Michał Bieniek już nie wyskoczy

Wojciech Koerber
Jako 21-latek Michał Bieniek skoczył 2,36 m. Do złota barcelońskich ME, które wziął Rosjanin Szustow, wystarczyło 2,33
Jako 21-latek Michał Bieniek skoczył 2,36 m. Do złota barcelońskich ME, które wziął Rosjanin Szustow, wystarczyło 2,33 Marcin Osman
Udostępnij:
Jeden z większych talentów światowego skoku wzwyż musiał przedwcześnie zakończyć karierę

Anna Rogowska, Monika Pyrek i Marek Plawgo to trio, które miast walczyć o medale lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Barcelonie, musiało w tym czasie lizać rany. I liże, by jeszcze do fachu wrócić. Michał Bieniek, wrocławski skoczek wzwyż, już nie. W wieku 26 lat został zmuszony zakończyć karierę.

Jako 21-letni zawodnik podopieczny Bogumiła Mańki skoczył podczas mistrzostw Polski w Bielsku-Białej 2,36 m. W 2005 roku długo był to najlepszy wynik na listach światowych. Świat jednak nie zdążył się z tym nazwiskiem osłuchać. Na igrzyska do Pekinu poleciał Bieniek bez klubowego opiekuna, bo musieli lecieć ci, którzy zasypiali na trawniku. Skończyło się wysokością 2,20 i brakiem awansu do finału.

Karierę Bieńka raz po raz stopowały kontuzje. Na przełomie 2008 i 2009 roku skoczek zerwał ścięgno Achillesa i to był początek końca. Zamiast skakać do gardeł najlepszym, kuśtykał na rehabilitację. Do czasu.

- Michał przeszedł całą rehabilitację i znów spokojnie zaczęliśmy ćwiczyć. Nawet w ubiegłym roku zrobił 2,13 na halowych mistrzostwach kraju. W marcu wybraliśmy się jednak na obóz do Szklarskiej Poręby i tam coś w achillesie puściło. Do dziś go boli. Najgorsze, że nie ma kto Michałowi pomóc, bo to kosztuje. A trzeba by wszystko zdiagnozować i wyleczyć. Wtedy chłopak byłby jeszcze nawet na medal w Londynie - twierdzi Bogumił Mańka. - Michał musi jednak z czegoś żyć, więc podjął pracę zawodową. Jest menedżerem, sprzedawcą czegoś tam. I tak jeden z największych talentów na świecie przedwcześnie zakończył karierę - dodaje.

Najważniejsze, żeby zrobili nam we Wrocławiu miejsce do pracy. Na trening techniczny musieliśmy jeździć do Opola, a na Polach Marsowych budują sobie pomnik

Skok wzwyż to ciężka konkurencja dla chuderlawych chłopców, stąd tak kontuzjogenna. A pech chciał, że Bieniek nie ma w kolekcji medalu dużej światowej imprezy. Stąd i poważnego finansowania było brak. - Co innego taki Marek Plawgo. Choć na PZLA akurat nie można tylko narzekać, bo wcześniejszą rehabilitację sfinansował w 60 procentach. Teraz jest już w zasadzie koniec, choć mam jeszcze cichą nadzieję, że mógłby się Michał wyleczyć i jesienią wrócić. Bozia dała mu bowiem to, co ma - bombę atomową. W hali znów to już dobrze wyglądało, prawdopodobnie zaszkodził mu jednak trening górski - analizuje Mańka, zwracając przy okazji uwagę na kompletny brak we Wrocławiu bazy treningowej.

- Najważniejsze, żeby, do jasnej cholery, zrobili nam we Wrocławiu miejsce do pracy. Przecież na trening techniczny musieliśmy jeździć do Opola, a na Polach Marsowych budują sobie pomnik. AZS AWF to jedna z najmocniejszych sekcji w kraju, a warunki ma najgorsze. Szlag mnie trafia, gdy słyszę o Euro, Śląsku czy żużlu, podczas gdy na Stadionie Olimpijskim jest gorzej niż w Bangladeszu. To nie tartan tylko sparciała guma, którą palcami do betonu wydrapujemy. Stąd te kontuzje. Skoku wzwyż trenować nie mogę, bo każde odbicie grozi kontuzją, ale co na to rektor?! Ja się mówić nie boję, bo jestem emerytem. Nie wywalą mnie - piekli się Mańka, którego zawodniczka - Danuta Bułkowska do dziś jest rekordzistką Polski z roku... 1984 (1,97).

Szkoleniowiec za wygraną jednak nie daje. - Powiedziałem sobie, że jeśli któraś z moich dziewczyn tego wyniku Danki nie poprawi, to żadna - zaznacza. A kandydatki ma trzy. To Justyna Kasprzycka (23 lata), Urszula Domel (22) i Martyna Nowak (21). Na jakich wysokościach na razie robią? Odpowiednio 1,88, 1,86 i 1,82. Domel to brązowa medalistka zeszłorocznych młodzieżowych ME z Kowna, teraz na taką imprezę wybierze się prawdopodobnie Nowak. - Mam dopiero 66 lat, więc spokojnie, jeszcze trochę popracuję. Może do stówy - uśmiecha się Mańka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

q
qwerty
Przykra historia i szkoda że nic nie można poradzić na to
M
Mnich666
Prawda jak zawsze leży po środku......Bazy treningowej w Polsce nie ma - to fakt ,ale czy trener Mańka jest aż tak dobry jak wszyscy mówią?
Dlaczego znaczące sukcesy(po za MŚ drużynowymi -jako szkoła sportowa nr 2 ) Michał Bieniek osiągał w Polsce -Zabrze,Bielsko-Biała,Bydgoszcz i inne...Może trener był słabym psychologiem po prostu i nie umiał ukierunkować zawodnika mentalnie.
X
XXXXX
to jest prawda chłopak trenuje a na każdym kroku jest robiony przez związek potencjalnego pracodawcę który ściąga pieniądze za zawodnika, to jest nic przy tym że trener pra twórca wyniku wysyła trzeciego olimpijczyka na igrzyska a związek znowu go robi i trener zasłużony mający "swój wiek" po raz trzeci nie jedzie ze swoim zawodnikiem na główną imprezę.... żenada, straszne jest co związki robią z całym systemem którzy sami powinni o to dbać...
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie