Maciej Kot: Do końca będę walczył o miejsce w drużynie na igrzyska

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Po konkursie lotów narciarskich na skoczni Kulm Maciej Kot zajmuje 20. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Pawel Relikowski / Polska Press
Dobra forma Stefana Huli to dla mnie dodatkową motywacją, żeby dać trenerowi sygnał, by to mnie powołał na zawody drużynowe. I będę o to walczył do samego końca - przekonuje skoczek narciarski Maciej Kot. Drużynowy mistrz świata dodał, że jest w stanie szybko wrócić do dobrego skakania.

Ponoć w skokach narciarskich ważne jest, by czerpać z nich radość. Pan to obecnie robi?
Oczywiście! Choć często jest to zależne od aktualnej dyspozycji, a ta nie jest najlepsza. Ale nawet w tych słabych skokach staram się szukać jak najwięcej pozytywnych rzeczy.

Ma Pan pod kontrolą słabszą formę?
Tak, tylko w skokach trudno coś zaplanować. Scenariusz był taki, żeby już podczas Turnieju Czterech Skoczni pokazać naprawdę bardzo dobre skakanie. Coś jednak nie zagrało i popsuło efekt treningowy. Czasem tak się zdarza i nie jest to zależne od nas. Ale najważniejsze, że jesteśmy świetnie przygotowani fizycznie. Podczas TCS robiliśmy testy i wyszły one naprawdę rewelacyjnie. Technika też jest na wysokim poziomie, ponieważ skoki stylowo były bardzo dobre. Dlatego niewiele brakuje, żeby wrócić na dobre tory. Do poprawy są szczegóły i myślę, że na bazie planu ustalonego z trenerem Stefanem Horngacherem jestem w stanie wrócić szybko do dobrego skakania.

Szanse na czołowe miejsce w Pucharze Świata ma Pan małe. W klasyfikacji generalnej jest Pan 20. Wszystkie siły skupia Pan na starcie w igrzyskach olimpijskich?
One są dla mnie wielką motywacją do pracy i obecnie priorytetem w przygotowaniach. Ale też nie nastawiam się, że to najważniejsza i jedyna szansa na dobry wynik. Wtedy presja w Pjongczangu byłaby zbyt duża, co by nie pomagało.

Obecnie lepsze wyniki od Pana ma Stefan Hula. Może Pana zastąpić w drużynie.
Forma Stefana jest dla mnie dodatkową motywacją, żeby dać trenerowi sygnał, by to mnie powołał na zawody drużynowe. I będę o to walczył do samego końca. Poza tym jeśli chodzi o trening, to od początku sezonu nie mam sobie nic do zarzucenia. Natomiast czasu jest wystarczająco, bym wrócił do bardzo dobrego skakania. Ale tak czy inaczej, sytuacja drużyny jest bardzo dobra. Wszyscy potrafią skakać na wysokim poziomie.

W Pana obecnej sytuacji widać analogie do sezonu po igrzyskach w Soczi, w którym zaczął Pan skakać gorzej. Wrócił Pan jednak do formy, o czym opowiada Pan w kampanii firmy Bridgestone: „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko”, której został Pan ambasadorem. W filmie promującym akcję powiedział Pan, że słabszy okres po igrzyskach wynikał też z tego, że wówczas poszedł Pan na skróty. Co miał Pan na myśli?
Moje niewłaściwe nastawienie. Kiedy poczułem, że szczyt jest bardzo blisko, czyli zacząłem wchodzić do pierwszej dziesiątki, jak chociażby na igrzyskach w Soczi, stwierdziłem, że wygrywanie w Pucharze Świata mam na wyciągnięcie ręki. Pominąłem etapy stabilizacji formy - żeby najpierw być w dziesiątce, później szóstce, trójce, by w końcu myśleć o wygrywaniu. Nie zwracałem też uwagi na osoby wokół mnie, które chciały mi pomóc i nakierować na tę dobrą drogę. Byłem przekonany, że sam wiem najlepiej, co i jak mam robić. Byłem trochę jak koń z klapkami na oczach. Natomiast w sporcie droga nie jest taka prosta. Trzeba stawiać na niej krok po kroku i cierpliwie czekać na swoją szansę. Wtedy wyszedłem z dołka i teraz też to zrobię.

Koleżanka z redakcji pisząc kiedyś o Michale Kwiatkowskim, nazwała go kolarzem niebezpiecznie inteligentnym. Odnosiło się to m.in. do jego taktycznego podejścia do wyścigów i ich analizowania w trakcie. Mam wrażenie, że w Pana przypadku jest podobnie, tyle że czasu na podejmowanie decyzji ma Pan o wiele mniej.
To fakt, w skokach zbyt dużo myślenia nie pomaga. W nich wszystko dzieje się bardzo szybko i najlepiej skaczemy „z automatu”. Kiedy jest luz i swoboda. W momencie, gdy popełniam pewne błędy, to staram się je poprawić i wtedy trudniej o ten automatyzm. Trzeba umieć znaleźć kompromis między analizą, nadmiernym myśleniem, radością i swobodą. Po prostu wziąć narty, pójść na górę, nie myśleć i skoczyć najlepiej jak potrafimy. W przeszłości miałem z tym problem. Nie potrafiłem „odciąć sobie głowy”. Kiedy mi nie szło, nie potrafiłem odpocząć od skoków. Siedziałem w domu i godzinami je analizowałem. Miałem miliony myśli jak się poprawić, co oczywiście nie pomagało. Kiedy kończą się zawody, trzeba odpocząć, zająć się czymś innym. Obecnie znalazłem ten kompromis.

I jak Pan odpoczywa?
Lubię gotować, więc samemu przygotowuję sobie dietetyczne posiłki. Od dwóch miesięcy gram na gitarze, wciąż się uczę, więc trochę czasu mi to zajmuje. Lubię obejrzeć dobry film czy przeczytać dobrą książkę albo posłuchać muzyki. Mam przyjaciół, z którymi fajnie spędzamy czas. Jak jestem w domu, to gram na konsoli w gry motoryzacyjne.

Współpraca z Bridgestone może w przyszłości rozszerzyć się o wsparcie Pana w rajdach? Start w Rajdzie Dakar po głowie Panu nie chodzi?
Obecnie koncentruje się na skokach. Jedynie w przerwie między sezonami bardziej myślę o motoryzacji. Śledzę wyniki Dakaru, ale kompletnie nie myślę, żeby kiedyś w nim wystartować. Rajdy terenowe mnie nie kręcą. Wolę rajdy płaskie, albo po torach, gdzie można się ścigać. Prędzej poszedłbym w tę stronę. Ale do zakończenia kariery jeszcze „trochę” mi zostało, więc zobaczymy, co mi do głowy przyjdzie.

Skakanie w „erze Kamila Stocha” pomaga czy przeszkadza?
Jest bardzo dużo pozytywnych rzeczy. To kolega z drużyny i jego wspaniałe wyniki dają nam dużo motywacji. Wszyscy trenujemy tak samo i mamy taki sam sprzęt, skoro on potrafi wygrywać, to czemu my mamy nie zacząć? Poza tym obcowanie na co dzień z takim mistrzem jest naprawdę niesamowitą sprawą. W ten sposób możemy się dużo nauczyć. Druga strona tej sytuacji, pół żartem pół serio, jest negatywna. Widząc różnicę, jaką Kamil ma nie tylko nad nami, ale i nad innymi skoczkami... Czasem to może ściąć z nóg. Ale skupiamy się na pozytywach!

Wideo

Materiał oryginalny: Maciej Kot: Do końca będę walczył o miejsce w drużynie na igrzyska - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Leo

Pewnie ten Pan nie był w wojsku. Z takim Nazwiskiem przeorali by go na wskroś. I nie miiiiaaaałłłł by już tak buntowniczego zachowania

Dodaj ogłoszenie