reklama

Kaczyńska i Jarkiewicz: W Polsce pływały najszybciej, za granicą górą były sterydy

Wojciech KoerberZaktualizowano 
1980, Kołobrzeg. Wypoczynek po igrzyskach. W tle znów woda fot. archiwum prywatne
To całe klany wioślarskie. Aleksandra Kaczyńska-Błoch? Na przystań przyprowadziła ją kuzynka, a na jednym z obozów poznała przyszłego męża - Czesława Błocha, również wioślarza. Taki duet swoje córki również musiał wsadzić do łodzi.

UWAGA! ARTYKUŁ POWSTAŁ W 2012 ROKU!

- Starsza Kasia mieszka we Wrocławiu, lecz kształci się na Oxfordzie, gdzie robi doktorat. Była współorganizatorką niedawnych wrocławskich regat akademickich. Po maturze wyjechała na stypendium do USA, gdzie trenowała na uniwersytecie w Pullman, a latem wracała do kraju i zdobywała złote medale mistrzostw Polski - mówi nam mama. Młodsza córka Magda skończyła karierę jesienią 2011 roku. - Najpierw była uczennicą SMS-u w Wałczu o profilu wioślarskim, a później przeniosła się do Bydgoszczy, gdzie miała lepsze warunki szkoleniowe. Też zdobywała tytuły MP. Zresztą obie córki reprezentowały Polskę na kilku mistrzostwach świata - dodaje Kaczyńska-Błoch.

Zanim jednak pojawiła się radość z sukcesów córek, były dwa własne starty olimpijskie. - W Montrealu niewiele nam zabrakło, by zawalczyć w ósemce o medal. Trener nie złapał jednak naszego szczytu formy w odpowiednim momencie. Wygrałyśmy finał B, tymczasem z przebiegu całego sezonu wynikało, że powinnyśmy walczyć z najlepszymi osadami. Że powinnyśmy mieć medal z ręką w kieszeni. Niestety, wyszło inaczej - konstatuje dziś wrocławianka. A tym trenerem, który "nie złapał szczytu formy", by sam Teodor Kocerka. Ten Kocerka, który na igrzyskach w Helsinkach (1952) i Rzymie (1960) sięgał w pojedynkę po brązowe krążki. A propos. Od jakiegoś czasu panuje przekonanie, że chorąży naszej olimpijskiej delegacji jest postacią pechową, że nie dla niej medale. Tymczasem Kocerka był chorążym i w 1952, i w 1960 roku. Nie był za to w Melbourne (1956), więc zajął tam... czwarte miejsce.

- To fakt, że byłyśmy w Montrealu przetrenowane, ale - dla jasności - do trenera Kocerki przyczepić się nie można. Zawodniczki siłą rzeczy były mu ufne. Na ówczesne czasy lepszego fachowca chyba w kraju nie mieliśmy - zauważa olimpijka. W Moskwie startowała już w osadzie o połowę mniej licznej. W czwórce podwójnej, które zresztą po raz ostatni woziły w swych łodziach sterników. Właśnie w Moskwie.

- Ja w ogóle, nie chwaląc się, byłam zawodniczką uniwersalną. I na krótkie, i na długie wiosła. Jakoś tak potrafiłam się dopasować. Na jedynce - skifie - również dobrze i skutecznie wiosłowałam, dlatego kwalifikowałam się do reprezentacji. Długi był ten mój żywot w reprezentacji, od1973 do 1980 roku - dodaje piąta zawodniczka moskiewskiego finału i 17-krotna mistrzyni Polski. A po zakończeniu kariery trenerka II klasy. - Do 1988 roku trenowaliśmy wspólnie z mężem, który zaczynał od pracy z kobietami - dodaje.

Kiedyś zostawiły coś po sobie Bułgarki i my to zabrałyśmy z sobą do zbadania. Wyszło z nich, że to sterydy

Jedno, czego brakuje w tej bogatej karierze, to medalu dużej światowej imprezy. - Przy największych chęciach, niestety, nie udało się. Ale nie żałuję niczego. Przypuszczam, że w dużej mierze było to spowodowane niedozwolonym dopingiem, który stosowano m.in. w NRD, Rumunii czy Bułgarii - dodaje Kaczyńska-Błoch, a za chwilę dorzuci też coś na ten temat Hanna Jarkiewicz-Widun.

Dziś pani Aleksandra związana jest ze sportem niepełnosprawnych oraz olimpiadami specjalnymi. - Prowadzę zajęcia wuefu w szkole specjalnej nr 27 we Wrocławiu. Pływanie, kajaki itd. Gdy odeszłam z klubu, trafiłam do sportu niepełnosprawnych i nie było to może jakimś moim powołaniem, ale właśnie tu znalazłam swoje miejsce. Stworzyłam UKS i staram się również pozyskiwać pieniądze na zajęcia, wyjazdy - tłumaczy. Widoczna jest także w Regionalnej Radzie Olimpijskiej. Z reguły obok Hanny Jarkiewicz-Widun. To kumpelki, zresztą obok siebie siadały też w łódce na MŚ. Choćby w 1977 roku (9. miejsce w dwójce podwójnej) czy 1978 roku (8. pozycja w czwórce ze sternikiem).

Jarkiewicz-Widun również była w Moskwie piąta, tyle że w dwójce podwójnej z Janiną Klucznik. - Przedbieg wygrałyśmy, lecz ona była po nim "ciężko chora", bo ciągnęła ten bieg. Tak już miała, że co wygrałyśmy, to chciała pokazać, iż dzięki niej właśnie. I ledwo później żyła. Cóż, taki typ, hipochondryczka jakaś - tak wspomina swoją partnerkę. W latach 70. wspomniana Klucznik była też członkinią czwórki podwójnej z Jarkiewicz-Widun oraz Kaczyńską-Błoch - na MŚ. - Choć miałyśmy wtedy łódkę made in Poland, 20 kg cięższą od innych, zabrakło nam 0,01 sekundy, by dostać się do finału - zaznacza... Mućka. - A, na jednym z obozów kolega wioślarz tak mnie nazwał. Żartowaliśmy, grając w siatkę, i tylko ja zaczęłam się śmiać na dźwięk słowa mućka. O tę mućkę z Kargulów i Pawlaków chodziło, co w minę weszła. No i tak zostało - wyjaśnia.

Wróćmy jednak do tej partnerki. Nie można było wywalczyć innej? - To narzucał z góry trener. Ona była bardzo dobrą zawodniczką, nie potrafiła jednak żyć z innymi, z nikim nie utrzymuje chyba kontaktu. Wcześniej debla pływała z nią Beata Dziadura, ale się zbuntowała i padło na mnie. A w kadrze, ze względu na wzrost, nie miałam wielkich szans. Cieszyłam się, że w ogóle w niej jestem - uśmiecha się Jarkiewicz-Widun, 164 cm w czapeczce. Sama mówi, że zbyt wcześnie się urodziła. Nie, nie chodzi o to, że jest wcześniakiem i nie urosła. Zbyt wcześnie, bo dopiero później wprowadzono wagę lekką. A ciężko było się równać z zawodniczkami powyżej 180 cm. No i rozrośniętymi nie tylko wzdłuż.

- Ja też byłam w Moskwie przetrenowana, poza tym w tamtych czasach pierwsze cztery miejsca zarezerwowane były dla NRD, ZSRR, Rumunii oraz Bułgarii. O miejsca 5-6 walczyła reszta świata, do tego dystans raczej sprinterski, 1 km, też nie sprzyjał. A my, w przeciwieństwie do zawodniczek tej wymienionej czwórki, żadnych sterydów nie brałyśmy. A widziałyśmy, co łykają inni. Kiedyś zostawiły coś po sobie Bułgarki i my to zabrałyśmy do Wrocławia. Dałyśmy znajomemu do zbadania. Okazało się, że to właśnie sterydy. Więc te ekipy brały to przez dwa lata, a przestawały trzy miesiące przed igrzyskami, by kontrola nic nie wykazała. Stąd w roku olimpijskim takie Rumunki wycofywały się z wcześniejszych imprez, rzekomo przez epidemię różyczki. Pamiętam różne takie dziwne rzeczy - nie ukrywa Jarkiewicz-Widun. Choć Bozia wzrostu jej nie dała, to jednak w serce wyposażyła spore. Ciągnęło zatem do sportu.

- Gdy chodziłam do szkoły podstawowej, słyszałam o Szurkowskim, innych i po prostu marzyłam o tym, by trafić do sportu. By gdzieś zakotwiczyć, a że byłam mała, to nie bardzo wiedziałam gdzie. Mąż mojej nauczycielki, pan Antkowiak, robił nabór do AZS-u i mnie, jako tę małą, wzięto na doczepkę do 20-osobowej grupy. I z tych 21 osób tylko ja przy wiosłach zostałam - z du-mą zaznacza dziś mała wojowniczka. Córka Karolina urosła już jednak do całych 170 cm i ją do łódki też wsadzono. Mistrzynią Polski była. Ba! Można rzecz, że została championką już w wieku... jednego miesiąca. Otóż w 1987 roku, gdy zawodniczka była w ciąży, zdobyła podwójne mistrzostwo kraju. Z Karolinką właśnie na doczepkę. No, żartobliwie rzecz biorąc, doping ciążowy i tyle. Wiedzą coś o tym w NRD. Aha. Ciekawostka jest taka, że były to wytęsknione starty w wadze lekkiej. Mimo ciąży - w wadze lekkiej. By dopełnić sportowego obrazu familii, dodajmy, że mąż - Marian Widun - też wiosłował. W barwach Dolmelu.

Dziś pani Hanna prowadzi w szkołach zajęcia z gimnastyki korekcyjnej. - Taka praca dzięki funduszom Unii Europejskiej. Dorabiam sobie do skromnej emerytury - uśmiecha się. Tej olimpijskiej przecież nie ma. Wspomniana córka Karolina, lat 25, też bardzo chciała posmakować igrzysk, lecz organizm nieco się buntuje. Ale nie daje za wygraną. Ostatnio wróciła do trenera Błocha. Ona kończy poznańską AWF, a syn Grzegorz (23 lata) - wrocławską. Też trochę wiosłował.

Medali MP Aleksandra Kaczyńska-Błoch i Hanna Jarkiewicz-Widun nakosiły do spółki całą sakiewkę, w czym pewnie wieeelka zasługa klubowej trenerki Krystyny Odoj, do której obie panie mają wielki sentyment i równie wielki szacunek. - Raz trener Kocerka nie wypuścił nas na deblu, tylko w ósemce, bo nie chciał, byśmy wygrały - wspomina z uśmiechem Jarkiewicz-Widun. - Do końca spełniona się nie czuję. Za to w dawnej Czechosłowacji poznałam, co znaczy być olimpijczykiem. Gdy się tam dowiedzieli, że nim jestem, traktowali mnie specjalnie. W Polsce nigdy tak się nie po-czułam. Choć ostatnio przy Regionalnej Radzie Olimpijskiej jest już lepiej - dostrzega zmianę. No to niech działa ta rada.

Hanna Jarkiewicz-Widun

Urodziła się 31 sierpnia 1954 roku we Wrocławiu. Klub: AZS Politechnika Wrocławska. Olimpijka z Moskwy, gdzie zajęła 5. miejsce w dwójce pod-wójnej z Janiną Klucznik (3:27.25, wygrała osada ZSRR - 3:16.27). 17-krotna mistrzyni Polski. Uczestniczka ME i MŚ. Absolwentka XI LO (1973) i wrocławskiej AWF (1978). Córka Karolina (25 lat) również wiosłuje. Syn Grzegorz (23) kończy tutejszą AWF.

Aleksandra Kaczyńska-Błoch

Urodziła się 2 grudnia 1954 roku we Wrocławiu. Klub: AZS Politechnika Wr. Olimpijka z Montrealu, gdzie zajęła 7. miejsce (1. w finale B) w ósemce (Kozłowska, Franczyk, Brandysiewicz, Konkalec, Stadnicka, Wenta--Wojciechowska, Data i sternik Zdanowska) z czasem 3:32.48. Wygrała NRD. W Moskwie była 5. (3:20.95) w czwórce podwójnej (Abrahamczyk, Kobylińska, Tomasiak i sternik Dzieża), a wygrała NRD (3:15.32). 17-krotna mistrzyni kraju, uczestniczka ME i MŚ. Córki Katarzyna (28 lat) i Magda (24 lata) również wiosłowały. Absolwentka Technikum Przemysłu Spożywczego (73) i wrocławskiej AWF (78).

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3