Michał Żewłakow: Suárez to jest debil. Żeby chociaż temu Chielliniemu w mordę dał...

Cezary Kowalski
Michał Żewłakow
Michał Żewłakow FOT. MARZENA BUGALA/POLSKAPRESSE
Michał Żewłakow ostrzega przed Kolumbią, kibicuje Grecji, stawia... na Brazylię lub Niemcy i rozszyfrowuje tajemnicę dobrej gry ekip z Ameryki Płd.

Obserwujemy najlepsze mistrzostwa od wielu lat?
Na pewno najbardziej emocjonujące, bo mamy wiele niespodzianek pozytywnych i negatywnych. Porażki na tak wczesnym etapie takich drużyn jak Hiszpania, Anglia, Włochy czy nawet już w 1/8 Urugwaju wręcz szokują. Z drugiej strony - wychodzą z grupy Grecja, Kostaryka, Algieria, no i Kolumbia, która jest czarnym koniem mistrzostw, a nie Belgia czy Urugwaj, jak się spodziewano. Ta Kolumbia ma taką pakę, że może ograć każdego. Teraz wpadają na Brazylię i wcale nie jestem przekonany, że gospodarze zwyciężą. Jestem pewien, że Brazylijczycy nie są spokojni przed tym meczem.

Nie jest tak, że organizatorom turnieju pomagają ściany?
W każdej imprezie gospodarze są traktowani po gospodarsku. Nie mówię, że dzięki temu Brazylia wygrywa. Po tych dwóch pierwszych meczach w grupie trochę się jednak rozkręciła. Teraz wpadli na dobrze dysponowane Chile, ale pokazali, że są mocni psychicznie. To jest siła Brazylii. Pewność siebie, ich wiara. Może nie grają tak pięknie jak przed laty. Ale na tych mistrzostwach oni zmagają się z większą presją niż ktokolwiek inny i jednak dają radę.

Emocjonujący turniej wynika z dobrego poziomu czy też może ze słabości zespołów w liniach defensywnych, co sugeruje choćby Wojciech Kowalczyk?
Skoro pada tak wiele bramek, to ta teza się broni. Mało jest meczów, w których pada jedna bramka, 0:0 jest sporadyczne. Generalnie padają po trzy, cztery bramki. Model Grecji, której gra opiera się na destrukcji, od lat zresztą, powoli odchodzi do lamusa. Nic wielkiego w obecnych czasach w ten sposób wygrać się nie da. Te drużyny, które mają w swoich szeregach indywidualności potrafiące kreować grę, będą górą. To idzie w tę stronę, defensywny pomocnik dochodzi do linii obrony i w pewnym momencie robi za trzeciego obrońcę, z kolei boczni obrońcy biegną do przodu, grają bardzo ofensywnie. Teraz właściwie już każdy zawodnik, obojętnie na jakiej pozycji jest ustawiany, musi umieć odebrać piłkę, wyprowadzić, rozegrać albo strzelić gola. Niebawem nie będzie już piłkarzy, którzy potrafią dobrze robić tylko jedną rzecz na boisku i tylko w jednym miejscu.

Kibicujesz oczywiście Grekom...
Mam sentyment, bo w tej drużynie jest kilku chłopaków, z którymi grałem w Olympiakosie Pireus lub przeciwko nim. Przez cztery lata mordowałem się z nimi w starciach ligowych. (śmiech) Trzymam za nich kciuki, chociaż grają brzydko. Oni stosują tak minimalną taktykę, że można w ich grze dostrzec jakieś piękno. Sprowadza się to do tego: dobrze bronić i kontrować. Możesz śmiało napisać, że Grecja wyeliminuje Kostarykę [rozmawialiśmy przed niedzielnym meczem - C.K.]. Ale jeśli rzeczywiście przejdą do następnej rundy, to będzie szczyt ich możliwości.

Kto wygra turniej?
Brazylia albo Niemcy. Tak to wygląda. Ale dodatkowym smaczkiem tych mistrzostw jest to, że w ich trakcie okazało się, że nie ma murowanego kandydata do triumfu. W sobotę gdyby nie poprzeczka, byłoby po Brazylii. Fajny turniej, bo nieprzejrzysty.

Świetnie grają drużyny z Ameryki Południowej. Tylko dlatego, że są na własnym kontynencie?
To też ma znaczenie. Trudny w sumie klimat nie sprawia im żadnego problemu. Poza tym większość z nich gra w dobrych europejskich klubach. Ich naturalne talenty i finezja w połączeniu z tymi taktycznymi umiejętnościami i przygotowaniem fizycznym nabytymi na Starym Kontynencie dają taki efekt. Ale także ogromną rolę odgrywa w ich przypadku atmosfera, jaką mają w zespołach. Taka skamieniałość i mit profesjonalizmu, wstawanie na odpowiednią godzinę, jedzenie na rozkaz itd. - to zabija fantazję. Dla mnie w tym wszystkim musi być umiar i widać wyraźnie, że Latynosi go znaleźli. Profesjonalizm to jest mentalność. Nie można karcić młodych ludzi tylko dlatego, że są na luzie, żartują, tańczą, słuchają muzyki. To, jak się przygotowujesz do meczu, koncentrujesz, to jest twoja prywatna sprawa. Patrzę na Kolumbię i widzę, że trener nie jest dyktatorem, który ogranicza zawodników. On dobrze wie, że piłkarz musi żyć.
Największą liczbę graczy ofensywnych, którzy w minionym sezonie robili furorę w Europie, ma Argentyna. Pięciu napastników Albicelestes strzeliło w minionym sezonie ponad 150 goli...
Po dotychczasowych zwycięstwach, które wymęczyli, trudno stawiać ich w roli faworyta, ale Argentyna to jest bomba z opóźnionym zapłonem. Jak będzie trzeba, to są zdolni do wielkich rzeczy. Nie tylko dlatego, że mają Messiego.

Obserwując turniej, można chyba dojść do wniosku, że nasza reprezentacja naprawdę całkiem nie pasowała do tego towarzystwa.
Nie ma co ukrywać. Nie pasowaliśmy.
Ooo... Właśnie koń, którego obstawiłem, wygrał najważniejszą gonitwę na Służewcu. Córka mi doradziła, bo jeździ konno i widzi, który koń się dobrze prezentuje na podoku. Ja się słucham i wygrywam kaskę. (śmiech)

Masz nowe hobby?
Pierwszy raz w życiu jestem na Służewcu. Trener Engel mnie zaprosił. Ale podoba mi się bardzo. Wracam do mistrzostw. Patrząc na tempo rozgrywania akcji, widać wyraźnie, że nie byłoby nam w tej Brazylii łatwo. Te mistrzostwa pokazują, że liczy się siła, ale przede wszystkim szybkość rozgrywania. Teraz kluczowe akcje przeprowadzane są w przeciągu trzech, czterech sekund. Patrząc na nasze polskie nawyki, to my w tym czasie wyrabiamy się, aby przyjąć piłkę i zastanowić się, co dalej, gdzie mógłbym ją oddać. (śmiech)

Jakiś zawodnik z mundialu w Brazylii jest w zasięgu Legii?
Ech, no, raczej nie. W ubiegłym roku podobał nam się Urugwajczyk, 19-latek. Jeździliśmy za nim do Turcji. Ale się nie udało. Dziś grał u boku Diego Godína w reprezentacji Urugwaju. Raczej będziemy się obracać wśród piłkarzy, których wcześniej widzieliśmy, a nie tych z mundialu.

Spotkałeś się w swojej karierze z zawodnikiem, który gryzie?
Ten Suárez to jest piłkarz wybitny. Serce drużyny, zawsze w ciężkim momencie strzeli gola, nie pęka. Ujął mnie nawet tym, jak się rozpłakał podczas wywiadu po meczu z Anglią. Nie wstydzi się emocji. Ale jak facet gryzie rywala, i to już trzeci raz w karierze, no, to jest debil. Nie bójmy się tego słowa. Debil. Byłem w swojej karierze opluty, uderzony łokciem, kopnięty, ale nikt mnie nigdy nie ugryzł. Jak już naprawdę liczyłbym się z tym, że mam dostać czerwoną kartkę, to wolałbym dać temu Chielliniemu w mordę, żeby rzeczywiście poczuł. Powiedzieliby: Ale kozak. Złożył klienta i dostał kartkę.
Ale gryźć?

Przez lata byłeś kapitanem reprezentacji Polski. Teraz mamy w środowisku piłkarskim dyskusję na temat tego, kto nim powinien być. Lewandowski, Błaszczykowski, Boruc? A może ta rola jest przeceniana i nie ma o co kruszyć kopii?
Kapitan, który jest wybrany sztucznie, przez trenera, nigdy nie będzie realnym wodzem tej drużyny. Kapitana wybiera zespół. To musi być ktoś, do kogo reszta chłopaków ma zaufanie. Ja pamiętam z czasów trenera Engela, że Piotrek Świerczewski to był człowiek, za którym każdy by poszedł. Jak będzie trzeba, to stanie za tobą na boisku, da komuś po buzi, jak będziesz potrzebował - pożyczy ci pieniądze. A jak będziesz w tarapatach, to wstanie z łóżka i z Nowego Sącza przyjedzie do Warszawy. Nie bał się pójść do trenera czy z wami, dziennikarzami, pokłócić. Kapitan powinien wyłonić się sam.

To kto konkretnie powinien nim być?
Nie chcę dolewać oliwy do ognia.

Wideo

Materiał oryginalny: Michał Żewłakow: Suárez to jest debil. Żeby chociaż temu Chielliniemu w mordę dał... - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie