18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Lech Wałęsa pochodzi z Dolnego Śląska

Katarzyna Kaczorowska, Małgorzata Moczulska
Robert Więckiewicz. Każda jego rola wnosi do polskiego kina nowa jakość. Poruszył postacią Leopolda Sochy,  kanalarza w filmie "W ciemności".  Zaskoczył  postacią wampira z Mazur. W końcu przyszedł czas na - być może - oscarową rolę. Czy przekona polską publiczność rolą Lecha Wałęsy? Polska premiera  najnowszego filmu Andrzeja Wajdy 4 października
Robert Więckiewicz. Każda jego rola wnosi do polskiego kina nowa jakość. Poruszył postacią Leopolda Sochy, kanalarza w filmie "W ciemności". Zaskoczył postacią wampira z Mazur. W końcu przyszedł czas na - być może - oscarową rolę. Czy przekona polską publiczność rolą Lecha Wałęsy? Polska premiera najnowszego filmu Andrzeja Wajdy 4 października Archiwum Polskapresse
Przez lata albo nie grał nic, albo... przestępców. Rola nauczyciela alkoholika otworzyła przed nim kinowe drzwi. Potrafi spędzić na planie 150 dni w roku, ale jakie są tego efekty! Nagrody, role u najwybitniejszych. Piszemy o Robercie Więckiewiczu, niegrzecznym chłopaku z Nowej Rudy, dziś najlepszym polskim aktorze.

To jest czas Roberta Więckiewicza, który na dobre zadomowił się na czerwonym dywanie. Pierwsza była gala oscarowa w Hollywood, gdzie pojechał z Agnieszką Holland i głośnym filmem "W ciemności" o lwowskim kanalarzu ratującym w czasie hitlerowskiej okupacji Żydów. Kilka tygodni temu owacje na stojąco w Wenecji po premierze najnowszego filmu Andrzeja Wajdy, w którym zagrał Lecha Wałęsę. A wszystko i tak przed nim, bo w środę okazało się, że "Człowiek z nadziei" będzie polskim kandydatem do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

Jeśli za chwilę nie pojawią się propozycje ról z Europy i Hollywood, to będzie to coś więcej niż zaskoczenie. Bo Robert Więc-kiewicz, nasz człowiek - w końcu pochodzi z Nowej Rudy - to aktor wszechstronny i niedający się zamykać w prostych i przewidywalnych szufladach.

Wszystko będzie dobrze

- Powiedz mi chociaż po cholery ty do tej Częstochowy biegniesz?
- Weszłem z Matką Boską w taki układ, że jak dobiegnę, to mojej matce zostanie zwrócone zdrowie
- Wiesz, ile możesz stracić?
- Matka jest najważniejsza!

Od tej rozmowy nauczyciela wychowania fizycznego ze swoim 12-letnim uczniem zaczyna się niezwykła podróż, w jaką zabiera nas w filmie "Wszystko będzie dobrze" Tomasz Wiszniewski.

Robert Więckiewicz gra tu Andrzeja, zakochanego w sporcie, ale i w alkoholu nauczyciela i trenera z niewielkiej miejscowości. Wydaje się, że chce pomóc zdesperowanemu chłopakowi, ale tak naprawdę wyrusza za nim do Częstochowy, bo za picie grozi mu dyscyplinarne zwolnienie z pracy w szkole.

Podróż, która dla 12-latka jest biegiem po cud, po życie dla nieuleczalnie chorującej matki, dla niego staje się szansą na wypromowanie siebie i uratowanie swojej posady. Z biegiem dni i problemów, jakie obaj napotykają po drodze, wszystko się jednak zmienia...

"Wszystko będzie dobrze" to dla Roberta Więckiewicza film szczególny, bo przełomowy. Wchodzi do kin w 2007 roku i zdobywa mnóstwo nagród. Aktor zdobywa Złotego Lwa na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i choć ma już 40 lat, to dopiero wtedy jego kariera nabiera tempa. - Widocznie tak miało być. Miałem długo czekać na swoją szansę. Zresztą, jeśli chodzi o aktorstwo, to zawsze miałem trochę pod górę - wspomina. Urodził się w Nowej Rudzie, w dzielnicy Słupiec, w górniczej rodzinie. Wychował w typowym blokowisku obok kopalni. A koledzy wspominają, że o aktorstwie myślał już jako kilkuletni chłopak.

- Często, po powrocie z kina, odgrywaliśmy różne scenki. Robert był w tym najlepszy - wspomina Jacek Cichański, jeden z najbliższych kolegów Więc-kiewicza ze szkolnych czasów. - Zauważyli to też nauczyciele i nasza polonistka bardzo namawiała go, by spróbował swoich sił na prawdziwej scenie - dodaje Cichański.

Przyszły aktor po podstawówce zdecydował się jednak na technikum budowlane. Jak mó-wi, zdobył dobry fach, a dodatkowo szkoła ta pozwoliła mu na rozwijanie jednej ze swoich pasji, czyli sportu.

- Miałem sporo czasu na treningi. Grałem w trzeciej lidze w Piaście Nowa Ruda. Środek ataku. Miałem dobre przyjęcie na klatę, dobry wolej, ale łowcą bramek to nie byłem - opowiadał w jednym z wywiadów.

Czytaj dalej na następnej stronie
Nieźle zapowiadającą się sportową karierę przerwała kontuzja kręgosłupa. W tym samym czasie więc Więckiewicz postanowił, że będzie zdawał do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Udało mu się za pierwszym razem.

- Na pewno marzenia o wyrwaniu się z prowincji rozbudził we mnie stryj, który z Nowej Rudy wyjechał do Warszawy, gdzie studiował dziennikarstwo. Był dla mnie wzorem, patrzyłem w niego jak w obrazek - opowiadał później Robert Więckiewicz podczas jednego ze spotkań z mieszkańcami Nowej Rudy. I przypominał, że był chłopakiem z prowincji, którego wielki świat - bo taki był daleko poza Nową Rudą - przytłaczał. Wrocław owszem, znał, bo był tam na szkolnej wycieczce. I to było dla niego wielkie miasto.

- Początkowo czułem się gorszy, bo koledzy, którzy dostali się razem ze mną do szkoły teatralnej, skończyli lepsze szkoły, systematycznie chadzali do kin, teatrów. Byli z wielkiego miasta, a ja byłem panem Nikt. Na szczęście już na studiach przestało się to liczyć. Zrozumiałem, że te małomiasteczkowe kompleksy są tylko w mojej głowie - wspomina.
Świadek koronny

Miałeś kiedyś broń w ręku? Jesteś królem świata i nikt ci nie podskoczy. To jak narkotyk, bardzo wciąga - mówi świadek koro-nny Blacha do dziennikarza, który przeprowadza z nim wywiad.

Rola Blachy w kinowym hicie "Świadek koronny" oraz telewizyjnym serialu "Odwróceni" dała Robertowi Więckiewiczowi popularność, rozpoznawalność i nagrody. Był w niej niezwykle przekonywujący: głosem, temperamentem, posturą i twarzą złego faceta doskonale wpasował się w klimat filmu o niebezpiecznych gangsterach. Blacha bił, pił, zdradzał.
Sam Więckiewicz przyznaje, że to była trudna rola, bo choć wydawało się, że ze względu na swoją posturę i twarz był do niej stworzony, to jednak bandycki świat, język i metody w nim stosowane były dla niego obce. Bo, jak tłumaczył, nigdy prawdziwego mafioza w życiu nie poznał, choć jako młody chłopak nie był grzeczny.

- Raz nawet w Karczmie Słupskiej dostałem niezły łomot. To była krwawa jatka. Nie chcę o tym mówić, bo to żaden powód do dumy - wspominał na łamach prasy.

Pamiątką po tamtych czasach jest dzisiaj blizna na czole. Kiedyś zresztą Więckiewicz zażartował, że uderzył go meteoryt, stąd blizna. Ale faktem była karetka pogotowia na sygnale i dwa tygodnie spędzone w szpitalu. - Biłem się do 18. roku życia. To dawało mi poczucie, że jestem silniejszy, że nikt mi nie zagraża, takie tam szczeniackie myślenie - dodaje aktor.
Ale pytany przez dziennikarzy, czy nie myśli o usunięciu tej blizny, odpowiada, że to najfajniejsze co ma, coś charakterystycznego, a piękny to on nigdy nie był i nie będzie. - Mam świadomość, że byłem wręcz stworzony do ról przestępców, złodziei i pomocników gangsterów. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Ale w pewnym momencie zostałem zaszufladkowany. To dla aktora nie jest dobre. Poza tym chyba już dość i gdyby dziś ktoś mi znów zaproponował zagranie takiej postaci, to długo bym się zastanawiał, bo już nic nowego nie jestem w stanie w tym temacie pokazać - tłumaczy.

Baby są jakieś inne

- Wszystko dla nich robiłem. Dla dziewczyn, narzeczonych, żon, kochanek. Dla tych, które mnie rzuciły, odeszły - żeby im pokazać, dla tych, z którymi jestem - też robiłem wszystko, żeby zaimponować im, a dla tych, na które czekam, marzę, których twarzy jeszcze nie znam, robię, żeby na nie zasłużyć. No wszystko dla nich...

Czytaj dalej na następnej stronie
To tylko jedno z wyznań Pucia, 40-latka granego przez Więckiewicza w filmie Marka Koterskiego "Baby są jakieś inne". Przez półtorej godziny Pucio dyskusje o kobietach z kolegą, przemierzając w tym czasie samochodem polskie drogi.
Pucio jest bezpośredni, jego doświadczenia z kobietami bogate. Mówi, że miewał je różne i i w dużych ilościach.
Robert Więckiewicz prywatnie to trudny temat, bo aktor niewiele o sobie opowiada, rzadko bywa na tzw. salonach i bankietach. Od ponad 10 lat żonaty z Natalią Adaszyńską, z którą ma 8-letniego syna Konstantego. Mieszka w Warszawie i stara się, jak mówi, żyć normalnie.

- Chcę po prostu sobie chodzić na zakupy na Saskiej Kępie do mojego warzywniaka, nie chcę zatrudniać osobnej osoby do sprzątania, osobnej do zakupów, osobnej do prowadzenia samochodu. Nie chcę się wpisywać w ten plotkarski trend. Poza tym jestem dosyć nudną osobą. Już od wielu lat nie ma we mnie pierwiastka skandalisty - tłumaczy.
Ale mimo to raz na jakiś czas pojawia się na plotkarskich portalach. Pierwszy raz kilka lat temu, kiedy posądzano go o romans z Joanną Brodzik.

Tak o tej sytuacji Więckiewicz opowiadał w wywiadzie dla "Playboya": - No więc, zrobili nam zdjęcie, jak rozmawiamy podczas festiwalu w Gdyni. I wystarczyło. O naszym rzekomym romansie ukazała się notatka w jednym z lepszych pism plotkarskich plus link do strony in-ternetowej: "Na Onecie dowiecie się więcej". No to wszedłem i patrzę, pod tym zdjęciem 1500 komentarzy, w tym oczywiście 1498 dotyczących Brodzik i dwa dotyczące mnie. Jeden w stylu: "Znam Więckiewicza, ma fajną żonę i dziecko, ten romans to na pewno nieprawda". Podbudowałem się, ale tylko do czasu przeczytania drugiego, bo ten drugi brzmiał "Robert Więckiewicz: dno, dno, dno. Jako kochanek też dno".

W ubiegłym roku stał się jednak prawdziwą gwiazdą Pudelka. Przez kilka tygodni portal donosił o tym, że żona przyłapała go na zdradzie, potem że wyprowadziła się z domu, a w końcu, że wprowadziła, bo mu wybaczyła i postanowiła dać mu szansę.
Sam aktor nigdzie tego nie skomentował. Za to przyszedł na premierę jednego z filmów w towarzystwie żony Natalii. Nie wyglądali na ludzi, którzy myślą o rozwodzie.

Wymyk

Twoje życie może się zmienić w jednej sekundzie - takim hasłem reklamowany był film Grega Zglińskiego "Wymyk".
Film, w którym Więckiewicz gra Alfreda, wydawać by się mogło lubiącego adrenalinę, pieniądze i samochody 40-latka. Kiedy jednak jego brat staje w obronie kobiety napastowanej w miejskiej kolejce, nie reaguje, nie pomaga mu i w efekcie mężczyzna zostaje wyrzucony z pociągu.

To kolejna, ważna rola aktora. Więckiewicz łamie nią ciążący mu stereotyp męskiego bohatera, zimnego drania, maczo.
- To była świetnie napisana historia rodzinna, w której emocje i zdarzenia osiągają najwyższą temperaturę - mówił o filmie. - Mój bohater to postać peł-na napięć i kompleksów. Boi się. Ale przy całej swojej niepewności i bezradności jest bardzo ludzki. Zresztą, choć prywatnie prawdopodobnie postąpiłbym inaczej, to pewności nie mam. Nie byłem w takiej sytuacji, a czasem strach może nas sparaliżować - tłumaczy.

"Wymyk" to też niezwykła rodzinna historia, której towarzyszy miłość, nienawiść, zawiść. To, jak tłumaczy aktor, uczucia, które wszyscy odczuwamy wobec naszych bliskich. Czasem ich lubimy, czasem nie, a czasem im zazdrościmy, ale niezależnie od wszystkiego zawsze jest to rodzina. A dla Więckiewicza rodzina były i są ważne. O swoich rodzicach mówi ciepło: - Zawsze mieliśmy partnerskie relacje, a oni zawsze stali za mną murem i dawali poczucie wartości.

Zawsze podkreśla też przywiązanie do Nowej Rudy, gdzie się wychował. Kiedy może, pomaga. Tak było kilka lat temu, kiedy promował miejscowe kino. - Mam duży sentyment do tego miasta, a kino pamiętam doskonale. Oglądałem tam pierwsze filmy, chodziłem na koncerty - opowiada aktor, który jest Honorowym Obywatelem Nowej Rudy. I pewnie nie tylko dlatego w mieście zawisły wielkie billboardy. Na tle sali kinowej noworudzkiego ośrodka kultury aktor uśmiechał się, a nad nim widniał napis: "Kino MOK. Magiczny świat filmu w zasięgu Twojej ręki". Za udział w tej reklamie Robert Więckiewicz nie wziął ani złotówki.
- Takie małe kina potrzebują wsparcia. I jeśli tym przedsięwzięciem uda się przyciągnąć widzów, to będę się cieszył, że mogłem pomóc - tłumaczył aktor, który do Nowej Rudy przyjeżdża kilka razy w roku, by odwiedzić swoich rodziców.
- Wtedy zawsze ma czas na spotkanie, choćby na godzinną rozmowę - mówi Jacek Cichań-ski, który podkreśla, że mimo sukcesów, Robert pozostał kolegą z sąsiedztwa. - Nie gwiazdorzy i to cenię w nim najbardziej. Nie zapomina też, że pochodzi z małego górniczego miasteczka i wspomina o tym miasteczku przy wielu okazjach - mówi Ci-chański.

W ciemności kryją się wyzwania

"Polski złodziej katolik ukrył grupę Żydów w kanałach Lwowa, które dobrze znał, bo właśnie w nich chował swoje łupy, ale i w których także pracował jako kanalarz" - to jedno zdanie w jakimś tekście w jakiejś kanadyjskiej gazecie tak zaintrygowało Roberta Marshalla, kiedy je przeczytał, że napisał książkę "In the Sewers of Lvov" - o kanalarzu, dzięki któremu grupa lwo-wskich Żydów przeżyła wojnę. Ta książka stała się kanwą scenariusza filmu Agnieszki Holland "W ciemności", który początkowo miał być zatytułowany "Ukryci". W postać kanalarza - Leopolda Sochę - wcielił się Robert Więckiewicz.

W wywiadzie dla Magazynu Polonia aktor opowiadał: - Kręciliśmy po kilkanaście godzin dziennie, zimą, również w prawdziwych kanałach, w prawie całkowitych ciemnościach. W takich warunkach odgrywaliśmy skrajne, rozdzierające emocje. Poza tym, po raz pierwszy w mojej profesjonalnej karierze grałem autentyczną postać, człowieka, który żył i działał naprawdę. Świadomość tego powodowała, że nie tyle może się bałem, co czułem pewnego rodzaju odpowiedzialność.

Ta odpowiedzialność dała o sobie znać w sposób wyjątkowym, kiedy aktor na festiwalu filmowym w Toronto spotkał się z ostatnią z uratowanych przez Leopolda Sochę osób. To było wielkie przeżycie poznać osobiście Krystynę Chiger-Keren, która tę nieprawdopodobną, filmową historię, przeżyła naprawdę.

Sam Więckiewicz jednak uciekał w wywiadach od prostych wzruszeń i czarno-białego świata, w którym można być al-bo do szpiku kości złym, albo anielsko dobrym.

- Ci przebywający w kanałach ludzie w niczym nie przypominają cierpiących wzniośle ofiar. To postacie z krwi i kości, popełniające błędy, mające swoje słabości, tak jak my wszyscy. Jednocześnie Socha też nie od razu jest taki dobroduszny i bohaterski. To film również o tym, jak cienka i nieuchwytna jest granica miedzy dobrem i złem - opowiadał aktor polonijnej dziennikarce Ilonie Waksmundzki.
Czytaj dalej na następnej stronie

Kołysanka, czyli wampir w rodzinie

"Pani Katarzyna, pracownica opieki społecznej: - Ile ma pan lat?
Dziadek Makarewicz: - A lepiej więcej czy mniej?
Pani Katarzyna: - Najlepiej tyle, ile pan ma.
Dziadek Makarewicz: - 550.
Bożena Makarewicz: - 550 to tata ma renty. 80" - "Kołysanka" Juliusza Machulskiego z 2011 ro-ku, choć nominowana do Złotej Kaczki, budziła różne emocje. Jednym opowieść o rodzinie Ma-karewiczów z Mazur, którzy tak naprawdę okazują się familią swojskich wampirów, podobała się bardzo (bo wreszcie film, który ma bawić, a nie zbawiać), inni kręcili nosem (że Machulski już nie taki, a i dialogi słabe).

Ale film przecież aktorami stoi, więc Robert Więckiewicz jako głowa wampirzej rodziny pilnująca, by latorośl nie gryzła nadmiernie księdza po łydkach, czy martwiący się 550-letnim ojcem gubiącym ostatniego wam-pirzego zęba, bawi do łez.
Jaki więc po tych wszystkich wcieleniach w bandytów, pijaków, wątpiących i ratujących będzie Więckiewicza Lech Wałęsa?
Ci, którzy najnowszy film Andrzeja Wajdy widzieli, mówią, że aktor jest lepszy od oryginału. Sam Więckiewicz podkreśla, że chciał Wałęsę uczłowieczyć, żeby nie był człowiekiem z celuloidu, żelaza, betonu, spiżu czy z marmuru. Ale jednocześnie podkreśla, że jego stosunek do Lecha Wałęsy to jego sprawa. A Andrzej Wajda po premierze na festiwalu filmowym w Wenecji, nie kryjąc wzruszenia z długiej owacji na stojąco, jaką zgotowała artystom z Polski międzynarodowa widownia, powiedział, że Więckiewicz to najlepszy aktor młodego pokolenia.

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
paszkwil
Skąd pisiaki mają tyle kasy aby opłacać kanalie i debili.?
b
bur
Aktor? zwykły sprzedawczyk, bez krztyny honoru. Odtważać tak obrzydliwą prymitywną postać, jaką jest ten szpicel tw. Bolek, to hańba!Ludzie już cię ocenili sprzedajny karierowiczu.
j
ja
Bo nikt z własnej woli na takie zakłamane dno i kicz do kina nie pójdzie.
,
za kilkanaście może lat , ostatni z serii filmów o Wielkim Elektryku będzie nosił tytuł - " Bolek - pasożytujący leser z wózkowni akumulatorowej Stoczni Gdańskiej "
L
LOL
Kolumb też był Polakiem ... a Hitler nie był żydem....se se se se se....nie ma to jak otagować bdurną depeszę ....LOL
z
zielona wyspa
Im więcej minusów pod takimi wypowiedziami tym bliżej prawdy jest autor. Przecież nie można obrażać "ikony" solidarności i wielkiego mentora PełO.
Wałęsa to człowiek prymitywny i prosty do bólu. I taki ówczesnym towarzyszom był potrzebny. Łatwiej takim sterować.

Myślący, zadajcie sobie pytanie, dlaczego nikt nie chce dać kasy na film o rotmistrzu Pileckim, prawdziwym bohaterze, który za ojczyznę oddał wszystko łącznie z życiem?
Zamiast tego mamy papkę o Bolku nakręconą przez Wielkiego Mistrza Ekranizowania Lektur!
Szkoły na to pójdą...
E
Ewa Koch
Więckiewicz gra w filmie,który fałszuje historię i bardzo dobrze o tym wie...ALE...postępuje podobnie do reżysera , bo czego się nie robi dla mamony...Wajda na antenie Jedynki Polskiego Radia próbuje tłumaczyć lojalkę - "Wałęsa się pogubił..." Wajda świadomie wprowadza społeczeństwo w błąd , co do lojalki...Wałęsa nie podpisał lojalki...ALE...współpracę , a to jest ogromna różnica...w stanie wojennym wiele osób podpisało lojalkę , a po jej podpisaniu i wyjściu na wolność zgłaszali się w umówionym miejscu ze specjalną grupą ludzi i tam z najdrobniejszymi szczegółami opowiadali co się wydarzyło na komendzie...WÓWCZAS...na tej podstawie , grupa ludzi oceniała i podejmowała decyzję - czy dana osoba ma się na jakiś czas wyciszyć , czy ma być skierowana do innej działalności(mniej ryzykownej)...LOJALKA TO COŚ INNEGO NIŻ WSPÓŁPRACA...lojalka - to znaczy że się podporządkuję n.p. rygorom dekretu stanu wojennego(za co groziło więzienie min. 3 lata)... NATOMIAST...współpraca - to znaczy donoszenie i sprzedawanie koleżanek i kolegów(za co otrzymuje się gratyfikacje w różnej postaci, z gotówką włącznie)
w
wiele osób
przestało już oglądać tego aktora. Choć z całym szacunkiem był świetny. Podkreślam był.
G
Gość
Wajda jeden wie.
u
u
tak z Bolkowa
Dodaj ogłoszenie