Ludzkość głupieje, bo jej za dobrze, choć miliard ludzi umiera rocznie z głodu na naszej planecie

Andrzej Górny
fot. Paweł Relikowski
Zaczęło się od amerykańskiego filmu. Porąbani naukowcy zahibernowali na rok dwie osoby, w celach doświadczalnych. Uśpiono żołnierza, który wałkonił się na posadzie w wojskowej bibliotece i sprzedajną panienkę, czyli najbardziej przeciętne jednostki, jakie udało się znaleźć. Przed upływem roku władze projekt zlikwidowały, a laboratorium zburzono, zapominając o bohaterach drzemiących w pojemnikach. Poleżeli tak 500 lat, aż góra śmieci pokrywająca ich legowiska runęła, kapsuły przystały działać i obudzeni nieszczęśnicy znaleźli się w zupełnie nowym świecie

Ludzkość doszczętnie ogłupiała, bo mądrzejsi mieli dzieci mało, albo wcale, za to tumany mnożyły się na potęgę. Zabudowa miast w ruinie, uprawy uschły, społeczeństwo to debile i kretyni, rząd niewiele mądrzejszy. Po wstępnych perturbacjach i niebezpieczeństwach, u faceta z XX wieku wykryto największy na świecie iloraz inteligencji, biorą go więc do rządu, aby zaradził klęskom. Wymyślił, aby zamiast chemią, podlewać rośliny czystą wodą (tubylcom znaną tylko z ubikacji) i pola się zazieleniły. Ostatecznie facet zostaje prezydentem USA i żeni się z towarzyszką swojej podróży w czasie, w gruncie rzeczy całkiem porządną dziewczyną. Happy end chwilowy, bo zmajstrowali tylko kilkanaścioro potomstwa, a jego tutejszy pomagier spłodził z licznymi żonami kilkaset równie głupich, jak sam, dzieciaków.

Po projekcji siebie też uznałem za tumana, bo kto ogląda w środku nocy takie czwartorzędne komedyjki? Nawet bezsenność tego nie usprawiedliwia. Aliści kilka dni później wpadła mi w ręce publikacja o angielskim uczonym Woodley'u. Twierdzi on, że współczesny ubytek inteligencji populacji ludzkiej jest tak szybki, iż może spowodować skutki katastrofalne. Jako powód podaje rozwój medycyny oraz ubezpieczenia. W Polsce wprawdzie obie dziedziny nie osiągają szczytowego poziomu, ale korzyść to niewielka, najwyżej zgłupiejemy trochę później niż inni.

W poprzednich wiekach wojny, choroby, brak higieny, zbierały więcej ofiar wśród dzieci, szczególnie tych, których rodzicom brakowało siły przebicia. Większe szanse miało potomstwo bogatych, silnych i mądrzejszych. Dziś, w epoce (względnego choćby) bezpieczeństwa, intelekt posłużyć może karierze, ale nie stanowi już warunku utrzymania się przy życiu. Toteż i niezbyt mądry sobie poradzi.

Doktor Woodley oblicza, że kreatywność spadła czterokrotnie, bo u schyłku XIX wieku roczna ilość odkryć wynosiła 16 na miliard osób, obecnie zaś tylko 4. Może to spowodować kompletny zastój naukowy, a co za tym idzie, zamieranie gospodarki. Fatalna prognoza, współczuję wnukom.

Jeszcze pokrewna tematowi opinia Stanisława Lema sprzed 21 lat (pierwodruk w paryskiej "Kulturze", maj 1992 r.): Z jednej strony coraz świetniejsze, precyzyjne, wciąż udoskonalane technologie, a z drugiej to czemu one służą, staje się coraz bardziej tandetne, kiczowate, nasycone okrucieństwem, sadyzmem, bebechowatą i atawistyczną zwierzęcością w znaczeniu regresu. Progres został więc koniem pociągowym regresu…

Czyli im lepiej tym gorzej. Chyba to już później słyszałem od niektórych polityków, choć wątpię, aby czytywali Lema…

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie