Małachowski: Dziś znów zaczynam życie sportowca

Wojciech Koerber
Udostępnij:
Z dyskobolem Śląska Wrocław Piotrem Małachowskim, mistrzem Europy z Barcelony, rozmawia Wojciech Koerber

Po igrzyskach oraz mistrzostwach świata żartował Pan sobie, że zawsze jest tym drugim, a tu proszę, wreszcie numer jeden. I co, jest różnica?
Oczywiście. Przede wszystkim dlatego, że grali mi "Mazurka". Do tego najwyższe podium, fajne uczucie.

Po ciężkiej pracy. Ale Pan spodziewał się tego złota, czuł moc.
Czułem się mocny, ale mocniejszy w eliminacjach. Czemu? Nie wiem, chyba się nie wyspałem. A to dlatego, że przeżywałem ten start. Właśnie dlatego, że wiedziałem, iż jestem mocny. Bo trzeba było to jeszcze udowodnić, a głupio byłoby zaprzepaścić taką szansę.

Anita Włodarczyk swój kolejny rekord w Barcelonie pobiła, bo w dniu finału rzutu młotem zjadła na śniadanie aż osiem jajek. I przełożyło się to na brązowy medal. Co trzeba było zjeść na złoto?
Nic szczególnego. Ja jem wszystko i nie patrzyłem, co to dokładnie jest. Byle smaczne było.

Niektóre polskie media podkreślają brzydkie zachowanie Niemca Roberta Hartinga. Tego, który przed rokiem na berlińskich MŚ ostatnim rzutem odebrał Panu złoto. Ponoć teraz nawet nie pogratulował.
Dopiero po dekoracji. Trochę to niepoważne, ale cóż.

Dziwne to, bo gdy oddał Pan najdłuższy rzut konkursu (68,87), Hartinga pokazała kamera. Uśmiechał się i bił brawo.
No proszę. Mogę powiedzieć tyle, że to w Niemczech kontrowersyjna osoba, dużo rzeczy robi, i tyle. Nadal jest moim znajomym, nadal rywalizujemy i zawsze możemy sobie pogratulować. A wyszło, jak wyszło.

Ja jem wszystko i nie patrzyłem, co to dokładnie jest. Byle smaczne było

Już w eliminacjach przepadł jeden z największych rywali, Węgier Zoltan Kovago, który depcze Panu po piętach w klasyfikacji Diamentowej Ligi. Co mu się stało?
Nie wiem, chyba po prostu nie wyszedł mu konkurs. Miał dalekie rzuty, ale spalone, poza promień. Pech. Na pewno będzie chciał się odkuć.

Rozumiem, że w świętowaniu złota brał m.in. udział Tomasz Majewski.
Wielkiego świętowania nie było, ale jestem cholernie zmęczony. Dlatego po powrocie do Polski wyłączam telefon i idę spać. Wstaję we wtorek o ósmej rano, mam sesję fotograficzną dla Orlenu, idę na konferencję prasową i znów zaczynam życie sportowca. Zbliżają się kolejne mityngi Diamentowej Ligi.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie