Książę Filip nie żyje. Powoził w Sopocie, oglądał żubry w Białowieży – polskie wątki w pełnym anegdot życiu księcia Edynburga

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Książę Filip w Sopocie, rok 1975 Muzeum Sopotu
Wizytę księcia Filipa w Sopocie oraz wiele innych obfitujących z soczyste anegdoty, wspominamy z dr. Januszem Siborą, historykiem, ekspertem dyplomacji. - Szkoda, że nie doczekał setnych urodzin. Był jednak człowiekiem spełnionym – mówi o mężu brytyjskiej królowej Janusz Sibora.

Odszedł chyba najbardziej nietuzinkowy, a jednocześnie bardzo królewski reprezentant brytyjskiej rodziny królewskiej.
Najbardziej zapamiętamy go z inteligentnego, sarkastycznego poczucia humoru, dystansu do siebie, do etykiety. Przypomnijmy choćby jedno z ostatnich spotkań z weteranami wojennymi, gdy słychać jak wypowiada słowa niecenzuralne, których cytować nie wypada, a potem poganiał fotografa, by szybciej wykonał pamiątkowe zdjęcie. Cała ta sytuacja miała swoją szczególną wymowę, bo spotkanie odbywało się w bardzo protokolarnej formule. Książę Filip był bardzo bezpośredni, otwarty, z reguły uśmiechnięty. Jego poczucie humoru, wpadki, żarty np. z Baracka Obamy, dowcipy, dodawały mu uroku.

W czasie oficjalnej wizyty w Kanadzie, podczas rejsu okrętem postanowił, jako oficer marynarki wojennej przecież, przejąć stery. Tak go poprowadził, że uderzył w skały, uszkadzając poszycie kadłuba. Z kolei jednej z podróży po Australii, chcący powitać księcia, w oczekiwaniu raczyli się lokalnym alkoholem. Musiało to długo trwać, bo gdy Filip w końcu nadjechał, oparci o drzewa ludzie, machając do niego, przewracali się. Jego to bardzo bawiło. Cały Filip…

Wniósł południowy temperament do zimnokrwistej, brytyjskiej monarchii?
Trudno jest opisać go jednym zdaniem, zresztą powstało całe mnóstwo jego biografii. Poza tym książę Filip zajmuje znamienite miejsce i biografiach samej Elżbiety. Ona określała go „swoją skałą”. Ja przywiązuję wagę do jego trudnego, biednego dzieciństwa. Przypomnijmy, gdy rodzina królewska uciekała z Grecji po tym jak władzę przejęli wojskowi, mały Filip został przemycony w skrzyni po pomarańczach. Był uchodźcą. Potem jego rodzice się rozstali, Filip mieszkał z matką w Paryżu. Było bardzo biednie, upadłe koronowane głowy nie miały czasami nawet na rachunek za prąd.

Spotkania z młodą Elżbietą zaaranżował lord Mountbatten, kroniki odnotowały, że Elżbieta, w czasie pierwszej z całej serii wizyt Filipa, bawiła się kolejką elektryczną… Nota bene przyszłego księcia łączyła wówczas relacja z tancerką z jednego miejscowych kabaretów. Romans ten przerwano. Mimo tego, że małżeństwo Elżbiety i Filipa było w pewnym stopniu zaaranżowane, to jednak łączyła ich prawdziwa, szczera miłość. Zachowała się seria fotografii z ich pobytu na Malcie, gdy nie pełnili jeszcze obowiązków państwowych. To były najszczęśliwsze chwile ich życia.

Jednak politycznie książę Filip pełnił w zasadzie rolę męża swojej żony, królowej Elżbiety II.
Pamiętajmy, że książę był bardzo dobrej, królewskiej krwi, niektórzy twierdzili nawet, że był bardziej nawet królewski od Elżbiety II. Bardzo dobrze czuł się jako żołnierz, był przecież weteranem II wojny światowej, służył na okrętach na Oceanie Indyjskim i na Morzu Śródziemnym zahartowało go trudne dzieciństwo. Uważał, że mężczyzna musi być wytrzymały, odporny na trudne warunki atmosferyczne, na spartańskie warunki. Był zaprawiony do twardego życia, nie szukał luksusów. Natomiast po ślubie z Elżbietą rzeczywiście szukano dla niego roli.

Do polityki próbował się włączać, ale jego publiczne komentarze życia politycznego wzbudzały niezadowolenie. Wymyślono, że jego zadaniem będą m.in. remonty królewskich pomieszczeń pałacowych. Chwalono go za pomysłowe, nowoczesne zaprojektowanie łączności i wielu innych instalacji. Poza tym przekonał królową do wystąpień telewizyjnych. Książę Filip, mimo że miał dystans do etykiety, to nigdy jej wyraźnie nie złamał.

Jego małżeństwo z Elżbietą przechodziło kryzysy, w czasie jednej z małżeńskich rocznic prosił ją nawet o wybaczenie za różnego rodzaju występki. Niektórzy mówili, że Filip nawet nieco Elżbiety się bał, a ona potrafiła go nieraz ofuknąć. Był natomiast jedyną osobą, która miała przywilej mówienia królowej całej prawdę prosto w oczy, wręcz krytykowania. W czasie ostatniej, oficjalnej wizyty w Niemczech, prezydent Gauck wręczył królowej bardzo „artystyczny” obraz, którego główną postacią był kolorowy koń. Królowa dłuższą chwilę zastanawiała się, co przedstawia to dzieło, gdy Filip wypalił do Elżbiety: „to przecież ty”. Rzeczywiście, okazało się, że obraz był artystyczną interpretacją starej fotografii małej, przyszłej królowej brytyjskiej, na koniu, w towarzystwie ojca. To była może lekko złośliwa, ale na pewno inteligentna próba wyjścia z tej niezręcznej sytuacji. Filip ją rozładował

Książę Filip był w Polsce dwukrotnie. W 1975 r. odwiedził Sopot.

Warto pamiętać, że myśmy rzeczywiście mieli przywilej goszczenia księcia Filipa w Sopocie. Odbywały się wówczas III Europejskie Mistrzostwa Konnych Zaprzęgów, a mąż królowej brytyjskiej stał na czele światowej federacji tej dyscypliny. „Dziennik Bałtycki” zamieścił piękne zdjęcie, gdy Filip, który w tych zawodach był i sędzią i honorowym uczestnikiem, powozi zaprzęgiem przejeżdżając w morskich falach, pod sopockim molo. Książę zabawił wówczas w Polsce dłużej. Złożył kwiaty na Westerplatte, był m.in. w Białowieży, gdzie miał obejrzeć żubry. W czasie tej wizyty pojawił się na śniadaniu, ale zakomunikował, że nie będzie nic jadł, co oznaczało pewnie, że nasza żubrówka okazała się za mocna, lub było jej za dużo. Zaplanowano jeszcze spotkania z przedstawicielami rządu.

Pan spotkał się z księciem Filipem w Sopocie…
Pamiętam do dziś, gdzie on na hipodromie stał. Wręczano wówczas nagrody zwycięzcom zawodów. Publiczności było dość dużo, Filip wzbudzał zainteresowanie, a sporo mieszkańców Trójmiasta śledziło widowiskowe zawody konnych zaprzęgów. Wiedziałem od mojej koleżanki z klasy, która uprawiała jeździectwo i była w czasie zawodów na hipodromie, że książę łatwo nawiązuje kontakt. Pamiętam, że powiedziała, że „książę jest fajny” i, że „czyściła z nim konie”. Ja zdjęcia z Filipem nie mam, ale sfotografowałem księcia z moim bratem i ojcem. Mam te slajdy nadal w rodzinnych archiwach. Natomiast zapytałem go, bo wypadało, czy mogę zrobić mu zdjęcie. To była cała rozmowa. Był rzeczywiście bardzo naturalny, swobodny. Z drugiej strony to były czasy, gdy ochrona rodziny królewskiej była bardzo dyskretna. Zupełnie nie tak jak dziś. Miałem też zaszczyt obserwowania wizyty królowej Elżbiety II i księcia Filipa w Berlinie. Zauważyłem wówczas, że on nigdy nie odbierał jej blasku, zawsze wiedział, że to ona jest na pierwszym miejscu. Np. przykład gdy królowa pozdrawiała zgromadzonych, Filip czekał kilkanaście sekund i dopiero później unosił dłoń. Druga wizyta w Polsce natomiast odbyła się w roku 1996. Elżbieta II i Filip byli gośćmi prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Mam żal do mediów i pałacu prezydenckiego, że tej wizyty nie przypomnieli, a niedawno była jej rocznica. Dopiero dziś wspominamy Filipa, w tak smutnych okolicznościach.

W 1996 r. następnym punktem królewskiej wizyty po Warszawie była Praga.
Tak, i Czesi tę wizytę Elżbiety i Filipa w ich kraju obszernie przypomnieli, co rozniosło się po świecie. Pozytywnie zareagował choćby brytyjski ambasador w Pradze. Szkoda, że myśmy tego nie zrobili. Można było się pochwalić.

Książę Filip miał 99 lat. Media brytyjskie donosiły o pogarszającym się stanie jego zdrowia.
Przypomina mi się jedna ze stosunkowo niedawnych wizyt pary królewskiej w Irlandii. Filipowi, już sędziwemu, Irlandczycy nalali szklanicę pięknie pieniącego się piwa. Widać było, że on strasznie ma na nie ochotę, wziął nawet szklankę do ręki. Wystarczyło jedno spojrzenie królowej, by natychmiast piwo odstawił. Mimo że uodpornił się na protokół to wiedział, czego nie wypada czynić. Szkoda, że nie doczekał swoich setnych urodzin, które wypadałyby w czerwcu. Był jednak z pewnością człowiekiem spełnionym.

Książę Filip nie żyje. Powoził w Sopocie, oglądał żubry w Bi...

Polacy pracują najciężej w Europie. Są wyniki badania WHO

Wideo

Materiał oryginalny: Książę Filip nie żyje. Powoził w Sopocie, oglądał żubry w Białowieży – polskie wątki w pełnym anegdot życiu księcia Edynburga - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie