Mateusz Gamrot po KSW Colosseum: Dla mnie Borys Mańkowski jest zwycięzcą

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Mateusz Gamrot
Mateusz Gamrot Sebastian Rudnicki/KSW
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
To była najtrudniejsza walka w mojej karierze. Poniekąd cieszę się, że ktoś w końcu potrafił wygrać ze mną rundę. To była dobra lekcja, która zaprocentuje w przyszłości. Występ na gali na PGE Narodowym był dla mnie spełnieniem marzeń. Szkoda tylko, że zakończenie było trochę nieprzyjemne. Nie wiem, dlaczego kibice gwizdali na Mameda Chalidowa - mówi po KSW Colosseum Mateusz Gamrot (13-0), mistrz KSW wagi lekkiej.

Jak czuje się Pan dzień po zwycięskiej walce z Normanem Parke’iem na sobotniej gali KSW Colosseum?
Jest bardzo dobrze. Mało spałem, ale z godziny na godzinę czuję się coraz lepiej. Nie miałem jeszcze czasu na świętowanie. Na razie staram się ochłonąć po tym, co wydarzyło się w sobotę. Ale powolutku, na wszystko przyjdzie pora. Nie zamierzam prędko wrócić do ciężkich treningów, będę się delektował wygraną. (śmiech)

To była najtrudniejsza z Pana 13 walk? Po raz pierwszy przegrał Pan rundę.
Podobno tak. Musiałbym zobaczyć jeszcze raz tę trzecią rundę i ją przeanalizować. Poniekąd cieszę się, że ktoś w końcu zdołał urwać mi rundę. Będę miał dzięki temu pole do nauki, wyciągnę z tego wnioski, co muszę poprawić. Teraz mogę przyznać, że Parke był najmocniejszym rywalem, z jakim się mierzyłem. Odrobił lekcje i świetnie bronił się przed sprowadzeniami. To pierwszy zawodnik, którego nie potrafiłem przewrócić. Ta walka to dla mnie cenna lekcja, zebrałem w niej sporo doświadczenia.

Przed walką mocno między wami iskrzyło. Rozmawiałem z Normanem po ważeniu i twierdził, że gdyby przyznał Pan, że jest najtrudniejszym przeciwnikiem w Pana karierze, uścisnęlibyście sobie ręce, kończąc słowne przepychanki. Faktycznie tak było?
Poniekąd rozumiem jego zachowanie. Chciał mnie sprowokować, podejść psychologicznie. Może liczył na to, że mnie złamie przed walką. Może nawet w jakiś sposób mu się udało. To mój pierwszy rywal, który tak głośno krzyczał. Jak by nie było, myślałem o tym. Poniekąd mogło to wpłynąć na walkę. Dużo mnie to nauczyło. Jeśli mój kolejny przeciwnik będzie stosował podobne zabiegi, lepiej sobie z tym poradzę. A ogólnie Norman to sympatyczny gość, nie mam do niego żalu o pyskówki czy inne dziwne rzeczy, które robił. Jestem taki, że nie pozostaję dłużnym na zaczepki i zawsze chętnie na nie odpowiadam.

Wasze konfrontacje były trochę niepotrzebne, czy wręcz przeciwnie - fajnie wypromowały pojedynek?
Wszystko ma swoje plusy i minusy. Myślę, że nasza przepychanka na ważeniu przyciągnęła fanów, dodała smaczku przed walką. Było chyba OK. Nie pobiliśmy się, wszystko zrobiliśmy w granicach zdrowego rozsądku.

Po walce Parke nie uścisnął jednak Pana dłoni.
Tak, tuż po walce nie podał mi ręki. Chociaż chłopaki mówili mi później, że chciał to zrobić, ale górę wzięły emocje. Jego trener zachował się ładnie, pogratulował mi świetnej walki. Kiedy emocje opadły, Norman przyszedł do mnie do szatni. Zrobiliśmy sobie zdjęcie, chwilę pogadaliśmy, pogratulował mi zwycięstwa i życzył wszystkiego dobrego w przyszłości. Wytłumaczył też swoje zachowanie przed walką, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Mocno tym u mnie zaplusował.

W drugiej rundzie Parke miał pretensje o to, że rzekomo ugryzł go Pan w palec. Jak wyglądała ta sytuacja z Pana perspektywy?
Wydaje mi się, że było tam jakieś zahaczenie. Norman wsadzał mi palce między zęby, szarpał i zatykał usta. W ferworze walki gdzieś zahaczył i bardzo się zdenerwował, w końcu to impulsywny gość. Ale ciężko jest ugryźć kogoś w ochraniaczu i zostawić ślad. Nic poważnego się tam nie stało. Może chciał swoimi krzykami wpłynąć na sędziego. Niespotykaną sytuacją było to, że kiedy Norman mnie odepchnął, uspokajać nas do klatki wbiegł Martin Lewandowski. Mnie to specjalnie nie rozbiło, ale mogło mieć wpływ na dalszą walkę.

Co gdyby pojawiła się propozycja rewanżu?
Na pewno nie teraz. Jestem na dość wczesnym etapie kariery, wciąż szukam nowych wyzwań i coraz cenniejszych skalpów. Ale w przyszłości, jeśli Norman wygra kilka kolejnych walk? Czemu nie. Nikt nie zawiesił mi poprzeczki tak wysoko, Parke zasłużył na rewanż, ale w przyszłości.

CIĄG DALSZY WYWIADU NA NASTĘPNEJ STRONIE
Jak podobała się Panu atmosfera gali na PGE Narodowym?
Rewelacja. Wychodząc na scenę podczas prezentacji chcąc nie chcąc głowa sama zerkała wokół na trybuny. Nigdy nie oglądam innych pojedynków na gali, idę tylko do narożnika Borysa Mańkowskiego jeśli bije się po mnie. Ale z tego co słyszałem, wszyscy byli zadowoleni z organizacji wydarzenia. Cały stadion był zaangażowany w to, co się działo w klatce. Dla mnie występ na tej gali to spełnienie marzeń.

Podczas walki słyszał Pan doping kibiców z trybun?
Zawsze staram się odciąć od świata zewnętrznego, by się nie zdekoncentrować. Ale tym razem słyszałem doping, dodawał mi energii i niósł podczas pojedynku. Coś wspaniałego.

Jak podobała się Panu walka klubowego kolegi z Mamedem Chalidowem?
Borysowi trzeba oddać szacunek za to, że wyszedł do zawodnika z wyższej kategorii wagowej. A przecież wiele osób widziałoby go w wadze do 70, a nie 77 kg. Z kolei Mamed był klasyfikowany na szóstym miejscu na świecie w kategorii 84 kg. Od dłuższego czasu mało kto jest w stanie nawiązać z nim wyrównaną walkę. Borys to zrobił. Werdykt mógł pójść w obie strony. Być może zadecydowała ostatnia akcja, w której Mamed sprowadził go do parteru. Chociaż Borys długo prowadził pojedynek, był aktywniejszy i bardziej agresywny. Dla mnie jest wygranym tego pojedynku.

Coś Pana w tej walce zaskoczyło?
Nie. Borys zrealizował plan taktyczny prawie w stu procentach. Tylko w drugiej rundzie zbyt rzadko ponawiał ataki, a to było przećwiczone i zaplanowane. W trzeciej mocniej się otworzył i szedł do końca. Tak czy inaczej według mnie stoczył fenomenalną walkę.

Gwizdy na Chalidowa po werdykcie sędziów były jedyną plamą na tej gali?
Zakończenie na pewno mogło być przyjemniejsze. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Nie powinno dojść do takiej sytuacji. Kibice są różni, ale powinni wiedzieć, że w werdykcie nie ma żadnej winy Mameda. Powinni mu oddać szacunek i podziękować za doskonałe show oklaskami. Szkoda, że stało się inaczej. Może z czasem polska publiczność nauczy się lepszego zachowania.

Na pewno rozmawiał Pan z Borysem po walce. Co mówił? Był z siebie zadowolony?
Trochę analizowaliśmy już walkę. Dał z siebie wszystko, zrobił co mógł. Może zabrakło trochę szczęścia, może koncentracji. Mamed jest profesorem, potrafi wykorzystać każdy błąd. Przez całą walkę bił się w stójce, może uśpił tym czujność Borysa i dlatego udało mu się go obalić. Jest jeszcze zbyt wcześnie, by wygłaszać jasne opinie. Na pewno Borys się nie oszczędzał, w oczach wielu wygrał walkę. Trzeba to szanować.

Wspominał o rewanżu?
Oczywiście, że by go chciał. Po takiej walce każdy chciałby jak najszybciej mieć okazję do rewanżu. Chociaż teraz Borys ma inne priorytety. Niedługo urodzi mu się córeczka. Może to w jakiś sposób na niego wpłynęło, w takiej sytuacji człowiek zawsze jest trochę rozkojarzony, myśli o rodzinie, a nie o walce. Druga walka mogłaby się potoczyć inaczej. Gdyby padła taka propozycja, jestem pewien że przyjąłby ją bez zastanowienia. I chciałby tej walki jak najszybciej.

>> KSW COLOSSEUM: WIELKIE ŚWIĘTO MMA PRZYĆMIONE GWIZDAMI <<

Jakie są Pana plany na najbliższe tygodnie?
Odpoczynek, spędzenie czasu z rodziną. Do walki z Parke’iem przygotowywałem się bardzo długo, dlatego chciałbym odpocząć od treningów dłużej niż zwykle. W tym roku chciałbym dostać się na mistrzostwa świata ADCC. [Największa na świecie organizacja submission fightingu - red.] A pod koniec roku ponownie bronić pasa KSW. Taki jest plan.

Panu w sobotę gali otworzyła się furtka do superfightu o pas wagi piórkowej, który z rąk Marcina Wrzoska odebrał Kleber Koike Erbst. Kolejka do walki o tytuł jest długa, ale gdyby padła taka propozycja byłby Pan nią zainteresowany?
Chodzi mi po głowie zejście do niższej kategorii wagowej. Jak na lekką nie jestem zbyt dużym zawodnikiem. Podczas walki z Parke’iem ważyłem 75 kg, pięć więcej od limitu. Wiele osób z kategorii do 66 kg na co dzień waży więcej ode mnie i ścina te kilogramy na dzień ważenia. Walki w wadze piórkowej przechodzą mi przez głowę, ale nie wiem czy już przyszedł na to czas. Może będę chciał pokonać jeszcze kilku mocnych zagranicznych zawodników, żeby umocnić swoją pozycję i dopiero wtedy pójdę po drugi pas. Wszystko w swoim czasie. Ale na propozycję superfightu z mistrzem wagi piórkowej jestem otwarty.

Podobno jest blisko walki Conora McGregora z Floydem Mayweatherem Juniorem. Irlandczyk ma jakiekolwiek szanse w boksie?
Różne opinie słyszałem o tej walce. Czy ma sens? Pod względem medialnym na pewno. Floyd to legenda boksu, Conor zrobił wiele dla MMA. Trudno jednak powiedzieć, czy ma szanse na zwycięstwo. To fenomen, bardzo dobry stójkowicz. Ale Floyd to bokser z krwi i kości. Robi to całe życie. Jest mistrzem taktyki, bije z kontry i nie daje się trafiać. Może punktować Conora i w ten sposób wygrać. Chociaż dla MMA dużo lepsze byłoby zwycięstwo Irlandczyka.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Wideo

Materiał oryginalny: Mateusz Gamrot po KSW Colosseum: Dla mnie Borys Mańkowski jest zwycięzcą - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie