Mało komu chce się na serio walczyć z dopingiem

Hubert Zdankiewicz, SK, JP, MAZ
- Byłbym debilem, biorąc doping przed igrzyskami - próbował bronić się Tomasz Zieliński. Wyniki badań przeprowadzonych w Polsce potwierdziły, że brał
- Byłbym debilem, biorąc doping przed igrzyskami - próbował bronić się Tomasz Zieliński. Wyniki badań przeprowadzonych w Polsce potwierdziły, że brał fot. tomasz czachorowski/polska press
Tomasz Zieliński, stosował doping, a podejrzenia padły też na jego brata Adriana. Afera z polskimi sztangistami dziwić może jednak tylko tych, którzy nadal wierzą, że zabronione wspomaganie to w sporcie marginalny proceder.

Tomasz Zieliński jest już w kraju, ale pewnie nie takiego powitania po powrocie z igrzysk Rio ode Janeiro oczekiwał. Po tym, jak dwie próbki przebadane w Brazylii potwierdziły stosowanie niedozwolonych środków, „ratunku” szukał jeszcze w badaniach próbek pobranych podczas zgrupowania w Spale. - Byłem tam badany trzy razy i wszystko było w porządku. Byłbym debilem, biorąc doping przed igrzyskami - bronił się.

Kolejna podejrzana próbka

Okazało się jednak, że próbki dopiero są badane. A Komisja Zwalczania Dopingu w Sporcie wczoraj pozbawiła zawodnika złudzeń. - Próbka pobrana u Tomasza Zielińskiego podczas lipcowego zgrupowania w Spale potwierdziła wysokie stężenie nandrolonu - powiedział Michał Rynkowski, z Komisji ds. Zwalczania Dopingu w Sporcie. W próbce stwierdzono wysokie stężenie substancji (12 ng/ml; przy progu decyzyjnym wynoszącym 2,5 ng/ml).

Równocześnie Rynkowski przekazał informację o kolejnej „podejrzanej” próbce pobranej od ciężarowców. Nazwiska nie chciał podać. To padło za to z ust Dariusza Bednarka, wiceprezesa CWZS Zawisza. Naszemu dziennikarzowi powiedział, że podejrzany o doping jest drugi z braci. - Adrian już o tym wie - przekazał w telefonicznej rozmowie.

Z Bednarkiem dziennikarz „Gazety Pomorskiej” rozmawiał w środę o godzinie 14.30. Przed godziną 15 jeszcze raz zadzwonił do wiceprezesa CWZS, by ponownie potwierdzić tę informację. Po medialnym szumie, wiceprezes sam zadzwonił jednak do naszego dziennikarza z prośbą, by nie podawać go jako źródło informacji. O 15.48 skontaktował się ponownie. - Nie rozmawiałem z dziennikarzem na ten temat - stwierdził. Świadkami wszystkich rozmów było kilka osób w redakcji.

Informacje o tym, że podejrzenia o stosowanie dopingu padły także na Adriana, podał również „Przegląd Sportowy”. „Rano brazylijskiego czasu, otrzymaliśmy nieoficjalną informację, że również wynik bardziej znanego z braci, Adriana [mistrza olimpijskiego z Londynu - red.], jest podejrzany. Chodzi o tę samą substancję. W polskiej Misji Olimpijskiej nikt o tym nie wiedział, podobnie w Polskim Związku Podnoszenia Ciężarów (...) Nam jednak udało się wszystko potwierdzić. - Na razie mogę powiedzieć tylko, że wynik jest podejrzany. Oficjalny komunikat pojawi się najwcześniej w piątek. Do sobotniego startu będzie wszystko jasne - powiedziano nam w Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.”- przeczytaliśmy na internetowej stronie gazety.

Podobnie jak w przypadku Tomasza, również zapanował ogromny informacyjny chaos. PZPC i PKOl nie potwierdzały żadnych informacji.

- W Rio nie pobierano od Adriana materiału, w Polsce tak. Wiadomo tyle, że badania próbek pobranych 1 lipca, po mistrzostwach Polski, dały niepewny wynik. Prowadzone są nad nimi dalsze badania - w przyznał w rozmowie z portalem sport.pl przewodniczący Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie prof. Jerzy Smorawiński. - Dokładnie wyniki, które przesądzą o tym, czy Zieliński jest winny dopingu, czy nie, będą znane w piątek. Podejrzane próbki wysłano do ponownego zbadania - dodał.

Ktoś dosypał czegoś do odżywek

Wsprawie pojawia się wiele pytań opracę laboratorium. Przede wszystkim oto, dlaczego dopiero teraz badane są próbki pobrane odsztangistów napoczątku lipca. Sytuacja jest co najmniej niezręczna, bo nawynik trzeba czekać dopiątku, aolimpijski start Adriana Zielińskiego zaplanowano nasobotę. Profesor Smorawiński tłumaczył wcześniej, że zwłoka wynikała m.in. zawarii sprzętu. Obiecano nam, że wpiątek wszystko będzie jasne. Nasze laboratoria są przepełnione, dlatego próbki pojechały doRzymu. Badania próbek pobranych 12 i22 lipca, dopiero będą wykonywane - zapewniał.

Adrian Zieliński zapewniał z kolei, że jest czysty, a o całej sprawie dowiedział się od dziennikarzy.

- Pojawiła się jakaś oficjalna informacja? Ja nic nie dostałem, tylko tyle, ile dziennikarze mi powiedzieli - mówił, cytowany przez „Przegląd Sportowy”. Bronił również siebie i brata. - Musielibyśmy być skończonymi idiotami, żeby wziąć nandrolon i przyjechać do wioski. Nie wiem, to jakaś manipulacja. Trudno mi zebrać myśli, żeby racjonalnie to wytłumaczyć. Wrócę do kraju, trzeba będzie przeprowadzić śledztwo i dojść z adwokatem do tego, jak to się stało - opowiadał. Jak podał „PS” Adrian przyznał, że gdy poinformowano o pozytywnym wyniku brata, otrzymał sygnały, że podobnie może być z nim. Dziennikarzom przepytującym go w Rio mówił jednak, że „jeśli wynik faktycznie jest pozytywny, ktoś mógł mu dosypać czegoś do odżywek”.

Jeśli podejrzenia wobec starszego z braci Zielińskich również się potwierdzą, będzie to jeden z największy skandali w historii polskiego sportu, być może największy. Zawieszona może zostać cała reprezentacja naszych ciężarowców (przy okazji wyszło na jaw, że wpadł również Krzysztof Szramiak, którego zabrakło w kadrze na Rio), a Ministerstwo Sportu i Turystyki wydało oświadczenie, w którym zapowiada zmniejszenie dotacji lub całkowite wycofanie się z finansowania Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. Na razie do dymisji podał się jego prezes Szymon Kołecki.

Dopingowy supermarket

Chociaż... wsumie co to zaskandal wdyscyplinie przeżartej dopingiem, jak mało która. Zdziwić mogli się tylko ci, którzy nadal wierzą, że zabronione wspomaganie to wsporcie marginalny proceder. Fakty mówią niestety co innego...

„Władzom organizacji antydopingowych potrzeba było kilku lat i milionów dolarów, żeby opracować test wykrywający EPO w moczu i krwi. Doktor Michele Ferrari potrzebował pięciu minut, żeby wymyślić, jak obejść ten test” - to cytat z autobiografii Tylera Hamiltona.

Były pomocnik niechlubnej sławy Lance’a Armstronga (zdyskwalifikowanego dożywotnio siedmiokrotnego zwycięzcę Tour de France) w grupie US Postal opisał w niej z detalami dopingowe praktyki w kolarskim peletonie, bezradność kontrolerów i zachowanie władz Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), która pomagała nawet tuszować wpadki największych gwiazd.

Obecny na prezentacji polskiego przekładu książki profesor Smorawiński przyznał, że był w szok

Wideo

Materiał oryginalny: Mało komu chce się na serio walczyć z dopingiem - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

PRAWDZIWY SPORTOWIEC NIGDY NIE BIERZE DOPINGU  , TYLKO ŚMIECIE BIORĄ , DLA KASY , DLA SŁAWY , WIDAĆ ŻE BRALI  PO RYJACH , JESTEŚCIE  UBODZY  JESTEŚCIE ŻAŁOŚNI ,  JESTEŚCIE  ,,,,,,,,,BRAK SŁÓW ,    ŻEGNAJCIE NA WIEKIIIIIIIIIIIIIIIIII

Dodaj ogłoszenie