?
To są sądy bardzo niesprawiedliwe, bo zważywszy na dramatyczne okoliczności towarzyszące kampanii wyborczej i początkowi tej prezydentury, prezydent jest bardzo aktywny, przede wszystkim na arenie międzynarodowej. Ważne są jego kontakty w Brukseli, odnowienie aktywności Trójkąta Weimarskiego, czyli bezpośrednich, systematycznych kontaktów prezydentów Polski, Francji i kanclerz Niemiec. Ważne są wizyty złożone na Ukrainie, uczczenie pamięci ofiar zbrodni katyńskiej w Charkowie, wizyta podczas spotkania poświęconego europejskim aspiracjom Ukrainy, w Jałcie na Krymie. Nie sposób tego wszystkiego opisać. Jeśli mówi pani, że to bezbarwna prezydentura, to się pewnie łączy z filozofią sprawowania urzędu przez prezydenta Komorowskiego. Prezydent chce być jak tlen, jak powietrze do oddychania, a jak wiadomo, powietrza na co dzień nie dostrzegamy. Ale niech go zabraknie, nie potrafimy bez niego żyć. W naszej tradycji sprawowania tego urzędu w ciągu ostatnich 20 lat było wiele politycznej rywalizacji. Prezydenci: Wałęsa, w mniejszym stopniu Kwaśniewski, w większym prezydent Kaczyński, ostro się konfrontowali w świecie polityki, odchodząc trochę od modelu prezydenta łagodzącego spory, szukającego kompromisu. A Bronisław Komorowski jest zdecydowany być takim właśnie prezydentem.

Gdyby miał Pan historycznie porównać tę prezydenturę, do którego z prezydentów porównałby Pan Bronisława Komorowskiego?
W szybko zmieniającym się świecie i społeczeństwie każda analogia będzie niepełna. Ale porównywałbym Bronisława Komorowskiego do prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, choć sam Komorowski z pewnością nie zgodziłby się z takim porównaniem. Wojciechowski, który został wybrany głową państwa w niezwykle tragicznych okolicznościach, po zamordowania prezydenta Narutowicza, w pierwszych miesiącach swojego urzędowania dołożył wielu starań, aby lać oliwę na wzburzone fale polskiej polityki. Potem stał się politykiem na pozór bezbarwnym. Nie angażował się w konflikty, starał się łagodzić zwaśnione strony sejmowe, ale nie brakowało mu charakteru. I, mam nadzieję, ta analogia nie będzie miała nigdy miejsca: w momencie rozstrzygającym dla państwa polskiego, w maju roku 1926, nie zawahał się ani chwili sprzeciwić swojemu bliskiemu przyjacielowi Józefowi Piłsudskiemu. Potępił zamach stanu i w imię obrony konstytucji i praworządności stanął po stronie tych, z którymi w polityce właściwie wszystko go dzieliło.
Czyli bezbarwny, ale pracowity, uczciwy, godnie reprezentujący państwo polskie?
Na określenie "bezbarwny" bym się nie zgodził. Stroniący od politycznych fajerwerków, nieszukający politycznej zwady, niebudujący swojego wizerunku na politycznym konflikcie, wyciągający otwartą dłoń nie tylko do politycznych przyjaciół, ale także swoich politycznych adwersarzy. To nie znaczy bezbarwny. Znaczy: niewojowniczy.

Pan jako człowiek lewicy zapewne z ciekawością obserwuje to, co dzieje się po tej stronie sceny politycznej. Szum wokół Ryszarda Kalisza źle wróży jemu samemu?
Nie przeceniałbym tego, co się dzieje wokół Ryszarda Kalisza. Warunkiem polskiej normalności jest licząca się na scenie politycznej, ciesząca się zaufaniem znaczącej liczby polskich obywateli lewica, za którą zresztą trzymam kciuki. Lewica miała wprawdzie ostatnio chude lata, ale chyba idzie ku lepszemu, z czego bardzo się cieszę. W Sojuszu następuje naturalna zmiana szeregów, wyłania się nowy lider - Grzegorz Napieralski. Z drugiej strony Ryszard Kalisz, człowiek wielkiej popularności i słusznie wielkiego poczucia własnej wartości, próbuje umacniać swoją pozycję, co jest rzeczą normalną. Trochę jednak przesadził ze swoją demonstracyjną obecnością na politycznym spotkaniu, które miało być początkowo spotkaniem obywatelskim, a stało się w gruncie rzeczy spotkaniem założycielskim nowej partii politycznej chcącej ostro zwalczać SLD. Nie podobało się to jego kolegom, więc postanowili pokazać mu żółtą kartkę. Ale nie jest to kartka czerwona. Moim zdaniem po okresie pewnego napięcia na linii Napieralski - Kalisz dojdzie do porozumienia między panami. W polityce poza emocjami, których nie chcę oceniać, liczą się interesy. Sojusz zyskuje dzięki Kaliszowi, Kalisz zyskuje dzięki Sojuszowi. To przesądzi o zgodzie, która już wkrótce zapadnie.

Więc nie widzi Pan Ryszarda Kalisza idącego pod rękę z Januszem Palikotem?
Zdziwiłbym się takim duetem. Ryszard Kalisz to człowiek uprawiający politykę z wielką dozą odpowiedzialności. Jest bardzo wyrazisty w wyrażaniu swoich poglądów, ale jeśli chodzi o nie same, jest politykiem umiarkowanym. W każdej sprawie potrafi znaleźć rozwiązanie godzące ludzi. Tak jest skonstruowany biologicznie. A to jest zaprzeczeniem politycznego charakteru Janusza Palikota. Nie bardzo sobie wyobrażam tych dwóch panów w jednym ruchu politycznym.

Ale sam Pan użył w stosunku do Kalisza określenia "niedopieszczony małżonek". A jeśli jednak ten małżonek uniesie się emocjami i odejdzie?
Nie sądzę. Jak powiedziałem, Kalisz chciał trochę zagrać kolegom na nosie, bo czuł się przez nich nie doceniany. Oni mu się odwinęli, chcąc zademonstrować, że nie są zbiorem politycznych blotek, którym można na nosie grać. Ale popatrzmy na to spokojnie: pozycja Ryszarda Kalisza w polityce nie zależy od tego, czy jest członkiem zarządu SLD, czy nie. Moim zdaniem, moi koledzy z SLD źle zrobili, odmawiając mu członkostwa. Na tym straci sam zarząd. Korona takim blaskiem błyszczy, ile ma w sobie klejnotów. Wydłubanie z niej pięknego brylantu służy brylantowi, nie koronie. A Ryszard Kalisz będzie świecił takim samym blaskiem, bo ten blask nie brał się ze stanowiska, tylko z zalet jego osoby.
Tym bardziej że Ryszard Kalisz to także wagowo ogromy diament.
(śmiech) Ogromny! Tak naprawdę moment sprawdzający dla lewicy nadejdzie w momencie konstruowania list wyborczych do parlamentu. Jeśli za demonstracyjnym natarciem uszu Kaliszowi przyjdzie ich obcięcie w postaci nieumieszczenia go na liście poselskiej, tylko skazująca go na porażkę propozycja umieszczenia na liście senatorskiej, to znaczy, że rzeczywiście dzieje się coś złego. Mielibyśmy wtedy do czynienia z czynną próbą wyeliminowania Kalisza z polityki SLD. Wydaje mi się jednak, że do tego nie dojdzie, bo byłaby to próba służenia organizmowi przez obcinanie najbardziej potrzebnych mu do życia członków, a tak czyni tylko organizm dążący do samounicestwienia. Nie podejrzewam kierownictwa SLD o dążenie do samounicestwienia.

Jakie Pan daje szanse Januszowi Palikotowi?
Prawdę mówiąc, niewielkie. Duże wrażenie zrobiła na mnie Sala Kongresowa i kilka tysięcy osób, które za własne pieniądze i cenę własnego czasu przyjechało, żeby zamanifestować pewną postawę w polityce. Ale czy wystarczy tego zapału i kapitału na nowy ruch polityczny? Mamy w Polsce bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę, jeśli chodzi o inicjację nowych partii politycznych. Partię wprawdzie można założyć bardzo łatwo, ale znacznie trudniej odnieść z nią sukces i sforsować 5-procentowy próg wyborczy. Moim zdaniem, los Janusza Palikota nie leży w jego rękach, ale w rękach PO i SLD. Palikot próbuje zyskiwać impet polityczny przez podnoszenie spraw traktowanych do tej pory po macoszemu przez obydwie te partie. Jeśli jednak Platforma i Sojusz podejmą kwestie, których chorążym czyni się Palikot, to on sam będzie w dużym kłopocie. A wiele wskazuje, że chcą to zrobić. Jeśli tak się stanie, Janusz Palikot będzie jak ten żeglarz, który zbudował ładną łódkę, postawił żagiel, ale nie ma w nim wiatru.

Według jednej z hipotez, Janusz Palikot dogadał się z premierem Tuskiem w kwestii utworzenia partii. Ma odebrać wyborców lewicy, a potem połączyć się z Platformą. Pan wierzy w te spekulacje?
Jestem historykiem XX wieku, badam i opisuję polskie życie polityczne jeszcze sprzed okresu 1914 roku. To, co zrobił Janusz Palikot, czyli próba działania na własną rękę, nie jest niczym oryginalnym, takich prób na polskiej scenie politycznej, było wiele. O ile wiele akcji podejmowanych przez niego w ramach działalności w Platformie cieszyło się przyzwoleniem kierownictwa Platformy, o tyle ta akcja nie. Spodziewam się zresztą, że Palikot będzie się coraz częściej zwracał przeciw Platformie. Notowania nie są dla niego dobre. On sam mówi: "Na początku mam 3, 4 proc., wkrótce będę miał 7, 8 czy 10 proc"., ale to element politycznej gry, bo analogia do wzrastającego niemowlęcia nie jest tu absolutnie na miejscu. W momencie startu partii i medialnego zainteresowania ma się z reguły najwięcej zwolenników, potem się ich traci, a nie zyskuje. Więc początek, jeśli chodzi o badania opinii społecznej, nie jest dla Palikota dobry. Widać zresztą w tych badaniach, że wyborca Sojuszu nie jest oczarowany Palikotem, że jeśli gdzieś jest dla niego szansa, to raczej w obskubywaniu Platformy Obywatelskiej. A ponieważ dobrze mu nie idzie, będzie się ratował, coraz bardziej atakując PO. To mu zaszkodzi, bo jeśli przystawi pistolet do głowy wyborcom Platformy i powie: "Wybierajcie: albo ja, albo Platforma", to zdecydowana część wyborców wybierze to drugie.
Po co Pana zdaniem Donald Tusk przeprowadził się do Sejmu? Pilnować marszałka Schetyny?
Obydwoma rękami popieram premiera. Krytyka na pograniczu szyderstwa jest absolutnie nieuzasadniona. W końcu polski premier zrobił to, co w systemie parlamentarno-gabinetowym zrobić powinien. Jeśli patrzymy na Polskę parlamentarną lat 1919-26, to w przypadku ważnych posiedzeń premier zawsze był w sejmie. Wpadki poprzednich gabinetów w znacznej mierze brały się stąd, że premier lekceważył sobie parlament. Obyczajem polskiej polityki stało się to, że jeśli partia wygrała wybory, pierwszy garnitur szedł w Aleje Ujazdowskie, do rządu czy ministerstw, a w Sejmie zostawał garnitur drugi: ludzie, którzy do rządzenia w gruncie rzeczy się nie nadawali. Z kolei po stronie opozycji w Sejmie zostawał pierwszy garnitur, który konfrontując się z drugim garniturem większości rządowej, miał nad nim sporo przewagi. Moim zdaniem premier Tusk, który ma świetne obycie w parlamencie, zdaje sobie sprawę, że Platforma wcale nie jest w komfortowej sytuacji. Nie jest do końca prawdą, że PO po raz pierwszy ma monopol władzy. Zdarzyło się już to za rządów SLD i PiS-u, kiedy to ugrupowania dominowały w Sejmie, miały prezydenta i wpływy w mediach. Ale jeśli ktoś ma duży udział we władzy, to wszyscy się przeciwko niemu konsolidują. To zaczyna przypominać osaczanie odyńca przez ogary. Tymczasem najważniejszym miejscem spotkania politycznego opozycji i rządzących jest parlament, kluczową debatą jest debata budżetowa, a najważniejsze w kalendarzu politycznym są właśnie jesienne posiedzenia. Więc postanowienia Donalda Tuska nie obśmiewam, rozumiem je i pochwalam. Uważam też, że to się większości sejmowej opłaci.

Rozmawiała Dorota Kowalska

Współpraca: Barbara Dziedzic

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Materiał oryginalny: Nałęcz: Palikot będzie sie ratował, coraz bardziej atakując Platformę - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

p
patriotka

WYHODOWAŁA PLATFORMA TO CO CHCIAŁA.....I....... ZGINIE OD MIECZA, KTÓRYM WALCZYłA. Z szacunkiem

m
mz

Proponuję prof. Nałęczowi, aby przeczytał wpisy na stronie Ruchu Poparcia Palikota. Miałam Pana za człowieka mądrzejszego, panie profesorze.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Nałęcz: Palikot będzie sie ratował, coraz bardziej atakując Platformę

H
Hogo

Znamienne jest to, że Pan Profesor Nałęcz człowiek pryncypiów prawie Katon lewicy, podjął prace u Pana Prezydenta zaraz po tym jak Platforma Obywatelska uznała że żadnej afery hazardowej nigdy nie było, a tak błahymi epizodami nie ma się co zajmować i wydawać na nie publicznych pieniędzy.
Gratuluję Panie Profesorze jest Pan ewidentnie człowiekiem zasad i ludzie lewicy zawsze to pamiętają.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3