Lew w tramwaju i autobusie zaryczy przy zoo [POSŁUCHAJ]

Celina Marchewka
Celina Marchewka
Od dzisiaj lew zapowiada przystanek mpk zoo
Od dzisiaj lew zapowiada przystanek mpk zoo materiały prasowe
Udostępnij:
Lew we wrocławskich tramwajach i autobusach zaryczał pierwszy raz dzisiejszego poranka. Od tej pory w taki sposób pasażerowie będą informowani o tym, że zbliżają się do zoo. To trzeci we Wrocławiu przystanek, który zyskał swojego patrona. Wcześniej były to Arkady Capitol i Uniwersytet Wrocławski.

Lew jest symbolem wrocławskiego ogrodu zoologicznego. Od lat dumnie stoi nad bramą wejściową, a od dzisiaj jego ryczenie poinformuje mieszkańców i turystów, że ich tramwaj lub autobus zbliża się do przystanku zoo.

Tę nietypową zapowiedź usłyszeć można w pojazdach MPK od dzisiejszego poranka:

- Żyjąc w swoim naturalnym środowisku lew ryczy, gdy chce oznajmić wszystkim zwierzętom wokół, że wkraczają na jego teren – że to on jest tu niepodzielnym władcą. Dlatego też nazywa się go królem zwierząt. Podobnie będzie we wrocławskich tramwajach i autobusach MPK – tłumaczy Radosław Ratajszczak, prezes wrocławskiego zoo.

W tle, oprócz lwa, słychać także głosy 10 innych zwierząt, które mieszkają w zoo. Ma być to także zapowiedź otwarcia ogrodu dla wrocławian. Być może nastąpi to już w tym tygodniu.

To trzeci przystanek we Wrocławiu, który jest zapowiadany w nietypowy sposób. Od dawna przejeżdżając obok Teatru Muzycznego Capitol można usłyszeć śpiew artystki tej sceny. Od kilku miesięcy z głośników w pojazdach MPK do pasażerów dolatuje także głos profesora Jana Miodka, który zapowiada przystanek Uniwersytet Wrocławski.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wizyta Janet Yellen w Polsce

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

k
klik klik
18 maja, 14:35, Marchewka nie zaryczy:

>>>Lew w tramwaju i autobusie zaryczy przy zoo

Celina Marchewka, lew może i zaryczy na nagraniu, choć jako osobie nie korzystającej z usług miejskiego przewoźnika niedane mi tego będzie usłyszeć, natomiast Pani (podobnie jak pozostali stali wyrobnicy klików z Gazety Wrocławskiej) z pewnością już nie zaryczycie. W każdym razie nie merytorycznie, sprawnie warsztatowo, publicystycznie, etycznie, prawdziwie dziennikarsko. Co najwyżej, tak jak do tej pory, brutalnie i/lub infantylnie wrzaśniecie i oplujecie śmierdzącą plwociną kolejną wybraną osobę, grupę społeczną, zawodową, ludzką. Ale czego innego spodziewać się po ludziach na własne życzenie zasiedziałych w zapyziałej szmacie i wyrabiających na akord z obłędem w oczach klikalność jak szaleni?

Tym większy Szacun i uznanie dla tych, którzy wyrwali się z lepkiego brukowca, traktując okres pracy w szmacie, jako nader przykre, acz konieczne (w polskiej medialnej rzeczywistości) frycowe, które płaci się na drodze do upatrzonego celu. W tej branży kto się nie rozwija, ten się cofa. Choćby taka Pani Ewa Wilczyńska - Wielki Szacunek! W bardzo krzywdzący i niesprawiedliwy sposób oceniana swego czasu przeze mnie na równi z niesławną Weroniką S. (byłą pracownicą 'wrocławskiej', obecnie zwiedzająca po taniości świat samozwańczą "saunamistrzynią") - obecnie Pani Ewa to jedna z najlepszych dziennikarek we Wrocławiu. Nie tylko świetne publicystyczne pióro z własnym niepodrabialnym charakternym i odważnym stylem, ale i ogromne zaangażowanie, uczciwość i tzw. "dziennikarski zmysł", czyli coś szalenie ważnego, czego nie uczą na studiach, a bez czego nie można być Dziennikarzem przez duże "D" - coś jak "lekarska intuicja", albo "policyjny nos" - to się ma, albo się tego nie ma.

To jest ta różnica, między szmatą (dla niewtajemniczonych: tak określa się najniższych lotów tabloidy), a jakościowym i opiniotwórczym dziennikarstwem.

Te wszystkie szanowne Marchewki, Jakubczaki, i reszta przypadkowej zbieraniny, częstokroć wstydząca się nawet podpisać pełnym imieniem i nazwiskiem (nie dziwi) pod wydalanymi z siebie publikacjami. Gdyby wyrzucić toto przez redakcyjne okno na Św.Antoniego - oczywiście, niech to wyraźnie wybrzmi!, na rozpostarty na dole dmuchany specjalistyczny materac Straży Pożarnej - i tego samego dnia wprowadzić do szmaty nowych brutalnych wyrabiaczy klików prosto z przysłowiowej ulicy - zapewniam, nikt z odbiorców brukowca nie pozna i nie zauważy żadnej różnicy.

Tu już nawet nie chodzi o target (dla niewtajemniczonych: tak piszący dla szmaty wyrobnicy klikalności nazywają swoich czytelników), ale jakiś elementarny szacunek dla samej/samego siebie.

Gdybym żył z klikania (online, czy tradycyjnego), wolałbym już wejść w blogosferę, niż nabijać kabzę (i słupki w Google Analytics) dla mentalnego szmalcownika Franasa i spółki. No, ale żeby (współ)tworzyć poczytnego, interesującego bloga, też trzeba być dobrym w tym co się robi i mieć pomysł na siebie oraz odwagę w sercu.

Prawda, Pani Marchewko?

18 maja, 15:04, Gość:

Spoko bez przesady,Celinka to fajna dziewucha z czasem się wyrobi serdecznie pozdrawiam i na pohybel zazdrośnikom.

Skoro tak twierdzisz. Nie znam Marchewki osobiście, ale sam fakt, że pisze dla szmaty, wywołuje u mnie uprzedzenia. I nie łagodzi ich wzbudzające w memu wegańskim sercu miło kojarzące się nazwisko. Sorry Winnetou.

G
Gość
18 maja, 14:35, Marchewka nie zaryczy:

>>>Lew w tramwaju i autobusie zaryczy przy zoo

Celina Marchewka, lew może i zaryczy na nagraniu, choć jako osobie nie korzystającej z usług miejskiego przewoźnika niedane mi tego będzie usłyszeć, natomiast Pani (podobnie jak pozostali stali wyrobnicy klików z Gazety Wrocławskiej) z pewnością już nie zaryczycie. W każdym razie nie merytorycznie, sprawnie warsztatowo, publicystycznie, etycznie, prawdziwie dziennikarsko. Co najwyżej, tak jak do tej pory, brutalnie i/lub infantylnie wrzaśniecie i oplujecie śmierdzącą plwociną kolejną wybraną osobę, grupę społeczną, zawodową, ludzką. Ale czego innego spodziewać się po ludziach na własne życzenie zasiedziałych w zapyziałej szmacie i wyrabiających na akord z obłędem w oczach klikalność jak szaleni?

Tym większy Szacun i uznanie dla tych, którzy wyrwali się z lepkiego brukowca, traktując okres pracy w szmacie, jako nader przykre, acz konieczne (w polskiej medialnej rzeczywistości) frycowe, które płaci się na drodze do upatrzonego celu. W tej branży kto się nie rozwija, ten się cofa. Choćby taka Pani Ewa Wilczyńska - Wielki Szacunek! W bardzo krzywdzący i niesprawiedliwy sposób oceniana swego czasu przeze mnie na równi z niesławną Weroniką S. (byłą pracownicą 'wrocławskiej', obecnie zwiedzająca po taniości świat samozwańczą "saunamistrzynią") - obecnie Pani Ewa to jedna z najlepszych dziennikarek we Wrocławiu. Nie tylko świetne publicystyczne pióro z własnym niepodrabialnym charakternym i odważnym stylem, ale i ogromne zaangażowanie, uczciwość i tzw. "dziennikarski zmysł", czyli coś szalenie ważnego, czego nie uczą na studiach, a bez czego nie można być Dziennikarzem przez duże "D" - coś jak "lekarska intuicja", albo "policyjny nos" - to się ma, albo się tego nie ma.

To jest ta różnica, między szmatą (dla niewtajemniczonych: tak określa się najniższych lotów tabloidy), a jakościowym i opiniotwórczym dziennikarstwem.

Te wszystkie szanowne Marchewki, Jakubczaki, i reszta przypadkowej zbieraniny, częstokroć wstydząca się nawet podpisać pełnym imieniem i nazwiskiem (nie dziwi) pod wydalanymi z siebie publikacjami. Gdyby wyrzucić toto przez redakcyjne okno na Św.Antoniego - oczywiście, niech to wyraźnie wybrzmi!, na rozpostarty na dole dmuchany specjalistyczny materac Straży Pożarnej - i tego samego dnia wprowadzić do szmaty nowych brutalnych wyrabiaczy klików prosto z przysłowiowej ulicy - zapewniam, nikt z odbiorców brukowca nie pozna i nie zauważy żadnej różnicy.

Tu już nawet nie chodzi o target (dla niewtajemniczonych: tak piszący dla szmaty wyrobnicy klikalności nazywają swoich czytelników), ale jakiś elementarny szacunek dla samej/samego siebie.

Gdybym żył z klikania (online, czy tradycyjnego), wolałbym już wejść w blogosferę, niż nabijać kabzę (i słupki w Google Analytics) dla mentalnego szmalcownika Franasa i spółki. No, ale żeby (współ)tworzyć poczytnego, interesującego bloga, też trzeba być dobrym w tym co się robi i mieć pomysł na siebie oraz odwagę w sercu.

Prawda, Pani Marchewko?

Spoko bez przesady,Celinka to fajna dziewucha z czasem się wyrobi serdecznie pozdrawiam i na pohybel zazdrośnikom.

M
Marchewka nie zaryczy

>>>Lew w tramwaju i autobusie zaryczy przy zoo

Celina Marchewka, lew może i zaryczy na nagraniu, choć jako osobie nie korzystającej z usług miejskiego przewoźnika niedane mi tego będzie usłyszeć, natomiast Pani (podobnie jak pozostali stali wyrobnicy klików z Gazety Wrocławskiej) z pewnością już nie zaryczycie. W każdym razie nie merytorycznie, sprawnie warsztatowo, publicystycznie, etycznie, prawdziwie dziennikarsko. Co najwyżej, tak jak do tej pory, brutalnie i/lub infantylnie wrzaśniecie i oplujecie śmierdzącą plwociną kolejną wybraną osobę, grupę społeczną, zawodową, ludzką. Ale czego innego spodziewać się po ludziach na własne życzenie zasiedziałych w zapyziałej szmacie i wyrabiających na akord z obłędem w oczach klikalność jak szaleni?

Tym większy Szacun i uznanie dla tych, którzy wyrwali się z lepkiego brukowca, traktując okres pracy w szmacie, jako nader przykre, acz konieczne (w polskiej medialnej rzeczywistości) frycowe, które płaci się na drodze do upatrzonego celu. W tej branży kto się nie rozwija, ten się cofa. Choćby taka Pani Ewa Wilczyńska - Wielki Szacunek! W bardzo krzywdzący i niesprawiedliwy sposób oceniana swego czasu przeze mnie na równi z niesławną Weroniką S. (byłą pracownicą 'wrocławskiej', obecnie zwiedzająca po taniości świat samozwańczą "saunamistrzynią") - obecnie Pani Ewa to jedna z najlepszych dziennikarek we Wrocławiu. Nie tylko świetne publicystyczne pióro z własnym niepodrabialnym charakternym i odważnym stylem, ale i ogromne zaangażowanie, uczciwość i tzw. "dziennikarski zmysł", czyli coś szalenie ważnego, czego nie uczą na studiach, a bez czego nie można być Dziennikarzem przez duże "D" - coś jak "lekarska intuicja", albo "policyjny nos" - to się ma, albo się tego nie ma.

To jest ta różnica, między szmatą (dla niewtajemniczonych: tak określa się najniższych lotów tabloidy), a jakościowym i opiniotwórczym dziennikarstwem.

Te wszystkie szanowne Marchewki, Jakubczaki, i reszta przypadkowej zbieraniny, częstokroć wstydząca się nawet podpisać pełnym imieniem i nazwiskiem (nie dziwi) pod wydalanymi z siebie publikacjami. Gdyby wyrzucić toto przez redakcyjne okno na Św.Antoniego - oczywiście, niech to wyraźnie wybrzmi!, na rozpostarty na dole dmuchany specjalistyczny materac Straży Pożarnej - i tego samego dnia wprowadzić do szmaty nowych brutalnych wyrabiaczy klików prosto z przysłowiowej ulicy - zapewniam, nikt z odbiorców brukowca nie pozna i nie zauważy żadnej różnicy.

Tu już nawet nie chodzi o target (dla niewtajemniczonych: tak piszący dla szmaty wyrobnicy klikalności nazywają swoich czytelników), ale jakiś elementarny szacunek dla samej/samego siebie.

Gdybym żył z klikania (online, czy tradycyjnego), wolałbym już wejść w blogosferę, niż nabijać kabzę (i słupki w Google Analytics) dla mentalnego szmalcownika Franasa i spółki. No, ale żeby (współ)tworzyć poczytnego, interesującego bloga, też trzeba być dobrym w tym co się robi i mieć pomysł na siebie oraz odwagę w sercu.

Prawda, Pani Marchewko?

k
klik klik

>>>Lew w tramwaju i autobusie zaryczy przy zoo

Celina Marchewka, lew może i zaryczy na nagraniu, choć jako osobie nie korzystającej z usług miejskiego przewoźnika niedane mi tego będzie usłyszeć, natomiast Pani (podobnie jak pozostali stali wyrobnicy klików z Gazety Wrocławskiej) z pewnością już nie zaryczycie. W każdym razie nie merytorycznie, sprawnie warsztatowo, publicystycznie, etycznie, prawdziwie dziennikarsko. Co najwyżej, tak jak do tej pory, brutalnie i/lub infantylnie wrzaśniecie i oplujecie śmierdzącą plwociną kolejną wybraną osobę, grupę społeczną, zawodową, ludzką. Ale czego innego spodziewać się po ludziach na własne życzenie zasiedziałych w zapyziałej szmacie i wyrabiających na akord z obłędem w oczach klikalność jak szaleni?

Tym większy Szacun i uznanie dla tych, którzy wyrwali się z lepkiego brukowca, traktując okres pracy w szmacie, jako nader przykre, acz konieczne (w polskiej medialnej rzeczywistości) frycowe, które płaci się na drodze do upatrzonego celu. W tej branży kto się nie rozwija, ten się cofa. Choćby taka Pani Ewa Wilczyńska - Wielki Szacunek! W bardzo krzywdzący i niesprawiedliwy sposób oceniana swego czasu przeze mnie na równi z niesławną Weroniką S. (byłą pracownicą 'wrocławskiej', obecnie zwiedzająca po taniości świat samozwańczą "saunamistrzynią") - obecnie Pani Ewa to jedna z najlepszych dziennikarek we Wrocławiu. Nie tylko świetne publicystyczne pióro z własnym niepodrabialnym charakternym i odważnym stylem, ale i ogromne zaangażowanie, uczciwość i tzw. "dziennikarski zmysł", czyli coś szalenie ważnego, czego nie uczą na studiach, a bez czego nie można być Dziennikarzem przez duże "D" - coś jak "lekarska intuicja", albo "policyjny nos" - to się ma, albo się tego nie ma.

To jest ta różnica, między szmatą (dla niewtajemniczonych: tak określa się najniższych lotów tabloidy), a jakościowym i opiniotwórczym dziennikarstwem.

Te wszystkie szanowne Marchewki, Jakubczaki, i reszta przypadkowej zbieraniny, częstokroć wstydząca się nawet podpisać pełnym imieniem i nazwiskiem (nie dziwi) pod wydalanymi z siebie publikacjami. Gdyby wyrzucić toto przez redakcyjne okno na Św.Antoniego - oczywiście, niech to wyraźnie wybrzmi!, na rozpostarty na dole dmuchany specjalistyczny materac Straży Pożarnej - i tego samego dnia wprowadzić do szmaty nowych brutalnych wyrabiaczy klików prosto z przysłowiowej ulicy - zapewniam, nikt z odbiorców brukowca nie pozna i nie zauważy żadnej różnicy.

Tu już nawet nie chodzi o target (dla niewtajemniczonych: tak piszący dla szmaty wyrobnicy klikalności nazywają swoich czytelników), ale jakiś elementarny szacunek dla samej/samego siebie.

Gdybym żył z klikania (online, czy tradycyjnego), wolałbym już wejść w blogosferę, niż nabijać kabzę (i słupki w Google Analytics) dla mentalnego szmalcownika Franasa i spółki. No, ale żeby (współ)tworzyć poczytnego, interesującego bloga, też trzeba być dobrym w tym co się robi i mieć pomysł na siebie oraz odwagę w sercu.

Prawda, Pani Marchewko?

Dodaj ogłoszenie