Kradnący sędzia to zwykły obywatel? Nie zgadzam się

Janusz Michalczyk
archiwum polska press
Sędzia orzekający w tej sprawie tłumaczy, że jest to „modelowy przykład” przestępstwa, przy którym sprawiedliwy jest wyrok w zawieszeniu. Zamierzam polemizować z tą opinią. Dla jasności wywodu będę nazywał sędziego, który kradł – sędzią-przestępcą, zaś sędziego, który go skazał – sędzią-sądzącym.

Parę dni temu zapadł wyrok na wrocławskiego sędziego, którego trzy lata temu przyłapano na kradzieży w sklepie drobnych urządzeń elektronicznych. Co ciekawe, razem z żoną był też oskarżony o podobny czyn dokonany w wałbrzyskim sklepie, zresztą już po tym, gdy przyłapano go we Wrocławiu. Uniknął wtedy zatrzymania przez policję, bo zasłonił się immunitetem sędziowskim. Teraz otrzymał karę więzienia, ale nie pójdzie siedzieć.
Otóż, sędzia-sądzący tłumaczył, że nigdzie nie jest zapisane, że sędziego-przestępcę należy traktować surowiej niż innego obywatela. Zaś każdy obywatel łamiący prawo po raz pierwszy, kradnący przedmioty o niewielkiej wartości (w tym przypadku ok. 3 tys. zł), powinien otrzymać szansę poprawy, więc zasługuje na zawieszenie wykonania kary. Nie jestem prawnikiem i nie zamierzam udowadniać, że znam kodeks karny lepiej od sędziego-sądzącego. Wiem jednak, że prawnicy rozróżniają literę prawa i duch prawa. Litera to suchy zapis w przepisach, który nie pozostawia niemal żadnych wątpliwości. Natomiast duch to pojęcie związane z poczuciem sprawiedliwości. Przykładowo – sąd wysyła do więzienia kogoś, kto zabił mordercę jego dziecka, ale większość czuje, że nie powinien być izolowany za czyn dokonany w rozpaczy.
Wróćmy do wcześniej analizowanej sytuacji. Mam wątpliwości, czy duch prawa stoi po stronie sędziego-przestępcy. Każdy chyba instynktownie czuje, że jest czymś okropnym, gdy dokonuje przestępstwa stróż prawa, jak na przykład policjant czy prokurator. Oni są powołani do tego, by stali na straży prawa, więc społeczeństwo słusznie oczekuje od nich bardziej moralnej postawy niż w przypadku pospolitego rzezimieszka. Kiedy ludzie mają wrażenie, że inni policjanci, prokuratorzy czy sędziowie przymykają oko na postępki kogoś ze swojej grupy zawodowej, to społeczne zaufanie do wymiaru sprawiedliwości ulega destrukcji.
I wcale nie chodzi o przestępstwa z najwyższej półki, jak zabójstwa, gwałty czy oszustwa na wielką skalę. Kilka lat temu napisałem, że nie podoba mi się, że grupa nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego wzięła lewe zwolnienia lekarskie, by utrudnić jego funkcjonowanie. Nadal uważam, że był to gruby skandal, bo osoby wydające wyroki w najważniejszych sprawach dla państwa nie mogą się zachowywać jak zwykły obywatel, który na przykład ucieka na „chorobę”, ponieważ zorientował się, że chcą go wyrzucić z roboty.
Nie jestem naiwny. Wiem, że ludzie bogaci i o wysokiej pozycji społecznej unikają zazwyczaj surowych kar dzięki świetnym i drogim adwokatom. To biedaków i nieudaczników pakuje się bez litości do pudła. Jednocześnie imponuje mi postawa sędziów-sądzących, którzy rozumieją, że stróżów prawa należy potraktować surowiej. Nie z okrucieństwa, ale by wszyscy ludzie zachowali szacunek dla prawa i jego ducha.

Trwa sezon na arbuzy. Jak wybrać najlepszego?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie