ŁKS - Śląsk Wrocław. Zabrakło sekund, a w karnych szczęścia WYNIK, 16.08.2020, Puchar Polski, skrót meczu

Jakub Guder
Jakub Guder
16-08-2020 lodz 1/32 pucharu polski mecz lks lodz - slask wroclawfot. grzegorz galasinskidziennik lodzkipolska press
16-08-2020 lodz 1/32 pucharu polski mecz lks lodz - slask wroclawfot. grzegorz galasinskidziennik lodzkipolska press Fot. Grzegorz Galasinski
Udostępnij:
ŁKS - Śląsk Wrocław. WYNIK, 16.08.2020, Puchar Polski, skrót meczu, RELACJA. Znów Łódź, znów porażka, znów w kiepskim stylu - deja vu można powiedzieć. Śląsk Wrocław po rzutach karnych przegrał z ŁKS-em i odpadł z Pucharu Polski, chociaż na kilkadziesiąt sekund przed końcem prowadził 2:1. Sporo pracy czeka nową drużynę, która buduje Vitezslav Lavicka.

Długa był lista nieobecnych na niedzielnym meczu z ŁKS-em: Puerto, Exposito, Tamas, Mączyński, Cotugno, a jeszcze meczu nie dokończył Stiglec. Dlatego piszemy, że to była trochę nowa drużyna Śląska, w której pełno było nieznanych jeszcze twarzy, do których będziemy musieli się wkrótce przyzwyczaić.

Lavicka starał się nie eksperymentować w wyjściowej jedenastce, ale sytuacja sprawiła, że od pierwszych minut zadebiutowali w drużynie Fabian Piasecki i wracający Waldemar Sobota. A że przepisy dopuszczają teraz aż pięć zmian (a nawet szóstą - w dogrywce), to nagle w barwach Śląska pojawiło się tylu młodzieżowców, ilu chyba nie widzieliśmy przez cały poprzedni sezon. W drugiej części na boisko weszli Bartosz Boruń, Sebastian Bergier i Mateusz Praszelik, natomiast Adrian Łyszczarz i Piotr Samiec-Talar skorzystali z przepisu, że w tej edycji Pucharu Polski trzeba wystawiać dwóch młodzieżowców. Zagrały też pozostali pozyskani latem zawodnicy - wspomniani Sobota i Piasecki, a także Janasik oraz Makowski. Na boisko nie wszedł tylko Michał Szromnik.

Ta liczba zmian sprawiła, iż chwilami mieliśmy wrażenie, że nie patrzymy na Puchar Polski, tylko na jakiś sparing. Za to w ŁKS-ie nie było ani jednego, nowego zawodnika. Pierwsza jedenastka to byli ci, którzy kilka tygodni temu spadli z ekstraklasy do I ligi.

No i chyba tylko to zgranie jest wytłumaczeniem tego, dlaczego Śląsk nie potrafił zdominować rywala, który w czerwcu wywiózł z Wrocławia bagaż czterech goli. Zaczęło się od fatalnego błędu Musondy, który chciał naprawić faulem w polu karnym. To oczywiście skończyło się karnym. No cóż - Zambijczyk raz jeszcze potwierdził, że co prawda jest szybki, ale bronic za bardzo nie potrafi.

Na szczęście gościom na ratunek przyszło dwóch piłkarzy. Przede wszystkim Maciej Dąbrowski, notując fatalnego klopsa przy wysokiej piłce lecącej od Piaseckiego. Stoper ŁKS-u pozwolił, by podanie przeleciało nad nim, spadło za plecami, a tam już wyskakiwał Robert Pich, który strzelił na 1:1. Więcej wrocławianie zawdzięczali jednak znów Matusowi Putnockiemu. Słowak - zwłaszcza w pierwszej połowie - uwijał się jak w ukropie, broniąc świetnie strzały Jakuba Wróbla i Ratajczyka. Wysoka klasa.

Pierwsze trzy kwadranse oglądało się nieźle. ŁKS sporo strzelał, Śląsk próbował się odgryzać, efektowną "siatką" popisał się Waldemar Sobota.

W drugiej części tempo siadło. Młodzi, wprowadzeni przez Lavickę, nie błyszczeli, chociaż każdy z nich chciał się pokazać. Pokazał się jednak ten najbardziej doświadczony - Piotr Celeban. Na początku dogrywki wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Praszelika, i precyzyjnym strzałem głową z dużej odległości umieścił piłkę tuż przy słupku. No i powiemy Wam, że "Celik" to jest gość. Kto widział jego twarz po tej bramce, ten grymas zwycięzcy, ten wie, że ten facet ma kawał serducha w zielonym kolorze. A przecież jest "tylko" rezerwowym. Robi jednak to, co do niego należy, robi swoje.

Po golu Celebana wszyscy widzieli Śląsk już w kolejnej rundzie, ale im bliżej było końca doliczonego czasu gry, tym Putnocki musiał się bardziej gimnastykować. Szczyt starań gospodarzy (jak się wydawało) nastąpił w 112 min. Piłkę dorzucał Maciej Wolski, młody Nigeryjczyk Kelechukwu przeskoczył Celebana i silnie, dokładnie przymierzył głową. Lecz Słowak znów poszybował w górąi nadludzkim wysiłkiem zbił uderzenie na rzut rożny.

Niestety - gdy już wszyscy patrzyli na zegarek, piłka spadła pod nogi Piotr Gryszkiewicza, a ten uradował połowę Łodzi doprowadzając do rzutów karnych.

Tam lepiej spisał się doświadczony Arkadiusz Malarz, który nogami obronił strzał Praszelika. Gdy obok bramki strzelił Wojciech Golla stało się jasne, że przyjezdni potrzebują cudu. Cudu nie było. To koniec przygody z Pucharem Polski dla Śląska.

Powiedzmy sobie szczerze - nie tego spodziewaliśmy się po Śląsku na tle ŁKS-u i to nawet biorąc pod uwagę krótkie przygotowania, brak zgrania i nieobecność czterech ważnych piłkarzy. Do ligi pozostało pięć dni, a pierwszym rywalem podopiecznych Lavicki będzie jak zawsze silny Piast.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wltold

No to w sezonie 2020/2021 walka o utrzymanie.

G
Gość
17 sierpnia, 13:09, Gość:

Już wiemy co nas czeka,straszne szmaciarstwo żadnych wzmocnień,żadnego pomysłu ,żadnej koncepcji,została modlitwa

masz rację oglądałem cały mecz i z trwogą czekam na pierwsze siedem meczy w lidze. Grają z pierwszą siódemką poprzedniego sezonu

G
Gość

pis...u co do pierwszej części tytułu to się zgadzam ale do drugiej NIE. Tam brakło UMIEJĘTNOŚCI

G
Gość

Już wiemy co nas czeka,straszne szmaciarstwo żadnych wzmocnień,żadnego pomysłu ,żadnej koncepcji,została modlitwa

S
Szymczak Robert Robson

Cały mecz onanizowałem się .nie pomogło :(

Nawet amfa mi nie pomaga ostatnio .

Ludzie Zasad z Pomorskiej

Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie