Miecugow: Nie czuję się kapłanem lemingów. Oskarżają mnie, że jestem ukrytym PiS-owcem

Anita Czupryn
Grzegorz Miecugow: Nie mam ochoty nikomu robić krzywdy
Grzegorz Miecugow: Nie mam ochoty nikomu robić krzywdy Fot. Bartek Syta
Wbrew temu, co sądzą niektórzy ludzie pozbawieni poczucia humoru, w "Szkle kontaktowym" nie robimy seansów nienawiści. Oskarżają mnie, że jestem ukrytym PiS-owcem - mówi dziennikarz Grzegorz Miecugow.

Okrągła rocznica - 10 lat "Szkła kontaktowego" to dla Pana...
Dziesięć lat to bardzo dużo. Nie tylko w telewizji. Pomysł pojawił się w 2004 r., jesienią i był to pomysł Adama Pieczyńskiego, naszego prezesa. Poprosił mnie na rozmowę i mówi: "Słuchaj, jest frustracja w społeczeństwie. Lewica kończy rządy w niesławie. Spróbujcie z Tomkiem Sianeckim zrobić taki program, w którym sfrustrowani ludzie znajdą powód, żeby się uśmiechnąć. Przydałaby się jakaś interakcja. Nie ma w telewizji takiego programu, w którym ludzie mogliby się wypowiedzieć. A teraz są na to środki. Są SMS-y, jest internet". SMS-y okazały się mocną stroną programu. Słabą - rozmowy telefoniczne. Dlatego, że my, Polacy, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby wypowiedzieć się w krótkich, żołnierskich słowach. Dobrze pamiętam pierwsze programy. Śmieszne, że po 10 latach wracają podobne rzeczy. Na przykład 10 lat temu do Polski przyjechał Putin z okazji 60. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Zachował się wtedy bardzo nieelegancko wobec prezydenta Kwaśniewskiego. Teraz historia zatoczyła koło i jest problem, bo Putina nie zaprosiliśmy. (śmiech)

Program stał się kultowy, a złośliwi mówią, że godzina jego nadawania to czas, w którym śmieją się lemingi. Czuje się Pan kapłanem lemingów?
Nie. Średnio mnie interesuje, co kto o nas myśli. Mam życiową przyjemność z tego, że najczęstszą reakcją na zobaczenie mnie podczas przypadkowego spotkania - czy to w sklepie, na lotnisku, czy w jakimkolwiek innym publicznym miejscu - jest uśmiech. Zdarzyło mi się w całym moim długim życiu mieć kilka nieprzyjemnych spotkań, ale można by je policzyć na palcach jednej ręki. Generalnie myślę, że jesteśmy odbierani w taki sposób, na jaki zasługujemy. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy ludzie pozbawieni poczucia humoru, nie robimy seansów nienawiści. Nie zaproponowałem nikomu komentowania w "Szkle kontaktowym", kto miałby przyjemność z tego, że komuś dokopie, wbije gwoździa, szpilę. Ludzie, którzy komentują w programie, są dobroduszni, jakkolwiek słowo to nie jest w tej chwili zbyt modne.

Pan też się uważa za dobrodusznego?
Tak! Nie mam ochoty nikomu robić krzywdy. Nigdy w życiu nie powiem nikomu, kto ma nadwagę: "Cześć gruby". Raczej przywitam go słowami: "Cześć przystojniaku". Czasami się pokłócę na antenie, ale szybko mi to przechodzi.

Ciągle nie tracę tego, co dla mnie w zawodzie dziennikarskim jest najważniejsze - czyli ciekawości życia

Jednak ta inteligentna rozrywka, jaką jest "Szkło kontaktowe", pokazuje, w jaki sposób rozłożone są sympatie polityczne. Ano w taki, że śmiech jest głównie z prawicy. Konkretnie z PiS.
To nieprawda. To mit. Myślę, że od ostatnich trzech lat więcej jest śmiechu z PO niż z PiS. Oczywiście czasami są takie sytuacje, jak numer trójki madryckiej, no to wtedy oni królują. Ten program nie kreuje rzeczywistości. Za bardzo. Zasada jest taka, że staramy się opowiedzieć o dniu. Bardzo wiele osób w czasach największej awantury między PO a PiS nie chciało się denerwować i oglądało tylko "Szkło", żeby wiedzieć, co się dzieje. Czuję się więc w obowiązku zauważać wszystkie ważne rzeczy. Jeżeli koleżanki i koledzy proponują mi o godzinie 19.30 jakieś materiały - bo w tym czasie mniej więcej wybieram je do programu - to wiedzą, że powinni ich szukać pod kątem kompletności. Są rzeczy, które nie pasują do "Szkła". Nie pasuje historia o psach, które prawie zżarły nogi jakiejś kobiety pod Włocławkiem. Ale jeżeli np. w ubiegłym tygodniu był pogrzeb Tadeusza Konwickiego, to uważam, że to jest ważne. Staram się opowiedzieć dzień w taki sposób, aby znalazło się w nim nie wszystko, co się tego dnia wydarzyło, ale rzeczy najważniejsze. Bardzo często zaczynam od zagranicy, zwłaszcza ostatnio. Ukraina jest dla mnie bardzo ważna. Gdzieś we mnie jest w tyle głowy wydawca "Wiadomości", a później wydawca "Faktów", że ja tak lubię porządkować świat i opowiadać ludziom o wszystkim, co jest ważne. Ale szukamy też i takich rzeczy, które może są i mniej ważne, za to pozwalają na poruszenie jakiegoś tematu. Obruszam się, kiedy ktoś mówi, że to jest satyra.

A nie jest?
Satyra to jest poważna sprawa. To ciężka praca. Nam scenariusz pisze życie. Nie przygotowujemy się specjalnie. Komentatorzy nie wiedzą, co się zjawi w programie. Krzysiek Daukszewicz pyta czasem: "Jest coś atrakcyjnego?", odpowiadam: "Fajnie będzie". Lubię spontaniczne działanie.

Ale jednak skądś się wzięły te opinie, że "Szkło kontaktowe" nie było krytyczne wobec wszystkich opcji politycznych. Nie żałuje Pan tego?
Nie, bo dostaję bardzo agresywne listy oskarżające mnie o to, że jestem ukrytym PiS-owcem. Bardzo często zdarzało mi się krytykować premiera Tuska, który jest osobą irytującą, jeśli chodzi o gadki szmatki. Jak np. wtedy, gdy potrafił powiedzieć raz przed wakacjami, że teraz panu Gowinowi i pani Kidawie-Błońskiej daje czas do końca wakacji, muszą się porozumieć w sprawie in vitro. Po czym przychodzi koniec wakacji i cisza. Kończy się wrzesień - cisza. Minęły dwa lata - i cisza. Wielokrotnie dawałem upust swojemu rozczarowaniu, jak np. przy OFE. A z drugiej strony dostaję telefon na antenie, że mówimy tylko o PiS. W momencie, gdy o PiS nie ma ani słowa. To schematy, w które łatwo wpadamy. Podobnie, jak w te, że blondynka jest głupsza od brunetki.
Ma Pan jeszcze siłę śmiać się z polityki?
Czasami tak. Ale na przykład cała ta historia z górnikami jest dla mnie przygnębiająca.

To, że wspiera się 100 tys. górników, a 600 tys. tych, którzy tworzą zrąb klasy średniej, zostali pozostawieni sami sobie?
Mamy w ogóle poważny deficyt myślenia o państwie. W moim mniemaniu państwo to rodzaj umowy społecznej. Idę do wyborów - a chodzę, nie byłem na żadnych w PRL, byłem na wszystkich w wolnej Polsce. Idę zatem do wyborów, oddaję głos i mówiąc szczerze, nieszczególnie wygrywam. Większość wyborów w naszym kraju wygrywali nie ci kandydaci, na których głosowałem. Ale my wyborcy mówimy politykom: "Dajemy wam trochę pieniędzy i zróbcie tak, żeby było lepiej w sześciu dziedzinach: edukacji, kulturze, służbie zdrowia, bezpieczeństwie zewnętrznym, czyli w wojsku, wewnętrznym, czyli w policji, i w infrastrukturze. Jeśli chodzi o edukację - nie jest najgorzej. Nasze dzieci nie są głupsze od innych. Mamy co prawda, co wynika z badań, kłopot z rozumnym czytaniem, uczymy dzieci zdawać testy, które specjalnie w życiu się nie przydają. Nie uczymy kolektywnej pracy, myślenia ani ciekawości świata. Nie podlewamy tej ciekawości. Weźmy kulturę - cztery lata temu byłem uczestnikiem akcji "1 procent na kulturę". Do tej pory tego nie ma, a teraz dostaliśmy nożem w plecy od Rosjan, no bo jak się pojawia coś takiego jak Ukraina tracąca Krym i ta wojna, to oczywiście trudno dziś mówić: "Dajmy 1 procent na kulturę". A jednocześnie rządzący mają kulturę w nosie. Służba zdrowia? Wiadomo - cały czas kolejki. Płacę ciężkie pieniądze na składki zdrowotne i nie korzystam z tego, bo chodzę prywatnie. Płacę ciężkie podatki, ale płacę też osobno za ochronę domu jakiejś firmie. We wszystkich dziedzinach płacę podwójnie. A słyszę Neumanna, który mówi: "Daliśmy wam pieniądze". Politycy mają poczucie, że oni coś dają, tymczasem są wynajętymi przez nas ludźmi do zrobienia porządku we wspólnej przestrzeni. I robią ten porządek słabo. Jeżeli kilka lat temu pan premier Tusk się chwalił, mówiąc o słynnej zielonej wyspie, to ogarniał mnie pusty śmiech, dlatego że Polska wtedy spadła w klasyfikacji Doing Business o kilka oczek, a ta klasyfikacja mówi o tym, jak kraj pomaga ludziom gospodarować. Odnieśliśmy sukces, że nie wpadliśmy w tarapaty recesji nie dzięki politykom, ale mimo politykom.

Jest coś w polityce, co Pana wciąga?
Nic mnie nie wciąga i nic mnie nie wciągnie do polityki. Ale bez polityki się nie da żyć, dlatego że ktoś te decyzje musi podejmować, musi być odpowiedzialny za zmiany, a ciągle ich potrzebujemy. Tyle tylko, że ja oczekuję od polityki próby spojrzenia, w jakim kierunku ona idzie, a w jakim kierunku chcielibyśmy, żeby to poszło. Chciałbym, żeby któryś z polityków zdał sobie sprawę z tego, że przyszłością polityki nie jest górnictwo węglowe. Spalanie kopalin jest passé, podobnie jak tworzenie elektrowni jądrowych. U nas nikt nie robi planów i nie zastanawia się, co będzie z naszym krajem za 30 lat.

A plan pani Kopacz odnośnie do górnictwa?
To jest fikcja. Rolowanie problemu. Pani premier problem górnictwa chce rozwiązać chyba w trzy miesiące i wszystkie problemy za chwilę wrócą.

To jak Pan widzi politykę, której w Pana programie jest dużo? Polityka jest durna czy media są durne?
Myślę, że jedno z drugim się łączy - brak prawdziwej telewizji publicznej powoduje, że telewizje ścigają się, bardzo często nadając coraz gorsze, coraz głupsze rzeczy. Są przypadki, że robi się coś porządnego. "Taniec z gwiazdami" podobno rozruszał pół Polski, powstało mnóstwo szkół tańca. Kiedyś dyrektor Biblioteki Narodowej powiedział mi, że gdybym miał pomysł, jak zrobić "Taniec z książkami", to rozczytalibyśmy naród przez program telewizyjny.

Jestem za!
Tytuł jest, ale pomysłu na to nie ma. Natomiast wracając do polityki - mamy młodą demokrację i ciągle się tej polityki uczymy. Nie potrafimy politykom ściągnąć cugli. We Francji np. nie wolno wieszać billboardów. Politycy chcą przekonywać obywateli, że polityka nie jest towarem. Debata jest trochę poważniejsza niż u nas, przez co i frekwencja jest większa. Ale wybory wygra prawdopodobnie Marine Le Pen, co oznacza, że wcale nie do końca te dojrzałe demokracje mogą nas obronić. Myślę, że polityka w całej Europie ma kłopot. Nasz sposób na politykę, co zauważył Zbyszek Hołdys kilka lat temu, polega na tym, że my nie wybieramy w wyborach swoich przedstawicieli. My potwierdzamy wybór liderów. To jest niedobre, dlatego że oni nie mają najmniejszego powodu, aby brać ludzi kreatywnych, zdolnych i twórczych, bo tacy ludzie mogą im zagrozić. Proszę zobaczyć, co dzieje się we wszystkich partiach - wyrzyna się ludzi zdolnych. Rokita przestał być w polityce, Schetyna przez długi czas na marginesie, teraz odżył troszkę, na jak długo - zobaczymy. Dorna nie ma w PiS. Za plecami liderów są osoby, powiedziałbym, takie sobie. I to jest nasz problem polityczny. Ale ja wyobrażam sobie "Szkło" bez polityki.

Ciekawe, jaki wtedy byłby ten program?
W 2008 r., już po sukcesie "Szkła", byliśmy wtedy naprawdę dobrze oglądani, kiedy już opadł kurz bitewny po aferze gruntowej w 2007 r. i były wakacje, byłem przestraszony, bo my wakacji nie mieliśmy. A parlament poszedł na urlop - na cały sierpień. I wie pani, że wtedy mieliśmy najlepszą widownię w porównaniu z całym rokiem? Miałem co prawda przygotowane wiersze Wojciecha Młynarskiego, sprzed 20 lat, takie, które się nie zestarzały, i różni aktorzy je czytali, ale gdybym ich nie miał, też nie cierpiałbym na brak towaru, bo o wszystkim da się rozmawiać.
Słowem: warto rozmawiać.
Ludzie lubią kontakt, lubią pogadać i jeżeli, jak sama pani powiedziała, bo mnie nie wypada tak mówić, jest to rozmowa inteligentna, to ludzie lubią takie rzeczy.

A co z mediami? Jaki jest sposób na media?
Na media sposób jest jeden i to się już stało na naszych oczach. Kiedy wchodziliśmy w wolną Polskę, nie mieliśmy wyboru. Po pierwsze nie można było mieć w PRL talerzy satelitarnych. Były dwa programy TVP i telewizja rosyjska, Ostankino nadawało. 10 lat później programów otwartych było już więcej, a ci, którzy mieli kablówki, jakie już przecież hulały, mieli ich kilkadziesiąt. Dzisiaj w 2015 r. będziemy otwierali kolejne multipleksy, także ludzie będą mieć z anten dachowych kilkadziesiąt programów, ci, którzy mają kablówki czy anteny satelitarne - mają dostęp do kilkuset. Nie można narzekać na jakość mediów, jeżeli ma się wybór. Dlatego że to od nas zależy, co wybieramy: głupotę czy coś wartościowego. Dokładnie tak jest też w internecie. Można powiedzieć, że internet to ściek, gdzie hejt leci za hejtem, ludzie się wyzywają i krzywdzą wzajemnie, ale po co tam wchodzić? To moja decyzja, gdzie ja wchodzę. Jeśli wybiorę ładną przestrzeń - będę w ładnej, jeśli brzydką - w brzydkiej, jeśli mądrą - będę w mądrej. Mój wybór. To jest sposób na media. Obawiam się tylko, i teraźniejszość to pokazuje, że większość ludzi wybiera przestrzeń, która mi się nie podoba. To nie jest przypadek, że bulwarowa prasa sprzedaje się lepiej od niebulwarowej. Nie jest przypadkiem, że głupsze programy mają często większą widownię.

Bardzo często zdarzało mi się krytykować premiera Tuska, który jest irytującą osobą, jeśli chodzi o gadki szmatki

Czyli to widz zgłupiał?
Ludzie szukają rozrywki. Może to jest związane z tym, że tyle już lat żyjemy bez wojny? Trochę poruszyła nas wojna na Ukrainie, ale to jest taka wojna nie wojna. Nad naszymi głowami nie lecą pociski. Mamy pomruki ze Wschodu, ale to nie jest prawdziwe zagrożenie. Nie doceniamy tego, że od 70 lat nikt z nas nie może powiedzieć, że przeżył wojnę. To cud. Zawsze mówiłem studentom, że nie trzeba mieć specjalnie rozbuchanej wyobraźni, żeby sobie wyobrazić, że trzeba uciekać, trzeba się chować, drżeć o to, żeby cię nie złapali na ulicy i nie wywieźli, nie zastrzelili. A to była rzeczywistość naszych rodziców. Urodzili się w rzeczywistości, której ja bym nie chciał przeżyć. I wcale przez to nie mam nudniejszego życia. Dużo podróżuję, mam paszport w domu. Staram się każdego dnia uszczypnąć i powiedzieć: "Jesteś szczęściarzem, jesteś w czepku urodzony". A w tym roku kończę sześćdziesiątkę.

22 listopada.
Tak. I robię to, co lubię, żyję w coraz piękniejszym kraju, spotykam coraz to bardziej interesujących ludzi, patrzę, jak młodzi sobie bez kompleksów radzą w świecie, za granicą, na uczelniach. Oczywiście mówi się, że kraj jest biedny, ale ja bym to podzielił przez kilka punktów. Bo oczywiście, nie mamy wysokich emerytur, dobrze zorganizowanej pomocy społecznej, ale ona jest, całkowicie samotni nie jesteśmy. To trzeba docenić. Jak i choćby to, że teraz siedzę z panią w miejscu, gdzie 12 lat temu był pusty plac. Takich optymistycznych akcentów szukam cały czas wokół siebie.

I nie odczuwa Pan czegoś na kształt obrzydzenia, wiedząc, że szefowie mediów zarabiają miliony, a dziennikarze pracują na umowach śmieciowych?
Konsorcja, wszystkie te wielkie firmy, prowadzą do takich nierówności. Tak się zawsze dzieje, gdy jest rynek pracodawcy. Gdyby dziennikarz w każdej chwili mógł powiedzieć: "Odchodzę do innego pracodawcy", to wtedy by się na niego chuchało i dmuchało. Ale tak nie ma. Poza tym media się zwijają. Młodzi ludzie nie oglądają w Polsce telewizji. To daleko głębszy problem, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Jak mają do nich trafić reklamodawcy, z których żyją media? Tradycyjne media zaczynają być odcinane od pieniędzy. Pomijam to, że większości reklam nie rozumiem i nie mam pojęcia, co one reklamują. Nierówności płacowe, o które pani pyta, są wszędzie.

Pan, jeśli chodzi o dziennikarstwo, jego tabloidyzację, nie ma sobie nic do zarzucenia?
Chyba nie. Jakieś drobiazgi może.

Prowadzenie "Big Brothera"?
Traktowałem go jako poznanie zupełnie nowej rzeczywistości. Podobnie jak wtedy, gdy przez cztery miesiące pracowałem jako stolarz w Wiedniu, a jestem po filozofii, było to więc dla mnie trudne doświadczenie. "Big Brother" nie był tak trudnym doświadczeniem. Był ciekawym. Zawsze starałem się robić to, co robię, jak najlepiej. Jeżeli przebiłem się z programem, z którego jestem najbardziej znany, czyli ze "Szkłem kontaktowym", w małej w końcu telewizji i uważam, jest przyzwoity, a Wojciech Młynarski w najnowszej piosence nazwał go "ostatnim bastionem inteligencji", przyjmuję to z uznaniem. Staram się być po stronie odbiorcy, czyli dobra wspólnego.
Dziennikarz to osoba, która zawsze jest w pracy. Ale Jerzy Urban mawiał, że dziennikarzem przestaje się być, kiedy się pije wódkę.
Trochę w tym racji jest.

Przyznał Pan kiedyś, że miał problem alkoholowy.
Wódki nie piję. Alkohol tak. Ja w ogóle jestem skłonny do uzależnień.

Hazard?
Miałem etap hazardowy, miałem zakończony 3,5 roku temu silny etap uzależnienia od nikotyny. Wypalałem dwie paczki dziennie.

Ale pan rzucił.
To bardzo ważny strażnik niepalenia, gdy ma się guza w płucach.

Kiedy lekarze zdiagnozowali u Pana raka, miał Pan poczucie, że znalazł się po drugiej stronie życia?
Tego poczucia nie miałem nigdy. Jak się okazało, nowotwór, jaki we mnie wykryto, był nieaktywny. Ale zanim się to okazało, spychałem te informację. I robi to każdy, choć mamy świadomość, że nikt z nas nie jest nieśmiertelny. I że nie jest kwestią "czy", ale "kiedy i jak" umrzemy. Stąd też pomyślałem, że moje życie być może nie jest już liczone w latach czy miesiącach, ale w tygodniach. Był żal, to naturalne. Ale odpychałem to od siebie.

Nie zmienia się wtedy perspektywa widzenia rzeczywistości? Tego, co się przeżyło, i czy bieganie za telewizyjnym sukcesem było tego warte?
Nigdy nie biegałem za sukcesem ani telewizją, to raczej telewizja biegała za mną. Jedna z moich koleżanek powiedziała mi, że jestem farciarz. Jestem. W kluczowych momentach byłem w kluczowych miejscach. Jak się kończył PRL, byłem szefem "Zapraszamy do Trójki". A trafiłem do niej psim swędem - bo pożyczałem od Marka Niedźwieckiego piosenki. Było to w czasach, kiedy wróciłem do radia po przerwie związanej ze stanem wojennym, ale nie wróciłem do informacji, tylko redakcji dziecięcej. Zaczęliśmy robić programy młodzieżowe, no i trzeba było mieć jakieś piosenki. I to on potem zaproponował, abym przyszedł do "Zapraszamy do Trójki". Był 87 rok, końcówka PRL.

Jak dla kogoś, kto wychował się w Trójce było znaleźć się w zupełnie innym gatunku medialnym, jakim jest telewizja? To wymaga jakiejś przemiany?
Jeszcze wtedy, przez wiele lat, będąc już w "Wiadomościach", równolegle ciągnąłem programy poranne i popołudniowe w radiu. Długi czas byłem w takim rozkroku. Nadal bardzo lubię radio. Ludzie radia mają tę przewagę nad ludźmi telewizji, że zawsze mogą pójść do telewizji. Natomiast z telewizji nie ma gdzie już pójść. Przed nim jest ściana. I ja teraz jestem przed taką ścianą.

I nie czuje się Pan spełniony?
Nie. Lubię to, co robię, ciągle mam jakieś pomysły, marzy mi się napisanie czegoś kolejnego. I ciągle nie tracę tego, co dla mnie w zawodzie dziennikarskim jest najważniejsze - czyli ciekawości życia. Może bardziej spełniony czuje się w "Innym punkcie widzenia", bo to jest dla mnie ważniejszy program. "Szkło" za to jest programem popularnym. Ciągnie stację, ludzie wciąż chcą go oglądać. Mam świadomość, że jeśli się zaczyna program, to jest to początek końca, ale dzisiaj rozmawiałem z Adamem Pieczyńskim o tych 10 latach i o tym, że super, że to trwa. Nawet nie zadajemy sobie pytania, jak długo on powinien trwać.

Jest Pan dumny z tego programu? Osiągnął nim coś więcej prócz popularności?
Znajomi mówią, że wstyd ze mną chodzić, bo ludzie się za mną oglądają, ale ja tego nie widzę. To nie jest dla mnie istotne. Najbardziej dumny jestem z tego, że "Szkło kontaktowe" zostawia świat lepszym, niż był. To znaczy, że gdyby tego programu nie było, świat byłby gorszy. Dla widza.

***

"Szkło kontaktowe" to program publicystyczno-satyryczny, który emitowany jest na antenie stacji TVN 24 od 25 stycznia 2005 r. W najbliższy piątek ukaże się specjalny jubileuszowy odcinek. Głównymi gospodarzami programu są Grzegorz Miecugow i Tomasz Sianecki. Wydania weekendowe prowadzą Grzegorz Markowski i Wojciech Zimiński. Program komentują m.in. Maria Czubaszek, Artur Andrus, Krzysztof Daukszewicz, Jerzy Iwaszkiewicz

Wideo

Materiał oryginalny: Miecugow: Nie czuję się kapłanem lemingów. Oskarżają mnie, że jestem ukrytym PiS-owcem - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cija
cytat: "Jednak ta inteligentna rozrywka, jaką jest "Szkło kontaktowe"..."

"inteligentna" ???
"rozrywka" ???

ciszej...
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Miecugow: Nie czuję się kapłanem lemingów. Oskarżają mnie, że jestem ukrytym PiS-owcem
G
Gość
Tyle lat wiernej służy żydokomunie i ..... uznali go za ukrytego PiS-owca.
Przepadły marzenia o orderach Komorowskiego "Za zasługi i wierną służbę II RP".
Aj waj !!!

ps.
Błędy zamierzone.
Dodaj ogłoszenie