Kręte ścieżki na drodze do sukcesu nowego mistrza

Dawid Foltyniewicz
Szymon Woźniak w tym sezonie zdobył w parze z Tomaszem Jędrzejakiem złoto Mistrzostw Polski Par Klubowych, a z Andrzejem Lebiediewem stał na podium drugiej rundy Speedway Best Pairs.
Szymon Woźniak w tym sezonie zdobył w parze z Tomaszem Jędrzejakiem złoto Mistrzostw Polski Par Klubowych, a z Andrzejem Lebiediewem stał na podium drugiej rundy Speedway Best Pairs. Jakub Pikulik
Szymon Woźniak w przekonującym stylu zdobył tytuł indywidualnego mistrza Polski. Żużlowiec Betardu Sparty jest przykładem, że cierpliwa walka o skład prędzej czy później przynosi efekty.

Po pierwszym wygranym biegu w telewizyjnym wywiadzie zdenerwował się, gdy zasugerowano mu, że jego pokonanie Bartosza Zmarzlika zaskoczyło wszystkich. - Dla mnie to żadna niespodzianka. Przyjechałem tu zrealizować swój plan i tego się trzymam - powiedział Woźniak.

Historia nowego indywidualnego mistrza Polski to świetny materiał na filmowy dramat, zakończony jednak niespodziewanym happy endem. Jeszcze przed dwoma miesiącami mówiło się, że marginalna rola, jaką pełnił wówczas 24-latek w Betardzie Sparcie sprawi, że wychowanek bydgoskiej Polonii opuści Wrocław na rzecz Włókniarza Częstochowa. Czarę goryczy miał przelać mecz na Stadionie Olimpijskim ze Stalą Gorzów, w którym nie mógł wystąpić Vaclav Milik. Mimo tego Woźniak nie zajął miejsca Czecha.

W nowy sezon indywidualny mistrz Polski wszedł jednak z przytupem. Na początku kwietnia wraz z Tomaszem Jędrzejakiem zdobył dla Betardu Sparty złoty medal Mistrzostw Polski Par Klubowych za rok 2016. Wrocławski duet w pokonanym polu zostawił m.in. ekipę Fogo Unii Leszno czy Get Wellu Toruń.

Ostatnie tygodnie to dla Woźniaka prawdziwa lekcja pokory i cierpliwości. Ostatecznie drogę do występu w spotkaniu PGE Ekstraligi otworzyła mu kontuzja Milika, której kapitan czeskiej reprezentacji doznał w rodzimej lidze. Woźniak pojechał w wyjazdowym starciu z MRGARDEN GKM-em Grudziądz. Trener Dobrucki zaznaczał, że według jego wcześniejszych planów były zawodnik Polonii Bydgoszcz i tak miał zastąpić Milika w tym meczu. Urodzony w Tucholi jeździec przywiózł osiem punktów z dwoma bonusami i był jednym z liderów „Spartan”, którzy przesądzili o pierwszej od prawie dwóch lat domowej porażce żółto-niebieskich (50:40).

Woźniak przeszedł do historii wrocławskiego żużla jako pierwszy, który kręcił kółka na zmodernizowanym Stadionie Olimpijskim. Po pierwszych testach mówił jednak, że chciałby zostać zapamiętany z innych względów. Każdy, kto oglądał niedzielny finał IMP, zapewne tak szybko nie zapomni o tych pełnych dramaturgii zawodach, więc śmiało można przyznać, że żużlowiec WTS-u swój cel osiągnął. - Cieszę się, że ten młody chłopak robi kolejny bardzo duży krok do przodu w swojej karierze - mówi selekcjoner reprezentacji Polski Marek Cieślak.

Bezpośredni awans do niedzielnego finału zapewnili sobie Jarosław Hampel i Przemysław Pawlicki. W barażu - oprócz zawodnika Betardu Sparty - pojechali Patryk Dudek, Janusz Kołodziej i ulubieniec gorzowskiej publiczności, czyli Bartosz Zmarzlik. Żużlowcy startowali trzy razy, ponieważ dwukrotnie na pierwszym łuku dochodziło do kolizji, które znacznie przedłużyły zawody na Stadionie im. Edwarda Jancarza. Za każdym razem dobrze spod taśmy wychodził Woźniak i to właśnie on triumfował w biegu o wejście do finału. Za jego plecami działo się naprawdę wiele, a na Kołodzieja wyprzedził Dudek, powtarzając niejako swój pamiętny manewr z ligowego spotkania z Get Wellem Toruń, gdy w podobny sposób objechał Grega Hancocka.

Finał, podobnie jak baraż, również należał do „Spartanina”. Na dystansie Pawlicki co chwila próbował zaatakować prowadzącego Woźniaka, ale 24-latek zachował zimną krew i wraz z minięciem linii mety został nowym indywidualnym mistrzem Polski! Jeszcze zanim triumfator zsiadł z motocyklu, z jego oczu popłynęły pierwsze łzy wielkiego wzruszenia.

- Kompletnie w to nie wierzę. Przepraszam, ale nie jestem w stanie nic powiedzieć. Dziękuję rodzicom, bo tylko dzięki nim tu jestem. 17 lat zajmuję się żużlem, a gdy przychodzi taki moment jak dzisiaj, trudno w to uwierzyć i mogę tylko cieszyć się, że bliscy zawsze mi pomagali. Najwięcej zawdzięczam właśnie rodzicom, bo przez wiele lat musieli zarywać swoje prace, by móc wozić mnie na treningi. Ten sukces dedykuję im i może w jakimś stopniu wynagradza im to te wszystkie wyrzeczenia - mówił przed wejściem na podium zapłakany, wzruszony i najszczęśliwszy żużlowiec na świecie Szymon Woźniak.

W Gorzowie uwaga kibiców i ekspertów była w głównej mierze skupiona na czwórce reprezentantów Polski, których selekcjoner Marek Cieślak powołał na finał Drużynowego Pucharu Świata w Lesznie (dołączy do nich rezerwowy junior Bartosz Smektała - przyp. red.). O ile Patryk Dudek i Bartosz Zmarzlik w Gorzowie zrobili swoje i awansowali do finału, o tyle delikatny niepokój trenera mogło wzbudzić kolejno ósme i dziewiąte miejsce Macieja Janowskiego i Piotra Pawlickiego. Za pierwszym z nich seria udanych występów w meczach ligowych w Polsce i Szwecji oraz cyklu Grand Prix (zwycięstwo na torze w duńskim Horsens - przyp. red.), dlatego finał IMP można uznać za wypadek przy pracy. Z kolei młodszy z braci Pawlickich w tym sezonie nie jest w stanie ustabilizować wysokiej formy i przed rozpoczęciem batalii o drużynowy czempionat wydaje się być najsłabszym ogniwem polskiej kadry.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sparta Fan
No i akcja Dudka na Kołodzieju, to nie był ostatni łuk ostatniego okrążenia (porównanie do akcji Dudka na Hancocku zupełnie z kosmosu:) tylko na pierwszym łuku 3 okrążenia jeśli dobrze pamiętam:)
p
pogromcaspinaczy
Strasznie słabo, że ktoś bierze się za pisanie artykułów nie znając kompletnie realiów. Z całym szacunkiem do zawodnika, ale to nie jest jakiś kopciuszek, który nagle wygrał los na loterii - bo taki jest wydźwięk artykułu - bo tytuł MIMP sprzed trzech lat sam się nie wygrał. To, że może powalczyć pokazał już w finale MPPK w kwietniu.
Gdyby nie kontuzja Milika, to... i tak znalazłby się w składzie, bo na ławę poszedłby Jędrzejak. A że nie pojechał, gdy była możliwość puszczenia ZZ z najlepszym ligowym rywalem (wspomnianym meczu ze Stalą Gorzów, który "przelał czarę goryczy"), to akurat nic dziwnego.
I wisienka na torcie - ósme miejsce Janowskiego po defekcie i konkretnym dzwonie jest powodem do niepokoju? Litości :)
Dodaj ogłoszenie