Najmłodszy maszynista parowozów jest na Dolnym Śląsku

Maciej Sas
Mariusz Sitowski (30 lat) i Michał Krawczyk (27 lat): najmłodsi maszyniści parowozów. Piotr Krzyżanowski
On ma 27 lat. Ona - 66. On jest szczupły i uśmiechnięty. Ona - przysadzista, ciężka i nieustannie zachmurzona. Ale to prawdziwa miłość! On, Michał Krawczyk z Jaworzyny Śląskiej, jest najmłodszym w kraju maszynistą lokomotyw parowych. Ona to TKt48-18, jedna z najstarszych takich maszyn, które ciągle prowadzą składy po polskich torach.

Lokomotywa ze świstem, w kłębach dymu i pary zatrzymała się na stacji w Jaworzynie Śląskiej. Kiedy wiatr wszystko rozwiał, coś mnie zaniepokoiło: widziałem ten parowóz już kilka razy (piękność prawdziwa!). Ale wtedy wyglądał jakoś inaczej… Co nie gra? Już wiem: maszyniści! Nie, żebym miał coś przeciw nim - co to, to nie! Ale zawsze jeździli starsi, dostojni panowie - w ich rękach stary parowóz wyglądał bardzo poważnie. A ci tutaj byli niepokojąco młodzi... Bo czy takie młodziaki mogą się znać na starych lokomotywach? Postanowiłem to sprawdzić. Moje obawy okazały się bezpodstawne: znają się. Jak mało kto.

Wyremontuj sobie lokomotywę

Michał Krawczyk: lat 27. Jego kolega, Mariusz Sitowski, jest o trzy lata starszy. Twarze mają umorusane. Ręce - jeszcze czarniejsze. I promienne uśmiechy na twarzy. Tak wyglądają szczęśliwi maszyniści lokomotywy parowej tuż po zjechaniu z trasy do parowozowni.

Pan Michał jest najmłodszym takim fachowcem w Polsce. - Uprawnienia zdobyłem równo miesiąc temu. A cała nauka trwała pięć lat - mówi. - Największa grupa maszynistów to emeryci, którzy kiedyś pracowali na parowozach. Jest też grupa ludzi nieco starszych ode mnie. Średnia wieku to więc jakieś 50 lat - śmieje się najmłodszy mistrz w tym fachu. Dodajmy, że w Jaworzynie jest ich 6, a w całej Polsce - nie więcej niż 50. To prawdziwie elitarne grono. Żeby do niego dołączyć, trzeba się wykazać wielką determinacją.

Michał Krawczyk mówi, że w Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie zaczął się pojawiać (jeszcze jako wolontariusz) 10 lat temu. Czy to tradycja rodzinna? Nie, nie miał wśród krewnych maszynistów, chociaż - jak przyznaje - było kilku toromistrzów. On sam od zawsze kochał kolej, zwłaszcza stare lokomotywy.

- Wcześniej mieszkałem pod Jaworzyną, ale kupiłem mieszkanie na miejscu, żeby mieć blisko do pracy, do Muzeum - opowiada. Pięć lat temu zaczął się piąć po stopniach parowozowej „kariery” - zdobył uprawnienia do obsługi kotłów. Musiał też zaliczyć praktyki warsztatowe, a że w Muzeum akurat był remontowany parowóz, ten etap można było zaliczyć z wielką przyjemnością. Został palaczem. Ale to dopiero początek…

Przez następne dwa lata uczył się, by zostać pomocnikiem maszynisty. To oznaczało kolejne setki godzin spędzonych w warsztatach i jazdy parowozem pod okiem doświadczonych fachowców. I wreszcie sam mógł rozpocząć kurs na maszynistę. To niełatwa sprawa: trzeba mieć zaliczone kolejne praktyki warsztatowe, dokładnie poznać budowę maszyny, a na dodatek nauczyć się ze szczegółami 11 instrukcji, które musi znać każdy, kto jako samodzielny maszynista wyjedzie na polskie tory. No i jeszcze jedno: trzeba przejechać lokomotywą parową pięć tysięcy kilometrów. Zabrało to wszystko kolejne trzy lata.

Czytaj dalej na kolejnej stronie

Czarna robota

Co robi maszynista na co dzień? Wiadomo: jeździ! To też, oczywiście. Głównie jednak szykuje swoją maszynę do drogi. Jaworzyńską gwiazdą torów jest TKt48-18. „Urodziła” się w 1951 roku w Zakładach im. Józefa Stalina w Poznaniu. Jest prawdziwym oczkiem w głowie Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku (oczkiem ważącym 98 ton...) - tu przeszła gruntowną, precyzyjną kurację odmładzającą: została wyremontowana dzięki staraniom Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska. Jest jedną z ledwie 8 czynnych polskich lokomotyw parowych!

- To parowóz zaprojektowany tuż po wojnie do prowadzenia pociągów osobowych, a konkretnie do kolei aglomeracyjnej w dużych miastach, jak Warszawa czy Łódź. Po wycofaniu stamtąd takie maszyny jeździły w górach, między innymi na trasie Kłodzko-Wałbrzych i w okolicach Jeleniej Góry - opowiada Michał Krawczyk.

W tygodniu w warsztatach pracuje ciągle około 10 osób. - Teraz remontujemy parowóz wąskotorowy z Sochaczewa. Ale przy naszym też jest ciągle wiele pracy: co trzy miesiące trzeba zrobić płukanie kotła. Poza tym wymienia się specjalne korki, które się wytapiają, gdyby w piecu wody zabrakło. Są też standardowe przeglądy całej maszyny: dolewanie oleju, naprawy, przeglądy. Zawsze coś pęknie, więc trzeba pospawać. Czyści się też cały kocioł z sadzy. Przy parowozie jest sama brudna robota - śmieje się najmłodszy maszynista parowozów.

Jak dodaje, przed każdym wyjazdem trzeba „tekatkę” starannie przygotować do drogi. A to niełatwa sprawa. - Przed drogą trzeba kocioł zalać wodą, pozamykać wszystkie otwory, żeby woda nie uciekała (a ma dużo takich otworów). Trzeba uzupełnić węgiel. Potem pora na rozpalanie - musimy to zrobić najpóźniej 8 godzin przed odjazdem. Pięć ton wody rozgrzewa się do temperatury 220 stopni jakieś 6 godzin. Gdy osiągamy wreszcie ciśnienie 16 atmosfer, można ruszać na trasę. Brudna robota. Jak mam wstać rano i pomyślę, że zaraz się umorusam, czasami mi się nie chce. Ale jak już się przebiorę w ciuchy robocze i ruszę do pracy, wszystko jest w porządku. Nic już nie przeszkadza - zapewnia.

Trudno robota. Zwłaszcza gdy zestawi się ją z jazdą współczesnymi lokomotywami. Na życie pan Michał zarabia, prowadząc ekspresy PKP Intercity, m.in. pendolino. - Teraz mam akurat trzy dni wolne, więc spędzam je z przyjemnością w parowozowni. Po co mam się nudzić - mówi. Kiedy pytam, które lokomotywy lubi najbardziej, nie zastanawia się długo. - Jako maszynista parowozu mam najbardziej przerąbane: to ciężka, brudna praca. Ale jak z niego schodzę, zaraz mi tego brakuje, bo to daje zdecydowanie najwięcej satysfakcji - przyznaje.

Czytaj dalej na kolejnej stronie

Połączył ich... węgiel

Młody człowiek kocha zwykle szybkie samochody, motocykle. Ale lokomotywa? Demonem prędkości nie jest - „wyciąga” maksymalnie 80 km/h. - Jak byłem mały, często koledzy się śmiali z moich kolejowych zainteresowań. Ale jak zobaczyli, że zaczynam żyć tak, jak to sobie wymarzyłem, jak lubię, podziwiają to. A jeszcze przy tym zarabiam. Może w Muzeum niedużo, ale satysfakcja jest wielka - mówi z dumą. I dodaje, że parowóz to coś niespotykanego: wielu kolegów pracuje na kolei, ale niewielu może jeździć czymś takim.

Z całą pewnością taki dymiący pojazd budzi podziw tych, których mija w czasie kolejnych wyjazdów. On i piątka jego kolegów to niewątpliwie jedni z najczęściej fotografowanych Dolnoślązaków. Postój na każdej stacji, każdy wyjazd w Polskę to setki fleszy i zdjęć. - Nie lubię pozować, ale na drugi dzień szukam swoich zdjęć w sieci - przyznaje. Jednak w trakcie jazdy nie robi zdjęć, bo - jak tłumaczy - przede wszystkim trzeba pilnować maszyny. - Na postoju zawsze ktoś chce zajrzeć do środka. Po drodze wszyscy nam machają przyjaźnie. W zwykłym pociągu też machają, ale znacznie rzadziej - mówi.

A co z płcią piękną? Jak kobiecie zaimponować parowozem, zamiast szybkim, sportowym samochodem? Można tak w ogóle? Młody maszynista twierdzi, że parowóz jest nie mniej interesujący niż inne, nowocześniejsze pojazdy. - On budzi zainteresowanie kobiet, których nie przeraża taki brud - uśmiecha się. - Moja dziewczyna, Klaudia, oprowadzała wycieczki w Muzeum Górnictwa w Nowej Rudzie. Można więc powiedzieć, że połączył nas... węgiel - dodaje.

Jakie ma „parowozowe” marzenia? Kiedy o to pytam, zamyśla się. -Chciałbym pojechać jeszcze kilkoma trasami, szczególnie tą z Jeleniej Góry do Karpacza, bo to najtrudniejszy podjazd w Polsce, najbardziej stromy - przyznaje po chwili. - Teraz jest zamknięta, ale mam nadzieję, że ją wyremontują. Marzy mi się też, żeby pojechać przedwojennym, polskim parowozem. A jeszcze lepiej takim zupełnie starym, pruskim!

Na pewno przynajmniej jedno z tych zamierzeń uda mu się zrealizować, bo Muzeum zamierza wyremontować ciężki, polski, przedwojenny parowóz Pt31-49. Kiedy to się stanie? Trudno powiedzieć, bo to niezwykle kosztowna operacja. Ale jak się jest najmłodszym polskim maszynistą parowozu, można spokojnie poczekać tych kilka lat...

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zxc

Pamiętam parowozy obsługujące trasę Jelenia Góra - Karpacz; Szklarska Poręba; Kamienna Góra przez Kowary; Lwówek Śląski. Nie ukrywam, że jako malutkie dziecko bałem się tych potężnych dymiących maszyn. Szkoda, ze nie ma turystycznych przejazdów na tych trasach, zresztą bardzo malowniczych z pięknymi widokami...

G
Gość

Młodszy maszynista z uprawnieniami parowymi jest od niego młodszy o 2 lata

P
Pioter

Stary mam nadzieje ze uda sie Tobie poprowadzić parowóz najpieknieksza trasa kolejowa w Polsce. Daj Boże też siły innym mlodym ludziom co chcą o nią walczyć.

O
Olaf

Pozytywnie zakręcony gościu. Szacun i wytrwałości w hobby.

Dodaj ogłoszenie