Nad tą rodziną od lat ciąży fatum raka. Chorują synowie i matka

Ewa Bochenko
Ewa Bochenko
Do tej pory lekarze nie umieli pomóc Adrianowi, ale teraz dają mu światełko nadziei. Jednak mama 22-latka i jego brat bliźniak martwią się, skąd wezmą pieniądze. Potrzeba około milion złotych
Do tej pory lekarze nie umieli pomóc Adrianowi, ale teraz dają mu światełko nadziei. Jednak mama 22-latka i jego brat bliźniak martwią się, skąd wezmą pieniądze. Potrzeba około milion złotych Archiwum
Adrian ma guza pnia mózgu, jego brat bliźniak zmagał się z rakiem tarczycy, a młodszy cierpi na poważną wadę serca. Ich matka choruje na raka śródpiersia. Jednak w tej chwili to Adrian potrzebuje największej pomocy.

Umiera połowa mnie, mój kochany braciszek - mówi 22-letni Sebastian Raszczuk z Plebanowiec koło Nowego Dworu, bliźniak Adriana. - Ja jednak ciągle wierzę, że razem wygramy tę nierówną walkę. Błagam, pomóżcie mi sprawić, by Adrian mógł jeszcze cieszyć się życiem - Sebastian ścisza głos.

Ostatnio przeglądał albumy rodzinne, zdjęcia, zgromadzone na laptopie filmy z życia ich rodziny. I natrafił na nagranie z wakacyjnego biwaku sprzed kilku lat. Z trudem udało mu się powstrzymać łzy.

- Pamiętam, jak Adrian cieszył się na samą myśl o tym wyjeździe, jak ciągle chciał z nami śpiewać - wspomina 22-latek. - I teraz, z perspektywy czasu widzę, że zdecydowanie zbyt rzadko śpiewaliśmy razem. I zbyt rzadko razem wyjeżdżaliśmy. Pretensji do samego siebie z dnia na dzień jest coraz więcej...

Bo nie wiadomo, ile Adrianowi zostało życia. Nieoperacyjny guz odbiera mu słuch, wzrok, równowagę i siłę. Powoduje wymioty, omdlenia, drgawki i skurcze. Zabiera świadomość. Kiedy 22-latek półprzytomny siedzi na łóżku, zaciska zęby i próbuje rozciągać mięśnie, sprawia mu to ogromny ból.

- I mnie też to boli, bo jak ma nie boleć, gdy się patrzy, jak ktoś bliski umiera - mówi Sebastian. - Tym bardziej, że to mój kochany braciszek bliźniak, więc to tak, jakby umierała połowa mnie.

Sebastian też już swoje w życiu przeszedł. Miał nowotwór tarczycy. Jemu jednak udało się wygrać walkę z rakiem. Cztery lata temu miał operację, podczas której wycięto mu tarczycę.

Choruje cała rodzina

Straszliwą diagnozę - nowotwór pnia mózgu - lekarze postawili, gdy Adrianek miał 4 latka. Sebastian wspomina, że byli wtedy z braciszkiem tak mali, że nie rozumieli grozy sytuacji. Pamięta tylko, jak jego bliźniak słabł z dnia na dzień, jeździł do szpitali i w wyniku kolejnych chemioterapii tracił włosy.

- Zaraz potem urodził się nasz młodszy brat, Krystian - opowiada Sebastian. - I okazało się, że on też jest poważnie chory - ma wadę serca i kiedy dorośnie, będzie wymagał operacji.

Jakby tego było mało, kilka miesięcy po narodzinach Krystiana zachorowała mama trzech chłopców. Najpierw pojawiły się guzy na tarczycy, a potem najgorsze - złośliwy rak śródpiersia. Kobieta miała nie przeżyć chemioterapii. Lekarze nie dawali jej żadnych szans. Przed zabiegiem przyjęła ostatnie namaszczenie. Na szczęście nie było potrzebne. Co prawda kobieta zmaga się z chorobą do dziś, ale żyje i daje z siebie wszystko, by ratować syna.

Dzisiaj bowiem to Adrian jest w najgorszym stanie. Kolejne chemioterapie i radioterapie w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka nie przyniosły większej poprawy. Owszem, bywały chwile, że guz się nieco zmniejszał, ale potem i tak rósł. Zdaniem lekarzy, jest on tak niefortunnie umiejscowiony, że nie ma możliwości, by go operować.

Adrian skończył podstawówkę, gimnazjum, szkołę średnią i policealną. Został informatykiem. Bardzo by chciał pracować w swoim zawodzie. I przez dłuższy czas miał nadzieję, że tak właśnie będzie.

Czarny scenariusz i światełko nadziei

We wrześniu ubiegłego roku tę nadzieję stracił. Jego stan zaczął się bowiem pogarszać z dnia na dzień. Adrian słabł w oczach, a do tego pojawiły się ataki padaczki. 21-letni wówczas chłopak nie był w stanie samodzielnie stać na własnych nogach. Zrobiono mu rezonans i potwierdził się czarny scenariusz - guz drastycznie się powiększył.

Bliźniak Adriana, Sebastian, zdając sobie sprawę z tego, ile problemów i chorób mają na głowach rodzice, postanowił wziąć sprawy we własne ręce i sam szukać kogoś, kto mógłby ratować Adriana. Konsultował go z różnymi specjalistami w kraju i za granicą. Adriana badali najlepsi neurochirurdzy i stwierdzili, że jeszcze 18 lat temu guz był możliwy do zoperowania, teraz już nie.

- Proszę sobie wyobrazić co czułem słysząc te słowa... Żal, złość! Ale nie ma co rozpamiętywać tego, co za nami - mówi przytomnie Sebastian.

Ostatnio bowiem pojawiło się światełko nadziei. Dała mu je białostocka lekarka, która stwierdziła, że w przypadku Adriana nie zostały jeszcze wykorzystane wszystkie możliwości. Ale że najpierw trzeba zrobić biopsję. Wykonał ją neurochirurg z Bydgoszczy i to on prawdopodobnie podejmie się leczenia Adriana. Na konsylium, które zebrało się na początku stycznia br., lekarze zdecydowali, że jest możliwe zoperowanie guza, tylko najpierw musi się on zmniejszyć. A drogą do tego może być jedynie chemioterapia.

Jednak bliscy 22-latka obawiają się, że może on nie przeżyć agresywnej chemii. Alternatywą jest chemia podawana dotętniczo. Jednemu dziecku na Podlasiu już pomogła. Mała Martynka, o której pisaliśmy na łamach naszej gazety, była w meksykańskiej klinice w Montrer na jednej sesji, po której guz się zmniejszył. Ale ta terapia jest bardzo kosztowna.

- Uśredniony roczny koszt leczenia to kwota, do której nie jesteśmy w stanie się nawet zbliżyć. To ponad milion złotych - mówi załamany Sebastian.

Pojawiła się też szansa na leczenie Adriana w Wiedniu. Tamtejsi lekarze już zapoznali się z jego „przypadkiem“. Poprosili o pełną historię choroby i analizują możliwości terapii. Co prawda, tamtejsza klinika zajmuje się głównie dziećmi, ale rodzina z Plebanowiec jest pełna nadziei, że młody mężczyzna zakwalifikuje się na tamtejsze leczenie. Jednak i tu koszt jest porażający - podobny jak ten potrzebny na leczenie w Meksyku.

- Meksyk to ostateczność, bo bardzo liczymy, że i tu, w Europie, uda się znaleźć klinikę, która zajmie się leczeniem Adriana, w której mój brat dostanie inną chemię, niż ta, którą proponują polscy lekarze- tłumaczy Sebastian.

Adrian codziennie pyta brata: co robimy dalej?, co jeszcze muszę zrobić, żeby wygrać z tą chorobą?, ile jeszcze będzie trwać to cierpienie?

Najbliżsi błagają o pomoc

- Adrian, tak jak i my, nie dopuszcza do siebie myśli, że coś mogłoby pójść nie tak - mówi Sebastian. - Jesteśmy o krok od uratowania jego życia. Ale to bardzo drogi krok. Proszę z tego miejsca wszystkich: pomóżcie nam uratować Adriana - kończy łamiącym się głosem.

W tym momencie rodzinie udało się uzbierać już około 110 tys. zł. To duża suma, ale wciąż za mała, by ratować życie 22-latka.

Jednak w akcje zbiórki pieniędzy angażuje się coraz więcej osób i organizacji. W internecie trwają liczne licytacje. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło „Adi walczy a nowotworem” i zostaniemy przekierowani na stronę, na której można nie tylko licytować, ale też wystawiać swoje fanty.

Przez pierwsze dwa tygodnie stycznia będą też prowadzone zbiórki pieniędzy w Sidrze, Dąbrowie Białostockiej i Nowym Dworze. Na odbywających się tam zajęciach tańca i fitnesu będą zbierane pieniądze na leczenie chłopca.

Wideo

Materiał oryginalny: Nad tą rodziną od lat ciąży fatum raka. Chorują synowie i matka - Plus Gazeta Współczesna

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie