Koleje Dolnośląskie: od dziś zapłacisz za bilet kartą

Ewa Łabno
Ewa Łabno
KD
Od czwartku 2 kwietnia w pociągach Kolei Dolnośląskich zapłacimy kartą. Konduktorzy wyposażeni zostali w terminale, są one dostępne we wszystkich pociągach dolnośląskiego przewoźnika. Możliwość płacenia kartą lub telefonem to dodatkowy środek bezpieczeństwa wobec zagrożenia koronawirusem.

Spółka pozyskała do dyspozycji drużyn konduktorskich 240 mobilnych terminali płatniczych. W efekcie każdy z konduktorów obsługujących podróżnych będzie miał do dyspozycji swój własny. Urządzenia były testowane w pociągach dolnośląskiego przewoźnika od początku lutego. Po trzymiesięcznej fazie testów miała zapaść ostateczna decyzja o ich wprowadzeniu na wyposażenie drużyn konduktorskich.

- Troska o bezpieczeństwo naszych pracowników i podróżnych jest naszym obowiązkiem. Dlatego zdecydowaliśmy się przyspieszyć wdrożenie przyjmowania płatności bezgotówkowych przez naszych kierowników pociągów i konduktorów – powiedział Bartłomiej Rodak, rzecznik prasowy Kolei Dolnośląskich. – Jednocześnie apelujemy do pasażerów o korzystanie z możliwości zapłaty za bilet kartą lub telefonem tak często, jak to tylko możliwe. Zależy nam żebyśmy wzajemnie minimalizowali ryzyko zakażenia koronawirusem.
W trosce o bezpieczeństwo

Spółka zdecydowała się na rozszerzenie dostępnych możliwości płatności w trosce o bezpieczeństwo podróżnych i pracowników. Pasażerowie Kolei Dolnośląskich już wcześniej mieli kilka możliwości bezgotówkowego zakupu biletów. Pełna oferta dolnośląskiego przewoźnika jest bowiem dostępna w internetowym systemie sprzedaży eKD, aplikacji mobilnej SkyCash oraz na platformie KOLEO. Teraz podróżni będą również mogli bezgotówkowo kupić bilet na każdej linii, w każdym pociągu.

Nie przegap tych informacji

Będą zmiany zasad w noszeniu maseczek?

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ethan hunt z Wągrowca

Mission Impossible 7, czyli Jak Piotr Rachwalski zwany Samochwalskim uratowal przed wysadzeniem w powietrze najwyższy w Polsce most kolejowy nad zalewem Pilchowickim na linii z Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego. Tej samej linii, na której wcześniej jako prezes KD własnoręcznie zlikwidował wszystkie pociągi. O co więc chodzi? Po co panu Piotrowi most bez pociągów? Zapraszam do artykułu:

"Były prezes Kolei Dolnośląskich, Piotr Rachwalski podał informacje o tym, że zabytkowy most kolejowy nad jeziorem Pilchowickim - na potrzeby hollywoodzkiej produkcji filmowej - ma zostać wysadzony w powietrze. Za nim powielił to m. in. prezes stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze”, Jan Mecwel, a także były poseł PO Piotr Misiło. To fake news – zapewnia PKP.

Były prezes Kolei Dolnośląskich we wpisie na Facebooku stwierdził, że ma „oficjalne potwierdzenie – zabytkowy most ma zostać wysadzony w czasie realizacji hollywoodzkiej produkcji”. Chodzi o Piotra Rachwalskiego, który w styczniu zeszłego roku, decyzją Rady Nadzorczej spółki przestał pełnić obowiązki prezesa zarządu Kolei Dolnośląskich.

„PKP PLK wyraziła podobno zgodę na wysadzenie mostu kolejowego nad zalewem Pilchowickim na linii Jelenia Góra – Lwówek Śląski. Tak, tego najwyższego w Polsce. Most ma zostać ponoć wysadzony dla potrzeb produkcji filmowej z makietą pociągu. Produkcja amerykańska, za to przy okazji coś chce też tam nakręcić też nasz reżyser (Kolski). Producent filmu zadeklarował, że zapłaci PKP PLK 2 miliony zł na odbudowę tego mostu (przy czym szacunkowy koszt odtworzeniowy to 20 - 30mln zł)” – napisał Rachwalski.

Taką informację podali też Jan Mencwel i Piotr Misiło. - Nie, to się nie dzieje (…) zabytkowy most kolejowy nad Jeziorem Pilchowickim ma zostać wysadzony w powietrze w ramach Hollywoodzkiej produkcji filmowej. Zgodę wydało PKP PLK. Podajcie dalej – zatrzymajmy to szaleństwo!” – pomstuje szef warszawskiej organizacji „Miasto Jest Nasze”.

Jego wpis podał dalej był poseł PO Piotr Misiło. „Czy to prawda?” – zwrócił się do premiera Morawieckiego. „Jeśli tak, to przynajmniej wiecie już jak wysadzić z siodła prezesa NIK”.

Zwróciliśmy się o komentarz w tej sprawie do rzecznika prasowego PKP Polskich Linii Kolejowych. Jak informuje Mirosław Siemieniec, żadnej umowy z firmą produkcyjną na realizację zdjęć nie podpisano, nie ma też mowy o jakimkolwiek wysadzaniu mostu.

– Jak ktoś rozpuszcza takie sensacyjne plotki, niech pokaże dowody, bo tak to mamy słynną czarną teczkę Tymińskiego – mówi w rozmowie z portalem tvp.info."

https://www.tvp.info/47203032/zabytkowy-most-zostanie-wysadzony-w-powietrze-to-fake-news-wieszwiecej

M
MK

Cd. Jaka będzie kolejna akcja Rachwalskiego przeciwko linii lwóweckiej? Może sam podłoży się z ładunkami wybuchowymi pod mostem pilchowickim? Jakby dalej coś złego działo się z tą linią (a jest to bardziej niż pewne, że Rachwalski wymyśli kolejne akcje) to już wiecie, kto jest tu najbardziej podejrzany.

I jeszcze jedno. Pewnie odpowiedzią Rachwalskiego na ten wpis demaskujący motywy jego postępowania będzie to, że to ja produkuję kłamstwa i bzdury oraz obrzucanie epitetami typu "troll lwówecki" (w ten dziecinny sposób Rachwalski obraża wszystkich, z którymi nie zgadza się w poglądach). Nie wierzcie temu! W ogóle nie wierzcie plotkom! Podstawowa zasada dotarcia do prawdy - zawsze wierzcie dowodom, ewentualnie oficjalnym oświadczeniom poważnych instytucji, a nie plotkarzom, którzy na dodatek sami mają wiele za uszami."

M
MK

Cd. Upłynęło zaledwie kilka dni od tego "świetnego dowcipu" i mamy już kolejną "zabawę" Rachwalskiego, teraz znacznie poważniejszą - właśnie rozsiewanie fake newsów o rzekomym wysadzeniu mostu w Pilchowicach. Wszystko po to, żeby wykurzyć producenta znanej hollywoodzkiej produkcji filmowej "Mission: Impossible" i przekreślić jego zamiary remontu linii kolejowej. I tak właśnie pod płaszczykiem "obrony mostu" w rzeczywistości sabotuje się możliwość remontu linii jaka nieoczekiwanie się pojawiła. Jak zajrzycie na wspomniany profil facebookowy Rachwalskiego to zauważycie, że w ciągu ostatnich kilku dni naprodukował już z pięć takich "newsów", pod którymi toczą się ożywione dyskusje z udziałem nastoletnich pseudomikoli sympatyzujących z Rachwalskim. Opinie odmienne, sceptyczne, krytyczne czy prostujące są usuwane. W każdym retoryka Rachwalskiego zawsze ta sama - nie mam żadnych dowodów, ale macie wierzyć mi a nie informacjom zaczerpniętym bezpośrednio u źródła (PLK, producenci filmu itd.). Rachwalski nawet przezornie "zabezpieczył się" na okoliczność późniejszego prostowania jego bzdur - od samego początku powtarza nieskończoną ilość razy frazesy typu "W tej chwili trwa gorączkowe fabrykowanie papierów i uzasadnień do prac na moście". Czyli cokolwiek ktoś teraz powie innego, będzie to "kłamstwem", bowiem Rachwalski to "przewidział". Czy Rachwalski na to też potrafi przedstawić jakieś dowody? Oczywiście nie.

W ten sposób można by ogłosić światu każdą, nawet najbardziej irracjonalną bzdurę i teorię spiskową, np. że koronawirus to nie jest naturalna pandemia, tylko broń biologiczna zastosowana przez Chińczyków wobec mieszkańców konkurencyjnej gospodarczo Europy i Ameryki (słyszałem z wiarygodnych źródeł, ale nie mam uprawnień do przedstawienia posiadanych dowodów), a w oświadczenia Chińczyków ani nikogo innego nie wierzcie, bo papiery zostały już sfabrykowane (to są zawodowcy, a w grę wchodzą miliardy dolarów).

Niech każdy sobie sam teraz odpowie na pytanie: komu wierzyć - sfrustrowanemu byłemu prezesowi Kolei Dolnośląskich, który wyleciał ze stołka i w ogóle z KD i rozsiewa fake newsy bez żadnych dowodów, czy poważnym instutucjom z Polski i zagranicy, przedstawiającym oficjalne stanowiska i tłumaczącym wykonywane prace? Po to przedstawiłem historię sabotowania przez Rachwalskiego linii lwóweckiej - żeby każdy wiedział, że nie jest to pierwsza i jednorazowa akcja tego człowieka. Najbardziej smutne jest w tym wszystkim to, że przez takich szkodników najbardziej ucierpi gmina i region - nie będzie ani filmu (i wielkiej promocji regionu na całym świecie), ani pociągów. Bo UMWD sam nie wyremontuje tej linii, gdyż nie widzi takiej potrzeby - linia jest daleko od Wrocławia, a przecież w pociągach i tak "była mała frekwencja" (podziękujcie Rachwalskiemu, który wcześniej ją wygasił). Gdyby naprawdę UMWD zależało na remoncie tej trasy, to już dawno by go zrobił, pieniądze są (np. na właśnie remontowane linie do Sobótki i Jedliny idzie ok. 500 mln zł, podczas gdy obecny koszt remontu całej linii do Lwówka to tylko ułamek tej kwoty - ok. 40-60 mln). Za kilka lat ten koszt wzrośnie kilkakrotnie, gdy infrastruktura zostanie rozkradziona albo popadnie w ruinę.

M
MK

Cd. O perfidii postępowania Rachwalskiego świadczyć może np. pociąg "Dolina Bobru" (weekendowy pociąg uruchomiony dla mieszkańców Wrocławia do Jeleniej Góry przez Zebrzydową, Lwówek i Wleń dla poznania uroków Kolei Doliny Bobru - jednej z najpiękniejszych linii kolejowych w Polsce, po zlikwidowaniu pociągów Jelenia Góra - Lwówek), który często do Zebrzydowej jechał na Impulsie, a na dalszy, czyli najpiękniejszy odcinek wzdłuż Bobru (Zebrzydowa - Lwówek - Wleń - Jelenia Góra) był podstawiany... mały busik. Wbrew nazwie, mało komu udało się z tego pociągu obejrzeć Dolinę Bobru, w tym słynny most nad Jeziorem Pilchowickim, a turyści którzy wybrali się na atrakcyjną wycieczkę kolejową, mogli co najmniej czuć się zawiedzeni i rozgoryczeni.

To nie wystarczyło, więc w pewnym momencie Rachwalski całkowicie zlikwidował wszystkie pociągi i w rozkładzie pojawiła się już wyłącznie komunikacja zastępcza w postaci dwóch weekendowych autobusów Jelenia Góra - Lwówek Śląski o absurdalnych porach. Wtedy jeszcze dało się jeździć szynobusem po torach, Rachwalski oficjalnie zarzekał się w mediach, że pociągi będą jeździć do kiedy się tylko da, ale okazało się, że to była tylko tania medialna propaganda. Jak widać zrobił inaczej. Od tej pory linia była zdana już tylko na pastwę złomiarzy (którzy szybko zaczęli ją rozkradać). Nawiasem mówiąc, komunikację zastępczą też szybko cichaczem zlikwidował. Mieszkańcy i miłośnicy kolei jednak nie przestawali walczyć o powrót pociągów na linię do Lwówka, nie dając zapomnieć o konieczności jej remontu. Pojawiły się więc hejty pisane anonimowo na różnych portalach na tę linię (i - co znamienne - tylko tę), a nawet obrażające obrońców pociągów do Lwówka i podszywające się pod znanych działaczy zaangażowanych w walkę o utrzymanie tej linii. Przypadek? Nie sądzę. Po sieci krążą screeny, jak Rachwalski obficie produkuje się w godzinach swojej pracy na różnych portalach i forach internetowych o tematyce kolejowej.

Gdy Rachwalski stracił stołek prezesa KD, nie zakończyło to dalszego hejtowania tej linii. Na profilu facebookowym Rachwalskiego "Piotr Rachwalski - komunikacja zastępcza" i anonimowo na różnych portalach pojawiły się np. spreparowane "dla żartu" rozkłady jazdy ośmieszające linię do Lwówka, w których elementem pociągowym pojazdów jest nie lokomotywa, tylko... koń. Ewidentnie zrobił je kolejarz, bowiem wykorzystano do tego celu szablony tabel do tworzenia rozkładów jazdy na kolei niedostępne osobom spoza środowiska kolejarskiego.

M
MK

Taki wpis znalazłem na jednym z portali.

Kolejarz:

"Żaden most nie zostanie wysadzony, Rachwalski celowo rozpuszcza takie plotki, żeby nie dopuścić do remontu linii 283 Jelenia Góra - Lwówek Śląski. "Gazeta Wyborcza - Wrocław" dotarła do informacji u źródła, tj. od producentów filmu. Czytamy tam m.in.: "Udało nam się porozmawiać z polskim producentem wykonawczym hollywoodzkiego filmu - firmą Alex Stern. Anna Pipin, kierownik produkcji filmu w Polsce: - Z całą pewnością nigdy nie ma planów wyrządzenia trwałych i nieodwracalnych szkód na polskim mieniu, zabytkowym czy współczesnym. Na to nie zdecydowałaby się ani strona amerykańska, ani polska nie wydałaby zgody.

Wtóruje jej Robert Golba, prezes Alex Stern: - Studio amerykańskie, z którym współpracujemy, działa wedle zasady, że obiekty po zdjęciach zostawia zawsze w lepszym stanie, niż je zastaje na początku. Częścią szerszego planu jest więc pełna rewitalizacja linii kolejowej 283 - łączącej Jelenią Górę z Lwówkiem Śląskim, z Zebrzydową i Ławszową, która prowadzi przez most we Wleniu - oraz samego mostu.

Gmina Wleń i region wyłącznie zyskają na tej produkcji. Obecnie linia kolejowa jest w tragicznym stanie i nie nadaje się do eksploatacji, a most nawet bezpiecznego przechodzenia po nim" (Agata Saraczyńska - "Most we Wleniu przetrwa", Gazeta Wyborcza - Wrocław z dn. 25 marca 2020, screen artykułu: https://zapodaj.net/b01ff06a9859d.jpg.html ).

W podobnym tonie wypowiedziały się wcześniej PLK - właściciel linii kolejowych w Polsce. Że jest niemożliwe, żeby ktoś przyszedł i ot tak sobie wysadził w powietrze jeden z największych w Polsce mostów kolejowych.

O co więc chodzi Rachwalskiemu? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, trzeba cofnąć się do czasów gdy był on prezesem Kolei Dolnośląskich. Linia 283 Jelenia Góra - Lwówek Śląski nigdy nie cieszyła się jego sympatią. Wręcz można powiedzieć, że była dla niego solą w oku. Ot, taki pekapistyczny nawyk (a może z czasów, gdy sam prowadził na Pomorzu komercyjną firmą busiarską?) - koszty u[wulgaryzm]miania pociągów są wyższe niż zyski z biletów, więc połączenie trzeba zaorać. Względy społeczne, turystyczne itd. się nie liczą. Dlatego będąc prezesem KD zaczął zamiast szynobusów nagminnie puszczać na linii małego busika, bez żadnej informacji w rozkładzie, żeby wygasić frekwencję na tej pięknej trasie i dać powód organizatorowi przewozów (czyli UMWD), żeby połączenie zlikwidować. Pasażerowie, zamiast podziwiać z okna pociągu niepowtarzalne widoki (np. z wiaduktu na zalew Pilchowicki), zmuszeni byli tłuc się w jadącym drogą, omijającym najpiękniejsze miejsca, ciasnym, wiecznie spóźnionym busiku. Oczywiście pod warunkiem, że ten w ogóle przyjechał. O dojeździe do takich stacyjek jak np. Pilchowice Zapora można było zapomnieć, bo bus je omijał.

w
wasabiWKS

Kupię każdą ilość kupy. Jestem mieszkańcem Wrocławia. My na kupie robimy kokosy. Sprzedajemy ją w knyszach. Mamay tysiące zamówień, ludzie we Wrocławiu uwielbiają jeść knyszę i kupę, bo mają dużo witamin a mało pieniędzy. Miliony świń nie mogą się mylić! Proszę o tony kupy!!!

G
Grzesiek Jóźwicki

Słyszeliście najnowszy dowcip o koronawirusie?

Wchodzi Wrocławski Mikol do pociągu a tam wszystkie miejsca zajęte. Pociąg dosłownie nabity ludźmi - jak to w Kolejach Dolnośląskich. Ani jednego miejsca siedzącego. Jazda w ścisku, na stojąco nie uśmiecha się Wrocławskimu Mikolowi. Biletu nie ma (nie stać go), ale wypadałoby jednak jechać w miarę godnie. Co zrobić? Nagle wpada na genialny pomysł. Staje koło najfajniejszego fotela (tego na wózku wagonu) i mówi:

- Hej, mam koronawirusa.

Cisza, nikt nie reaguje, nikt nie ustępuje miejsca, nawet nikt się nie odwrócił i nie spojrzał.

Wrocławski Mikol zdziwiony, myśli, że nikt nie usłyszał. Krzyczy na cały wagon:

- Ludzie, mam koronawirusa!

Dalej nic, żadnej reakcji, ludzie jak gapili się w okna tak nadal gapią i nawet nie odwrócili głów.

"Ciemna masa, pewnie nie wiedzą co to jest" - myśli sobie Wrocławski Mikol.

- Ludzie, mam koronawirusa!!! To taki wirus z Chin, jak się zarazicie to szybko umrzecie!!! - krzyczy przeraźliwie Wrocławski Mikol ile sił w płucach, kasłając po każdym słowie.

Wtem gdzieś z tyłu odzywa się dziadek:

- Panie, tu wszyscy zarażeni. A nawet jak ktoś nie jest, to tylko myśli, że nie jest. Daj pan w spokoju jechać i nie drzyj ryja co chwilę.

Wrocławski Mikol zmartwiony, chciał sobie usiąść a tu będzie stał całą drogę. Wyciąga knyszę z plecaka, którą mama dała mu na drogę. "Cóż, przynajmniej zjem coś sobie" - myśli.

Ledwo wyciągnął, w całym pociągu panika. Ludzie zerwali się z siedzeń, krzyczą przerażeni, uciekają jak najdalej, niektórzy otworzyli okna i wyskakują przez nie z pędzącego pociągu. Potworny zabużański smród w mig rozniósł się na cały skład. Ktoś zaciągnął ręczny hamulec bezpieczeństwa. Pociąg momentalnie opustoszał.

Wrocławski Mikol zadowolony rozwala się na dwóch siedzeniach, buciory kładzie na dwóch kolejnych naprzeciwko, a plecak na sąsiedniej "czwórce". "Tak to można jechać" - mamrocze do siebie pod nosem szelmowsko się uśmiechając. I nawet biletu nie musiał kupować, bo konduktor nie przyszedł ich sprawdzić...

Pewnie też uciekł z pociągu...

Dodaj ogłoszenie