Ludzie, którzy jeszcze za życia stali się ikonami. W polityce, w medycynie... Warto o nich poczytać

Robert Migdał
Robert Migdał
Robert Migdał archiwum Polska Press Grupa
Trzebnica koło Wrocławia słynie nie tylko z przepięknego, słynącego z cudów sanktuarium, do którego przybywają co roku tłumy pielgrzymów. To także miejsce, w którym działa jeden z najlepszych ośrodków replantacji kończyn na świecie.

To w nim znakomici lekarze (światowej sławy) przyszywają odcięte palce, ręce, nogi, stopy. „Cudotwórcy z Trzebnicy” - jak ich nazywają pacjenci i ich rodziny, potrafią dać szansę na nowe życie ludziom, którzy latami żyli bez swoich rąk (przeprowadzili udaną, skomplikowaną operację przyszycia ręki od... zmarłego dawcy!).

Wiele razy gościłem w szpitalu, na oddziale, na którym pacjenci dostawali drugie życie, rozmawiałem z nimi, ich rodzinami. Radość tych ludzi jest niewyobrażalna. Ale tych cudów trzebnickich, tej radości nie byłoby, gdyby nie jeden człowiek, pionier w medycynie - Ryszard Kocięba, który w 1971 roku jako pierwszy przyszył odciętą rękę panu Józefowi, traktorzyście z Dolnego Śląska.

To spektakularne uratowanie ręki „Józia Traktorzysty” trafiło ponad 40 lat temu na pierwsze strony wszystkich gazet w Polsce. Młody i zdolny chirurg - Ryszard Kocięba - z miejsca stał się sławny i poszedł za ciosem. Już w 1972 roku w niewielkiej Trzebnicy powstał Ośrodek Replantacji Kończyn. Ośrodek, który był pierwszą tego rodzaju placówką w Europie. Dopiero rok później podobny szpital powstał w Wiedniu, a dwa lata później w Hamburgu. Sylwetkę profesora kreślą w najnowszym (lipcowo-sierpniowym) miesięczniku ‚Nasza Historia” Anna Gabińska i Katarzyna Kaczorowska. Warto przeczytać, warto poznać takich ludzi, ich historię, losy.

Polecam też tekst o Kornelu Morawieckim (legendzie i założycielu „Solidarności Walczącej”, ojcu obecnego wicepremiera - Mateusza), który nie tak dawno otrzymał tytuł honorowego obywatela Wrocławia. Polecam jego portret, bo można poznać pana Kornela nie tylko jako polityka (jest posłem w obecnej kadencji Sejmu), ale jako zwykłego człowieka - od rodzinnej, prywatnej strony. Jako syna, ojca, męża, dziadka. Możemy prześledzić jego dzieciństwo, to, w jakiej atmosferze, w jakim domu dorastał, w jakich wartościach wzrastał. Warto poznać korzenie człowieka, tradycje, które go ukształtowały.

Ale „Nasza Historia” to nie tylko historia ludzi, o których warto czytać, których warto poznawać, przypominać sobie. To nie tylko historia współczesna, ale też ta ciut starsza.

Hanna Wieczorek napisała w miesięczniku świetny tekst o Wrocławiu w czasie I wojny światowej. Bo - jak czytamy - miasto do wojny przygotowywało się skrupulatnie. Oceniano, że z Wrocławia liczącego sobie 520 tys. mieszkańców zmobilizowanych zostanie jakieś 45 tysięcy mężczyzn między 18. a 60. rokiem życia. To było prawie 10 procent wrocławian. W razie zbliżającego się frontu ewakuować miano kobiety, dzieci, starców - w sumie 1/5 tych, którzy tu żyli. Dla pozostałych przygotowywano zapasy, bo przecież nie mogli głodować. Trzeba było zapewnić żywność dla około 320 000 ludzi... Często możemy przeczytać o Wrocławiu w czasie II wojnie światowej, o Festung Breslau. A o I wojnie światowej - już rzadziej. Dlatego tekst red. Wieczorek pochłonąłem jednym tchem: pełno w nim faktów, ciekawostek, liczb, które robią wrażenie.

„Nasza Historia” to dobra lektura na lato (nad morzem, w górach, nad jeziorem). Polecam szczerze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie