Ludwik Denderys: Medalista ME, trener Salety, Cieślińskiego, Bartnika, Rylik (zdjęcia)

Wojciech Koerber
Własnego ojca widział raz w życiu. Gdy jako 27-latek pojechał do Londynu bić się w meczu Wielka Brytania - Polska. Rok później po raz pierwszy w życiu ujrzał młodziutkiego Teofila Stevensona, przyszłą legendę boksu. Na swoje nieszczęście zobaczył go między linami. W przeciwnym narożniku. Dziś Ludwik Denderys, dwukrotny brązowy medalista ME, to wciąż czynny trener pięściarstwa.

UWAGA! ARTYKUŁ POWSTAŁ W 2012 ROKU!

Urodził się w 1944 roku w województwie tarnopolskim, na wschodnich kresach. Po wojnie mamę przewieziono na Dolny Śląsk i wysadzono w Strzelinie. Z synkiem, rzecz jasna. Tuż obok, w Białym Kościele, została dyrektorką szkoły podstawowej. A ojciec?

- Odkąd ruszył na wojnę, nie było go z nami. Po latach odszukali się listownie z matką przez Czerwony Krzyż. Ale po raz pierwszy w życiu ujrzałem go dopiero w 1971 roku w Londynie na meczu Wielka Brytania - Polska. On się wcześniej widywał na obczyźnie z innymi polskimi zawodnikami, wszystkich znał, lecz mnie wtedy nie puszczali. Dopiero w Londynie się spotkaliśmy. Wiadomo - przeżycie, ale i duży stres, bo fotografia to co innego. Mieszkałem wtedy w pokoju ze Staszkiem Draganem i on mojego ojca już kilka razy za granicą widział. Raz tata wybrał się np. na ME do Rzymu, myślał, że ja tam będę, ale wtedy wysłali mnie gdzieś indziej. W końcu się spotkaliśmy, a po kilku dniach po raz drugi w Bristolu, gdzie on mieszkał, a my mieliśmy akurat następny mecz. Wtedy pojawiłem się u niego w domu, gdzie żył ze swoją partnerką. Było to przeżycie jednorazowe, bo już się więcej nie zobaczyliśmy. A generalnie ojciec jeździł po świecie, prowadził interesy, nie wgłębiałem się w temat - wyjaśnia olimpijczyk z Monachium.

Szkołę podstawową odwiedzał Denderys w Białym Kościele, kolejną w Strzelinie, aż trafił do Wrocławia. Szkółek bokserskich było wówczas od groma. - I porządne były, a w nich porządni trenerzy. Ja po raz pierwszy powąchałem boks u Janusza Kasperczaka, pierwszego powojennego mistrza Europy. On właśnie zaszczepił we mnie technikę, pilnował sprawności, coś we mnie dostrzegł - oddaje zasługi Denderys. Dodać należy, że ów Kasperczak (Gwardia Wrocław) chodził w muszej, a złoto ME przywiózł z Oslo w 1949 roku. Sukces ten przekuł zresztą na drugie miejsce w plebiscycie Przeglądu Sportowego. Zmarł w 2002 roku we Wrocławiu.

- Gdy się Gwardia połączyła z Pafawagiem, przyszedł do niej trener Szczepan. Zobaczył mnie i powiedział, że z juniorami nie będę już trenował. Że od teraz z seniorami - zaznacza Denderys. - Kiedyś było lepiej, bo poziom napędzała liga, nawet 12-zespołowa. Miałeś niespełna 18 lat i musiałeś sobie co niedziela dawać radę. Z Władkiem Jędrzejewskim, z innymi. A walczyliśmy nie w sali przy obecnej Krupniczej (dawniej Nowotki), lecz w Hali Ludowej. W pełnej Hali Ludowej. I nigdy nikt nie był przekonany, że wygra, taka była konkurencja - precyzuje.

Gdy w 1962 roku został Denderys mistrzem Polski juniorów, Feliks Stamm zabrał go na zgrupowanie kadry do Cetniewa. - I tak się właśnie ci juniorzy podciągali. Treningi z Pietrzykowskim były dla mnie ogromnym przeżyciem. Zresztą jego właśnie uważam za największego naszego pięściarza. Przebić się wtedy w wadze ciężkiej czy półciężkiej było sztuką - wspomina nasz ciężki. Na pierwsze mistrzostwa Europy wybrał się w 1965 roku do Berlina. Dotarł do ćwierćfinału. Cztery lata później z Bukaresztu przywiózł już brąz. W 1971 roku z Madrytu również, gdzie triumfował Rosjanin Władymir Czernyszew. - I ten Czernyszew mówił mi wtedy, że zaraz czekają go mistrzostwa Związku Radzieckiego i liczy się z porażką. Bo w "sajuzie" też mieli wtedy większą konkurencję jak na ME - dodaje.

W Madrycie dzielił Denderys pokój z 21-letnim Ryszardem Tomczykiem, który sięgnął wówczas po złoto w wadze piórkowej. - Stamm to miał wyczucie. Tak pokierował psychiką młodego chłopaka, że ten wygrał. A przecież w pierwszej walce Tomczyk trafił na mistrza olimpijskiego ze Związku Radzieckiego. Powiedział jednak - co z tego, że mistrz, i tak go napierdzielę. I tak zrobił. Byłem wtedy pod ringiem, widziałem rozpacz w oczach Ruskiego. On zadawał dwa ciosy, a otrzymywał cztery - zapewnia po latach kolega z ciężkiej.

Z igrzysk w Monachium medalu nie przywiózł już ani Tomczyk, ani Denderys, który miał jednak honor zebrać razy od rodzącej się właśnie legendy. Od wielkiego Teofilo Stevensona, który w pierwszej walce pobił Polaka, a następnie wszystkich, którzy stanęli na jego drodze. Miał wówczas Kubańczyk 20 lat, a olimpijski tytuł obronił w Montrealu (1976) oraz Moskwie (1980), gdzie w ćwierćfinale pokonał przed czasem Grzegorza Skrzecza. Wcześniej czegoś takiego dokonał tylko Laszlo Pap (1948, 1952, 1956), a później jeszcze Felix Savon (1992, 1996, 2000). Trzy złota padły też łupem Stevensona na mistrzostwach świata (1974, 1978, 1986), ostatnie w superciężkiej. Na zawodowstwo nigdy nie przeszedł, zmarł w czerwcu 2012 roku. W Hawanie. To silne serce złamał zawał. W Monachium Stevensona znał jednak mało kto, nie było jeszcze przecież... facebooka i youtube’a. Tak, niewielu go widziało, za to wielu o nim słyszało. Z ust do ust zaczęły się już przenosić wieści o niezwykle utalentowanym chłopaku z Kuby.

- To miały być piękne igrzyska, a wszyscy pamiętamy perypetie z porwaniami. Kubańczycy mieli wtedy uzdolnioną generację młodych bokserów, ale bank informacji w tamtych czasach jeszcze nie istniał. Wszystko było raczej zasłyszane. No i słyszało się, że Kubańczycy mają jakiś talent w wadze ciężkiej, który zdążył wygrać Igrzyska Panamerykańskie. Los mnie go przydzielił. Byłem już rutynowanym zawodnikiem, dobrze wyszkolonym, ale on przewyższał wszystkich o klasę. Od razu złamał mi nos. Od tego samego ciosu miałem też rozwalony łuk brwiowy. Sędziował nam Bułgar, którego znałem, bo często przyjeżdżał do Polski. Dwa razy mnie liczył, w końcu powiedział: "Ludwik, to bez sensu, wystarczy, on będzie mistrzem." A człowiek się zastanawiał po tych wstrząsach, jak facet może tak mocno bić - do dziś wspomina Denderys to kowadło w ręce.

Nasz pięściarz zachował też w pamięci obrazki z następnej walki Stevensona w tym olimpijskim turnieju. - Pobił w niej Amerykanina polskiego pochodzenia, który zaraz po igrzyskach miał przechodzić na zawodowstwo. I proszę sobie wyobrazić, że cztery czy pięć razy padał przed Kubańczykiem. To były straszliwe ciosy. Ten menedżer, który miał już z Amerykaninem podpisany kontrakt, podarł go przy wszystkich. A zeszłoroczna śmierć Stevensona? W późniejszych swoich latach zaczął prezesować, a po tak aktywnej karierze trzeba jednak utrzymywać się w ruchu. Co tu dużo gadać - w wadze ciężkiej bił się ponad 20 lat. A to stres, bo gdy odnosisz sukcesy, boisz się przegrać. Przeżycia są ogromne - konstatuje wrocławianin.
W kraju często się przepychał Denderys z dwa lata starszym Lucjanem Trelą ze Stali Stalowa Wola. Ten też nie miał olimpijskiego szczęścia. Gdy wybrał się do Meksyku (1968), z miejsca trafił na młodziutkiego George’a Foremana, który w drodze po złoto pobił wszystkich. Choć jedynie Treli nie zdeptał przed czasem. Bywało, że musiał też Dolnoślązak walczyć z kontuzjami. - Taki miałem układ kostny, że nie zawsze te kości wytrzymywały. Jeden z medali ME zdobyłem zresztą ze złamanym kciukiem. Poszedł chyba w 2. rundzie, wracam do narożnika, lecz Stamm mówi: "ja cię teraz nie poddam, musisz walczyć. Dla siebie." I wygrałem tę walkę, zapewniając sobie półfinał, czyli brąz. Kłopoty wzięły się również stąd, że będąc dzieckiem wpadłem na rowerze pod samochód i złamałem prawy nadgarstek. Skręcali mi tę rękę w czasie kariery śrubą, lecz spory bałagan ona później zrobiła. W końcu zoperował mnie dr Bieniek w szpitalu im. Rydygiera i do końca kariery miałem już spokój - tłumaczy były champion.

Kariera dobiegła końca w 1974 roku, zaczęła się trenerka po kursie instruktorskim na wrocławskiej AWF. I podręcznikowe kolejne awanse. Najpierw praca z juniorami, później na stołku drugiego trenera Gwardii, w końcu na fotelu pierwszego. Ładne owoce wydała też współpraca z pochodzącym ze Strzelina Przemysławem Saletą. - Z jego tatą się dobrze znaliśmy. Ja prowadziłem szkółkę na ul. Wojciecha z Brudzewa i na ul. Witelona, a Przemek do mnie przyjeżdżał. Gdy zaczął studia w Warszawie i tam się przeniósł, poproszono mnie, bym pomógł Andrzejowi Palaczowi w kick-boxingu. A co sądzę o planowanej walce z Gołotą? To już o wiele za późno - nie ukrywa szkoleniowiec. Współpracował też m.in. z Wojciechem Bartnikiem, Iwoną Guzowską, zjeździł pół świata z Agnieszką Rylik, także z Mariuszem Cieślińskim, z którym sięgali po tytuły MŚ. - To talent. Sprawny i rozkopany, ale zawsze pilnował technik ręcznych. Słusznie - zauważa coach. Mieszka na wrocławskim Kozanowie z żoną Wiesławą (uczyła wf-u w VI LO, właśnie przeszła na emeryturę). Ma dwie córki: Magdalenę (36 lat, zajmuje się grafiką komputerową) oraz Natalię (37, prowadzi stadninę koni za Leśnicą). Staw biodrowy wymieniony, można zatem nadal przekazywać wiedzę. A czyni to Denderys w Akademii Sztuk Walki przy ul. Powstańców Śl., gdzie prowadzi swoją szkółkę. Ma do tego oko. I łapę też.

Ludwik Denderys

Ur. się 26 kwietnia 1944 r. w Młyńsku k. Trembowli. Uczestnik igrzysk w Monachium (1972, kat. ciężka), gdzie w pierwszej kolejce przegrał wskutek przewagi (1. runda) z późniejszym mistrzem olimpijskim, 3-krotnym zresztą, Teofilo Stevensonem (Kuba). Brązowy medalista ME z Bukaresztu (1969) oraz Madrytu (1971), ćwierćfinalista ME z Berlina (1965). Mistrz (1969) i 2-krotny wicemistrz kraju (1968, 1970). Stoczył 243 walki, z czego 186 wygrał, 11 zremisował i 46 przegrał. W 1966 roku sięgnął po drużynowe mistrzostwo Polski z Gwardią Wrocław, której barw bronił w latach 1959-75. Do dziś ceniony szkoleniowiec.

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

.

Artykuł pochodzi z 2012

J
Jasiu

Niesamowity trener,po paru minutach z nim na sali myślisz ,że znasz go 20 lat.
Bardzo otwarty i rzeczowy trener.
Pamiętam jak trenowałem z nim kickbox w 1994 w sali na Różance,która przez pare miesięcy wykorzystywał do treningów. To niezapomniany okres.Także jak w 2002 pomagał mi trenować późniejszą mistrzynie Polski w amatorskim boksie Izę Cieślak.
Fachowiec jakich mało.
Dzięki niemu wiem co znaczy magiczne zdanie "praca skrętowa" ,którą wpajam w Niderlandach podczas swoich zajęć :)
Pozdrowienia z Haarlemu.Jasiu

A
AniaKsok

Gratuluje pięknej sportowej historii.

r
rochaty

Skoro się urodził w 1944 roku jak pisze redaktor Koerber to Pan Ludwik ma 72 lata a nie jak podaje 68 lat.

P
Panią Wiesie

Pozdrawiam panią od w-f, panią Wiesie Denderys. Absolwent VI LO!! Z I've rocznik maturalny 2002!!

z
zawodnik Trenera Ludwika

Trener Ludwik otrzymał pozdrowienia i byłby szczęśliwy mogąc się jakoś skontaktować z synem przyjaciela z przed lat,proszę o kontakt, jesli to mozliwe, sir_chucky@o2.pl

P
Piotr M

Pozdro trzymaj się !!!

r
rafal petryszyn

Pozdrawiam Pana Ludwika.Jestem synem Zbigniewa Petryszyna,który zmarł 3 lata temu.Tato przed śmiercią dużo wspominał o dawnych kolegach z czasów boksu ale najbardziej pana Ludwika jako wspaniałego kolegę i przyjaciela.Piszę o tym ponieważ myślę,że panu Ludwikowi będzie miło jeżeli to przeczyta.Bardzo ciężko mi i mojej rodzinie ,że odszedł mój tato ale zawsze będę pamiętał wszystkie jego wspomnienia z czasów świetności polskiego pięściarstwa.

b
boksowac to nie w asw

ja te zpolecam adrenaline heheh

t
treningi

Twóca sukcesów miedzy innymi MAriusza Cieślińskiego, świetny trener z ktrórym mialem przyjemność trenowac

c
chute boxe

A ja polecam treningi w nowo powstalym klubie Adrenalina Boxing Club

G
Gość

DZIĘKI

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3